var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: lechia.pl - oficjalna strona Lechii Gdańsk

Patryk Tuszyński dla 2x45: "Bobo" Kaczmarek powiedział, że nie mam szans na grę

Autor: rozmawiał Mateusz Michałek
2014-02-18 18:49:17

- Byłem kiedyś na testach w Lechu. Miałem kontuzję, która nie pozwoliła mi pokazać pełni swoich możliwości. Wszystko skończyło się fiaskiem - opowiada w rozmowie z 2x45.info Patryk Tuszyński z Lechii Gdańsk, który w ostatniej kolejce strzelił swoje pierwsze dwa gole w Ekstraklasie.

2x45.info: - Niewiele o tobie wiadomo. Jak w ogóle zaczęła się twoja przygoda z piłką?
Patryk Tuszyński: - Urodziłem się w Kępnie i od pierwszej klasy gimnazjum trenowałem w szkółce Marcinki Kępno. Wychowali się tam m.in. Kamil Drygas i Rafał Kurzawa. Grałem tam przez cztery lata, po czym przeniosłem się do Gawina Królewska Wola. Po trzech kolejnych, gdy klub został rozwiązany, trafiłem do MKS-u Kluczbork.

- Drygas jest od ciebie młodszy. Byliście w jednym zespole?
- Ja byłem pierwszym rocznikiem, jaki tam utworzono. Przecieraliśmy szlaki. Kamil był w drugim, bo drużyny rocznikowo były tworzone co dwa lata. Kolegowaliśmy się, do dzisiaj mamy ze sobą dobry kontakt.

- On poszedł potem do Amiki i Lecha. Kępno to wielkopolskie miasteczko, nie było tematu, żebyś też trafił na Bułgarską?
- Byłem kiedyś na testach w Lechu. Miałem kontuzję, która nie pozwoliła mi pokazać pełni swoich możliwości. Wszystko skończyło się fiaskiem. To był mniej więcej czas, gdy przenosiłem się do Gawina, miałem może 13-14 lat.

- Gawin to była wtedy III liga. Jak wspominasz grę w tym klubie?
- To tam uczyłem się seniorskiej piłki. Trenerem pierwszej drużyny był Janusz Kudyba, który w przeszłości grał w Ekstraklasie. To od niego zbierałem pierwsze piłkarskie szlify. Nauczyłem się naprawdę wiele. W zespole było kilku niezłych zawodników, choćby Arek Piech, Grzegorz Kuświk czy Mateusz Piątkowski.

- Był chyba jeszcze Kamil Biliński.
- Faktycznie, był taki moment. Drużyna była mocna i odnosiła dobre wyniki. Byliśmy liderem II ligi zachodniej, ale z powodów finansowych prezes zrezygnował z dalszego inwestowania w klub i odsprzedał miejsce Ślęzie Wrocław. Każdy poszedł w swoją stronę. Ja wybrałem MKS Kluczbork, z którym od razu awansowałem do I ligi.

- Zabrakło pieniędzy?
- Tak, wszystko przerosło możliwości prezesa. Widział, że powstała mocna ekipa, która wygrywała i prawdopodobnie przestraszył się awansu.

- Wspomniałeś o trenerze Kudybie. Jak się współpracowało?
- Trener grał kiedyś na pozycji napastnika. Często brał udział w naszych treningach strzeleckich i było widać, że cały czas ma świetnie ułożoną stopę. Nie robiliśmy jakichś zakładów ze szkoleniowcem, ale naprawdę miałem się od kogo uczyć.

- Na jakiej pozycji byłeś najczęściej wystawiany?
- Przede wszystkim na bokach pomocy. Ciężko było wywalczyć miejsce z przodu, atak był zarezerwowany dla Arka i Mateusza. Byli ode mnie starsi, ja dopiero zaczynałem grać na poważnie. W Kluczborku było podobnie. Przez trzy lata grałem praktycznie na każdej pozycji w ofensywie – bokach pomocy oraz cofniętego i środkowego napastnika.

- W Kluczborku grałeś z Waldemarem Sobotą.
- Zgadza się, graliśmy razem przez dwa lata. Sama przyjemność, bo wszyscy wiemy, jakimi Waldek dysponuje umiejętnościami. Z reguły był podwieszonym napastnikiem, wielokrotnie ośmieszał rywali. Wiedzieliśmy, że poradzi sobie w Ekstraklasie, a on przecież trafił jeszcze do reprezentacji i wyjechał zagranicę.

- MKS występował w I lidze. Potencjał tej drużyny faktycznie był tak duży?
- Zaraz po awansie klub pożegnał się z trenerem Andrzejem Polakiem. Objął nas trener Grzegorz Kowalski, któremu bardzo dużo zawdzięczam. To on przygotował mnie do gry na wyższym poziomie. Pod jego wodzą zajęliśmy szóste miejsce w lidze jako beniaminek. W drugim sezonie zajmowaliśmy miejsce w środku tabeli, ale szkoleniowiec odszedł po tym, jak oskarżono go o korupcję. Nie byliśmy zadowoleni, bo pracując z nim, każdy z nas się rozwijał. Robiliśmy kolosalne postępy... Później spadliśmy z ligi.

- Po dwóch bramkach z Pogonią wielu dziennikarzy napisało, że to twój mecz życia. A ja wynalazłem takie spotkanie z Chrobrym Głogów. 4:0 i cztery twoje trafienia.
- To było właśnie po spadku. Pamiętam doskonale to spotkanie. Do niedawna faktycznie mecz życia, ale dwie bramki w Ekstraklasie są jednak cenniejsze.

- Jak w ogóle zaczął się temat twoich przenosin z Kluczborka do Gdańska?
- Jeszcze przed końcem rundy w MKS-ie wiedziałem, że jedną nogą jestem już w Lechii. W Gdańsku dochodziło do wielu roszad, najpierw pracował Tomasz Kafarski, a później Rafał Ulatowski Ulatowski i Paweł Janas. Na szczęście wszystko skończyło się dla mnie szczęśliwie. Liczyłem się z tym, że opuszczę Kluczbork. Prócz Lechii interesowały się mną jeszcze GKS Bełchatów i Ruch Chorzów.

- W Gdańsku nie przebiłeś się do pierwszego składu i rok temu poszedłeś na wypożyczenie do Sandecji Nowy Sącz. Ale szybko z niego wróciłeś...
- Byłem wypożyczony na rok, ale do Gdańska wróciłem już po rundzie wiosennej...

- Strzeliłeś sześć goli w 14 spotkaniach I ligi. Chyba mogłeś się tego spodziewać.
- Pracę w Lechii stracił Bogusław Kaczmarek i po cichu liczyłem na to, że będę mógł wrócić. Trener Probierz szybko się ze mną skontaktował, mówił, że obserwował kilka spotkań w moim wykonaniu i chciałby zobaczyć mnie na treningu.

- Czyli myślisz, że większe znaczenie miało zwolnienie „Bobo” Kaczmarka, a nie dobra postawa w I lidze?
- Zgadza się. Trener Kaczmarek dał mi do zrozumienia, że nie będzie na mnie stawiał. Ale przyznaje, że nie prezentowałem się wtedy najlepiej. Przyczyną była kontuzja kostki, do końca sierpnia trenowałem z urazem. Kaczmarek przyznał, że nie będę miał szans na grę.

- Już zeszła runda pokazała, że z nowym trenerem jest ci bardziej po drodze.
- Czuję wsparcie z jego strony. Wiem, że na mnie liczy, a ja staram się za to zaufanie odwdzięczać. Mam nadzieję, że temu podołam. Trener Probierz słynie z twardej ręki. Okresy przygotowawcze są ciężkie, ale przynosi to efekty. Jeśli chodzi o warsztat, to jeden z najlepszych fachowców w kraju.

- Po bramkach strzelonych Pogoni sodówki nie ma?
- W żadnym wypadku. Jestem pokorny, a te gole tylko napędzą mnie do jeszcze cięższej pracy. Szkoda, że nie udało mi się ustrzelić hat-tricka. Było blisko.

- A jak dogadujesz się z rywalem do gry, Zaurem Sadajewem?
- Każdego nowego zawodnika trzeba dobrze przyjąć. Nie podchodzę do tego w takich kategoriach, że jest moim rywalem. Zaur rozmawia tylko po rosyjsku, którego osobiście nie umiem, nie mamy więc jakiegoś super kontaktu. Ale nie ma między nami żadnych nieporozumień.

- Grał w Tereku Grozny, co może robić wrażenie.
- Występował w rosyjskiej ekstraklasie, więc musi mieć odpowiednie umiejętności, ale nie boję się rywalizacji. Mogę na tym tylko skorzystać.

-
Czeczen jest wielkim fanem Mameda Khalidowa. Czym ty się interesujesz?
- Generalnie lubię każdy sport. Śledzę siatkówkę, koszykówkę, teraz zimowe igrzyska. Właśnie oglądałem drużynowy konkurs skoczków. Do sportu jest mi zdecydowanie najbliżej.


2x45 na    2x45 na  

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się