var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Maciej Małkowski: Nie czytam pochwał na swój temat

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2010-12-10 12:07:07

Maciej Małkowski w rozmowie z 2x45.com.pl minioną rundę zalicza jako najlepszą w swojej karierze i trudno się do tej opinii nie przychylić. Pomocnik GKS Bełchatów jesienią strzelił w Ekstraklasie trzy gole i aż przy siedmiu asystował, prowadząc w tej ostatniej klasyfikacji. Pytanie, jakim cudem zabrakło go w reprezentacji na mecz z Bośnią?!

2x45.com.pl: - Tylu komplementów, co przez ostatnie pół roku już chyba dawno się Pan nie nasłuchał, prawda?
Maciej Małkowski:
 - Szczerze mówiąc, staram się unikać tego wszystkiego, co dzieje się w mediach. Oczywiście od czasu do czasu coś tam przeczytam. Nie ukrywam, że poprzedni sezon miałem bardzo słaby, więc trzeba było wziąć się w garść i zacząć grać lepiej. W jakimś stopniu się udało i to mnie cieszy najbardziej. 

 - To była najlepsza runda w Pana karierze?
 - Według statystyk, z pewnością tak. Bardzo dobre miałem też pierwsze pół roku w Odrze Wodzisław, a wtedy dopiero zaczynałem grać w Ekstraklasie. Jeśli jednak chodzi o suche liczby, minione sześć miesięcy było w moim wykonaniu najlepsze. 

 - Królem strzelców raczej Pan nie będzie, ale jest duża szansa, by zostać królem asyst...
 - To też byłaby wielka sprawa, ale najważniejsze, bym zawsze pomagał drużynie w wygrywaniu. Nie ważne, czy zdobędę bramkę, czy zaliczę asystę. Liczy się wynik. Ostatnio wyszło mi wiele podań, które koledzy zamieniali na gole i to daje sporo radości, jednak dobro zespołu zawsze stoi na pierwszym miejscu. Grunt, żebyśmy wszyscy razem ciągnęli wózek w jednym kierunku i dobrze prezentowali się na boisku. 

 - Namnożyło się Małkowskich w Ekstraklasie, bo są jeszcze bramkarze Zbigniew Małkowski w Koronie i Sebastian Małkowski w Lechii, ale Pan robi, co może, żeby nikt Pana z nimi nie pomylił.
 - To na pewno są wysokiej klasy bramkarze. Małkowskiemu z Korony nawet strzeliłem jesienią gola [przegrany 1:3 mecz w Kielcach, przyp. red.]. Zbieżność nazwisk jest przypadkowa, nie ma między nami pokrewieństwa. Żadnego z nich nawet nie znam osobiście. Pokazują się z dobrej strony, ale nie będę się więcej wypowiadał na temat innych piłkarzy. Skupmy się na mnie.

 - No dobrze, w takim razie nie uwierzę, że nie był Pan choć trochę rozczarowany swoją nieobecnością w reprezentacji na mecz z Bośnią.
 - W sumie trudno mi powiedzieć. Na pewno jakiś wpływ na brak powołania miał ten ostatni słaby sezon. Znajdowałem się daleko od najwyższej formy. Od jakiegoś czasu wyglądało to znacznie lepiej, ale jak widać - nie wystarczyło. Nie mogę się załamywać, muszę dalej pracować. Wiem, że trudno będzie przykuć uwagę selekcjonera. Pocieszam się tym, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jak dotąd jednak nigdy nie otrzymałem sygnału ze sztabu reprezentacyjnego, że jestem obserwowany. 

 - Długo dochodził Pan do siebie po tej pamiętnej "porażce w pięć minut" z Cracovią? Taki mecz przegrywa się chyba tylko raz w życiu!
 - Dokładnie... Myślę, że już żaden piłkarz Bełchatowa i Cracovii drugiego takiego meczu w karierze nie przeżyje. Szczerze mówiąc, zaraz po samym spotkaniu nie potrafiłem nawet być zły. Dopiero po dwóch, trzech dniach dotarło do mnie, co się właściwie stało. Wcześniej znajdowałem się w lekkim szoku, takim amoku. Wtedy nie czułem zdenerwowania. Tego rodzaju uczucia pojawiły się dopiero po dokładniejszych przemyśleniach i analizach.

- Ale ogólna ocena poczynań Bełchatowa musi być dobra, prawda? Latem przepowiadano klubowi obronę przed spadkiem, bo odeszło kilku piłkarzy, a jest dużo lepiej.
 - Tak naprawdę, gdyby spojrzeć na naszą podstawową jedenastkę, to w porównaniu z poprzednim sezonem zostało nam siedmiu zawodników. Może nawet ośmiu. Jakieś straty więc były, ale nie aż tak duże, jak niektórzy próbowali to przedstawiać. Wszystkie luki w składzie udało się wypełnić. Ten feralny mecz z Cracovią zamazuje trochę obraz całej rundy, ale mówi się trudno. Trzeba się podnieść i zacząć wygrywać od samego początku wiosny. 

 - Gdybyście wygrali w Krakowie, tracilibyście punkt do podium. Mimo to, cały czas istnieje szansa, by powalczyć o coś więcej niż pierwsza szóstka. Na co Pan i koledzy liczą w rundzie rewanżowej?
 - Teraz nie będzie jeszcze niczego zapowiadali. Skupmy się na razie na dobrym przepracowaniu zimowego okresu przygotowawczego, a później na samych meczach. Pierwsze dwa spotkania mogą okazać się kluczowe. Jedziemy do Bytomia, później gramy u siebie z Jagiellonią. Jeśli w tym czasie zdobędziemy co najmniej cztery punkty, będziemy mogli powiedzieć, że walczymy o ścisłą czołówkę. "Jaga" ma obecnie 30 punktów, a zespoły ze strefy spadkowej 17. Wiosną tego roku Wisła miała 11 punktów przewagi nad Lechem, a mistrzem został "Kolejorz", więc w tej lidze jeszcze wszystko może się zdarzyć.

 - Rozmawialiśmy rok temu i była mowa, że Pana kariera rozwija się dość harmonijnie. Następnym krokiem miała być rola lidera w Bełchatowie. To już się udało?
 - Miniona runda pokazała, że chyba tak. Oczywiście chciałbym osiągnąć znacznie więcej, ale myślę, że tamta rozmowa potwierdziła, że obrałem sobie słuszny cel.

 - To jaki jest cel następny?
 - Tak do końca nie wiem... Z zespołem chcę zagrać jak najlepiej w drugiej części sezonu, a osobiście chciałbym utrzymać dyspozycję z jesieni i prezentować się równie dobrze do końca rozgrywek. A później zobaczymy. Obowiązuje mnie jeszcze półtoraroczny kontrakt, ale aż tak daleko myślami nie wybiegam.

 - Na ewentualny wyjazd zagraniczny jest Pan gotowy? Niektórzy polscy piłkarze sami przyznają, że nie czują się na siłach w tym względzie. A Pan?
 - Już podczas mojego pobytu w GKS Jastrzębie mówiono, że nie jestem na to gotowy, później w Wodzisławiu słyszałem podobne opinie i teraz słyszę nadal. Przyzwyczaiłem się do tego. Wiem, na co mnie stać, ale na razie nie otrzymałem żadnych propozycji. Gdyby się pojawiły, z pewnością dokładnie bym je rozważył.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się