var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: soccerbyives.net

Polskie ślady na świecie (28). Danny Szetela. Janas mówił, że takich ma dwustu i... chyba się nie pomylił

Autor: Przemysław Michalak
2013-11-12 23:22:38

Swego czasu zapowiadał się na wielkiego piłkarza. Nigdy jednak nie doceniał tego nasz ówczesny selekcjoner Paweł Janas. Danny Szetela chciał grać dla Polski, ale "Janosik" nie był nim zainteresowany, twierdząc, że takich chłopaków to w kraju znajdzie się ze dwustu. Późniejsze lata pokazują, że Janas raczej się nie pomylił...

Jego słowa bardzo zabolały piłkarza, który do dziś tego nie ukrywa. - Mimo iż urodziłem się w Passaic w New Jersey czuję się Polakiem i myślałem o tym, aby grać dla Polski, bo tej reprezentacji kibicował mój tata. Ale kiedy Janas powiedział, że ma 200 takich graczy jak ja, zrozumiałem, że tam - w przeciwieństwie do kadry USA - mnie nie chcą. Poza tym wychowałem się tutaj i tutaj zdobywałem piłkarskie szlify, dlatego Ameryce też byłem coś winien - mówił w lipcu tego roku (za: papatomski.com). 

To właśnie dzięki ojcu Szetela nadal potrafi płynnie mówić po polsku. Z "rodakami" kontakt miał niemal od początku kariery. W Columbus Crew jego trenerem był Robert Warzycha (przez pewien czas nawet z nim mieszkał), w Racingu Santander grał razem z Euzebiuszem Smolarkiem (Ebi namawiał go do występów dla biało-czerwonych już po wypowiedzi Janasa), w 2008 Piotr Nowak zabrał go z reprezentacją olimpijską do Pekinu, a w Brescii poznał Bartosza Salamona. 

Mierzący 180 cm wzrostu pomocnik u szczytu kariery znalazł się po mistrzostwach świata U-20 w Kanadzie (2007 rok). Był świetny, rozegrał m.in. popisową partię przeciwko... Polsce. Strzelił nam dwa gole, a USA wygrało 6:1. Po turnieju dostał sporo ofert z Europy i dość niespodziewanie trafił do Santanderu, który nigdy nie zaliczał się do hiszpańskich potentatów. Mimo to młody Amerykanin zupełnie sobie nie poradził i nawet nie zadebiutował w La Liga. Wypożyczono go do Brescii, ale przez półtora roku w Serie B zaliczył jedynie 26 meczów i zdobył jedną bramkę. I Włosi, i Hiszpanie pożegnali go bez żalu, gdy wrócił do Ameryki i podpisał kontrakt z DC United. 

Wtedy zaczęły się problemy zdrowotne, które na bardzo długo wykluczyły go z grania. - Wracam do profesjonalnej gry po trzech latach przerwy spowodowanej trzema operacjami kolana. Dwie pierwsze się nie powiodły, dlatego w sierpniu 2011 musiałem mieć przeszczep łąkotki. A potem czekał mnie długi i bardzo żmudny okres rehabilitacyjny. Nie mogłem grać, biegać, w zasadzie nie mogłem robić nic prócz jazdy na rowerku stacjonarnym. Czasami chciałem to wszystko rzucić w cholerę, bo nawet oglądanie piłki mnie strasznie dołowało, ale futbol to moje życie, więc zacisnąłem zęby i postanowiłem udowodnić, że stać mnie nie tylko na powrót na boisko, ale i do wysokiej formy jaką prezentowałem przed kontuzją - znów cytat z Papatomski.com. 

Gdyby wyleczył się wcześniej, może zagrałby w Ekstraklasie. W 2010 roku miał stawić się na testach w Lechii Gdańsk, ale kontuzja zakończyła temat. Szetela wrócił dopiero zimą tego roku. . Na początek związał się z amatorskim Icon FC. - Klub ten występuje w amatorskiej lidze w New Jersey. Zagrałem u niego kilka spotkań, m.in. w Pucharze USA z Brooklyn Italians, który oglądał trener Cosmosu Giovanni Savarese. Po meczu zaprosił mnie do wspólnych treningów z drużyną - opowiada o kulisach przejścia do New York Cosmos, rywalizującego w lidze, w której błyszczy dziś Tomasz Zahorski. 

W zakończonym niedawno sezonie Szetela zagrał 12 razy i raz trafił do siatki. Do optymalnej formy na pewno mu daleko, a mówimy o rozgrywkach, gdzie Zahorski jest czołowym strzelcem, a piłkarzem roku zostaje niewypał transferowy Wisły Kraków - Georgi Hristow... 

Bohater tego tekstu nie należy do grona świętych. Jeszcze w DC United podobno pobił się z klubowym kolegą Markiem Burchem. Sam Szetela przekonuje, że to były plotki, a Burch zaprosił go potem na swoje wesele, co chyba najlepiej pokazuje, jakie są między nimi relacje. Z kolei w 2011 roku razem z dwoma braćmi został aresztowany po bójce w barze. 

Z perspektywy czasu dobrze się stało, że piłkarz ten jednak grał dla USA (skończyło się na trzech meczach) i nie mieliśmy kolejnego cyrku. Dziś Szetela ma 26 lat i najchętniej zostałby w New York Cosmos, żeby dalej się odbudowywać. Trudno spodziewać się, żeby jeszcze zrobił wielką karierę poza USA. A kiedyś drzwi do niej stały otworem...


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie