var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: lechita.net

Jakub Wilk dla 2x45.com.pl: Miałem pięć ofert, ale Lech z nikim się nie dogadał. Muszę wytrzymać do stycznia

Autor: rozmawiał Mikołaj Baranek
2012-09-08 19:03:15

- Nie potrzebuję pocieszenia. Znam moją wartość. Potrafię grać w piłkę. Skoro trener nie widzi mnie w składzie, to jego sprawa. Jeśli się na mnie uparł, to mi o tym nie powiedział - stwierdza w rozmowie z 2x45.com.pl Jakub Wilk, który po powrocie z Lechii Gdańsk wygrzewa ławkę w Lechu Poznań, mimo że miał wiele ofert.

2x45.com.pl: - Jest początek września, a pan w tym sezonie zagrał tylko w dwóch meczach z Chazarem Lenkoran w eliminacjach Ligi Europy. Nie wygląda to za dobrze…
Jakub Wilk:
- Wiem o tym. Jak trwało okno transferowe, miałem odejść z Lecha. Były propozycje, ale kluby nie mogły się dogadać. Na razie jestem zawodnikiem „Kolejorza”.

- Mariusz Rumak otwarcie powiedział, że nie pasuje pan do jego koncepcji. Zabolały te słowa?
- Nie. Każdy trener ma jakiś plan na swoją drużynę. Znam moją wartość. Potrafię grać w piłkę. Skoro szkoleniowiec nie widzi mnie w składzie, to jego sprawa. Muszę uszanować tę decyzję.

- Jakie są wasze relacje?
- Dobre. Nie mamy żadnych konfliktów.

- Rozmawiał pan z nim na temat swojej sytuacji?
- Tak, dwukrotnie. Powiedział, że lepiej byłoby, abym znalazł nowego pracodawcę i tam występował, a nie siedział na ławce rezerwowych bądź na trybunach. 

 - Aż tak słabo prezentuje się na treningach, że nie ma dla pana miejsca na rezerwie, czy powód jest zupełnie inny?
- Na pewno nie chodzi tu o sprawy sportowe. Po prostu nie współgram z filozofią trenera. 

- Są szanse, że coś się zmieni?
- Chyba zostanie tak do końca. Trener daje mi do zrozumienia tym, że nie mieszczę się nawet w meczowej osiemnastce. Takie jest moje zdanie.

- Uwziął się na pana?
- Nie mam pojęcia. To jest jego decyzja, jeśli się uwziął i nie powiedział mi tego. Ja jestem od trenowania. Przez takie chwile w życiu należy przejść.
 
- Koledzy z drużyny podnoszą pana na duchu?
- Nie potrzebuję pocieszenia. Świat się nie zawalił. Jak wspomniałem wcześniej – robię swoje, jednak najgorsze jest to, że nie gram.

- W lipcu chciała pana wykupić Lechia Gdańsk, lecz Lech zażądał za transfer około 700 tys. złotych. Gdańszczanie musieliby jeszcze zapłacić prowizję menedżerską, więc z tego pomysłu zrezygnowali. Ma pan żal do Lecha, że postawił tak zaporową cenę?
- To była sprawa pomiędzy Lechem a Lechią. Lechia jako pierwsza wyraziła zainteresowanie, ale „Kolejorz” nie zgodził się na mniejszą kwotę. Mogłem już dawno trenować i walczyć o pierwszy skład w Gdańsku. Kontrakt obowiązuje do czerwca 2013, tak więc pół roku przed jego wygaśnięciem mam możliwość związania się za darmo z kolejnym zespołem. Muszę ten czas przeczekać. Normalnie uczestniczę w zajęciach. Nie obijam się, tylko robię swoje.



- Zapewne niesmaku dodaje fakt, że w Lechii był pan podstawowym zawodnikiem i pański gol pożegnał marzenia Legii o mistrzostwie Polski…
- Tak. Miałbym dużą szansę na pierwszy skład. Wiadomo, że trzeba byłoby się bardzo starać. Jest tam sporo dobrych chłopaków. Szkoda, ze nie doszło do finalizacji tego transferu. Lechia rozmawiała z Lechem do samego końca. Ponadto miałem oferty z innych czterech zespołów. Nie będę ich wymieniał, bo to już historia.

- Niektóre portale piszą, że w przyszłym zespole chce pan zarabiać tyle samo, ile w „Kolejorzu” i to właśnie odstrasza zainteresowanych.
- Nie chodzi tu o płace, ale o kwestię dogadania się pomiędzy klubami. Gdybym przeszedł do Lechii, inkasowałbym wiele mniej. W tych czasach po prostu większości polskich ekip nie stać na wyłożenie tylu pieniędzy za mnie.

- Dostał Pan jakąś nagrodę za tamte uderzenie z rzutu wolnego?
- (śmiech) Niczego nie było. Ważne, że Lechia się wtedy utrzymała.

- Utrzymuje Pan kontakt z którymś z Lechistów?
- Oczywiście. Z Krzysiem Bąkiem smsujemy albo dzwonimy, więc wiem wszystko, co dzieje się w Lechii.

- Występy Lecha w Pucharze UEFA pokazały, że pan dobrze rokuje i może zostać jednym z lepszych polskich piłkarzy. Od tamtej chwili minęły cztery lata, a pan nadal stoi w miejscu…
- Myślałem, że po powrocie z Lechii dostanę okazję pokazania się nowemu trenerowi, lecz tak się nie stało.

- Przejdźmy do tematów czysto sportowych. Na tę chwilę Lech zajmuje trzecie miejsce w lidze z siedmioma punktami na koncie, tracąc dwa do liderującej Legii i drugiego Widzewa.  Oczekiwaliście takiego startu?
- Rozpoczęliśmy udanie. Ścigamy czołówkę. Kolejnym rywalem będzie Bełchatów. Każdy liczy na trzy punkty, gdyż to one mogą przesądzić, kto wygra Ekstraklasę, choć do tego bardzo długa droga. Ale rokowania na przyszłość są dobre.

- Co mogło być powodem bezbarwnego występu z Górnikiem Zabrze?
­ - Trochę brakowało dynamiki. Chłopaki sprawiali wrażenie ociężałych. Z drugiej strony wiadomo, że wszystkich meczów nie da się wygrać.   

- W piątek reprezentacja Polski zremisowała w Podgoricy 2:2 z Czarnogórą. Jak pan oceni to spotkanie?

- Akurat meczu nie oglądałem, bo byliśmy całą drużyną na spotkaniu w Koninie. Trafiliśmy na jego końcówkę, więc nie będę oceniać. Mogę powiedzieć tylko tyle, że Polska pojechała wygrać, ale Czarnogórcy postawili wysoko poprzeczkę.

- Zapłaciłby pan 20 złotych za obejrzenie tego spotkania?
­- Tak. Z chęcią zobaczyłbym, jak prezentuje się drużyna prowadzona przez nowego selekcjonera.

- Wierzy pan w to, że jeszcze pan kiedyś zagra w reprezentacji?
- Oj, trzeba najpierw ciągle grać w lidze i pokazywać się z jak najlepszej strony. Dopiero wtedy można o tym myśleć.

- Z rozmowy wyniknęło, że najbliższym pana celem jest zmiana klubu.
- Tak. Mam 27 lat. Nie chcę siedzieć na ławce albo na trybunach. Wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane w styczniu.

- Czy jest możliwość transferu do pierwszoligowego klubu?
- Nie mówię, że mnie ona nie interesuje. Chciałbym grać nadal w Ekstraklasie, ale zobaczymy, jakie będą oferty i czy ktoś w ogóle wyrazi zainteresowanie moją osobą.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się