var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia:

Odszedł Roman Hurkowski - trudny charakter, wielki dziennikarz i człowiek

Autor: Przemysław Michalak
2010-12-15 00:37:16

Wybaczcie, drodzy Czytelnicy, ale niniejszy tekst będzie miał w pełni prywatny charakter, jednak publikuję go na tym portalu. Osoba, której dotyczy, w pełni na to zasługuje. W nocy z wtorku na środę zmarł redaktor Roman Hurkowski. Miał 61 lat.

Kilkunastoletnim czytelnikom jego nazwisko może mówić niewiele lub nawet wcale. "Hurek" bowiem w ostatnich latach pozostawał nieco na uboczu. Nie pisał do najpoczytniejszych gazet, nie pojawiał się w najpopularniejszych stacjach telewizyjnych czy radiowych. Pewnie działoby się inaczej, gdyby był mniej szczery i bardziej powściągliwy w wyrażaniu swoich opinii. Ale to było nie w jego stylu. Nikomu nie słodził, nie schlebiał, bo tak byłoby łatwiej. Zawsze miał swoje zdanie i twardo go bronił. Czuwał jak mógł nad kulturą języka młodych dziennikarzy, bezlitośnie wytykał pomyłki i ganił za błędy. Z tego powodu był w środowisku mało lubiany i niezbyt popularny, ale dzięki takiemu podejściu wychował dziesiątki dziennikarzy, w tym również tych najbardziej znanych. Wprowadzał ich na głęboką wodę i nie pozwalał zatonąć. Jestem jednym z jego ostatnich "produktów", choć w hierarchii wychowanków Pana Romana zajmuję któreś z końcowych miejsc.

Po raz pierwszy z nazwiskiem redaktora Hurkowskiego zetknąłem się w roku 1999. Miałem 12 lat i mniej więcej w tamtym czasie piłka nożna stała się moją życiową pasją. Pamiętam jak dziś, kiedy postanowiłem, że zacznę regularnie czytać jakieś pismo traktujące o futbolu. Przeglądałem kioskową witrynę i moją uwagę przykuł tytuł najbardziej oczywisty z możliwych - "Piłka Nożna". Po prostu. Okazało się, że lepiej nie mogłem trafić, gdyż otrzymałem tygodnik z najwyższej półki, którego redaktorem naczelnym był właśnie Roman Hurkowski. Dowodził tym periodykiem do 2001 roku i zdaniem zdecydowanej większości czytelników, kolejne lata "PN" z nowymi naczelnymi nawet nie umywały się do tych za kadencji "Hurka". Nie ta liga, nie ta klasa, nie to podejście.

Redaktor Hurkowski zniknął z obiegu i jego nazwisko przypomniałem sobie dopiero na początku 2008 roku, gdy dołączyłem do redakcji portalu futbolnet.pl. Miał tam swój cykl felietonów. Po zmianie właściciela został redaktorem naczelnym strony, a ja jego najbliższym współpracownikiem. Byłem wtedy doświadczony jeśli chodzi o pisanie sprzed monitora, ale zupełnie zielony w prawdziwym dziennikarstwie - wywiadach, reportażach, pracy w terenie. Mimo to "Hurek" szybko wprowadził mnie w ten świat, dawał kolejne zadania i z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, nabierałem ogłady. Pamiętam, gdy czekał mnie pierwszy wywiad. Dłonie się pociły, ręce trzęsły, głos drżał. Ale redaktor Hurkowski nie zamierzał odpuszczać i kazał działać. Dobrze zrobił.

Jeśli trzeba było, zasypywał mnie całą litanią niewybrednych epitetów, ale i nieraz komplementował tak, że nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Nasza współpraca trwała jedynie niecałych dziewięć miesięcy, lecz z ręką na sercu mogę powiedzieć: przez ten okres nauczyłem się nieporównywalnie więcej niż podczas trzech lat studiów dziennikarskich. Aż trudno to nawet ze sobą zestawiać. Nie ma czego. Przedtem sądziłem, że już prawie wszystko umiem. Strasznie się myliłem i aż wstyd potem było uświadomić sobie, ile jeszcze błędów musiałem wyeliminować.

Na żywo widzieliśmy się tylko raz. Pan Roman był już wtedy po zawale, widziałem, że z jego zdrowiem nie jest najlepiej. Mimo to potrafił przekazać wiele cennych uwag, ale również rozluźnić atmosferę, zażartować. Coś wtedy między nami "zaiskrzyło". Później kłóciliśmy się nie raz i nie dwa, aż wióry leciały, ale to był taki człowiek - potrafił dosadnie skrytykować nawet najlepszego znajomego, obrazić się z pozoru śmiertelnie, by po chwili zakopywać topór wojenny. Trudno było nadążyć za jego tempem pracy, choć różnica wieku wynosiła prawie 40 lat. Chyba rzadko kiedy spał więcej niż pięć godzin na dobę. Do tego miał niesamowitą piłkarską wiedzę, dużo widział i dużo wiedział.

Panie Romanie, dziękuję Panu za wszystko, czego mnie Pan nauczył. Gdyby nie Pan, dziś na pewno nie byłoby mnie w miejscu, w którym jestem teraz. Wierzę, że znalazł już Pan wieczny spokój i wieczne szczęście.

Cześć Jego pamięci!


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się