var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Ariel Borysiuk: Kiedyś bałem się presji

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2010-12-14 16:01:43

Miniona jesień może okazać się przełomem w karierze Ariela Borysiuka. Młody pomocnik Legii Warszawa zaczął grać na miarę oczekiwań, dzięki czemu zadebiutował w reprezentacji. W rozmowie z 2x45.com.pl 19-letni piłkarz przyznaje, że był czas, w którym trochę się pogubił.

2x45.com.pl: - Gra Legii przez większość rundy rozczarowywała, ale dała ona sporo punktów i niezłe, trzecie miejsce...
Ariel Borysiuk:
- Na pewno trochę lepiej wyobrażaliśmy sobie jesień w naszym wykonaniu. Pozycja jest jednak bardzo dobra. Mamy niewielką stratę do lidera, bo przecież wystarczy nawet jeden mecz, żeby dogonić Jagiellonię. Nie graliśmy porywająco, ale najważniejsze, że nadal liczymy się w walce o mistrzostwo i to odbieramy jako pozytyw.

 - Wiosną gra będzie lepsza? Od Legii wymaga się nie tylko wyników, lecz również widowiska.
 - Wydaje mi się, że będzie zdecydowanie bardziej widowiskowa. W pierwszej rundzie rozkręcaliśmy się dość powoli. Po pewnym czasie z meczu na mecz było widać poprawę. Sądzę, że drużyna coraz lepiej się poznaje, zgrywa ze sobą. Przed nami jeszcze wiele wspólnych treningów, więc forma na wiosnę powinna pójść do góry.

 - Miał Pan dobre pół roku, być może nawet najlepsze w karierze. Też Pan tak czuje?
 - Nie lubię za bardzo oceniać swojej gry, ale nie ukrywam, że pierwszą część tego sezonu oceniam na plus w moim wykonaniu. Przeważnie miałem miejsce w pierwszym składzie, no i z pewnością dużo mi dała zmiana trenera. Wiadomo, gdy przychodzi nowy szkoleniowiec każdy piłkarz próbuje wzbić się na najwyższy poziom. Ze mną było podobnie. Cieszę się, że Maciej Skorża tak mocno mi zaufał i konsekwentnie na mnie stawiał. 

 - Ale to znaczy, że był jakiś problem z Janem Urbanem, jakiś konflikt? 
 - Nie, absolutnie nie. Nie było żadnego konfliktu. Naprawdę dużo zawdzięczam trenerowi Urbanowi. Gdyby on nie dał mi szansy, niewykluczone, że dziś nadal występowałbym tylko w Młodej Ekstraklasie. Nie wiadomo, jak by się moje losy potoczyły. Z Urbanem pracowało się po prostu inaczej. Może też w pewnym momencie za bardzo uwierzyłem w siebie, poczułem się zbyt pewnie. I stąd brały się te kryzysy formy. Ale tak jak mówię, przychodzi nowy szkoleniowiec, to chcesz pokazać się z jak najlepszej strony i jakoś udało mi się ustabilizować swoją grę na niezłym poziomie.

 - No właśnie. Był taki moment, kiedy wydawało się, że zginie Pan w ligowej szarzyźnie. Bał sie Pan wziąć ciężar gry na własne braki, zaczął gra asekurancko. Ostatnio się to zmieniło...
 - Jak dla mnie był to przede wszystkim efekt wieku. Rok, czy dwa lata temu, bałem się presji. Tak młodemu chłopakowi trudno jeszcze było wziąć odpowiedzialność za wynik. Teraz trochę okrzepłem, jestem w Legii już 3,5 roku i moja pozycja stała się mocniejsza, stabilniejsza. Nie obawiam się gry w piłkę, dryblingu, akcji jeden na jeden. 

 - Ivica Vrdoljak miał jakiś wpływ na tę zmianę? Wydaje się, że przy nim czuje się Pan pewniej na boisku.
 - Na pewno dobrze mi się gra z Ivicą, nasza współpraca owocnie się układa. To świetny zawodnik i nawet na treningu można się od niego sporo nauczyć. Przemawia za nim olbrzymie doświadczenie. Nawet trener Skorża powiedział mi przed sezonem, żebym podpatrywał grę i zachowanie Vrdoljaka, bo może będziemy potem grali razem. I słowa dotrzymał. Razem jesteśmy w stanie wiele dać Legii.

 - A jak się Pan dogaduje z nowymi kolegami z zagranicy? Jest ich coraz więcej, w szatni słychać wiele języków.
 - No tak, jest serbski, hiszpański, angielski, można się podszkolić (śmiech). Nie ma jednak problemu z komunikacją. Te najprostsze słówka wszyscy już sobie przyswoili i nowi zawodnicy powoli uczą się polskiego. Mogę każdemu powiedzieć "czas", "plecy" i wiem, że będę zrozumiany. Każdy dzień działa na naszą korzyść, bo będziemy rozumieli się coraz lepiej - na boisku i poza nim.

 - Na wiosnę zamierza Pan wreszcie strzelić gola zza pola karnego? Jesienią próbował Pan nieraz po kilka razy w meczu i ani razu się nie udało...
 - Tak, ale kiedyś nie próbowałem wcale. Kiedyś miano do mnie pretensje, że nie uderzam w ogóle, więc podchodzę do tego spokojnie. Krytyką zbyt mocno się nie przejmuję. Jestem pewny, że kiedyś w końcu coś wpadnie do siatki. Wszyscy mi powtarzają, żebym nie słuchał głosu z trybun czy skądś tam, tylko dalej próbował. Na treningach strzały z daleka wychodzą zdecydowanie częściej. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Może wtedy jest chłodniejsza głowa, a na meczu dochodzą emocje, presja i stąd brakuje efektów.

 - Po debiucie w reprezentacji z Wybrzeżem Kości Słoniowej, zagrał Pan dłużej przeciwko Bośni i Hercegowinie. Jakie wrażenia po tym występie?
 - Wielkich fajerwerków nie było, ale słabo też nie wypadłem. Szkoda tylko, że nie wygraliśmy meczu. Z takim rywalem to już do przerwy powinniśmy prowadzić 3:0. Sytuacji było co nie miara, szwankowała skuteczność. Pokazaliśmy jednak, że potrafimy grać w piłkę i jesteśmy lepsi od bośniackiej ligi. Mogliśmy zwyciężyć wysoko, niestety skończyło się na remisie.

 - Czuje Pan, że po spotkaniu z Bośnią Pana akcje w kadrze wzrosły, czy zmalały?
 -  Nie wiem, jak dziś wyglądają moje szanse. Franciszek Smuda nie przekazał mi później żadnych konkretniejszych uwag, nie ocenił występu. O moją pozycję w reprezentacji trzeba pytać selekcjonera. Ja myślę o tym, by trenować tak samo jak do tej pory, albo nawet i ciężej. Do Euro 2012 zostało półtora roku - turnieju bardzo ważnego dla całej Polski - i jest szansa, żeby się załapać. To już zależy wyłącznie ode mnie. Jeśli dobrze będę grał w Legii, sądzę, że nie zniknę Smudzie z pola widzenia.

 - Swego czasu sporo mówiło się o Pana transferze do londyńskiego Fulham. W najbliższym czasie bierze Pan pod uwagę zagraniczny transfer?
 - Nie. Jestem mocno związany emocjonalnie z Legią. Przybyłem do tego klubu mając 16 lat, ten klub mnie wychował i wychowuje dalej. Na razie nie wyobrażam sobie występów w innym zespole.

 - Ale kiedyś chciałby Pan zagrać w Anglii? Czy woli może jakąś inną ligę?
 - Wiadomo, Premier League to najlepsze rozgrywki na świecie, ale tam już nie biorą ludzi z przypadku. Trzeba być już naprawdę znakomitym piłkarzem, żeby tam trafić...

 - ... to znaczy, że uważa Pan siebie za piłkarza z przypadku?
 - Z pewnością w tym momencie nie poradziłbym sobie w Anglii. Jeszcze dużo muszę się nauczyć. Kiedyś chciałbym zawitać na Wyspy, ale mam jeszcze dużo do zrobienia z Legią, kilka marzeń związanych z tym klubem.

 - Jakich marzeń?
 - Oczywiście mistrzostwo Polski i awans do Ligi Mistrzów. No i chciałbym w przyszłości zostać kapitanem Legii, o czym wszyscy już chyba wiedzą. Od kilku lat o tym marzę i wierzę, że kiedyś dopnę swego.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się