var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: firenzeviola.it

Trzech króli trzech kategorii

Autor: Mateusz Karoń
2011-01-06 01:23:07

Urządziliśmy sobie małe pasowanie. Niestety, ratyfikacji nie będzie. No bo kto by nagradzał za zamykanie baby w piwnicy?

Ostatnio przeglądałem sobie moją bardzo skromną kolekcję gazet. Natrafiłem na "Magazyn Futbol" sprzed roku. W ręce wpadło mi podsumowanie w wykonaniu Pawła Grabowskiego. Dobrze ponad 10 stron przypomnienia, jak to było w 2009 roku. Fajnie tak przejrzeć i porównać ze sobą streszczenia dwóch lat, 2009 i 2010. 

Już na pierwszym planie wysuwa się nam problem Artura Boruca i jego wielkiego brzucha. "The Sun" nazwał Polaka grubasem, a były trener bramkarzy Celtiku, Terry Gennoe bez ogródek podsumował sprawę:  - Gdybym tam pracował, pokazałbym mu, co to znaczy ciężka praca! Po treningu schodziłby do szatni na kolanach. 
 
O "Borubarze" przypomniałem nie bez kozery. Przecież były legionista dał o sobie znać także i w ubiegłym roku. Już na samym początku udzielił wywiadu, w którym chciał popisać się niebanalnym dowcipem. Wyszło, jak wyszło – niechlubnie. - Niech pomyślę... Pewnie rzucę papierosy i przestanę pić wódkę, schudnę dwadzieścia kilogramów. Zrobiłbym też coś dla świata. Załatam czarną dziurę, powalczę z głodem w Etiopii – drwił.
 
Dalej było… tak samo. A jeśli nie tak samo, to podobnie. Transfer do Fiorentiny, przebłysk formy i znowu wracamy do punktu wyjścia – marazm. Po raz kolejny jakaś postać podsumowała Artura w nie zbyt godny wspomnienia dla niego sposób.
 
Czasem sobie myślę, że Boruc jest jak taki tragiczny, grecki bohater. Co by nie zrobił, zawsze spieprzy coś po drodze. Nie ważne, czy tego chce, czy nie. Dla mnie ewidentny król niezmierzonej w swej istocie pychy. Kozak w złym tego słowa znaczeniu.
 
Zło niejedno ma imię. Następny w kolejce: Arkadiusz Onyszko. Ten facet to totalny, futbolowy antybohater. Napisał książkę, w której głośno wyraził swoje poglądy i komuś się to nie spodobało? E tam, to nic! Pokazał "wała" kibicom swojej byłej drużyny? Mało! Nadużywał alkoholu i pobił kilku gości w pubach? Nadal nie wystarczy. "Fucking Polak" potrafił się kochać, a potem znęcać nad kobietą. Na koniec zamykał ją w piwnicy. Takie trochę sado-maso, ale w niezbyt forunnej wersji. Paweł Grabowski wyczyn Onyszki opisał tak: "zabawił się w Jozefa Fritzla". O tym, kim jest potwór z Amstetten przypominać chyba nie muszę, to nie wypada. Dziś takie święto… 
 
Ale zaczął się nam pan Arek zmieniać. Podobno. Wrócił do Polski i w barwach Odry Wodzisław Śląski udowodnił, że piłkarsko jest jednak coś wart. Pamiętam, że natknąłem się na niego przypadkowo. I w cale nie wydawał mi się damskim bokserem. W hotelu „Witek”, gdy czekałem na Mauro Cantoro, Onyszko pukał delikatnie w szybkę akwarium, pytając kolegów z drużyny: gdzie jest Nemo? – Ot, taki żartowniś. Wygląda na dresiarza, a pewnie boi się komarów – pomyślałem. 
 
O tym, że Arkadiusz Onyszko to jednak kozak (cały czas używam tego słowa w złym znaczeniu) przekonaliśmy się ponownie, gdy podpisał kontarakt z Polonią Warszawa. Skasował pierwszą wypłatę, a potem oświadczył, że grać jednak nie może, bo jest chory.
 
Nie mówię, że nie jest i że w zawarciu umowy nie ma winy Józefa Wojciechowskiego. Powinien go przecież przebadać. Ale golkiper miał obowiązek o chorobie powiadomić. Nie zrobił tego, czyli oszukał. Chociaż... są i dobre strony. Został przecież królem. Przynajmniej w tym mini-rankingu. „Mistrz głupoty ostentacyjnej” – to godny Onyszki tytuł. 
 
Pasowaliśmy jeszcze jednego, choć jego nazwisko umieściłem tutaj bardziej ze względu na… modę. Franck Ribery to król pomysłowości. Kozak - już wiecie, w jakim znaczeniu. No bo jak można określić faceta, który usiadł za kierownicą klubowego autokaru i rozbił go? Zniszczył pojazd i tablice reklamowe, a potem głupio się cieszył. Tylko bez wyzwisk, proszę.
 
Rok później potrafił przebić samego siebie. Zapragnął „bzykania” z nastoletnią pięknością. Zaciągnął do łóżka Zahię Dehar, która była prostytutką. Dziewczyna wyglądająca na kilka lat starszą kusi ogromnym, wylewającym się biustem. Ale nie można powiedzieć, że ma silikon zamiast mózgu. Ustawiła się przecież. Zresztą, trudno byłoby się takiej nie oprzeć. Wcześniej uległ między innymi Karim Benzema.
 
W ogóle dziwny jest ten świat. Jeden drugiego obraża, trzeci doprawia rogi czwartemu, a piąty zdradza żonę z dziwką. Ale tak naprawdę, nudno byłoby bez tych piłkarzy, co to lubią skoki w bok. Bo futbol - jak widać - dzieje się wszędzie. Na stadionach, w pubach, w łózku, a nawet w... piwnicy. Niezależnie, czy nam się to podoba, czy nie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się