var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);

Marek Siwecki, pierwszy trener Lewandowskiego, dla 2x45: Aż dziw, że w takich warunkach wyrósł taki piłkarz

Autor: rozmawiał Michał Siwecki
2014-02-12 20:52:35

- Rodzice Lewandowskiego też byli sportowcami. Pamiętam, że Robert miał uprawiać tylko biegi przełajowe, w których osiągał dobre wyniki. Ile wtedy odbyliśmy rozmów, żeby trenował piłkę nożną, a nie lekkoatletykę… Bywało tak, że jednego dnia biegał przełaje, a następnego dnia grał mecz - wspomina w rozmowie z 2x45.info Marek Siwecki, pierwszy trener Roberta Lewandowskiego.

2x45.info: - Jak Robert znalazł się w Varsovii?
Marek Siwecki: - Robert trafił do nas w wieku ośmiu lat. Rodzice szukali mu innych klubów, ale żaden nie posiadał rocznika ‘88 - nawet takie kluby jak Legia. Trenowałem chłopców z rocznika ‘86, dwa lata starszych od Roberta. Zaprosiłem go na trening. Po półtorej godzinie zajęć i rozmowie z rodzicami zdecydowałem, że Robert przyda się mojej drużynie. Mimo że był młodszy, miał w sobie to coś, czego nie da się określić słowami. W tej drużynie grał i trenował cztery lata. W późniejszym czasie dziewięciu chłopców z tamtego zespołu grało w kadrze Mazowsza, a dwóch ocierało się o kadrę Polski. Jednocześnie powstał na Varsovii rocznik Roberta, więc po rozmowie z rodzicami postanowiliśmy, że przejdzie do zespołu swoich rówieśników. Gdyby został dalej w tej drużynie, musiałby pełnić rolę rezerwowego, a nie o to chodziło. Pamiętam, że ciężko było przekonać tatę „Bobka” do przenosin jego syna, ale na szczęście się udało. Krzysztof - tata Roberta - bardzo pomagał nam przy prowadzeniu zespołu, organizował obozy, sparingi, był naprawdę bardzo zaangażowany, zresztą tak samo jak mama – Iwona. Rodzice Lewandowskiego też byli sportowcami. Pamiętam, że Robert miał uprawiać tylko biegi przełajowe, w których osiągał dobre wyniki. Ile wtedy odbyliśmy rozmów, żeby trenował piłkę nożną, a nie lekkoatletykę… Bywało tak, że jednego dnia biegał przełaje, a następnego dnia grał mecz. Wtedy znów zaczynały się rozmowy, że tak nie można, że to szkodzi jego rozwojowi. Tak samo było z meczami, nieraz grał jednego dnia dwa mecze, jeden w Varsovii i drugi – nie całkiem legalnie – w Lesznie.

 - Jak na początku radził sobie na boisku? Zawsze był wystawiany jako napastnik?
 - Robert w moim zespole grał zawsze na pozycji napastnika. Był bardzo dobry motorycznie, piłka zawsze go szukała. Choć był najmniejszy, zawsze dochodził do sytuacji w polu karnym. Wiadomo, nie zawsze trafiał do bramki, ale w tym wieku nie o to chodziło. Start do piłki ma identyczny jak za młodu, szczególnie pierwsze kroki Na początku miałem obawy, czy podczas meczu nie będzie bał się starć o piłkę z chłopcami starszymi i wyższymi od niego, ale nic takiego nie miało miejsca. To był taki mały „zakapiorek”. Po nieodgwizdanym faulu zawsze wstawał i dalej szukał gry, walczył na całego, zresztą to mu zostało do dzisiaj. Robert miał też szybkość, która pomagała mu w grze ze starszymi – większość po prostu nie mogła go dogonić.

 - W jakich warunkach wtedy trenowaliście? 
 - To bardzo ciężki temat. Dziwię się, że w takich warunkach udało się wychować takiego zawodnika. Szatnie - dwa baraki, bez możliwości wykąpania się po treningu. Na zewnątrz dwa krany z zimna wodą i korytkiem, tak, żeby można było przynajmniej nogi umyć. Jak było zimno, wstawiało się do szatni dmuchawy, żeby dało się wytrzymać. Co do boiska, była to tak zwana Sahara, podobna do boiska sąsiadującej z nami Polonii – piaszczysty plac, pełno nierówności i najmniejszy dopuszczalny wymiar boiska do rozgrywek. Próbowaliśmy siać trawę, ale się nie przyjmowała, ze względu na treningi i mecze – mieliśmy do dyspozycji tylko jedno boisko, a gdzieś trzeba było trenować... I w takich warunkach wychował się najlepszy polski napastnik.

 - Robert wyróżniał się spośród rówieśników?
Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie – po przenosinach do swojego rocznika trenował go Krzysztof Sikorski i to on najlepiej wie, jak Robert prezentował się na tle rówieśników. Na pewno wyróżniał się szybkością i umiejętnością ustawienia się w polu karnym, tak jak podczas gry w starszym roczniku.

 - Którego elementu uczył go pan szczególnie?
 -
W tym wieku Robert, jak wszyscy z zespołu, uczył się techniki. Co prawda nie miał problemu z prowadzeniem i przyjęciem piłki, ale tego elementu uczy się do końca kariery, na każdym etapie gry w piłkę. Miał dobre uderzenie prostym podbiciem, był bardzo dobry motorycznie. Jak każdemu młodemu zawodnikowi, podpowiadało mu się w grze, jak ma się ustawić, gdzie wybiec po oddaniu piłki. Nie miał większych problemów z żadnym elementem gry. W tym wieku młodzi piłkarze maja jak najdłużej bawić się piłką i cieszyć grą..

 - Skąd wzięło się jego przezwisko „Bobek”?
 - Przezwisko, jak zwykle, wyszło z szatni, ale nie pamiętam, kto to wymyślił. Powstało bodajże od angielskiej formy jego imienia – Bob.

 - Podczas pobytu w Varsovii, mimo młodego wieku, interesowały się nim już inne kluby?
 - Nie, to nie były czasy, gdy kluby obserwowały zawodników od najmłodszych lat. Dla mocniejszych zespołów liczyły się głównie wyniki seniorów, a nie wzmacnianie młodzieżowych drużyn i wypatrywanie talentów.

 - Czy któryś z pana podopiecznych także zrobił karierę w profesjonalnym futbolu? 
 - Tak, przez pewien czas w Polonii grał i trenował u mnie Czarek Wilk, występujący obecnie w Deportivo. Kliku bardzo dobrych chłopców zmarnowało swoją szansę na dużą karierę, niestety zazwyczaj na własne życzenie.

 - Nadal zajmuje się pan wychowywaniem młodych piłkarzy?
 - Niestety nie, ponieważ zmusiła mnie do tego sytuacja ekonomiczna. Nie jestem w stanie utrzymać się z pensji trenerskiej. Szkoda, ponieważ szkolenie młodzieży zawsze dawało mi dużą satysfakcję.

 - Czyli pewnie nie ocenia pan polskiego systemu szkolenia zbyt dobrze?
 - Swojego czasu, wraz z trenerem Domaradzkim, pojechaliśmy na staż do Olympique Lyon. To, co tam zobaczyliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania! Szkolenie we Francji zaczyna się w wieku sześciu lat. Klub posiada 19 boisk szkoleniowych, w tym boiska do gry w siatkonogę oraz do gier na małym polu. Każdy zespół posiada swojego lekarza, masażystę. Wszystkie roczniki trenują w barwach klubowych. Grają systemem takim samym jak pierwszy zespół. Jeżeli pierwsza drużyna w danym sezonie zmienia system gry, pozostałe roczniki robią tak samo. Gdy seniorzy kończą trening, często zostają na chwilę i oglądają zajęcia młodszych zespołów, pomagając przy tym grającym chłopcom. Klub ma wielu skautów i ściąga utalentowanych chłopców do Francji, wraz z rodzicami, którym zapewnia pracę. Podczas naszego pobytu został ściągnięty 12-latek z Izraela. Gimnazjum prowadzone dla młodych piłkarzy nie trwa trzy lata jak normalnie we Francji, ale cztery, by chłopcy mieli jednocześnie czas na edukację i grę w piłkę. Są zakwaterowani w internacie i dowożeni zarówno do szkoły jak i na treningi, mają ułożone indywidualne diety. Szkolenie jest narzucone z góry przez francuski związek piłki nożnej. Tak wyglądała sytuacja parę lat temu, teraz z pewnością wszystko rozwinęło się jeszcze bardziej. Polski system szkolenia zapewne jeszcze długo nie zbliży się poziomem do tego, co we Francji już dawno było standardem.

 - Czemu pana zdaniem Robert zawodzi w kadrze? To pytanie nadal pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi, a zadawał je każdy.
 -
Gra w kadrze i w klubie to dwie różne sprawy. Nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań w barwach reprezentacji, ponieważ ciężko zgrać się z pomocnikami, których widzi się raz na trzy miesiące. W Borussii ma doskonałych asystentów, z którymi trenuje na co dzień. Partnerzy z Dortmundu doskonale wiedzą gdzie i jak zagrać piłkę do Roberta, żeby mógł zrobić z niej pożytek. Poza tym, system gry naszej kadry znacząco różni się od systemu gry Borussii.

 - Lewandowski dobrze zrobił, idąc do Bayernu?
 - Da sobie radę. Do tej pory jego kariera rozwijała się praktycznie wzorcowo, w każdym klubie był pierwszoplanową postacią. Bayern jest obecnie najlepszą drużyną w Europie, takiej marce się nie odmawia.


2x45 na    2x45 na  

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie