var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: daylife.com

Jacek Zieliński: Szukałem siebie na ławce, serce bolało

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2010-11-10 07:49:33

Jacek Zieliński jeszcze na początku listopada był trenerem Lecha Poznań, ale dziś to już historia. 49-letni szkoleniowiec stracił posadę po zwycięstwie 4:1 nad Wisłą Kraków i w rozmowie z 2x45.com.pl nie ukrywa zaskoczenia z tego powodu. Były opiekun "Kolejorza" nie zamierza przekonywać, że nie popełnił kilku błędów. Zdradza również, jak wyglądała sytuacja z odejściem Artura Wichniarka i czy jest choć trochę prawdy w ostatnich plotkach łączących go z kilkoma klubami Ekstraklasy.

2x45.com.pl: - Wielu zaskoczyło Pana zwolnienie z Lecha. Pana samego też?
Jacek Zieliński:
- Gdybym stwierdził, że nie zaskoczyło, to bym skłamał. Jasne, że tak, ale bardziej niż samo zwolnienie zaskoczyła mnie forma i czas tego rozstania. Do nikogo nie mam pretensji, bo takie jest życie trenera, natomiast forma i czas wprowadzenia tej decyzji w życie była nie na miejscu i nie przystawała do klasy klubu jakim jest Lech. 

 - Czyli spodziewał się Pan, że poprowadzi drużynę przeciwko Manchesterowi City?
 - No a pan by się na moim miejscu nie spodziewał? Oczywiście, że liczyłem na to. 

 - Nie czuje się Pan potraktowany dziwnie? Zachowuje Pan posadę po czterech kolejnych porażkach w lidze, a traci ją po dwóch wygranych 4:1. To nie jest normalne!
 - Ja już nie chcę nic na ten temat mówić. Było, minęło. Tak to w życiu bywa. Czas goi rany. Z włodarzami Lecha rozstałem się w zgodzie, wyjaśniliśmy sobie wiele rzeczy. Serce boli, ale to już się stało, trudno. 

 - W miniony czwartek był na trybunach i widział jak "Kolejorz" ogrywa zespół "The Citizens". Zapewne czuł Pan sporą satysfakcję, bo przecież Jose Maria Bakero nie odmienił tak nagle zespołu w dwa dni?
 - Czułem się trochę nieswojo. Z jednej strony byłem bardzo dumny z chłopaków, że ograli Manchester i to w stylu naprawdę przekonującym. Z drugiej strony serce jednak bolało, gdyż oczami, wzrokiem szukałem siebie na dole, na ławce trenerskiej. Tam powinienem wtedy być. 
 
 - Niektórzy niemal całą zasługę przypisują Bakero, argumentując na przykład, że Pan nie zrobiłby równie odważnych zmian i w meczu o taką stawką nie wpuściłby na pół godziny Mateusza Możdżenia, który strzelił gola na 3:1. Co Pan na to?
 - Ci ludzie najwyraźniej zapomnieli, że Możdżeń tydzień wcześniej zagrał 90 minut z Cracovią w Pucharze Polski, a przeciwko Wiśle Kraków również otrzymał szansę i strzelił gola. I to za mojej kadencji zaliczył kilkanaście meczów w Ekstraklasie. Także jeśli w ten sposób ktoś to ocenia, ma problemy ze wzrokiem lub pamięcią.

 - Sam Bakero przyznaje, że zespół został dobrze przygotowany do sezonu. Wygląda więc na to, że nie potrafił Pan dotrzeć do piłkarzy pod względem mentalnym. Chyba trudno znaleźć inne wytłumaczenie tak nierównej gry, prawda?
 - Cały czas twierdziłem, że jest to przede wszystkim problem psychiki i wszystko rozgrywa się w głowach zawodników. Być może rzeczywiście nie udawało się nam odpowiednio szybko ich "resetować" po świetnych meczach Ligi Europy na mecze ligowe, więc jeśli pod tym względem są jakieś zarzuty pod moim adresem, podpisuję się pod nimi. Nie mam zamiaru tu polemizować. Jeśli w Lechu poradzą sobie ze sferą mentalną, będzie dobrze. 

 - Rozumiem, że w kwestii podejścia do psychiki piłkarzy otrzymał Pan lekcję, która zaprocentuje w przyszłości?
 - Wie pan... Myśmy z tymi zawodnikami pracowali półtora roku, więc niech nikt nie myśli, że wcześniej nie było dobrej pracy w tym elemencie. Udało się przecież zdobyć mistrzostwo Polski, awansować do fazy grupowej Ligi Europy, ale niestety pewne problemy się nawarstwiły. Wąska kadra dała znać o sobie. Niekiedy głowa nie nadążała za nogami i pojawiły się kłopoty. I to jest dobra nauka dla polskich drużyn, tak na przyszłość. Jeśli chce się grać na trzech frontach, wszędzie walczyć o coś, to trzeba dysponować taką kadrą, jak przeciwnicy, z którymi rywalizujemy w europejskich pucharach. Zwróćmy uwagę na jedną rzecz. Manchester City przegrał mecz w Poznaniu i za trzy dni w spotkaniu ligowym z czwartkowego składu od pierwszej minuty grał tylko jeden piłkarz, Pablo Zabaleta! Dziesięciu ludzi, którzy grali z Lechem, przeciwko West Bromwich nie wystąpiło lub weszło na boisko w końcówce. To właśnie świadczy o sile kadry tego zespołu. 

 - Skoro mówimy o klubowej kadrze. Latem działacze Pana nie rozpieszczali. Szybko pozyskano jedynie Jacka Kiełba, Artjomsa Rudnevsa sprowadzono za późno, a Joel Tshibamba i Artur Wichniarek od początku zawodzili...
 - O te sprawy powinno się zapytać władze Lecha. Ja od początku nie wypowiadałem się na ten temat, nigdy żadnych żalów nie wylewałem i nie będę tego zmieniał. Informowano mnie na bieżąco jak to wszystko wygląda, o naszych problemach z transferami, więc to nie jest tak, że mogę mieć do kogoś pretensje. Jeśli już, to tylko do siebie. Nie zamierzam winić szefów klubu, czy inne osoby. Wszyscy jechaliśmy na tym samym wózku. I tyle.

 - A ile było prawdy w tym, że Wichniarek odszedł w równej mierze ze względów sportowych jak i pozasportowych? Dużo teraz pisano o całej sprawie.
 - No i to jest właśnie problem. Za dużo spekulowano na temat Wichniarka, pojawiło się bardzo wiele rzeczy nieprawdziwych, jak choćby informacja o przesunięciu go do Młodej Ekstraklasy, co było wierutną bzdurą. Nigdy tak się nie stało, nie wiem, skąd brano te rewelacje. W momencie przyjazdu Artura na zgrupowanie do Austrii poszedłem z nim na rozmowę, wiele rzeczy sobie wyjaśnialiśmy i ustaliliśmy jedną najważniejszą: jeśli ta przygoda okaże się mało udana, piłkarz mało wniesie do drużyny i będzie miał problemy z miejscem w składzie, to po prostu podamy sobie ręce i rozstaniemy się. I tak się stało. Myślę, że był to układ fair. Za dużo mitów stworzono wokół tematu, a nie ma co drążyć. Nie było żadnego skandalu, tylko męska decyzja o odejściu.

 - Media spekulują, że zbyt długo bezrobotny Pan nie będzie, bo chcą Pana Widzew Łódź i Wisła Kraków. Można im wierzyć?
 - Do końca grudnia chcę spokojnie odpocząć. Zamierzam w domowym zaciszu przeanalizować wszystko, szczególnie to, co było złego w moich poczynaniach i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Informacje o prowadzeniu przeze mnie Widzewa czy Wisły są zwykłymi prasowymi newsami, by nie powiedzieć krótko - bzdurami. Nawet nie zamierzam się do nich odnosić. 

 - Paweł Janas stwierdził ostatnio, że gdyby Pan chciał, mógłby Pan razem z nim prowadzić Polonię Warszawa. Chciałby Pan?
 - Dla mnie jest to science-fiction i tak do tego podchodzę. Też czytałem tę wypowiedź. Takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. Cały czas jestem trenerem, dobrze czuję się na trenerskiej ławce z zawodnikami i żadne inne, poboczne funkcje mnie nie interesują.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się