var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Misiu, golimy prokuraturę!

Autor: Tomasz Milewski
2011-01-13 01:31:00

Po interwencji dziennikarzy „Przeglądu Sportowego”, zebrany we wtorek zarząd PZPN cofnął licencję trenerską Januszowi Wójcikowi. Pierwotnie działacze oparli swoją decyzję na cofnięciu przez prokuraturę zakazu wykonywania zawodu dla „Wójta”, nie zważając na punkt w regulaminie, który pozwalałby im na odrzucenie podania trenera.

Wszystko zaczęło się od opublikowania przez „PS” zeznań Wójcika złożonych w prokuraturze. Dwie strony, fajna lekturka, trochę jak książka biograficzna. W sumie to nie jestem w stanie obiektywnie ocenić słuszności decyzji, ani o przyznaniu licencji, ani o jej odebraniu. Powód jest prosty – moje uwielbienie dla popularnego „Wójta” sięga granic racjonalnego myślenia.
 
Po lekturze zapisu owego przesłuchania odniosłem wrażenie, że mimo czynnego udziału w korupcji, Wójcik był trochę poza tym wszystkim. Bóg jeden wie, ile zostało zatajone, pominięte lub po prostu zapomniane. Nikt nie jest też na tyle głupi, żeby oczekiwać stuprocentowo szczerej spowiedzi. Doskonale wiemy, że priorytetem trenera było zaznaczenie jak najmniejszego udziału w procederze. Co nie zmienia faktu, że ostro kręcił zarówno z Ryszardem Forbrichem, jak i z władzami Świtu.
 
Szczególnie śmieszy mnie oburzenie Tomasza Dawidowskiego i groźba wejścia na drogę sądową. Według mnie mógłby to zrobić tylko dlatego, że nic na niego nie mają i on o tym wie. W ogóle opisy postępowania, gdy jedną ze stron byli piłkarze, wywołują u mnie salwy śmiechu. Odcinający się od wszelakich spekulacji sportowcy byli przecież głównymi wykonawcami zawartych wcześniej porozumień.
 
Czytając te zeznania, można było poczuć się trochę jak w dobrym filmie akcji. Przekazywanie pieniędzy w zajazdach, „makdonaldsach” i innych „ustronnych miejscach”, ustalanie obsad sędziowskich, groźby, układy. Wszystkie elementy wartkiego scenariusza zostały zawarte. „Piłkarski Poker” wymięka. Tam do dopiero była prowizorka, w porównaniu ze zdarzeniami z sezonu 2003-04. Mam nadzieję, że gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz, Janusz Zaorski lub inny reżyser podejmie się próby nakręcenia sequela, tym razem opartego na faktach.
 
Wracając już do samej osoby Wójcika. Po jego, bądź co bądź mistrzowskim sezonie z Legią w 1993 roku i wcześniejsze Olimpiadzie w Barcelonie, chyba wszyscy darzyli sympatią tego szkoleniowca. I nie oszukujmy się - jaki Wójcik jest, każdy widzi. Golimy frajerów, jazda z ogórami i do przodu. I właśnie dlatego jestem gorącym zwolennikiem jego powrotu na ławkę trenerską. To nie są już czasy, gdzie „Kowal” szedł z ekipą na pochlej, następnego dnia strzelał bramkę ze łba na kacu i był najlepszy. Dzisiejsi piłkarze są jak modele. Całe życie na diecie, zadrą skórkę na paznokciu i jest tragedia, bo nie przygotują się należycie.
 
Ciekaw jestem, jak w takim świecie odnalazłby się pan Janusz. W świecie, gdzie już nie ma ustawiania na masową skalę (nie mówię, żeby sam to inicjował, ale był raczej do tego przyzwyczajony), trenerzy zamiast krzyczeć, tłumaczą zawodnikom ich błędy, przekazują wytyczne.
 
Sam fakt, że za spędzone w Świcie 9 kolejek dostał 17 zarzutów też świadczy o tym, że to utalentowany trener. Prawie dwa zarzuty na kolejkę, to trzeba umieć zrobić, byle frajer nie da rady, aż tak uwikłać się w sprawy wykraczające poza granice dobrego smaku i to po paru latach nieobecności w kraju.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się