var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: lechita.net

Kiełb: "Jakiś tam Lech" zawstydził Juventus i Manchester

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2010-12-03 02:37:09

Jacek Kiełb był pierwszym letnim transferem Lecha i dziś można już chyba powiedzieć, że drugim udanym, obok Artjomsa Rudnevsa. 22-letni skrzydłowy klasę pokazał przede wszystkim w Lidze Europy. W wywiadzie dla 2x45.com.pl nie kryje, że momentami sukces "Kolejorza" jeszcze do niego nie dociera. Rozmawialiśmy dobę po wyeliminowaniu Juventusu.

2x45.com.pl: - Za Panem pierwsze pół roku w Poznaniu. Jakie podsumowanie?
Jacek Kiełb: - Na pewno ten okres nie należał do jakichś strasznie udanych. Przytrafiła się jedna kontuzja, dwa razy chorowałem i to mnie wykluczyło z kilku bardzo ważnych meczów. Ominęły mnie wyjazdy do Turynu i Manchesteru. To mi nie pomogło, ale takie jest życie. Czasami nic się nie poradzi.

 - Pana występy w Ekstraklasie są, szczerze mówiąc, bez historii. Wszystko co najlepsze pokazał Pan w Lidze Europy, z Salzburgiem i przede wszystkim z Manchesterem City.
 - Tak, dokładnie. Z Sazburgiem miałem niezłe wejście na boisko - niezłe, nie dobre. Z City też wyszło obiecująco, choć początek tego występu nie należał do najlepszych. Potem się jednak rozkręciłem. Ogólnie tylko w tych dwóch meczach pokazałem coś więcej, właśnie przez problemy zdrowotne. Trochę żałuję, że tak się to potoczyło, bo gra na stadionach Juventusu czy Manchesteru z pewnością pozostałaby w pamięci.

 - Jak się później okazało, na rewanż z "The Citizens" wrócił Pan nie w pełni zdrowy i choroba szybko znów dała o sobie znać. Czy jednak jest czego żałować? Po tamtym spotkaniu Pana akcje znacznie wzrosły u kibiców i dziennikarzy.
 - W sumie z Manchesterem wyszły mi dwie akcje. Piłkarze angielskiego klubu pewnie się nie spodziewali, że jakiś rezerwowy zawodnik Lecha zbierze się na odwagę, by próbować ich okiwać. Nie było źle, ale sądzę, że najlepsze mecze dopiero przede mną.

 - Krótko mówiąc: solidnie przepracowana zima i wiosna będzie już należała do Pana?
 - Oby tak było. Mocno w to wierzę.

 - Jakie nastroje w Lechu dobę po sukcesie w Lidze Europy? Dalej euforia, czy emocje opadają?
 - Chyba wszystko w porządku (śmiech). Kibice cieszą się z awansu i my też, jesteśmy z niego bardzo dumni. Jest radość, ale chwilami do człowieka jeszcze nie dociera fakt, że jednak wyszedł z tej grupy śmierci. W ten sposób ją wszyscy nazywali. Słyszałem nawet, że o naszej grupie pisano: Manchester City, Juventus, Salzburg i jakiś tam Lech. W którejś z zagranicznych gazet się to pojawiło, nie pamiętam już nazwy. Cieszymy się więc, ale nie popadamy w samouwielbienie. Przed nami jeszcze rewanż z Salzburgiem, a potem czeka nas losowanie rywala na fazę pucharową. 

 - Ma Pan jakiś klub, z którym chciałby się zmierzyć lub ligę, z której oczekiwałby rywala?
 - Raczej nie. Bylebyśmy trafili tak, że awansujemy. Wiemy jednak, że bez względu na to, kogo los nam przydzieli, będzie ciężko.

 - Jak Pan widział środowy mecz z Juventusem z ławki rezerwowych? O ile coś widział w takich warunkach...
 - No w drugiej połowie już bardzo trudno było coś więcej dojrzeć na boisku. Wiadomo, spotkanie było trudne, Włosi ponoć nie chcieli grać na takiej murawie i w sumie trudno mi coś więcej powiedzieć. Jestem niesamowicie szczęśliwy, że wszystko dobrze się ułożyło. 

 - A ile brakowało, by zamarzł Pan na tej ławce? Przy kilkunastu stopniach poniżej zera niełatwo przetrwać dwie godziny.
 - Gorącą herbatę trzeba było pić (śmiech). Ja sobie jakoś dałem radę, byłem ciepło ubrany, ale jak kibice na trybunach poradzili sobie z mrozem, nie mam pojęcia. Tym większy respekt dla nich.

 - Gdy z boiska schodzić miał Rudnevs, spodziewał się Pan wejścia do gry? W końcu jako jedyny z piłkarzy rezerwowych miał za sobą epizody w ataku, bo na tej pozycji występował w letnich sparingach...
 - Nie, nawet się nie rozgrzewałem, cały czas siedziałem na ławce. Nie wiem, z czego to wynikało. Taka była decyzja trenera Jose Marii Bakero i ja nic tu nie miałem do gadania. Muszę cały czas robić swoje. Na kolejny mecz trochę poczekamy, bo odwołano 16. kolejkę Ekstraklasy. Trzeba będzie to jakoś wytrzymać do rewanżu z Salzburgiem.

 - Włosi do samego końca próbowali przełożyć spotkanie, kombinowali. Później ciągle narzekali i użalali się nad sobą. Chyba trochę przesadzali?
 - Na pewno. Graliśmy w takich samych warunkach jak oni. Ale wiadomo, muszą teraz szukać wymówek. To dla nich wstyd, że z grupy wyszedł Lech, który w Europie jest dużo mniej znany niż Juventus. Musi im być strasznie głupio z tego powodu, więc próbują się jakoś tłumaczyć. To jest właśnie całe piękno piłki: nie wiadomo kto, kiedy, jak i gdzie może wygrać. 

 - Dla Salzburga żadnej taryfy ulgowej nie będzie?
 - Absolutnie nie! Lech zawsze gra o zwycięstwo. Nie pojedziemy tam z nastawieniem, że mamy awans w kieszeni, więc ten mecz jest już nieważny. Zapewniam.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się