var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Znów zabawnie na Łazienkowskiej

Autor: Tomasz Milewski
2011-01-11 12:26:05

Polska zima w pełni, liga śpi i nie wiadomo, kiedy się obudzi. Coś czuję, że pogoda może po raz kolejny sprawić psikusa. Spadnie trochę śnieżku i nasi cudni organizatorzy pogubią się, jak dzieci we mgle i będziemy mieli kolejne przesunięcie pierwszej, wiosennej kolejki.

A skoro zima to i okienko transferowe. Starałem się z całych sił nie ulec tej gorączce, na spokojnie usiąść przed telewizorem i obejrzeć coś odprężającego. Jakiś dokument czytany przez Krystynę Czubównę, czy Primera Division albo Premier League. Jednak dla mnie to jak oglądanie Michaela Jordana w drużynie z Królikiem Bugsem w "Kosmicznym Meczu" - podobny poziom abstrakcji. Nawet nie patrzę na to, jak na mecz piłkarski. Zbyt wysoki poziom... w zasadzie wszystkiego. Więc wracam na krajowe podwórko, przepełniony podniosłymi uczuciami zahaczającymi o sferę sacrum, po bardziej przyziemne doznania.

I cholera jasna znowu mnie bierze, jak czytam codzienne doniesienia z klubu najbliższego memu sercu, czyli Legii Warszawa. Od 26 marca 2004 roku, kiedy to podczas pamiętnego meczu z Polonią (7:2), Wojtek Hadaj ogłosił przejęcie Legii przez ITI, wszyscy wyczekują obiecanych sukcesów. Miały być trzy lata i Liga Mistrzów. "Jedzmy łyżką, a nie chochlą" - chyba każdy pamięta to zdanie. Potem okazało się, że nie ma sensu budować wielkiej drużyny, bez stadionu na miarę sukcesów, ale stadion już jest. A przez sześć lat spokojnie można było uporządkować zarząd, ludzi odpowiadających za transfery, znaleźć trenera, dobrać mu sztab i dać czas. Jeśli wtedy całym tym bajzlem zarządzali amatorzy, to teraz nie umiem ich nazwać inaczej, jak bandą bałwanów. Prezes jest już bodajże czwarty (jeśli nie, to niech mnie ktoś poprawi), co chwilę nowy trener i nowy sztab, a transfery (wracając do tematu) to już zupełna prowizorka.

Parę dni temu słyszałem, że zostaną sprowadzeni porządni zawodnicy, na pozycje wymagające wzmocnienia. Teraz słyszę, że transferów w styczniu nie będzie, bo nie chcemy wydawać pieniędzy, a pół roku temu sprowadzono siedmiu zawodników, za niemałą jak na polskie realia, cenę 2,5 milionów euro.

Gdzie tu logika? Gdzie tu plan? Ręce opadają do samej ziemi, jak się słyszy o "długofalowym planie budowy zespołu". W tym wypadku nie tylko, jeśli chodzi o Legię, ale o całą polską ligę. Chyba że "długofalowy plan" obejmuje jeden punkt - za trzy lata Liga Mistrzów. Przebiegły plan, ciekawa perspektywa. Jeśli tak to właśnie wygląda, to chylę czoła przed geniuszami strategii.

I nie sposób nie wspomnieć w tym momencie o kilku perełkach transferowych Legii w historii ostatnich paru lat. Słynne zdanie Trzeciaka "sprzedawaj Lewandowskiego, mamy Arruabarrenę" zna każdy fan "Wojskowych". Na uznanie zasługuje brazylijski zaciąg po sukcesie z Rogerem i Edsonem w rolach głównych. Pijaczyna Elton, który po raz kolejny nie dał rady się zaaklimatyzować, tym razem w Bradze. Pewnie nikt z biedakiem nie chciał dawać w palnik. Hugo Alcantara był za słaby. Co tam, że poradził sobie w LM, reprezentując barwy rumuńskiego Cluj, w Legii takich słabiaków nie potrzeba. Był jeszcze jeden, mój ulubieniec - Balbino. Ktoś go w ogóle widział na oczy? Podobno w Młodej Ekstraklasie coś tam potrenował.

Potem udało się z Astizem. Każdy przypisywał sobie zasługi, duma była ogromna. No to dawać nam tu samych Hiszpanów, przecież są najlepsi! Tito, Descarga i wspomniany wcześniej snajper, istny kat. Idealny, właśnie takiego Legia szukała... i szuka cały czas. Tylko nikt nie zadał sobie trudu spojrzeć w statystyki tego gwiazdora. Na tamten czas było to 0,23 bramki na mecz.

Dziś pokutujemy za brak decyzji w sprawie Siergieja Kislaka. Tak, tego samego, w popłochu przed którym dziś z Rubina Kazan ucieka co sił Rafał Murawski - eksportowa gwiazda reprezentacji i jedna z nadziei na Euro 2012. Wedle zasady „po co nam Kislak? Mamy Cabrala!”. Facet może i ma technikę jak Piekarski, ale rusza się jak Super Mario dzień po operacji kolana.

Jestem gotów postawić na szalę swoją dowolnie wybraną kończynę (rozumiemy aluzję), że dysponując takimi samymi narzędziami, jak dyrektor sportowy Legii, będę w stanie wytrzasnąć do końca okienka, co najmniej dwóch takich gości, że wszystkim na Łazienkowskiej spadną kapcie z wrażenia. Co w tym czasie zrobi pan Jóźwiak? Śmiem podejrzewać, że znów odkryje parę nikomu niepotrzebnych "supertalentów".

Zobaczymy, co zrobi Wisła, bo o zgrozo, w miarę logicznie zarządzana Jagiellonia (choć po odejściu Kamila Grosickiego nabiera większego znaczenia to "w miarę"), wydaje się być w tym sezonie poza zasięgiem. A każdemu legioniście zalecam trzy zdrowaśki dziennie, bo na umiejętności zarządu od dawna nie ma co liczyć.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się