var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Marcin Robak: Nie uczyłem się języków obcych

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2011-01-17 16:43:58

- Działacze Widzewa nie zrobili nic, aby mnie zatrzymać - stwierdza w rozmowie z 2x45.com.pl nowy napastnik Konyasporu, Marcin Robak. Poruszyliśmy również temat języków obcych u 28-letniego piłkarza, a wszystko przez słynny już wywiad dla tureckiej TV.

2x45.com.pl: - W wieku 28 lat udało się Panu wyjechać za granicę. Traktuje to Pan jako zakończenie pewnego etapu i rozpoczęcie nowego, do którego cały czas dążył?
Marcin Robak:
- Każdy zawodnik w Polsce robi wszystko, aby grać jak najlepiej i jeśli trafi się okazja, wyjechać do silniejszej ligi. Mi udało się odejść do Turcji i bardzo się z tego cieszę. Wierzę, że to nie będzie stracony czas. Mało tego - mam nadzieję, że w nowym klubie dalej będę się rozwijał, mimo że mam już 28 lat, jak pan wspomniał.

 - Czuje Pan wyłącznie radość, czy jednak miesza się ona z nutką niepewności? Odległy kraj, klub, który broni się przed spadkiem. Różnie może być...
 - Dokładnie, właśnie takie uczucia mi towarzyszą. Najbliższe pół roku będzie niezwykle istotne. Jeśli unikniemy spadku, wszystko powinno być dobrze. Gdyby Konyaspor spadł z Super Ligi, nie wiadomo, jak potoczyłyby się jego losy. Jesteśmy jednak przekonani, że utrzymamy tę drużynę.

 - Dlaczego akurat Konyaspor? To najlepsza oferta, czy po prostu jedyna?
 - Przede wszystkim klub ten wyłożył pieniądze, jakich oczekiwał Widzew. Gdyby trzeba było zapłacić mniej, może miałbym większy wybór przy wyborze nowego zespołu. A wiadomo, polskie kluby nawet pół miliona euro płacą bardzo opornie. Transfer do innego polskiego klubu był w zasadzie niemożliwy, dlatego podjąłem zagraniczne wyzwanie.

 - Czyli miał Pan wybór: albo Konyaspor, albo pozostanie w Widzewie?
 - Pozostanie w Widzewie? Działacze planowali rozmowy na temat mojej przyszłości w Łodzi, ale do tych rozmów nie doszło. Nadeszła oferta z Konyasporu i skorzystałem. 

 - Trener Czesław Michniewicz niedługo przed transferem mówił, żeby się Pan dobrze zastanowił, czy chce być lepszym piłkarzem, czy bogatszym człowiekiem. Trzymając się jego wersji, wychodzi to drugie.
 - Każdy szkoleniowiec, który ma zawodnika strzelającego sporo goli, chce jego pozostania. To normalne. Dużo rozmawiałem z trenerem na ten temat, namawiał mnie, żebym nie opuszczał klubu. Nie mogłem narzekać na warunki w Widzewie, ale nie było żadnych rozmów odnośnie mojego pozostania, więc zdecydowałem się na wyjazd. Działacze nie zrobili nic, aby mnie zatrzymać. 

 - Jakie wrażenia po pierwszych dniach w Konyasporze? Przywitano Pana jak gwiazdę?
 -  Raczej nie. Każdy piłkarz, który tutaj przychodzi, jest zawsze witany przez fanów i słyszy "welcome". Przyjmowany jest z otwartymi rękoma. Później wszystko zweryfikuje liga. Jeśli będziemy grali dobrze, zdobywali punkty i przybliżymy się do utrzymania, atmosfera stanie się jeszcze lepsza. Teraz nutka niepewności pozostaje, bo Konyaspor jest zagrożony spadkiem. Musimy jak najszybciej odskoczyć od niebezpiecznych miejsc, żeby potem nie było już nerwów.

 - A jakie wrażenia od strony organizacyjnej klubu? Stadion, baza treningowa i tak dalej?
 - Głównego stadionu jeszcze nie widziałem. Baza treningowa znajduje się bardziej na obrzeżach. Jest w niej mniejszy stadion, a przy nim hotel. Można spokojnie trenować, zjeść i pospać, jeśli ktoś ma ochotę. Na razie spędzamy tu większość czasu i przygotowujemy się do pierwszego meczu, który czeka nas już w najbliższy weekend.

 - Czyli nadal mieszka Pan w hotelu?
 - Samo mieszkanie już wybrałem, ale trzeba jeszcze dograć sprawy dotyczące niektórych mediów, telewizji, internetu. Jeszcze się tam nie wprowadzam. Jak wszystko będzie gotowe, wtedy to zrobię.

 - Jest Pan już ósmym Polakiem, który będzie grał teraz w lidze tureckiej, a piątym, który zawitał nad Bosfor tej zimy. To jakaś Wasza zmowa, piłkarzy?
 - Tak się akurat wszystko potoczyło, że w jednym oknie transferowym aż tylu zawodników odeszło do Turcji. Zobaczymy, jak sobie tutaj poradzimy. Na pewno będziemy obserwowani i miejmy nadzieję, że jeszcze nieraz zrobi się o nas głośno dzięki występom w tej lidze.

 - Nie boi się Pan, że zniknie z oka selekcjonerowi? Grecję Franciszek Smuda omija szerokim łukiem, choć Polaków gra w niej wielu, a do Turcji jeszcze dalej!
 - Wszystko jest możliwe. Ja koncentruję się na zdobywaniu bramek i jeśli będę regularnie strzelał, Smuda na pewno to zauważy. Jak zawsze podstawą wszystkiego będą dobre występy w klubie. Potem mogę myśleć o kadrze. 

 - Wielu nadal trochę lekceważy ligę turecką, ale takich graczy jak Guti, Simao Sabrosa, Hugo Almeida czy Ricardo Quaresma w Polsce jeszcze długo nie zobaczymy...
 - Dokładnie, będzie kogo podpatrywać na boisku. Są to świetni piłkarze, z bogatą karierą. Miło będzie zagrać przeciwko nim. Fenerbahce, Besiktas czy prowadzący Trabzonspor są bardzo silnymi drużynami i nie ukrywam, że ogólnie jestem ciekawy, jak ta liga wygląda.

 - W internecie furorę robi wywiad dla tureckiej telewizji, w którym Pana tłumaczem jest Mariusz Pawełek. Rozumiem, że nauka języków obcych przychodzi Panu znacznie trudniej niż strzelanie goli?
 - Nigdy nie skupiałem się na poznawaniu innych języków. Wcześniej nie przypuszczałem, że kiedykolwiek wyjadę za granicę. I dopiero po czasie do człowieka dochodzi, że mógł się jednak bardziej przyłożyć, bo w życiu może to być potrzebne. Ale w Konyasporze zapewniają, że będzie z nami tłumacz, jest Mariusz, więc nie powinno być problemów. Gorzej, jakby Mariusza nie było...


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się