var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Polskie ślady na świecie (32). Gabriel Cichero: Sukcesy z Wenezuelą, łamie nos i szczękę dyrektorowi rywala

Autor: Przemysław Michalak
2014-01-31 00:58:57

To jeden z tych piłkarzy, którzy mają polskie korzenie i polski paszport, ale nigdy nie było tematu ich występów dla biało-czerwonych, więc nawet trudno podejrzewać, że mogliby kiedyś zostać farbowanymi lisami. Gabriel Cichero Konarek osiągnął za to historyczny sukces z reprezentacją Wenezueli.

W 2011 roku drużyna, która przez wiele lat była najsłabsza w Ameryce Południowej, dotarła do półfinału Copa America, co zawdzięcza wygranej 2:1 z Chile. Decydującą bramkę zdobył właśnie Cichero. W walce o finał on i koledzy przegrali w rzutach karnych z Paragwajem, choć w regulaminowym czasie byli bliżsi zwycięstwa. Gol Oscar Vizcarrondo nie został uznany, natomiast Alejandro Moreno strzelił w poprzeczkę. Rzecz jasna w kraju ze stolicą w Caracas nikt zbyt mocno nie rozpaczał, piłkarze i tak uchodzili za wielkich bohaterów.



Cichero był podczas tamtego turnieju ważną postacią Wenezuelczyków i grał po 90 minut na lewej obronie, choć jego koronna pozycja to stoper. Do dziś w kadrze zaliczył 37 występów, w których dwukrotnie trafił do siatki.

Zawodnik ten jest wnukiem polskiego emigranta z Warszawy - Stefana Koniarka. Gdy w trakcie wspomnianego Copa America z Cichero rozmawiał "Super Express", jego dziadek nadal żył, mając 95 lat. Z Polską tak naprawdę piłkarza łączy niewiele, choć pewne ślady są. - W dzieciństwie znaliśmy dużo polskich słów i zwrotów. Nawet śpiewaliśmy polskie piosenki. Gdybym teraz spotkał na ulicy Polaka, to zapewniam, że potrafiłbym się z nim przywitać - powiedział we wspomnianym wywiadzie.

Nie bawił się w zbytnią dyplomację i nie ukrywał, że nie miał wątpliwości, dla kogo chce występować. - Wybór kraju, który będziemy reprezentowali w przyszłości dziadek pozostawił nam. Czuliśmy jednak, że on chciałby zobaczyć nas w polskiej koszulce. Ale urodziliśmy się w Wenezueli i zawsze chcieliśmy identyfikować się z tym krajem - przyznał.



Cichero to dość silny, solidny obrońca. Już w 2006 roku zaliczył epizod w Serie A w barwach Lecce (cztery mecze). Do Europy wrócił dopiero po udanym Copa America, gdy z Newell's Old Boys pozyskało go RC Lens. Skończyło się na zaledwie ośmiu występach w Ligue 2. 15 października 2011 zachował się skandalicznie podczas meczu z Bastią. Sędzia ukarał Wenezuelczyka czerwoną kartką. Ten nie mógł się pogodzić z jego decyzją. Schodząc do szatni, kopnął w twarz dyrektora sportowego Bastii, Alaina Seghiego. Był to naprawdę soczysty cios. Poszkodowany doznał złamania nosa i szczęki, a do tego miał duże problemy z okiem. Cichero został zawieszony na pięć miesięcy i więcej w Lens nie zagrał. Co ciekawe, wcale nie poczuwał się do winy. - Jestem tylko piłkarzem i właśnie w taki sposób reaguję, gdy ktoś atakuje mnie łokciem, czego sędzia nie widział - mówił.



Mimo tego incydentu sięgnęło po niego FC Nantes, wykupując z Caracas za 600 tys. euro. W ubiegłym sezonie 29-letni obrońca rozegrał 31 meczów, strzelił dwa gole i walnie przyczynił się do awansu. W Ligue 1 jego pozycja straciła na znaczeniu. Pojawił się na murawie ledwie w pięciu spotkaniach i kilka dni temu postanowiono go sprzedać do szwajcarskiego FC Sion, gdzie podpisał 2,5-letni kontrakt.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się