var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: lechita.net

Peszko triumfuje, polskie trio z BVB na cenzurowanym. Kto by pomyślał?!

Autor: Przemysław Michalak
2011-01-24 13:45:15

To niesamowite, jak wiele może zmienić się w piłce w niespełna dwa tygodnie. Teraz to polskie trio z Borussi Dortmund jest na cenzurowanym, natomiast triumfuje Sławomir Peszko, który na dziś może gratulować sobie decyzji o przenosinach do FC Koeln.

Matuszczyk w jedenastce kolejki, dobry Peszko

Najsłabsi z najlepszych?

Większość mediów niemal zgodnie oceniła, że Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek byli najsłabszymi piłkarzami Borussi w sobotnim meczu z VfB Stuttgart. Niestety, tym razem muszę się zgodzić.
 
Najbardziej szkoda "Lewego", który w dwóch pierwszych kolejkach rundy rewanżowej grał od pierwszych minut. To był jego czas, jego szansa - niewykorzystana. Z Leverkusen zaliczył co prawda asystę, a ze Stuttgartem ogólnie prezentował się co najmniej przyzwoicie, ale Niemcy będą go rozliczać tylko i wyłącznie z bramek. A tych nie zdobywa, choć z sytuacji, które miał, spokojnie powinien być przynajmniej hat-trick. Pudła z soboty po prostu go kompromitują, a na to z drugiej połowy, gdy nie trafił na pustą bramkę, nie ma żadnego usprawiedliwienia. Musiał to strzelić i już. Gdyby BVB wygrało, może krytyka byłaby mniejsza, jednak skończyło się remisem i należało znaleźć winnego.

Trudno też nie zauważyć obniżki formy Kuby i Piszczka. Ten drugi przed tygodniem dość szczęśliwie zaliczył asystę przy wyrzucie z autu i przez goal.com został nawet wybrany do jedenastki kolejki. Według mnie, trochę na siłę. Lokalny dziennik niemiecki uznał go z kolei za najsłabszego w dortmundzkim zespole, co pokazuje, jak różne mogą być oceny za ten sam występ. Powiedzmy jednak, że on i Błaszczykowski w meczu z Bayerem nie osłabili swojej pozycji w drużynie.

Z VfB był już dramat. Kuba w ofensywie wypadł tragicznie. Nie pamiętam go tak słabego od debiutu Leo Beenhakkera w meczu o punkty, gdy Polska przegrała 1:3 z Finlandią. Zepsuł właściwie wszystko, co mógł, nie wychodziło mu nic. Odnosi się wrażenie, że po pamiętnym pudle we Freiburgu stracił pewność siebie w akcjach zaczepnych.

Piszczek natomiast był najsłabszym punktem defensywy. Jego stroną szło 90 procent akcji gości, których zawodnicy dość łatwo radzili sobie z reprezentantem Polski. Do tego dochodził zupełny brak pożytku z Łukasza pod bramką rywala. Piłkarz ten zbyt często irytuje brakiem pomyślunku w swoich poczynaniach ofensywnych. Wiem, że to mocne określenie, ale chyba najbardziej trafne. Nie potrafi on dostosować swojej decyzji i zagrania do konkretnej sytuacji, działa według najprostszych i przewidywalnych schematów. Stracony gol ze Stuttgartem to po części również jego wina. W momencie, gdy aż prosiło się o ostre i agresywne dośrodkowanie, on zagrał delikatną "zawiesinkę", z którą łatwo poradzili sobie obrońcy i poszła kontra. Koniec wszyscy znamy.

Smutna prawda - wciąż lepsze Koeln niż Lech

Na drugim biegunie jest teraz Sławomir Peszko. Przyznam, że na moment, dosłownie na jeden dzień, przyłączyłem się do chóru krytyków, którzy nie mogli zrozumieć, jak "Peszkin" może opuszczać Lecha w przededniu dwumeczu z Bragą i być może z Liverpoolem, na rzecz klubu broniącego się przed spadkiem z Bundesligi. Ale gdy to wszystko przemyślałem, doszedłem do wniosku, że to była jedyna logiczna decyzja. Oczywiście cały transfer powinien zostać załatwiony bardziej elegancko. To już jednak temat na inną historię.

Wracając do meritum. Każdy z piłkarzy Lecha wypruwał żyły w pucharach między innymi po to, by dostać ofertę z Bundesligi. Peszko ją dostał, inni nie, więc łatwo było odsądzać go od czci i wiary. A postawiłbym wiele, że dziewięciu na dziesięciu Lechitów przy konkretnej propozycji z Kolonii też chciałoby odejść, wyłączając graczy wiekowych, którzy swoje już zarobili i nie są aż tak żądni zmian pod koniec kariery.

Debiut Peszki nie najgorszy, zwłaszcza gdy przyjrzymy się grze całego Koeln. Z Werderem chwilowy banita z reprezentacji należał już do czołowych postaci, a koledzy z drużyny znacznie częściej mu ufali i widać było, że nabrali do niego przekonania. Oczywiście wszyscy wolelibyśmy, żeby udany występ uwieńczył golem, ale fakt wybrnięcia z sytuacji i zaliczenie asysty przy bramce Lukasa Podolskiego również cieszy. Jeśli nasz skrzydłowy utrzyma tę formę, nawet w przypadku spadku "Koziołków" nie będzie musiał martwić się o nowy klub w niemieckiej ekstraklasie. I wtedy zatriumfuje. Adam Matuszczyk to nieco inna historia, bo on jest dla Niemców bardziej "swój", jednak pięknym golem w ostatnią sobotę chyba ostatecznie utwierdził wszystkich w przekonaniu, że może być pomocnikiem co najmniej europejskiej klasy.

Rzecz jasna, niewykluczone, że za kilka kolejnych tygodni karta odwróci się o 180 stopni. W futbolu niczego nie wolno być pewnym. Najlepiej, aby chwalono i polskie trio z Borussi, i Peszkę z Matuszczykiem. Na ten moment dość niespodziewanie to ci drudzy mogą być w lepszych humorach, mimo że to BVB prowadzi w tabeli i jedną ręką odbiera już gratulacje za mistrzostwo.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się