var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia:

Na pogrzeb Mistrza

Autor: Mateusz Karoń
2010-12-22 11:17:54

Świętej pamięci Roman Hurkowski za życia był człowiekiem niewątpliwie… wielobranżowym. Choć zajmował się dziennikarstwem sportowym, miał wiele pasji. Na futbolu świat się nie kończył. 22 grudnia redaktor Hurkowski zostanie pożegnany po raz ostatni.

I łatwo nie będzie chyba nikomu, kto Go znał. Wieść o Jego śmierci sparaliżowała umysły wielu osób. Bo Roman Hurkowski to przecież była porządna firma. Geniusz, chodząca niemonotematyczna encyklopedia, super koleś (sam red. Hurkowski tak nazywał ludzi, których lubił) i wybitny człowiek w jednym. Był perfekcjonistą, bez zastanowienia „strzelał” datami i nazwiskami, a potem łączył z nimi ciekawe anegdoty. Szukał porównań. – Dla niego piłka nożna nie zaczynała się już, ani nawet pół godziny przed meczem. Wiedział, że ma ona swoją historię i z całego serca pragnął przybliżyć ją czytelnikom, co miało olbrzymie znaczenie. Kształcił ich – wspomina swojego przyjaciela pan Jerzy Cierpiatka, wybitny, krakowski dziennikarz.

W pragnieniu wiedzy R.H. był niebotycznie uparty i dokładny. Gdy czegoś nie wiedział, szukał i szukał, aż znalazł. – Nosił swój kajecik, a w nim notował każdy szczegół drobnym maczkiem. Wzrok miał już słaby, więc na jego nosie znajdowały się okulary z bardzo grubymi szkiełkami. Czasami nie mógł odczytać tego, co wcześniej sam napisał i pochylał się nad notatkami, by je rozszyfrować. W Jego mieszkaniu zalegały sterty książek, notatek i gazet o tematyce piłkarskiej. Stworzył archiwum z prawdziwego zdarzenia  – opowiada Jarosław Kołakowowski, menedżer piłkarski, który Romana Hurkowskiego poznał, gdy zaczynał zajmować się dziennikarstwem.
 
Kronikarz, historyk i kolekcjoner

„Hurek”, bo tak na pana Romana mówiono, nie tylko zbierał informacje, ale i pamiątki. Zbierał zdjęcia, zbierał koszulki, proporczyki, programy meczowe… kolekcjonował  wszystko, co się dało.  – Kiedyś, we Wrocławiu, przy okazji spotkania Polski z Portugalią przegranego 0:1 w 1983 roku, Romek nie miał już czystego ubrania i chodził w stroju reprezentacji naszego rywala – przypomina sobie Kołakowski.
 
 W swoim zbiorze posiadał masę fotek z różnych, nie tylko piłkarskich imprez. Jakiś czas temu podesłał panu Jerzemu Cierpiatce jeden taki relikt, który przedstawiał koncert Maryli Rodowicz. Było na nim widać między innymi dwóch gitarzystów. Roman Hurkowski zadał koledze zagadkę. Gdzie to było i kim był jeden z nich. Widok z lat 70-tych, chodzi o faceta, który gra na gitarze. Autor łamigłówki potrafił wskazać miejsce, czas, wydarzenie, o którym mowa i gitarzystę. Niejeden zegarmistrz pozazdrościłby świętej pamięci Hurkowskiemu spotęgowanej precyzji.
 
Kiedyś na portalu, którego był naczelnym, umieszczał zagadki w formie zdjęć z dawnych czasów. Byli na nich piłkarze i nie tylko. Za odgadnięcie należała się nagroda, ale nikomu ta sztuka się nie udawała. Pan Roman jednym tchem mówił, co, gdzie, jak, kiedy, z kim i dlaczego. Miał - jak to się mówi - łeb niemal do wszystkiego.
 
Wiedza to podstawa

Tak naprawdę trudno byłoby Go zaskoczyć jakąkolwiek nowinką ze świata futbolu. W głowie gromadził mnóstwo cennych informacji. Był zafascynowany grą Feyenoordu Rotterdam i Ajaxu Amsterdam z lat 70-tych, gdy holenderska piłka była jedną z najlepszych w Europie. Zauroczyła Go grą Johana Cruyffa i reprezentacji Kraju Tulipanów z tamtego okresu. – Ta miłość Mu została, ale potrafił dostrzec w niej mankamenty. Po mundialu w RPA stwierdził, że takiej Holandii, jak ta, która grała w finale z Hiszpanią widzieć nie chce – przyznaje Jerzy Cierpiatka.
 
Jako redaktor naczelny Futbolnet.pl edukował swoich czytelników w bardzo wyszukane sposoby. Miał swoje cykle. Jednym z nich była „Jedenastka wszech czasów”. Prosił różnych ludzi o wytypowanie najlepszego składu danej drużyny, zależało mu, by było jak najwięcej głosów, a potem wszystko sumował i opisywał. Jednym z wyselekcjonowanych  przez Niego zespołów była FC Barcelona. Cały tekst zajął około 33 tysiące znaków. Oprócz nazwisk, w artykule zawarł mnóstwo historii, ciekawostek i interesujących komentarzy.
 
Nie samym futbolem człowiek żyje

Tak też było z panem Romanem Hurkowskim. Uwielbiał muzykę, o czym już mogliście się Państwo przekonać. Bardzo podobały mu się utwory Skaldów, Trubadurów i Marka Grechuty. Często podsyłał mi linki do różnych piosenek tych wykonawców. Też chciałem czymś błysnąć i odpowiadałem Mu czymś z repertuaru Grechuty. Wszystko znał, a gwoli rewanżu podrzucał mi kolejne, przyjemne w odbiorze kawałki.
 
Ze sportu interesowało go niemal wszystko. W młodości uprawiał piłkę ręczną – był bramkarzem i bardzo cieszył się, gdy nasi szczypiorniści odnosili sukcesy. Kiedyś porównał także Adama Małysza z naszymi futbolistami. Głosił wtedy:  „Jest łacińskie powiedzenie: „Nec Hercules contra plures”. We w miarę wiernym przekładzie oznaczające: „I Herkules nie poradzi przeciw wielu”, a w bardziej dowolnym tudzież frywolnym: „Siła złego na jednego”, „I Herkules dupa, kiedy ludzi kupa”, „I Herkules nie pomoże, kiedy ludzi całe morze”.
 
Tymczasem Adam Małysz stał się zdecydowanym zaprzeczeniem powyższej tezy. Sam jeden w latach 2001-2010 osiągnął daleko więcej niż półmilionowa armia polskich piłkarzy razem wzięta!”
 
- Roman Hurkowski był także zafascynowany polską koszykówką, a konkretnie tą z lat 50-tych. Chodzi o drużynę Polonii Warszawa. Zostało Mu to po ojcu – opowiada pan Cierpiatka.
 
Nauczyciel i wspaniały człowiek

O niebanalności pana Romana świadczyło jego postępowanie. Chciał pomóc każdemu. Wychował wielu dziennikarzy. Z jego łona pochodzi między innymi Roman Kołtoń, który nawet… u Niego mieszkał.
 
Roman Hurkowski otaczał się młodymi i z całych swoich sił starał się przekazać im wiedzę, którą dysponował .Wiele osób (w tym i ja) pewnie nigdy nigdzie by nie wypłynęło, gdyby nie On. R.H. potrafił opieprzyć, ale i pochwalić. Częściej robił to pierwsze – bo na swoich wychowankach Mu po prostu zależało. Był świetnym pedagogiem, bo jego metody – co prawda nie konwencjonalne – nie zawodziły. Uczniów chronił od pychy. Moje zapały gasił szybkim „mniej gadania, więcej pisania”.
 
Szanujmy świętą pamięć po zmarłym redaktorze. Szanujmy Go samego i to, co po sobie zostawił. Najzwyczajniej w świecie nie dajmy samym sobie o Nim zapomnieć. Ten człowiek w pełni na to zasługuje. Był fantastycznym dziennikarzem. Chciałoby się rzec: takim, który idealnie łączył ze sobą wieki XX, XXI i XXII. Był ostatnim z tej „starej gwardii” i promotorem nowej. Kreował przyszłość.

***

Za pomoc przy tekście chciałbym serdecznie podziękować panu redaktorowi Jerzemu Cierpiatce, z którym odbyłem długą i interesującą rozmowę na temat świętej pamięci Romana Hurkowskiego. Bez wspomnień i porównań redaktora Cierpiatki powyższy artykuł byłby miałki.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się