var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Tomasz Zahorski: Nie boję się reprezentacyjnych deklaracji

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2010-12-13 11:43:51

Swego czasu Tomasz Zahorski był krytykowany w mediach za sam fakt, że grał w reprezentacji. Napastnik Górnika Zabrze w rozmowie z 2x45.com.pl zapewnia jednak, że radzi sobie z negatywnymi opiniami i traktuje je jako naturalny element swojego zawodu. Zapytaliśmy go również o zainteresowanie ze strony Śląska Wrocław.

2x45.com.pl: - Siódme miejsce Górnika na półmetku chyba nie jest rozczarowaniem dla piłkarzy i kibiców?
Tomasz Zahorski:
Zgadza się, nie jest. Jesteśmy zadowoleni z zajmowanego miejsca i przede wszystkim z liczby zdobytych punktów. Zawsze odczuwa się jakiś niedosyt, czując, że dorobek mógł być jeszcze lepszy, ale ogólnie oceniliśmy tę rundę, wspólnie ze sztabem szkoleniowym, jako udaną. I z takim przekonaniem udaliśmy się na urlopy.

 - Pytanie jednak: co się działo z drużyną na wyjazdach? W czterech ostatnich meczach poza domem trzykrotnie została ona rozgromiona.
 - No tak, te wyjazdy... Nie wszystkie, ale większość z nich, zdecydowanie nam nie wyszła. Drużyna ta sama, ci sami piłkarze, więc naprawdę trudno powiedzieć, skąd brały się takie wyniki. Poza domem jakoś inaczej nam się gra, często brakuje koncentracji. Mecze szybko układały się na naszą niekorzyść. Na wiosnę w spotkaniach na obcym boisku będziemy chcieli zbliżyć się do formy prezentowanej u siebie. Jesienią zbyt często dobre występy przeplataliśmy słabymi, traciliśmy mnóstwo goli i kończyło się niewesoło.

 - Po tych wysokich porażkach trener miał do piłkarzy przedniej formacji równie duże pretensje jak do tych z defensywy?
 - Tak. We współczesnym futbolu cała drużyna otrzymuje swoje zadania odnośnie obrony, napastnicy również. Czasami źle realizowaliśmy założenia taktyczne trenera, byliśmy za bardzo "porozciągani" formacjami i głównie stąd brały się sytuacje naszych rywali, które później kończyły się golami. Razem wygrywamy, razem przegrywamy, od tego nie ma wyjątków. Napastnicy i pomocnicy byli winni tych porażek w równym stopniu jak obrońcy. 

 - Jeśli Górnik jesienią pierwszy tracił gola, zawsze przegrywał. Odpowiedział tylko Lechii, ale ostatecznie przegrał 1:5. To kiepsko świadczy o charakterze zespołu...
 - W pewnym momencie zrobiła się niezbyt ciekawa seria i w przyszłym roku będziemy chcieli ją jak najszybciej zakończyć. Każda passa kiedyś się kończy. Zawsze gra się źle, gdy to rywal pierwszy zdobywa bramkę. No i faktem jest, że my w takich chwilach nie potrafiliśmy się podnieść. Zamiast tego, otrzymywaliśmy kolejne ciosy. Musimy nad tym popracować, to na pewno. Gdy wychodziliśmy na prowadzenie, wtedy przeważnie mecz kończył się dla nas dobrze, także to kwestia mentalna.

 - Jest Pan najlepszym strzelcem zabrzan w tym sezonie, ale cztery gole w 15 meczach na kolana nie rzucają.
 - Oczywiście, że nie. Życzyłbym sobie znacznie więcej bramek. Trochę okazji ku temu było. Nie ukrywajmy jednak - jako zespół nie strzelamy zbyt wielu goli, nasz styl gry nie jest typowo ofensywny. Nie rzucamy się od razu do przodu i o każde trafienie musimy się naprawdę mocno postarać. 

 - O swoją pozycję może Pan jednak być spokojny. Jesienią w Górniku zagrało 24 piłkarzy, ale Pan niezmiennie pojawiał się w pierwszym składzie...
 - Staram się grać jak najlepiej, zawsze zostawię dużo zdrowia na boisku. Parę ważnych goli strzeliłem, trochę punktów one przyniosły. Wszystko zależy od trenera. Ja mogę się tylko cieszyć, że Adam Nawałka obdarzył mnie tak dużym zaufaniem, że dał tyle szans. 

 - Czyli jak była passa sześciu meczów bez trafienia w lidze, szkoleniowiec nie dawał Panu do zrozumienia, że traci cierpliwość?
 - Każdy napastnik miewa słabsze okresy. Trener jest na tyle inteligentnym człowiekiem, a też uważam się za człowieka inteligentnego, że nie musi mi mówić o takich rzeczach. Sam piłkarz zawsze najmocniej czuje, że może dojść do jakichś roszad w składzie. Gdybym pewnego razu usiadł na ławce, na pewno bym się nie obraził, tylko w następnym tygodniu starałbym się udowodnić swoją wyższość nad konkurentami do składu. Zaufania jednak nie straciłem, odczuwałem natomiast pewne brzemię na mnie ciążące. Wiedziałem, że muszę dawać z siebie jeszcze więcej i to robiłem. 

 - Po problemach zdrowotnych nie ma już śladu? Pytam również o psychikę, bo wiadomo, że zawodnik po kontuzjach może mieć w tym względzie problemy.
 - Ja w zasadzie zmagałem się tylko z jednym urazem, który ciągnął się przez dłuższy czas. Wymazał mi on wiele miesięcy z piłkarskiej przygody. Na całe szczęście to już za mną. Śladu po kontuzji nie ma, choć pojawiały się komplikacje, grożące nawet końcem kariery, więc już nie chcę o tym myśleć i rozmawiać. Teraz piszę nowy rozdział w swoim życiu i tylko na nim się koncentruję - na kolejnym treningu, meczu. I na tym, żebym cały czas był zdrowy.

 - Wciąż bardzo często pyta się Pana o kadrę i zawsze podkreśla Pan, że chce do niej wrócić. W przeciwieństwie do wielu innych piłkarzy, nie boi się Pan takich deklaracji...
 - Pewnie, że chcę grać w reprezentacji! Jedni mają odwagę o tym mówić, inni nie. Nie ma powodu do wstydu, gdy mówisz, co czujesz i co byś chciał osiągnąć. Oczywiście każdy selekcjoner obiera własną strategię i pytanie, czy ja będę do którejś pasował? To już inna sprawa. Nie ukrywam natomiast, że moim marzeniem są kolejne występy w kadrze. Będę robił wszystko, szczególnie w klubie, żeby się w tej reprezentacji znaleźć.

 - W ostatnich dniach pojawiła się informacja, że interesuje się Panem Śląsk Wrocław. Słyszał Pan coś na ten temat?
 - Czy słyszałem? Słyszałem tyle, że pisano o tym w jednej z gazet. Artykułu nie czytałem, tylko dowiedziałem się od kogoś innego. I tyle. Nie będę się za bardzo rozwodził, czy byłoby coś na rzeczy, czy nie. Muszę odpowiadać dyplomatycznie: mam jeszcze półtoraroczny kontrakt z Górnikiem i to jest najważniejsza kwestia w tej sprawie. 

 - Ale w każdym razie, nie myśli Pan o odejściu z Zabrza?
 - Nigdy nie mówię nigdy. Wszyscy wiemy, jakie życie potrafi płatać figle. Abym w ogóle zaczął myśleć o odejściu, musiałby się najpierw zgodzić klub. A nie wiem, jakie są założenia działaczy, czy widzą możliwość sprzedania jakiegoś piłkarza z pierwszego składu, czy będą chcieli jeszcze kogoś dokupić. Na dziś jestem zawodnikiem Górnika i zamierzam wypełnić swoją umowę. To wszystko. 

 - Był czas, gdy niektóre media często Panu dogryzały, szczególnie w momencie regularnych powołań do kadry. Jak Pan na to reagował? Bolała taka krytyka?
 - Za bardzo tego nie przeżywałem. Wiadomo, z pewnością nie był to dla mnie miód na serce, nie było to zbyt miłe. Nie uważam też jednak, aby tamta krytyka przybrała na tyle duże rozmiary, żebym miał popadać w jakąś depresję, czy ciągle się zamartwiać. Piłkarz powinien liczyć się tylko i wyłącznie z ocenami trenera lub innych osób, którym podlega. A media mogą mówić o zawodnikach, co chcą. O wielu piłkarzach pisano i mówiono różne rzeczy. Musimy mieć w tym względzie grubą skórę. Taka jest piłka. Raz się nas kocha, a innym razem nienawidzi.   


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się