var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Marcin Burkhardt: Ukraina to były za wysokie progi

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2011-01-16 10:12:49

- Żałuję, że wyjechałem z Polski dopiero w wieku 25 lat, a nie pięć lat wcześniej, do hiszpańskiej Malagi - powiedział nam Marcin Burkhardt. Piłkarz odetchnął, gdyż kilka dni temu Jagiellonia wykupiła go z Metalista. Portal 2x45.com.pl rozmawia z nim zarówno o przeszłości jak i przyszłości. Polecamy!

2x45.com.pl: - Ten rok zaczyna się dla Pana znakomicie. Jagiellonia wykupiła Pana z Metalista Charków i może Pan być spokojny o swoją najbliższą przyszłość...
Marcin Burkhardt
: - Dokładnie. Świetny początek, bardzo się cieszę i wierzę, że będzie jeszcze lepiej. A uwieńczeniem tego powinno być zdobycie mistrzostwa Polski z "Jagą". Podpisałem trzyletni kontrakt i nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie walczyli o czołowe lokaty.

 - Od dawna Pan wiedział, że wszystko tak się skończy?
 - Przed świętami jeszcze nic nie było pewne i trochę się bałem, że będę musiał wrócić do Charkowa. Dochodziły do mnie różne wieści. Jednego dnia mówiono, że klub mnie wykupi, drugiego, że jednak nie. Tak było przez całe święta i nowy rok, cały czas niepewność, człowiek był trochę jak na szpilkach. Tym bardziej jestem zadowolony, że wszystko dobrze się skończyło.

 - Wiadomo, ile za Pana ostatecznie zapłacono? W mediach podawano kwotę rzędu 300-400 tysięcy euro.
 - Tak podawano, ale myślę, że najbardziej kompetentnymi osobami do udzielenia tej informacji będą prezesi Jagiellonii lub mój agent Grzegorz Bednarz. Nie byłem przy tych rozmowach i tak naprawdę nie interesowały mnie te kwestie. Ja powiedziałem tylko, że chcę zostać w Białymstoku. Nie wiem, ile kosztowałem.

 - No to teraz trzeba skupić się na obronie pierwszego miejsca. Ale bez Kamila Grosickiego będzie o to dużo trudniej, prawda? Mimo że przyszedł Bartłomiej Grzelak...
 - Będzie trudno zastąpić Kamila, to nie ulega wątpliwości. Grosicki jest jednym z najlepszych polskich piłkarzy, a już na pewno - skrzydłowych. Co do Bartka, to zupełnie inny typ piłkarza. Nie był to transfer zawodnik za zawodnika, bo Bartek będzie grał na innej pozycji, co trener Michał Probierz podkreślał w wywiadach. Liczę na naszych młodych, utalentowanych graczy. Tomasza Kupisza liga już sądzę poznała, są Maciej Makuszewski z Franckiem Essombą i przyjdzie dwóch Czarnogórców, z czego jeden na pozycję Kamila właśnie. I te nazwiska powinny wypełnić lukę powstałą po jego odejściu.

 - Nie ma Pan wrażenia, że Grosicki odszedł do Sivassporu na siłę? Piętnasty zespół tureckiej ekstraklasy to nie jest szczyt jego możliwości i równie dobrze chłopak za pół roku może grać tam w drugiej lidze.
 - Nie wiem, jak skonstruowano jego kontrakt i jak to się odbywało. Kamil nie zamierzał odchodzić z Białegostoku za wszelką cenę, chciał zostać. Ale różne szczegóły mają wpływ na takie decyzje. Nie wnikałem w tę sprawę i trudno mi powiedzieć, co zadecydowało. 

 - Ale jakieś konsultacje Kamila z Panem i kolegami, rozmowy o transferze, były?
 - Rozmawialiśmy, pewnie. Mówiłem mu: "Kamil, słuchaj, to twoje życie, ty decydujesz". Liga turecka jednak jest silniejsza, ale to ledwie piętnaste miejsce w tabeli mogło go jakoś tam przerażać. Skoro jednak Sivasspor zapłacił całkiem spore pieniądze za Grosickiego i kupił jeszcze innych zawodników, ma sporo atutów, by skutecznie powalczyć o utrzymanie. 

 - Czyli nie doradzał mu Pan konkretnie: idź, nie idź?
 - Powiem szczerze. Chciałem, żeby Kamil został. To był zawodnik, który pasował do mnie na boisku. Mogłem mu zagrywać prostopadłe piłki, rozumieliśmy się, kilka fajnych akcji zrobiliśmy. Ja asystowałem mu, on mi. Dlatego żałuję, że odszedł, ale takie życie piłkarza. Teraz gramy w innych klubach.  

 - Pytam tak Pana w tym temacie, bo odnosi się wrażenie, że w 2008 roku bardzo pochopnie wybrał się Pan do Szwecji, do IFK Norrkoeping. To nie jest i nie mógł być dla Pana piłkarski raj!
 - To nie do końca tak. Nie wyjechałem z powodów zarobkowych, żeby szukać jakiegoś piłkarskiego raju. Wyjechałem, aby się odbudować. Grałem siedem lat w polskiej lidze i nie ukrywam, że byłem tym wszystkim zmęczony, całą otoczką wokół mojej osoby. Chciałem zobaczyć, jak to wygląda na zachodzie, jak się pracuje i gra, poznać nową kulturę. I myślę, że mogę oceniać ten wyjazd pozytywnie. Dużo się nauczyłem, co procentuje teraz. 

 - Pod jakim względem zmienił się Pan w Szwecji najbardziej. Mentalnym?
 - Tak i uważam, że wyjazd zagraniczny naprawdę bardzo piłkarzowi służy. Szkoda, że doświadczyłem go dopiero w wieku 25 lat, a nie pięć lat wcześniej, gdy mogłem odejść i to do lepszego klubu - hiszpańskiej Malagi. Ale niestety, takie rzeczy nie zależą już tylko od samego zawodnika.  

 - A czego zabrakło, żeby podbić Ukrainę?
 - Nie będę ukrywał, to zwyczajnie okazały się za wysokie progi. Poziom lepszy niż w Polsce, w tamtejszej lidze grają naprawdę bardzo dobrzy piłkarze. Do tego zabrakło trochę szczęścia, bez wątpienia. Nie grałem też do końca na swojej pozycji, bo byłem ustawiony na lewej pomocy. Nie twierdzę, że trener był problemem, tak nie zamierzam się tłumaczyć, ale oczekiwał on chyba, że dam zespołowi coś, czego nie byłem w stanie dać. Jestem środkowym pomocnikiem, w tej roli zawsze występowałem. Lewoskrzydłowy ma na boisku inne zadania, musi grać inaczej.

 - Nieraz Pan przyznawał, że za młodu trochę się zagubił, pewne rzeczy mógł robić lepiej. Kiedy nastąpiło opamiętanie?
 - Po wyjeździe do Szwecji właśnie. Okres ośmiomiesięcznej kontuzji, kiedy miałem problemy z przepukliną, w jakiś sposób mnie odmienił i pokazał drogę, którą powinienem iść.

 - Zreflektował się Pan dość późno, ale chyba nie za późno?
 - Mam 27 lat, w tym roku skończę 28, więc do piłkarskiej emerytury nadal trochę brakuje. Mogę jeszcze coś pograć, stary jeszcze nie jestem (śmiech). 

 - Wracając do naszej ligi. Jagiellonia straciła Grosickiego, ale inni potentaci też głównie się osłabiają. W zasadzie - mamy status quo...
 - Dokładnie. Najbardziej osłabiła się Wisła, która oddała Mariusza Pawełka i braci Brożków. A wiem, że nie jest łatwo sprowadzić dobrego zawodnika, który od razu grałby pierwsze skrzypce i był wiodącą postacią zespołu. Także zobaczymy. Liga z pewnością będzie ciekawa, co pokazała już miniona runda. Ścisk w tabeli niesamowity.

 - Pana rola wiosną może być jeszcze ważniejsza niż jesienią. Zna Pan smak mistrzostwa, które zdobywał z Legią i wie "jak to się robi". Pod tym względem w Jagiellonii zdecydowanie się Pan wyróżnia.
 - No jeśli się nie mylę, z obecnych piłkarzy "Jagi" tylko ja i Tomasz Frankowski mamy na koncie tytuł mistrzowski. Ale to tym lepiej! Jest dużo zawodników głodnych sukcesu, młodszych i starszych, którzy zwietrzyli szansę. To widać na każdym treningu. Każdy pracuje na maksimum swoich możliwości, bo wie, że w maju może nas spotkać coś bardzo miłego.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się