var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia:

Ciemna strona futbolu

Autor: Kamil Małachowski
2011-01-26 02:04:54

Przed tygodniem, jako pierwsi w Polsce, poinformowaliśmy o podpisaniu przez Pance Kumbeva kontraktu z Rabotnicki Skopje. Nie był to suchy news, obiecaliśmy kolejne szerzej nieznane fakty. Zatem, do dzieła!

Dla tych, którzy nie są w temacie, nie czytali, przeoczyli zeszłotygodniową publikację - kliknijcie tutaj.

No właśnie, po co to Vujciciowi (nazwisko de facto można pominąć, nikogo nie interesuje, nikt nie zapamięta, chodzi o sam fakt zakulisowych działań)? Facet nie ma większego pojęcia o piłce, przywiązanie do barw klubowych jest mu obce, zatem - kasa misiu, kasa. Nie myśli kategoriami sportowymi, tylko biznesowymi. Sponsorował wiele klubów, w każdym pozostawił swoich ludzi i kieruje wszystkim z tylnego siedzenia. Niemal cała liga jest w jego kieszeni, a to idealny układ do wszelkiego rodzaju przekrętów. Przede wszystkim zakłady bukmacherskie. Tu da się zarobić krocie na niespodziankach, sensacjach. Często zastanawiamy się jak to możliwe? Jakim cudem przegrali? Cóż, przegrali, bo musieli. Dzieje się tak nie tylko w Macedonii, ale w Polsce, Niemczech, Europie, na całym świecie. Im poważniejsze rozgrywki, tym wszystko lepiej zakamuflowane. Ta patologia nie zniknie nigdy, za dużo do stracenia. Przy okazji, polecamy uważne śledzenie meczów Vardaru na wiosnę. Będą wygrywać mecz za meczem, może nie wszystkie, ale zdecydowaną większość.

Jednym z najgłośniejszych szwindli ostatnich miesięcy był finał Pucharu Macedonii. Robotnicki grał z Tateksem Tetovo, w obu klubach rządził - bardziej oficjalnie lub mniej - wspomniany Vujcić. Rabotnicki miał już zapewniony udział w europejskich pucharach, Tateks zajął miejsce w środku tabeli. Rezultat - "zaskakujący" triumf teoretycznie słabszej drużyny, a macedoński pryncypał zacierał tylko ręce, bo w Lidze Europy miał dwa zespoły. Przez kolejne dni nikt nawet nie próbował zbytnio udawać, że mecz był "czysty". Konsekwencji nie wyciągnięto do dzisiaj..

Kary często są śmiesznie niskie. Kilka lat temu w przerwie meczu Skendija - Rabotnicki zostali pobici piłkarze gości przez zawodników… gospodarzy! Sankcja powalająca - stadion zamknięty na jedną kolejkę oraz grzywna nałożona na klub. Żadnego z uczestników zajść, a jakże, nie ukarano. Z kolei w spotkaniu o utrzymanie Renoma - Cementarnica z 2006 roku grożono sędziemu bronią. Poszkodowany sprawę nagłośnił i zawiesił karierę, ale przypadkiem nikt, ani władze związkowe, ani prokuratura, się nie zajął.

Legendą natomiast obrosło wydarzenie z 29 czerwca 1979 roku, wpisane do księgi rekordów Guinnessa. W jednej z lig regionalnych Ilinden pokonał Mladost 134:1, podczas gdy o tej samej porze, kilkanaście kilometrów dalej Belcista ograł Gradinar 88:0. Nie trudno się domyśleć, że drużyny walczyły o awans, a przede wszystkim liczyły się bramki.

Wówczas nie było telefonów komórkowych, ale drużyny miały swoich szpiegów. Wg niektórych świadków zdarzenia, ukrywali się oni w krzakach, wchodzili na drzewa albo śledzili wynik z pobliskich domów. Belcista w ostatniej minucie prowadziła 57:0, ale mecz przedłużono o 25 minut i udało się wygrać "tylko" 88:0. W Ilinden z kolei do przerwy było 11:0, ale drugą połowę znacznie opóźniono z powodu opadów deszczu (oficjalnie). Później piłka wpadała do siatki średnio co 30 sekund, skończyło się 134:1 i awans stał się faktem.

Komuna, takie czasy, kanty kwitły. Zupełnie jak w "Piłkarskim pokerze", pamiętacie? Facet na wsi mówi: "Cukrownik gra o wejście do B-klasy, musi wygrać 5:0". Po czym podpisują protokół przed meczem z wynikiem 5:0. Albo nieśmiertelne: "Ja jestem uczciwy, płacili za 3:0, to będzie 3:0!". Jakby Janusz Zaorski przyjrzał się materiałom dowodowym zgromadzonym przez wrocławską prokuraturę, to pewnie mógłby nakręcić z siedem sequelów "Piłkarskiego pokera" jednocześnie. A to tylko mała część, cząsteczka drugiej strony futbolu…

Jak już zahaczyliśmy o Polskę i bukmacherkę, to warto przypomnieć o ostatniej nominacji Henryka Kasperczaka na szkoleniowca Wisły. W Krakowie był już Winfried Schafer, gro mediów koronowało go nowym trenerem "Białej Gwiazdy". W międzyczasie trzy osoby założyły konto w serwisie tobet.com i postawiły po kilka tysięcy złotych na Kasperczaka. Kurs wynosił 15.00. Ależ mieli szczęście… :)


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się