var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Daniel Gołębiewski: Zaciągnąłem pożyczkę w klubie

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2010-12-28 10:30:09

Ma 23 lata, ale zdaje się, że najlepsze dopiero przed nim. Na pytania odpowiada krótko, za to treściwie. Cieszą go rzeczy proste, zwyczajne i takim jest też człowiekiem. Oto Daniel Gołębiewski z Polonii Warszawa w rozmowie z 2x45.com.pl.

2x45.com.pl: - Na początku tego roku znali Pana kibice naprawdę dobrze orientujący się w piłce. Dziś już wstydem byłoby Pana nie kojarzyć...
Daniel Gołębiewski:
- Nie zależy mi za bardzo na rozpoznawalności. Zależy mi na tym, żeby być dobrym zawodnikiem.  Ale trzeba przyznać, że rok temu jedynie rodzina i znajomi wiedzieli, że gram w piłkę, a reszta chyba nie za bardzo. Powoli to się zmienia.

 - Trochę tych goli Pan strzelił w mijającym roku, nawet powołanie do reprezentacji nadeszło, choć na debiut trzeba poczekać. Gdyby w styczniu ktoś Panu przepowiedział taki scenariusz, chyba by się Pan nie obraził, prawda?
 - Dokładnie, na pewno nie. Pamiętam jeszcze zimę, gdy podpisywałem nowy kontrakt. W klubie zakładano wtedy, że będę szeregowym zawodnikiem, który od czasu do czasu wejdzie na boisko z ławki rezerwowych. Jakoś jednak wystrzeliłem, mimo że jestem wychowankiem Polonii i nikt nigdy za mnie pieniędzy nie zapłacił. Pokazałem, że wychowanek również może być cenny dla tej drużyny. Tak samo jak Łukasz Piątek i Piotrek Dziewicki. 

 - Żeby nie było za różowo: co mogło pójść lepiej w minionych dwunastu miesiącach?
 - Zdaję sobie sprawę ze swoich słabości. Ciągle nad nimi pracuję i zamierzam je eliminować. Muszę włożyć jeszcze dużo wysiłku, aby zaczęło to być widoczne na boisku. Jesienią już tak kolorowo nie było. Nie zawsze byłem skuteczny. 

 - To co by Pan u siebie poprawił w pierwszej kolejności?
 - Wiadomo, nawet zawodnicy Barcelony nie są idealni i są świadomi własnej niedoskonałości. Oczywiście nie próbuję się z nimi porównywać, broń Boże. Myślę, że właśnie tę skuteczność przydałoby się poprawić. Napastnik, który strzela gole, to napastnik pożądany. 

 - Czyli technika, drybling, gra głową, szybkość jest już u Pana na właściwym poziomie?
 - Nie no, zawsze mogę sobie coś zarzucić. Przede wszystkim jednak lepsza skuteczność dodałaby mi jeszcze pewności i to też przełożyłoby się na inne aspekty mojej gry.

 - Jesienią zagrał Pan 14 ligowych meczów, ale tylko dwa w pierwszym składzie. Czyli jak trwoga, to do Gołębiewskiego, tak?
 - Jestem świadomy tego, że Ebi Smolarek i Artur Sobiech mają dużo mocniejszą pozycję w zespole niż ja. Cóż, pozostaje mi jeszcze więcej zasuwać.

 - Ale umówmy się. Mają te pozycję, bo zainwestowano w nich znacznie więcej pieniędzy niż w Pana...
 - Dokładnie, dokładnie. Ja za to małą pożyczkę w klubie zaciągnąłem (śmiech).

 - Powoli również w Polsce wielu piłkarzy zaczyna pracować ponadprogramowo. Zostają po treningach lub przychodzą wcześniej, by doskonalić jakiś element. Pan też?
 - Tak. Uważam, że to normalne. Widzę po starszych kolegach, że warto nad sobą pracować. Trenuje się dwie godziny dziennie. Pozostały czas trzeba wykorzystać na jak najlepsze przygotowanie organizmu do wysiłku meczowego. 

 - Do Pana akurat prezes Józef Wojciechowski nie ma większych zastrzeżeń. Na łamach prasy oberwało się co najmniej połowie składu, ale nazwiska Gołębiewskiego tam nie znaleźliśmy. 
 - Bardzo się z tego cieszę. Pamiętajmy jednak, że to sport zespołowy. Jeśli czasem ktoś zostanie skrytykowany przez prezesa, dotyka to cały zespół, bo wygrywamy i przegrywamy razem. A kozły ofiarne często znajduje się łatwiej niż bohaterów. 

 - W każdym razie, w najbliższym czasie Klub Kokosa Panu nie grozi..
 - Póki co - nie. Jeśli dalej będę ciężko pracował i zdrowie dopisze, mam nadzieję że nigdy tam nie trafię.

 - W ciągu niecałych dwóch lat pracował Pan już w Polonii z pięcioma trenerami. Jeśli wierzyć prasie, niedługo będzie szósty. Ciągle zmiany chyba nie ułatwiają Panu sprawy? 
 - Jakoś szczególnie nie zaprzątam sobie tym głowy. Rzeczy, które dzieją się poza boiskiem, nie za bardzo mnie interesują. Cały czas pamiętam, że w piłkę gra się właśnie na boisku i zasady gry - mimo że trenerzy mogą się zmieniać - zawsze są identyczne. Każdy szkoleniowiec ma tam jakieś swoje nowinki taktyczne, które chce wprowadzać, ale zbytnio się tym nie przejmuję. Od współpracy z każdym trenerem staram się wyciągnąć jak najwięcej dla siebie. Ale chyba nie zanosi się teraz na żadną zmianę, z tego, co wiem.

 - Trafił Pan na Konwiktorską mając 16 lat. To był moment, kiedy postawił Pan wszystko na jedną kartę, czyli na zawód piłkarza, czy stało się to wcześniej?
 - Wtedy mogłem jedynie o tym marzyć. Chodziłem do szkoły, byłem normalnym chłopakiem i moim podstawowym celem było dobrze się uczyć. To też istotne, żeby mieć coś w głowie, przydaje się. Taki był cel ogólny, ale zawsze marzyłem o zawodowym kopaniu piłki i jak się okazuje, jest to możliwe do zrealizowania.

 - Czyli maturę Pan ma? Wykształcenia nie musi się Pan wstydzić?
 - Nie muszę, bo zdałem maturę. Mogę się natomiast wstydzić, że jeszcze nie ukończyłem studiów i to mnie trochę boli. Mam strasznie dużo zaległości i teoretycznie powinienem zakończyć wszystko rok temu, ale ciągle nie potrafię tego zrobić.

 - Jaki to kierunek?
 - Wychowanie fizyczne. Wszystkie przedmioty, wszystkie zajęcia są takie same jak na AWF-ie. Różnica polega na tym, że to szkoła prywatna. 

 - To bardziej zmierza w kierunku trenerskim, czy będzie Pan "ogólnie" przygotowany w temacie wychowania fizycznego?
 - Ta szkoła zakłada głównie ukończenie różnych kursów i zawężenie specjalizacji. Można zrobić na przykład dyplom menadżera sportu i zajmować się tym bardziej od kuchni lub być właśnie trenerem, instruktorem.

 - Wielu piłkarzy nie ukrywało, że za młodu nie byli przesadnie profesjonalni. U Pana cisza pod tym względem, czyli albo nie ma Pana na czym przyłapać, albo dobrze się Pan kryje...
 - Rozwiązania są dwa (śmiech). Tutaj nie mam sobie nic do zarzucenia. Zawsze chciałem grać w piłkę i robiłem wszystko, by tak się stało. W efekcie ominęło mnie wiele rzeczy ciekawych dla przeciętnego nastolatka, ale jakoś tego nie żałuję. Teraz, gdy już marzenia powoli się spełniają, staram się nadal mądrze prowadzić swoją głowę i organizm. 

 - Ale nie siedzi Pan w domu pod kluczem? Sebastian Mila uważa, że piłkarze muszą mieć jakieś rozrywki, bo inaczej na boisku stają się przeciętni i nie ma fantazji w ich grze.
 - Zgadzam się, zależy tylko, kto jakie rozrywki preferuje. Wszystko jest dla ludzi, pod warunkiem, że nie wpływa to negatywnie formę sportową i psychiczną. Jeśli ten warunek zostaje spełniony, jak najbardziej trzeba z tego korzystać. Pamiętajmy, że zawodnicy nie żyją tylko na boisku. Mają swoje rodziny, normalne życie. Czasem muszą wyłączyć się od tego wszystkiego i trochę zrelaksować.

 - To jak się Pan jak się najlepiej relaksuje?
 - Przebywając ze swoją dziewczyną oraz z rodziną i znajomymi. Wystarczają mi rzeczy zwykłe, normalne.  

 - Niektórzy zawodnicy po latach przyznawali też, że jako juniorzy lekceważyli pewne sprawne odnośnie treningów, odżywania się i tym podobne. A Pan?
 - Wiadomo, że im człowiek starszy, tym większe posiada doświadczenie i tym więcej wie. Może trochę lepiej bym trenował. Nie mam nic do zarzucenia trenerom, którzy mnie prowadzili, ale gdybym połączył najlepsze cechy poszczególnych szkoleniowców, zapewne byłoby znacznie lepiej. Ale nie narzekam. Czasu raczej nie zmarnowałem.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się