var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia:

Przesłuchanie 2x45.com.pl (20). Marek Zieńczuk: Mógłbym zostać ogrodnikiem, to moja największa pasja

Autor: przesłuchał Przemysław Michalak
2013-09-06 16:40:45

- Jestem wierzący. Z praktykowaniem na pewno nie wygląda to tak jak kościół i biblia mówią, ale staram się chodzić na mszę w miarę możliwości. W każdy razie znacznie częściej niż tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc - mówi w przesłuchaniu 2x45 pomocnik Ruchu Chorzów, Marek Zieńczuk.

Piłkarski idol: - Zawsze imponowała mi kariera Ryana Giggsa. Może to przez jego długowieczność? Poza tym, on też jest lewonożny. Może mój styl nie należy do równie widowiskowych, ale sympatia cały czas była. Nie wiem, czy będę w stanie grać aż tak długo jak on, zwłaszcza że przecież kariery jeszcze nie zakończył (śmiech). Do pewnego momentu Walijczyk imponował mi i na boisku, i poza nim. Wydarzenia z ostatnich lat pokazały, że nikt nie jest święty...

Ulubiony/wymarzony klub: - Wychowywałem się przy Traugutta, całą młodość spędziłem w Lechii Gdańsk i to bez wątpienia mój ulubiony klub. A wymarzony? Może nie będę oryginalny, ale zawsze byłem za Barceloną. To działo się jeszcze na długo przed erą Ronaldinho i Messiego, pamiętam dobrze czasy Romario i Stoiczkowa. Wtedy na Camp Nou nie zawsze było tak różowo jak obecnie.

Ulubiony trener:
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale świetnie współpracowało mi się z Maciejem Skorżą. Dobrze się rozumieliśmy. Był wymagający, a przy tym czasami wyrozumiały. Posiadał bardzo dobry warsztat i takim go zapamiętałem. Oprócz tego sądzę, że piłkarz największy sentyment ma do trenera, z którym osiągnął najwięcej i pod wodzą którego prezentował najlepszą formę. W moim przypadku był to właśnie okres pracy ze Skorżą. Z topowych trenerów faworyta nie mam. W każdym razie, na pewno nie jest nim Mourinho (śmiech).

Najlepszy lub najważniejszy mecz: - Najważniejszy był mecz w Atenach z Panathinaikosem w eliminacjach Ligi Mistrzów. Poniekąd wszyscy w nim zawiedliśmy. Mogło to być wielkie spotkanie i może nawet było, ale w kontekście rozczarowania. Do dziś odczuwam niedosyt, gdy myślę o tamtym meczu. Po latach niektórzy mówią, że sędzia nie był do końca uczciwy, że celowo sprzyjał gospodarzom... Szkoda, że akurat w tak ważnym momencie Anglik miał słabszy dzień. Pewnie prowadził już mecze o wyższą stawkę, jednak dla nas wyższej być nie mogło. Na pewno nam wtedy nie pomógł, jednak mimo wszystko winy bardziej szukałbym w nas samych. Mogliśmy spokojnie awansować do grupy Ligi Mistrzów.

Najważniejszy gol: - Trochę ich nastrzelałem, ale w sumie trudno powiedzieć, bo nie grałem na żadnej spektakularnej imprezie. Wyjątkowa będzie dla mnie ostatnia bramka w barwach Wisły, mimo że nie była jakiejś przedniej urody. W meczu ze Śląskiem Wrocław pieczętującym mistrzostwo Polski wygraliśmy 2:0, a ja zaliczyłem asystę i potem sam strzeliłem. Bardzo przyjemne wspomnienia. Lepszych okoliczności na odejście z Reymonta nie mogłem sobie wymarzyć.

Rytuał przed meczem: - Kiedyś, jak spora część piłkarzy, zawsze żegnałem się w momencie wyjścia na boisko. Któregoś razu znów wykonałem znak krzyża i w duchu poprosiłem Pana Boga, żeby uchował mnie przed kontuzją. I faktycznie uchował - w 30. minucie na Polonii Warszawa dostałem czerwoną kartkę (śmiech). Od tego momentu nie mieszam stwórcy w piłkarskie sprawy, wolę zdać się na siebie. Bardzo długo też nie goliłem się przed meczem, ale ostatnio się wyłamałem, wygraliśmy i uznałem, że nie ma sensu zaprzątać sobie głowy takimi sprawami.

Najlepszy dowcip lub anegdota z szatni: - Dużo zabawy było w szatni, gdy dowiedzieliśmy się o numerze Łukasza Burligi, który nocą złożył wizytę Maciejowi Skorży w jego domu. To jedna z lepszych anegdot. Trener wykazał się wyrozumiałością, a Łukasz w następnym meczu odwdzięczył się niezłą grą. Śmiechu mieliśmy jednak co nie miara. Działy się naprawdę przeróżne rzeczy. Kiedyś Nikola Mijailović spalił w szatni koszulkę Markowi Penskie, bo mu się nie podobała. Zrobił z niej pochodnię. Penksa na szczęście podszedł do tego z dystansem. Takie akcje były wtedy na porządku dziennym. Innym razem zrobiliśmy dla Macieja Stolarczyka bolid Formuły 1. Użyliśmy wszystkiego, co było dostępne w klubie: krążki z siłowni, miotła robiła za kierownicę i tak dalej. W Ruchu też smutno nie jest. Tomas Josl bardzo lubił oklejać się tape'ami na rękach i pisał sobie na nich różne rzeczy. No to kiedyś oblepiliśmy mu tymi plastrami całe siedzenie w klubie, mógł pisać do woli. Sam ofiarą kawałów padałem dość rzadko. Swoje pięć groszy starałem się dokładać, ale każda szatnia ma swoich wodzirejów. W Wiśle był nim Maciek Stolarczyk. W Chorzowie raczej wszystko robimy na spółę. W zeszłym sezonie klimat dla żartów był kiepski, bo osiągaliśmy słabe wyniki, ale udało się stworzyć zgraną paczkę i jakaś ofiara zawsze się znalazła (śmiech).

Najlepszy obecnie piłkarz Ekstraklasy: - Twardy orzech do zgryzienia. Normalnie powiedziałbym, że Radosław Sobolewski, bo utrzymuje cały czas wysoki poziom. Ale... za ostatni okres wskazałbym Waldemara Sobotę. Powiedzmy, że to jeszcze piłkarz Ekstraklasy, nie zdążył zadebiutować w Club Brugge. Z tych nadal grających w Polsce niech będzie Miroslav Radović.

Najładniejszy stadion Ekstraklasy: - Powstało wiele nowych stadionów, obiekty we Wrocławiu czy Gdańsku mogą imponować, ale mi się najbardziej podoba ten Legii Warszawa. Jest typowo piłkarski, czuje się na nim wyjątkową atmosferę. Na potrzeby polskiego klubu sprawdza się idealnie.

Gdybym nie był piłkarzem, to… - Zastanawiam się, czy odpowiedzieć panu szczerze. Czasami jak się człowiek otworzy, może stać się obiektem żartów. Ok, powiem. Chyba byłbym ogrodnikiem. Pasjonują mnie ogrody, lubię coś przy nich robić i sądzę, że gdyby nie futbol, poszedłbym w tym kierunku. Mam ogrody przy domach w Gdańsku i Krakowie, do tego domek nad jeziorem, gdzie też jest co robić. Wymaga to dużego poświęcenia. Często brakuje czasu, żeby mocniej się temu poświęcić i muszę się wyręczać innymi osobami. Najczęściej moimi rodzicami. To zamiłowanie odziedziczyłem chyba po mojej mamie, świetnie się przy tym relaksuję. Uważam, że każdy powinien mieć jakieś inne zainteresowania. Nie można się zamykać pod piłkarskim kloszem, cały czas tylko grać, trenować i oglądać mecze. Potrzebna jest odskocznia i tym są dla mnie ogrody. Wiedząc trochę więcej na ten temat, mam duży szacunek dla ludzi, którzy dbają o ligowe boiska. To naprawdę trudny kawałek chleba, trzeba się sporo namęczyć. Uważam, że w tej materii w ostatnich latach poczyniliśmy duży postęp. I może tyle, co? Na dniach pewnie dostanę grabie w szatni (śmiech).

Najlepsi kumple wśród kolegów po fachu:
- Najlepszym kumplem od lat jest Radek Sobolewski. Cały czas dobrze znam się z chłopakami, z którymi zaczynałem grać w piłkę. Z obecnie grających najlepiej radzi sobie Jarek Bieniuk, ale z racji odległości jaka nas dzieli, nie ma czasu na jakieś większe spotkania. Jest też fajny kontakt z Marcinem Baszczyńskim, nawet w Grecji często dzwoniliśmy do siebie.

Hobby: - Poza ogrodnictwem chyba już nic więcej nie znajdę. Lepiej mieć jedną konkretną pasję. Znaczków nie zbieram, w PlayStation nie zdążyłem się tak wkręcić jak młodsi. Zresztą, przy dwójce dzieci byłoby to trudne.

Ulubiona potrawa: - Nie mam jednej ulubionej kuchni. Posmakowałem też greckiego jedzenia i naprawdę mi smakowało. Ogólnie lubię kuchnię mojej mamy, żony i teściowej. Mały ukłon w ich stronę (śmiech).

Ulubiona muzyka: - Jestem otwarty na sporo gatunków, nie szufladkuję się, ale ulubionym wykonawcą jest chyba Bon Jovi. Niedawno grali w Gdańsku, ale zaczynaliśmy już przygotowania i musiałem obejść się smakiem. Może kiedyś pojadę do New Jersey i wtedy ich zobaczę na żywo, o ile będą jeszcze grali...

Ulubiona książka:
- Mam dwie, które zawsze lubiłem: "Wiedźmin" i "Władca pierścieni". Lubię takie klimaty fantasy, ich lektura sprawia mi najwięcej przyjemności. Jakimś fanatykiem jednak nie jestem, na zloty fanów nie jeżdżę, na forach internetowych się nie udzielam (śmiech).

Ulubiony film: - "Skazani na Shawshank". Od lat to mój numer jeden.

Prawica, lewica, centrum? - Najlepiej powiedzieć, że nie mam żadnych sprecyzowanych poglądów. Nie chcę nikogo urazić, ale moim zdaniem nie ma praktycznie żadnej różnicy, kto akurat rządzi w kraju. Wolę się koncentrować na tym, na co mam bezpośredni wpływ. Jeśli chcemy, żeby żyło nam się lepiej, zacznijmy od siebie i swojego najbliższego otoczenia. Uważam, że kto by nie rządził, człowiek zaradny i chętny do pracy zawsze sobie poradzi. Jesteśmy kowalami swojego losu, to moja dewiza. Od jakiegoś czasu omijam wszelkie wybory.

Zamach w Smoleńsku, czy katastrofa w Smoleńsku? - Normalnie powiedziałbym pomidor (śmiech). Sądzę, że jednak katastrofa. Najlepiej odciąć się od dywagacji, uszanować tragicznie zmarłych i zamknąć temat.

Wierzący, czy ateista?
- Wierzący. Z praktykowaniem na pewno nie wygląda to tak jak kościół i biblia mówią, ale staram się chodzić na mszę w miarę możliwości. W każdy razie znacznie częściej niż tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc.

Moja największa zaleta:
- Chyba skromność.

Moja największa wada: - Dość długo było nią lenistwo, ale nie boiskowe, tylko takie ogólne. Z wiekiem jednak wszystko się przestawiło o 180 stopni. Odkurzacz, zmywarka, ścierka nie są mi obce, to nie wstyd i hańba. Co oczywiście nie znaczy, że jestem jakimś niesamowitym pracusiem w domu. Bez skrajności.

Ideał kobiety: - Lubię dziewczyny o ciemnych włosach - mogą być farbowane - i kręconych. Jakichś aktorek czy piosenkarek nie chcę wymieniać. Kiedyś już to przerabiałem w domu. Wychyliłem się z Sharon Stone i od tamtej pory przy każdym jej filmie było pokazywanie palcem "o, twoja dziewczyna w TV!". A gwoli ścisłości: moja żona ma ciemne i kręcone włosy.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się