var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Krzysztof Kotorowski: Lech to za*****ty klub, zostaję w Poznaniu!

Autor: na stadionie przy Bułgarskiej rozmawiał Rafał Sahaj
2011-01-12 16:03:34

Potrafił wygrać rywalizację z każdym. Niedoceniany, ale kiedy dostał szansę, potrafił ją wykorzystać. Krzysztof Kotorowski z Lecha w rozmowie z portalem 2x45.com.pl opowiada nie tylko o sobie, ale również o fachu bramkarskim jako takim.

2x45.com.pl: - Karierę rozpoczął Pan w Olimpii Poznań. Czemu akurat pozycja golkipera? Ojciec, też bramkarz, zapewne Pana nie zniechęcał do tej pozycji…
Krzysztof Kotorowski:
- Zgadza się, zaczynałem w Olimpii, blisko domu, gdyż mieszkałem na Piątkowie. Ojciec grał w bramce, a ja chodziłem z nim na treningi i jakoś mi się to spodobało. Przeważnie przygoda bramkarza jest taka, że ktoś najpierw grał w polu, a dopiero potem w bramce. Ja zaczynałem między słupkami i tam zakończę.

- Skąd wziął się na Pana koszulce numer "27"? Jest Pan przesądny, jeśli chodzi o liczby, gesty, rytuały?
- Na początku miałem w Lechu "jedynkę". Dopiero po połączeniu z Amiką podpisałem nowy kontrakt, jako jeden z ostatnich z bramkarzy, a numer "1" był zajęty przez Radka Cierzniaka czy Pawła Linkę, nie pamiętam już. Miałem do wyboru dwa inne numery, wybrałem akurat "27" i myślę, że jednak okazał się szczęśliwy.

- Piątek, Dolha, Turina, Burić. Mówią Panu coś te nazwiska?
- Oczywiście, że mówią. Zdaję sobie sprawę, że dużo tutaj przeżyłem. Od każdego z tych bramkarzy czegoś się nauczyłem. Myślę, że również oni wspominają mnie miło.

- Nie miał Pan czasem dość? Nie pomyślał Pan nigdy: to za wiele, odchodzę!
- Aż tak to nie, bo zawsze podkreślam, że jestem stąd, jestem poznaniakiem i gra w Lechu od małego była moim marzeniem. To marzenie cały czas się realizuje. Faktycznie, w pewnych momentach miałem ciężko, przychodziły różne myśli. Byłem bliski odejścia raz czy dwa. Półtora roku temu kończył mi się kontrakt i już praktycznie byłem o krok od innego klubu, ale jakoś dogadałem się z działaczami i zostałem. Na tę chwilę jestem szczęśliwy. Zdobyliśmy mistrzostwo Polski, gramy w Lidze Europy, w której zaszliśmy bardzo daleko.

- Wspominał Pan, że latem 2009 mógł Pan odejść. Mówiło się wówczas o lidze greckiej. Może Pan zdradzić, co to był za klub?
- Miałem dwie oferty, a ta bardziej konkretna nadeszła z Arisu Saloniki. Kontrakt gotowy do podpisania, leżał na biurku w moim domu.

- Żałuje Pan, że wtedy, kiedy miał okazję, nie odszedł? Z drugiej strony, jakieś 90 procent klubów w lidze greckiej ma kłopoty finansowe...
- Początki były trudne, miałem różne myśli, ale teraz już nie żałuję. Zdobyłem... zdobyliśmy z Lechem mistrzostwo Polski po siedemnastu latach. To, co nas spotkało na Starym Rynku, radość kibiców - coś niezapomnianego! Później przyszła Liga Europy i wyjście z bardzo trudnej grupy. Nikt nam nie dawał szans. Słyszałem opinie, że zdobędziemy maksymalnie trzy, cztery punkty. Zrobiliśmy dużo więcej, strzeliliśmy bardzo dużo goli i co więcej, awansowaliśmy. Jestem szczęśliwy. Dodam tylko, że Aris Saloniki również prezentuje wysoki poziom, a samo miasto jest świetne, z tego co słyszałem. Jeśli chodzi o Ligę Europy, Aris również wyszedł z grupy, więc to nie jest przypadkowy klub.

- Za sześć miesięcy ponownie wygasa Pańska umowa z Lechem. Wolałby Pan zostać, czy podjąć wyzwanie w innym klubie?
- Myślę, że już teraz zostanę. Jestem po słowie z dyrektorem, wstępne rozmowy się odbyły. Dogadamy się i zostanę w Lechu na kolejne dwa sezony.

- Czyli raczej lubi Pan stabilizację, niechętnie zmienia Pan otoczenie?
- Teraz już tak. Nie ma co ukrywać, jestem zawodnikiem, który ma bliżej niż dalej do końca kariery. No i gdzie miałbym odchodzić? Jestem w świetnym mejscu, mieszkam w rodzinnym mieście. Uważam, że Lech to za*****ty klub jak na polskie warunki. Myślę, że w nim zostanę.

- Pamięta Pan swoją ostatnią porażkę w lidze polskiej?
- Ciekawe pytanie... Nie pamiętam.

- Było to 19 października 2008 roku. Przypadek, czy jednak coś jest na rzeczy? Czemu trenerzy często tak opornie na Pana stawiali? Ci, którzy spróbowali, chyba nie żałowali, prawda?
- No widzi pan, nawet o tym nie pomyślałem, choć wiedziałem, że to było dość dawno temu, ale żeby aż tak odległy czas... Trzeba powiedzieć, że może wielu meczów nie zagrałem, aczkolwiek cieszę się z tego, co jednak udało się zaliczyć. Cóż mogę powiedzieć? Faktycznie trener Jacek Zieliński stawiał uparcie na innych zawodników, ale w końcu się doczekałem i myślę, ze nie żałował.

- A może czasem brakuje charyzmy, za mało Pan pokazuje, kto rządzi defensywą? Może trzeba częściej krzyknąć, ochrzanić swoich obrońców? Artur Boruc to robi i co do jego charyzmy akurat nikt nie ma wątpliwości.
- No tak, ale myślę, że to bez znaczenia, czy ktoś więcej, czy mniej będzie krzyczał. Jasmin Burić wydziera się na boisku dużo mniej niż ja, a również jest klasowym bramkarzem, więc nie do końca jest to wyznacznik dobrej gry. Bramkarz przede wszystkim musi być skuteczny i dobrze wpływać na drużynę. To jest najważniejsze.

- Uważa Pan, że Łukasz Fabiański jest za "grzeczny" na Premier League, w przeciwieństwie do Wojciecha Szczęsnego, z którego emanuje pewność siebie?
- Znam Łukasza, miałem przyjemność z nim trenować swego czasu w Lechu. Może nie za długo, ale zawsze. Później nasze drogi się rozeszły, on poszedł do Legii. Co do pytania. Jeśli Fabiański gra w takim klubie - gra, nie siedzi na ławce - a trenerzy są z niego bardzo zadowoleni, to wcale nie ma znaczenia. Gdyby był słaby, taki klub jak Arsenal dawno by sobie znalazł innego na jego miejsce i nie byłoby problemu. Jest jeszcze drugi Polak w Arsenalu, ale ze Szczęsnym poczekajmy trochę. Osobiście widziałem jeden dobry mecz w jego wykonaniu - z Manchesterem United. Wszyscy mówią, że to świetny bramkarz, ale spokojnie: zobaczymy, jak się rozwinie i czy faktycznie okaże się taki dobry.




- Często opisują Pana w następujący sposób: dobry na linii, z dobrym refleksem, ale niepewny na przedpolu. Byłby Pan w stanie zaakceptować taką charakterystykę swojego bramkarskiego warsztatu?
- Każdy ma swoje zdanie, każdy może powiedzieć, co uważa. Akurat wychodzę z innego założenia. Nie będę przed nikim się tłumaczył, ale niech mi ten ktoś powie, który bramkarz gra świetnie na przedpolu? Z ligi polskiej lub ligi zagranicznej? Może jest kilku. Piłka nie jest już taka jak kiedyś, wrzutki są szybsze, poza tym teraz wbiega w pole karne dużo więcej zawodników. Nie chcę się usprawiedliwiać, a każdy ma prawo do własnego zdania. Uważam, że w ostatnim czasie pewnie wykonuję swoje zadania. Można wychodzić z bramki, próbować, ale najlepszym zdarzają się błędy. Takie życie piłkarza.

- Mecz z Juventusem w Poznaniu. Jedni wychwalali Pana pod niebiosa, w tym nawet zagraniczne media, inni wręcz przeciwnie, twierdzą, że nic wielkiego Pan nie pokazał i miał masę szczęścia.
- Tak, jakieś dziwne media. Jakieś weszło... albo zaszło, nawet nie wiem, co to jest. Tam faktycznie była taka opinia. Chciałem zagrać mecz, wygrać to spotkanie, wyjść z grupy i to zrobiłem. Ale to są dziennikarze, jeden pisze tak, drugi tak. Na to nie mam wpływu.

- Wróćmy na chwilę do lipca 2010 roku. Jest Pan bohaterem w serii rzutów karnych z Interem Baku. Niesamowita radość, ale nie czuł Pan wtedy, że tak naprawdę nie ma się z czego cieszyć? To były męki z klubem, który rywalizuje na co dzień na peryferiach wielkiego futbolu...
- Może i tak, w Azerbejdżanie nie ma wielkich klubów, ale grają tam coraz lepsi piłkarze i powiem tylko jedno: zarabiają dużo więcej niż w Polsce, więc myślę, że tamtejsza piłka będzie się rozwijała. Przykładem była Wisła Kraków, która nie poradziła sobie z drużyną z Azerbejdżanu. Przeszliśmy Baku, gramy dalej, a oni są teraz w domu, więc tyle mogę powiedzieć. 

- Wszystko zaczęło się w bólach, skończyło cudownie. Polski klub ma okazję grać w 1/16 finału Ligi Europy. Czy jednak wyniki Lecha nie przysłaniają trochę ogólnego obrazu naszej ligi? Reszta klubów znów odpadła w przedbiegach.
- No właśnie, dlatego pytam: dlaczego tylko Lech robi punkty w rankingach? Dwa lata temu również byliśmy w fazie grupowej, wtedy jeszcze Pucharu UEFA. Teraz znów promujemy polską piłkę. Każdy polski klub kończy nie tylko na Azerbejdżanie, ale też na Litwie, Łotwie... Ruch Chorzów grał gdzieś na dalekim wyjeździe i też sobie nie poradził. Widocznie liga polska nie jest taka silna. A w tych klubach, z wydawałoby się egzotycznych krajów, płaci się niezłe pieniądze i ściąga Brazylijczyków, Portugalczyków, którzy grają co najmniej przyzwoicie.

- Zna Pan uczucie bycia rezerwowym. Zgodziłby się Pan jak Jerzy Dudek iść do Realu Madryt, wiedząc, że w praktyce nie ma szans na wygryzienie Ikera Casillasa?
- Trudne pytanie. Real Madryt to wielka firma, wielki klub. Myślę, że na dziś nie ma co dyskutować, jestem w Lechu Poznań i tylko na tym się skupiam.

- Chciał Pan bramkarza, który świetnie gra na przedpolu. Chyba właśnie Iker Casillas byłby takim przykładem.
- Tak, faktycznie. Gra dobrze na przedpolu, ale też zdarzają mu się błędy. Proszę zobaczyć, Realow Madryt strzelają bardzo dużo goli, choć nie mówię, że wszystkie padają z jego winy. Mimo wszystko, jak zauważyłem, Real Madryt traci jedną, dwie bramki w meczu, więc jednak i wielki Casillas jest do pokonania, aczkolwiek uważam go za świetnego golkipera.

- Mimo że jest Pan kibicem Barcelony, to chyba nad ofertę Realu by się nie zastanawiał?
- (śmiech) Jeśli możemy sobie tak pomarzyć... Myślę, że jednak Barcelona zostaje na pierwszym miejscu, na drugim miejscu może być Real.

- Jeśli zapytam, czy wierzy Pan w obronę mistrzostwa, to pewnie odpowie Pan, że tak, bo inaczej nie wypada. Jednak nie oszukujmy się: tylko kilka splotów okoliczności bardzo pomyślnych dla Lecha pozwoli znów zająć pierwsze miejsce.
- Zgadza się, tak bym powiedział. Będziemy robić wszystko, aby wygrać ligę. Drugą sprawą jest fakt, że rok temu, gdybyśmy rozmawiali o tej samej porze, to wierzyłby Pan, że zdobędziemy mistrza? Też mieliśmy osiem czy dziewięć punktów straty do Wisły, a do końca było mniej meczów, bodajże jedenaście. Rozmawiałem z kilkoma dziennikarzami i nie dawali szans. Mówiłem: poczekajmy, zobaczymy. Było bardzo ciężko, ale wywaliczyliśmy to mistrzostwo. Zdajemy sobie sprawę, że teraz będzie podobnie. Dodatkowo dochodzą inne mecze, bardzo ważne w Lidze Europy i w Pucharze Polski. Musimy sobie poradzić, oby tylko kontuzje nas omijały. Myślę, że przyjdą jeszcze zawodnicy, którzy wzmocnią siłę ofensywną, wspomogą Artjomsa Rudnevsa i Bartka Ślusarskiego. Sprawimy jeszcze niejedną niespodziankę i będzie gorąco.

- W zeszłym sezonie nie było Lecha w europejskich pucharach, nie było tych dodatkowych ważnych meczów, o których Pan wspomniał. Czy gdyby miał Pan wybierać, to wybrałby mistrzostwo Polski, czy awans do 1/8 finału, może nawet ćwierćfinału Ligi Europy?
- Jeśli miałbym wybierać, to powiem szczerze, że wybrałbym mistrzostwo Polski. Świetna rzecz i chętnie ją powtórzę.

- Niedawno okazało się, że Jacek Zieliński ma zarzut korupcyjny. To był dla Pana szok? W końcu trochę pracował Pan z tym trenerem. A jeśli takie rzeczy działy się w Lechu?
- Nie, myślę, że takie rzeczy w Lechu Poznań się nie działy. Faktycznie, ostatnio czytałem, że mogło dojść do tego w poprzednim klubie trenera Zielińskiego, który jednak mocarstwem ani piłkarskim, ani finansowym nie jest. Pewnie robili jakieś tam podchody. Na ten temat nic więcej nie mam do powiedzenia.

- Miał Pan kiedyś taką sytuację, że zadzwonił telefon, a po drugiej stronie ktoś kusi pieniędzmi za odpuszczenie meczu?
- Proszę mi wierzyć, na szczęście nigdy takiej sytuacji nie miałem i bardzo się z tego powodu cieszę. Na pewno bym z tego nie skorzystał, bo to mnie nie interesuje. Byłem w dwóch dobrych, stabilnych klubach. Najpierw w Grodzisku, teraz w Poznaniu. Nigdy takiej sytuacji nie było i całe szczęście! 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się