var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: gp24.pl

Kryszałowicz wspomina Magatha: Albo wytrzymasz, albo odchodzisz

Autor: Paweł Kryszałowicz
2010-11-10 07:53:57

Witam czytelników 2x45.com.pl. Na początek napiszę Wam parę słów o jednym z najlepszych trenerów Bundesligi w ostatnich latach, którym bez wątpienia jest Felix Magath. Miałem okazję współpracować z nim na początku swojego pobytu w Eintrachcie Frankfurt. Narosło wokół niego sporo mitów. Część z nich potwierdzę, inne rozwieję.

Magath, w czasie gdy mnie trenował, stosował dość oryginalne metody prowadzenia drużyny. Sposób przygotowań do sezonu jest u niego niezwykle ciężki. Podkreślają to wszyscy zawodnicy, którzy mieli kontakt z jego osobą. Zespołem dowodzi jak dyktator - nie ma z nim żadnych dyskusji na temat treningów jak i sposobu gry. Kontaktował się przede wszystkim z kapitanami drużyny i przekazywał im wskazówki dla nas. Mam tu na myśli sprawy pozatreningowe.

Szkoleniowiec ten lubi zawodników, którzy ciężko pracują na zajęciach. Każdy, kto choć trochę się oszczędzał lub próbował jakiegoś drobnego oszustwa podczas treningów, od razu był upominany nie tylko w gronie zespołu, ale czasami również w mediach.

Same treningi wyglądały podobnie jak u nas, lecz ich intensywność była o wiele większa. W każdym
zespole 1. i 2. Bundesligi jest 20-24 zawodników przychodzących do pracy i mocno zasuwających. Podam jeden z wielu przykładów: nigdy w Polsce nie biegałem przez godzinę i 45 minut bez odpoczynku na tętnie 150-160. Nigdy. Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że trener Magath prowadził całą grupę, drugi trener kończył z nią zajęcia, a wszyscy zawodnicy włącznie z bramkarzami biegali w środku do upadłego. Oczywiście wcześniej była rozgrzewka. Takich przykładów znajdziemy wiele, ale nie sposób wszystkich wymienić. Uważam, ale to tylko moje skromne zdanie, że właśnie takie metody doprowadziły Magatha do sukcesów, które odniósł w niemieckiej piłce. 
 
Jeśli chodzi o moją współpracę z Magathem, zobaczyłem wtedy różnicę między profesjonalizmem w Polsce i w Niemczech. Nie było marudzenia, że jestem zmęczony i coś mnie boli. Miałeś prosty wybór: trenujesz i grasz, albo odpoczywasz i wypadasz ze składu. Kto nie wytrzymał obciążeń treningowych, na początku po prostu siadał na ławce, a z czasem brał się do pracy i dostosowywał lub musiał opuścić klub. To warte podkreślenia. Odchodził piłkarz, a nie trener, dlatego, że piłkarzom było za ciężko. Właśnie dlatego zespoły niemieckie grają do końca i często zdarza się, że wygrywają mecz w ostatnich minutach. 

Po okresie przygotowawczym u tego trenera miałem wrażenie, że mogłem biegać i biegać aż mi się znudzi. Właśnie w tamtym roku (2001) strzeliłem najwięcej goli podczas mojej przygody z piłką. Osobiście lubiłem potrenować mocno i mi to jakoś nie przeszkadzało, ale zdaję sobie sprawę, że wielu zawodników po takich treningach traciło formę. Gdy w klubie jest 24 graczy, zawsze znajdzie się jeden lub dwóch, którym tego typu zajęcia kompletnie nie służą, a na indywidualne obciążenia nie mieli co liczyć.

Mówi się u nas, że Felix Magath nie lubi zawodników z Polski. Mi bardzo trudno się wypowiadać w tej kwestii, ponieważ to właśnie on mnie sprowadził do Eintrachtu, co chyba o czymś świadczy. Każdy trener ma swoich piłkarzy, w których widzi coś specjalnego i choć innym oni się nie podobają, to i tak na nich będzie stawiać. Nie wiem jak było z Jackiem Krzynówkiem w Wolfsburgu, dlaczego tak z nim postępował, bo przecież to jeden z najlepszych polskich piłkarzy w ostatnich dziesięciu latach. Może działo się coś na linii trener-zawodnik w innych sprawach? Znam Jacka i wiem,  że on zawsze mocno przykładał się do treningów i zostawiał całe swoje zdrowie na boisku. Na pewno nie odpuszczał na zajęciach.

Teraz Magath dowodzi Schalke, mającym wielkie ambicje. Na dziś jest to wielkie rozczarowanie, ale mimo wszystko pozostaje on na swoim stanowisku. Władze klubu liczą pewnie na awans do dalszej fazy Ligi Mistrzów, w której drużyna radzi sobie lepiej niż w Bundeslidze. W wielu sezonach ekipy prowadzone przez tego trenera miały słabe początki rozgrywek, jednak im dalej w las, tym wszystko wyglądało lepiej. I chyba dlatego Magath ciągle nie jest bezrobotny. W klubie z Gelsenkirchen jest wiele gwiazd (Raul, Huntelaar, Jurado, Farfan, Rakitić), które może nie znały wcześniej takiego warsztatu trenerskiego i trudno jest im być od razu w optymalnej formie. Pracując na treningach po kilku miesiącach ich organizmy zaakceptują te obciążenia i ci sami zawodnicy będą znowu imponować dobrą formą sportową i zaczną wygrywać mecze.
 
Każdemu zawodnikowi uważającemu, że trenuje mocno przydałoby się spotkać na drodze takiego szkoleniowca i wtedy zobaczyłby, jaka jest różnica między treningiem ciężkim a "ciężkim". Miałem po Magathcie jeszcze kilku niemieckich trenerów i każdy z nich preferował bardzo intensywny styl zajęć, bez względu na to, czy była to pierwsza, druga lub trzecia liga.

Różnica między poziomem naszej piłki i piłki niemieckiej jest ogromna. Mamy nowoczesne stadiony lub zaraz będziemy mieli, coraz więcej ludzi przychodzi na mecze, tylko jeszcze żeby sam poziom naszej kopanej szedł cały czas w górę. Na koniec muszę napisać, że w Polsce było i jest kilku trenerów zagranicznych, którzy wprowadzają inne metody treningowe, ale kluczową pozostaje kwestia, czy nasi zawodnicy je wytrzymają i zaakceptują. Z tym bywa różnie, o czym przekonał się choćby Dan Petrescu w Wiśle Kraków.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się