var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: interclubungheria.hu

Jose Mourinho - historia prawdziwa (akt trzeci)

Autor: Paweł Konar
2010-12-09 12:16:53

Pora na trzecią część opisu losów Jose Mourinho. W tym odcinku przypomnimy jego pobyt w Interze Mediolan, który wszyscy kibice i działacze tego klubu nadal wspominają z dużym rozrzewnieniem.

Sen o potędze…

Po dziewięciu miesiącach przerwy Portugalczyk powraca na ławkę trenerską. Massimo Moratti, główny dobroczyńca Interu Mediolan, pragnie nawiązać do wspaniałych tradycji prezydentury swojego ojca Angelo, który to stał za złotą erą „Nerazzurrich” połowy lat sześćdziesiątych (przede wszystkim dwukrotny triumf w Pucharze Europy). Dlatego zatrudnia Mourinho do złudzenia przypominającego mu Helenio Herrerę, legendarnego szkoleniowca z tejże złotej ery.

Za „Mou” podąża jego portugalski sztab szkoleniowy. Prawą ręką szkoleniowca zostaje jednak legendarny Giuseppe Baresi, prawdziwy „interista”. Na San Siro melduje się piłkarska świeża krew w postaci Manciniego, Muntariego i Quaresmy.

W pierwszym sezonie na Półwyspie Apenińskim, doprowadza Inter do glorii zwycięstwa w Super Pucharze Włoch. Zdobywa także kolejne z rzędu mistrzostwo Serie A. Nie udaje się w Lidze Mistrzów. Po dwumeczu lepszą ekipą okazuje się być Manchester United . W 1/8 finału podopieczni sir Alexa Fergusona po bezbramkowym remisie w Mediolanie odprawiają z kwitkiem Włochów na własnym terenie, zwyciężając 2:0.

… faktem „dokonanym”

Sezon 2009-10 to spełnienie marzeń wszystkich sympatyków Internazionale. Marzeń, które w przeszłości były brutalnie weryfikowane. Massimo Moratti mógł unieść ręce w gestii triumfu. Inter po 45 latach oczekiwań zdobywa upragniony Puchar Ligi Mistrzów. Zasługa Mourinho w tym wiekopomnym wydarzeniu nie podlega żadnej wątpliwości.

Wcześniejszemu Interowi zdecydowanie brakowało wyrazistości. Pod wodza kolejnych trenerów, zmienianych w tempie mrugnięcia powieki przez naftowego potentata, począwszy od Luisa Suareza na Alberto Zaccheronim kończąc, Inter nie miał jasno określonego stylu. Trochę lepiej było za kadencji Roberto Manciniego, choć od ideału - daleko.

Prawdziwy taktyczny majstersztyk Mourinho, stanowił półfinałowy mecz LM z Barceloną. Mało kto był skłonny postawić jakąś większą sumę pieniędzy na triumf ekipy z europejskiej stolicy mody. Katalończycy w pierwszym meczu zostali upokorzeni. Inter zwyciężył 3:1, grając futbol niezwykle atrakcyjny, ofensywy. Dla Pepa Guardioli taki bieg wydarzeń był zaskakujący. Koncepcja „Mou” zupełnie wybiła mu wszystkie atuty z ręki - takiego oblicza mediolańczyków nikt wcześniej nie znał.

W meczu rewanżowym wszystko wróciło do normy. Inter zaszył się w zasiekach, niejako będąc do tego przymuszonym. Już w 29. minucie drugą żółtą kartkę za bezmyślny faul zdobył Thiago Motta. Obrona piłkarskich Termopil przebiegała na tyle sprawnie, że „Barcę” stać było tylko na jednego - strzelonego w końcówce - gola. Po ostatnim gwizdku nastąpiła detonacja radości trenera, której efektem końcowym okazało się … starcie z Victorem Valdesem.
 

Taktyczna La Scala

Podczas meczu nie było zawodnika w niebiesko-czarnych barwach, który nie wiedziałby, jakie zadania na boisku ma realizować – i to w najmniejszym detalu. To była siła teamu Mourinho. Jeśli bronimy, bronią wszyscy, bez wyjątku. Dlatego Samuel Eto’o tak często zamieniał się w prawego defensora. Nie było miejsca na dyletanctwo. Kto nie potrafił się dostosować, po prostu opuszczał Mediolan, jak Zlatan Ibrahimović lub zostawał podawany procesowi bolesnej resocjalizacji, jak Mario Balotelli.

Siła „Nerazzurich” polegała na niezwykłej taktycznej elastyczności. Standardowo „Mou” postawił na dwóch defensywnych (Zanetti i Cambiasso) pomocników. Ofensywa opierała się na grze skrzydłowych Eto i Pandeva oraz Wesleyu Snejderze - prawdziwym fantasiscie, w klasycznym znaczeniu. Kolejną cechą charakterystyczną futbolowego credo Portugalczyka byli boczni obrońcy, usposobieni wyjątkowo ofensywnie - jak w każdej prze niego prowadzonej drużynie. Plastyczność ustawienia pozwalała na przeniesienie środka ciężkości na poszczególne elementy całej formacji, w zależności od sytuacji w meczu.

W finale Champions League Inter pozostawił w pokonanym polu Bayern Monachium (2:0). Obie bramki zdobył Diego Milito - jeden z liderów, namaszczonych przez tłumacza z Setubal.

W lidze Mourinho jest także zwycięski. 82 punkty (o dwa więcej niż AS Roma), 24 zwycięstwa - 10 remisów - 4 porażki przynoszą Scudetto. Do tego dochodzi jeszcze Puchar Włoch. Zatem na San Siro wędruje potrójna korona - triplete.

Medialna wojenka

To, że Mourinho wzbudza emocje nie tylko osiąganymi wynikami - powszechnie wiadomo. Jego „italian Job” również obfitowała w rożne ciekawe sytuacje. Na pewno na lata w pamięci tifosich „Nerazzurri” pozostanie jedna z konferencji prasowych, podczas której Mourinho podważył umiejętności swoich głównych przeciwników: Carlo Ancelotti’ego i Luciano Spalletti’ego, stwierdzając, że sezon zakończą z „zeru tituli (zero tytułów)” - była to swoista zabawa słowna ponieważ poprawna forma językowa to „zero titoli”. Dodatkowo podkreślił, że włoscy dziennikarze uprawiają rodzaj intelektualnej prostytucji w imieniu Milanu i Romy.

Mocno oberwało się także Claudio Ranieriemu -Uczę się angielskiego po pięć godzin dziennie i zapewniam, że jestem w stanie bez problemu komunikować się ze swoimi zawodnikami, mediami czy kibicami. Ranieri przebywał w Anglii pięć lat i ciągle trudzi się, by powiedzieć dzień dobry i dobry wieczór - wypalił Portugalczyk.

Podczas debiutu Mourinho na własnym stadionie w Serie A jego drużyna podejmowała Catanię. Atmosferę przed meczem podgrzał prezydent klubu z Sycylii, Pietro Lo Monaco, który stwierdził, że Mourinho zasługuje na cios w zęby.

- Jeśli chodzi o Lo Monaco, to nie wiem kto to jest. Znam tybetańskiego mnicha Monaco. Słyszałem o Bayernie Monaco i Monaco GP, a także o księstwie Monaco. Nie znam żadnych innych - zripostował „Mou”. 

 

Cudotwórca Interu swego czasu krytycznie odniósł się także do poziomu sędziowania w Italii. Czarę goryczy przelał mecz z Sampdorią, zremisowany 0:0, w którym to z boiska zostali usunięci Walter Samuel i Ivan Cordoba. W mniemaniu Portugalczyka niesłusznie, czego dał dowód publicznie pokazując „gest kajdanek”.
 

Włoski związek nie pozwolił, aby sugerowanie korupcyjnego procederu pozostało bezkarne i nałożył na coacha karę 40 tys. euro i trzech ligowych spotkań poza ławką.

Radość i łzy

„Generał Mou” zdobył z Interem wszystko, co mógł. Zapisał się na trwałe w galerii sław 18-krotnych mistrzów Italii. W kolejnej już lidze nie zaznał smaku porażki w domowych potyczkach. Został pierwszym trenerem w historii, który osiągnął półfinał LM z trzema rożnymi ekipami. Niestety dla tifosich, już przed pamiętnym finałem na Santiago Bernabeu, „Mou” był po słowie z prezydentem „Królewskich”, Florentino Perezem. Po końcowym gwizdku decydującej potyczki wybuchł szał radości. Portugalczyk nie ukrywał uczuć, choć w swoim stylu dość szybko usunął się w cień.

Rozstanie nie należało do najłatwiejszych. Jose długo żegnał się ze swoimi zawodnikami i całym sztabem trenerskim. Świadczy o tym scena tuż sprzed wyjazdu ze stadionu, kiedy to wpadł w ramiona Marco Materazziego.
 

Jak się okazuje z perspektywy czasu i wyników - Inter został przez niego osierocony.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się