var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: lechita.net

Jacek Kiełb: Nie mam problemów z mentalnością

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2011-02-02 13:32:19

Ta wiosna powinna należeć do Jacka Kiełba. Liczą na to działacze Lecha, kibice i sam zainteresowany. Młody skrzydłowy w rozmowie z 2x45.com.pl zapewnia, że nie ma problemów z psychiką. A o Sportingu Braga nadal nie wie nic.

2x45.com.pl: - Odszedł Sławomir Peszko, a klub nie zamierza już kupować nowego skrzydłowego. Nadchodzi Pana czas w Lechu!
Jacek Kiełb:
- Tak naprawdę trudno powiedzieć. Nie jestem sam do gry na skrzydle. Jest Jakub Wilk, Tomasz Mikołajczak, na tej pozycji poradzi też sobie Siergiej Kriwiec. Absolutnie więc nie czuję teraz, że mogę być pewny miejsca w składzie. Rywalizacja nadal jest spora i trzeba będzie solidnie powalczyć.

 - To prawda, ale nie ma co ukrywać, że w Lechu na wiosnę liczą na Pana zdecydowanie bardziej niż jesienią.
 - Wiem i powiem szczerze, cieszy mnie to. Zrobię wszystko, żeby grać i nie zawieść. Ale tak jak powiedziałem, fakt, że wszyscy w klubie wiążą ze mną duże nadzieje, nie oznacza, że trener będzie mnie wpuszczał na boisko z urzędu. Trzeba sobie na to naprawdę ciężko zapracować.

 - Działacze mówią, że dostał Pan pół roku na aklimatyzację w Lechu. Zakończyła się ona pełnym sukcesem? Nie trzeba jeszcze trochę czasu?
 - Nie, bez przesady. Ileż można się aklimatyzować?... (śmiech) Wystarczy już tego. Czas najwyższy pokazać, kurczę, że mogę coś zrobić dla tego klubu i coś do niego wnieść.

 - Asystent Jose Marii Bakero, Ryszard Kuźma, stwierdził niedawno, że musi Pan jeszcze bardziej w siebie uwierzyć. Jest z tym jakimś problem u Pana?
 - Nie ma, wierzę w siebie. Jeśli chodzi o sferę mentalną, wszystko u mnie w porządku, zapewniam.

 - A jak Pan radzi sobie z presją? Coraz większe oczekiwania kibiców i działaczy Pana ekscytują, czy bardziej paraliżują?
 - Wiadomo, strach czasami jest, to chyba ludzki odruch. Ale bez przesady. Trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie, pozbierać się i stać się pożytecznym dla Lecha. Trudno mi coś więcej dodać na ten temat... Będę próbował sprostać oczekiwaniom.

 - Dwa tygodnie temu Lech zatrudnił niemieckiego psychologa. Poznał już drużynę?
 - Tak, odbyliśmy już z nim dwa spotkania. Sądzę, że nie ma się czego wstydzić. Dziś korzystanie z takiej pomocy jest w sporcie standardem. Od tego jest ten psycholog, żeby nam pomóc i nastawić jeszcze bardziej w kierunku wiary we własne siły i możliwości. Na razie były to spotkania ogólne, z czasem pewnie odbędziemy z nim jakieś indywidualne rozmowy. 

 - Jak Pan podsumuje hiszpańskie zgrupowanie? Na początku doskwierał uraz, ale w trzech sparingach udało się zagrać...
 - Miałem trochę problemów z łydką, a nie jak niektórzy pisali, ze ścięgnem Achillesa. To nie było nic poważnego.  Zrobiono chyba z tego zbyt wielką sprawę, jakbym znów miał nie grać przez kilka tygodni. Teraz z moim zdrowiem wszystko jest w jak najlepszym porządku.

 - Dostaliście w kość na tym obozie?
 - W pierwszym tygodniu było naprawdę ciężko. Bakero dał nam popalić. Trenowaliśmy trzy razy dziennie, ale miejmy nadzieję, że to wszystko zaowocuje. Na żadne dodatkowe atrakcje nie było ani siły, ani czasu. Żyliśmy w rytmie spanie, jedzenie, trenowanie i tak dzień po dniu. 

 - Czuje Pan, że optymalna forma już się zbliża? Nie możecie na nią czekać kilka tygodni po pierwszym meczu, bo będzie po wszystkim...
 - Dokładnie. Powoli ta właściwa dyspozycja nadchodzi i pozostaje ją sprawdzić w grze o stawkę. Nie ukrywam, że pierwszego spotkania z Bragą w Lidze Europy nie możemy się już doczekać.

 - Gdy rozmawialiśmy ostatnio, mówił Pan, że nic nie wie o portugalskim rywalu. Coś się w tym względzie zmieniło?
 - Nic. Na rozpracowywanie Bragi przyjdzie czas na przedmeczowym obozie, który wkrótce nadejdzie. Sam też się mocniej nie interesowałem tym klubem. Teraz trzeba łapać formę, potem będziemy martwić się Bragą. 

 - Murawa na stadionie Lecha znów jest fatalna. Zdążyliście się już o tym przekonać po powrocie?
 - Jeszcze nie. Obyśmy nie mieli problemów  z boiskiem, bo byłoby to głupie, gdybyśmy musieli się do końca zastanawiać i przejmować, czy murawa będzie gotowa na mecz, czy nie.

 - W lutym różnie może być z temperaturą. Wolałby Pan ekstremalne warunki jak z Juventusem, czy bardziej przyjazną aurę i temperaturę? Portugalczykom śnieg na pewno utrudniłby to sprawę...
 - Zdecydowanie wolałbym normalne warunki. Wystarczy nam przygód w tym względzie. Swoje wymarzliśmy już w rewanżu z "Juve". Najwyższa pora zagrać mecz na porządnym boisku. I oczywiście go wygrać!


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się