var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: fcupdate.net

Michał Janota: Teraz żałuję, że odszedłem z Feyenoordu

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2011-02-04 12:50:57

Michał Janota. Jeszcze nie tak dawno nazywano go "polskim Messim". Dziś jest o nim znacznie ciszej, bo mało kto zagłębia się u nas w drugą ligę holenderską. 20-letni piłkarz Go Ahead Eagles w rozmowie z 2x45.com.pl przyznaje, że chyba zbyt pochopnie odszedł z Feyenoordu, ale wierzy, że niedługo wróci do Eredivisie.

2x45.com.pl: - W niedawnym meczu z Almere przypomniał Pan o sobie. Wszedł Pan na boisko z ławki przy stanie 0:2, strzelił gola i zaliczył asystę. Ładny powrót do polskich mediów, bo wielu o tym pisało.
Michał Janota:
- Tak. Jeszcze w tamtym roku odcierpiałem karę za czerwoną kartkę, którą dostałem w spotkaniu z Emmen. W pierwszym występie po powrocie dostałem najlepsze noty, później zagraliśmy dwie następne kolejki, ale faktycznie najbardziej wyszedł mi ostatnio ten mecz z Almere. Bramka i asysta w 20 minut to niezły wynik. 

 - Ale jeśli chodzi o punkty, wygląda to słabo. 21 kolejek i tylko 25 "oczek", dopiero dziesiąte miejsce. O awans będzie już strasznie trudno...
 - Jeśli mam być szczery, to idzie nam fatalnie! Wszyscy w klubie zastanawiają się, co się z nami dzieje. Mamy naprawdę dobrą drużynę, dobrych piłkarzy, ale nie funkcjonujemy jeszcze jak zgrana ekipa i tego najbardziej brakuje. Tracimy niesamowicie głupie gole i cenne punkty. Co do awansu. Cała nadzieja jeszcze w play-offach, o pierwszym miejscu możemy zapomnieć.

 - Czyli cel przed startem sezonu był jeden: wygranie ligi?
 - Nie, właśnie nie. Założenie było takie, że zajmujemy miejsce w pierwszej piątce i poprzez baraże awansujemy do elity. O pierwszej lokacie nie było mowy, nikt takiej presji nie wywierał.

 - Gra Pan teraz jako środkowy, ofensywny pomocnik. W tym sezonie 18 występów i cztery strzelone gole do tej pory. A jak z asystami? Z nich chyba bardziej Pana rozliczają, prawda?
 - Zgadza się, gram tak ustawiony, to jest moja naturalna pozycja. W sumie myślę, że jestem po równo rozliczany z goli i asyst. Tych ostatnich mam jak dotąd sześć. Nie jest to tragiczny wynik, ale powinienem mieć znacznie lepszy bilans. Obecny mnie nie satysfakcjonuje.

 - Paweł Wojciechowski z Willem II kilka tygodni temu powiedział na łamach naszego portalu, że dla niego druga liga holenderska to już poziom półamatorski. A dla Pana?
 - Paweł w tej lidze nie grał i nie ma aż takiego rozeznania jak ja. Przed transferem do Go Ahead przez rok byłem na wypożyczeniu w Excelsiorze, więc jestem zorientowany i wiem, jak te rozgrywki wyglądają. Nie ukrywajmy, poziom nie jest niesamowicie wysoki, choć są też tutaj drużyny i piłkarze zdecydowanie się wyróżniający. Część klubów bez problemów poradziłaby sobie w Ekstraklasie. Oglądam również polską ligę i widzę, co się w niej dzieje. Inne zespoły z zaplecza Eredivisie prezentują jednak naprawdę słabiutki poziom. To jest w ogóle trochę śmieszna liga. Każdy z każdym może wygrać. A Paweł poszedł do tego Willem II i to wcale nie jest lepszy klub od czołówki drugiej ligi holenderskiej. Inna sprawa, że gdyby nie doznał kontuzji, występowałby przeciwko takim ekipom jak Ajax czy PSV i to robiłoby różnicę.

 - Wystarczy rzut oka na wyniki, by stwierdzić, że w drugiej lidze holenderskiej pada mnóstwo bramek.
 - Dokładnie. Dzieją się tu różne rzeczy. I tak jak mówiłem, każdy wynik jest możliwy. Najlepszy przykład. Bodajże w drugiej kolejce Almere City przegrało ze Spartą Rotterdam 1:12, a jeden napastnik Sparty strzelił wtedy 8 goli. Wszyscy byli w szoku. A w rewanżu Almere pokonało Spartę 3:1!

Dwa gole Janoty w meczu z FC Dordrecht:
 

- Nigdy nie ukrywał Pan, że chce trafić do pierwszej reprezentacji, ale Franciszek Smuda zapewne nie sprawdza nawet wyników z zaplecza Eredivisie, nie wspominając już o jakimkolwiek oglądaniu meczów!
 - No niestety. Mam nadzieję, że ktoś ze sztabu kadry przyjedzie mnie w końcu zobaczyć. Zawsze przecież selekcjoner mógłby mnie zaprosić na jakieś zgrupowanie. Nie mówię tu o żadnym oficjalnym meczu, choć oczywiście dobrze by było. Ale zdaję sobie sprawę, że raczej nie dostanę powołania od Smudy z drugiej ligi holenderskiej. Pracuję tutaj z ludźmi, którzy dużo w piłce osiągnęli i postanowiłem przede wszystkim dalej podnosić swoje umiejętności. To jest najważniejsze.

 - Ale jaki w takim razie jest Pana plan na najbliższą przyszłość? Marzy Pan o Euro 2012, więc w takim razie niedługo musiałby Pan zmienić klub na lepszy i jeszcze coś w nim pokazać, żeby zostać zauważonym...
 - Wiadomo, lepiej, żebym grał w bardziej znanym zespole lub w naszej Ekstraklasie. Nie mam konkretnych planów na przyszłość. Co będzie, to będzie. Chcę jak najlepiej grać i może niedługo kupi mnie jakiś klub Eredivisie? Zobaczymy...

 - Czyli jeśli chodzi o marzenia dotyczące Euro 2012, zostały one mocno stonowane?
 - Bardzo chciałbym wystąpić na tej imprezie, ale z drugiej strony nie chcę pchać się gdzieś na siłę. Postanowiłem, że najważniejszy jest mój dalszy rozwój, regularna gra, bo w tym wieku to jest kluczowa sprawa. A nawet gdybym wrócił do polskiej ligi, wcale nie jest powiedziane, że łatwo bym się do niej dopasował. Oczywiście nie boję się czy coś, jednak nie miałbym pewności, że wszystko pójdzie idealnie. Brakowało też konkretnych ofert. Był jedynie temat Lechii, o którym już sto razy mówiłem.

 - Nie ukrywał Pan, że przy wyborze Go Ahead dużą rolę odegrali Marc Overmars i Paul Bosvelt. Kiedyś świetni piłkarze, dziś działacze tego klubu, ale oni sami z siebie nie sprawią, że będzie to coś wielkiego. Tak samo jak Jerzy Dudek jako prezes Polonii Bytom nie odmieniłby nagle śląskiego klubu.
 - Oczywiście, że nie, ale to są ludzie, którzy grali w naprawdę wielkich klubach, dużo osiągnęli i liczyłem, że również oni czegoś mnie nauczą. Wiedziałem, gdzie idę i wiedziałem po co. Daję sobie tutaj rok czasu. To ma być dla mnie przystanek w karierze i okres, w którym będę cały czas grał i odzyskiwał rytm. 

 - Więc jednak plan jest taki, że pogra Pan w obecnym zespole do końca sezonu i gdzieś odejdzie?
 - Tak byłoby najlepiej. Latem chciałbym odejść do lepszego klubu, w którym też regularnie bym występował i dzięki temu miałbym większe szanse, by otrzymać powołanie do reprezentacji.

Skrót meczu z Almere, w którym Janota po wejściu z ławki zdobył bramkę i zanotował asystę:


 - Feyenoord chciał Pana zatrzymać, ale jako lewego obrońcę. Nie myśli Pan teraz sobie, że może warto było spróbować? Tomasz Rząsa także przychodził do Rotterdamu jako piłkarz wybitnie ofensywny, a skończył jako boczny defensor i grając na tej pozycji zdobył Puchar UEFA!
 - Szczerze mówiąc, czasem tak właśnie myślę, że mogłem przedłużyć kontrakt z Feyenoordem i grać jako lewy obrońca. Gdybym został, teraz prawdopodobnie występowałbym w barwach "Portowców", miałbym na to szanse.

 - A może, patrząc na postawę Feyenoordu w obecnym sezonie, trener zmieniłby zdanie i dałby Panu szansę w pomocy...
 - No kto wie. Dlatego często o tym myślę, ale to już przeszłość. Staram się jednak koncentrować na tym, co przede mną.

 - Skąd może wynikać taka beznadzieja w Feyenoordzie? Liga poziomu na pewno nie podniosła, czyżby więc byli tam aż tak słabi piłkarze?
 - Nie słabi, tylko Feyenoord ma wielkie długi, brakuje pieniędzy i cały czas stawia na młodzież. A samymi młodymi niczego się nie wygra. Ciągle dochodzą nowi zawodnicy ze szkółki, ale brakuje doświadczonych graczy, którzy podźwignęliby zespół w trudnych momentach. To największy problem tego klubu.

 - Ale taki Luc Castaignos na przykład latem pójdzie do Interu Mediolan. Ma tylko 18 lat.
 - Wciąż nie wiadomo, czy pójdzie, jeszcze się do końca nie dogadano. To jeden z chłopaków ze szkółki Feyenoordu. Gdy ja wchodziłem już do pierwszego zespołu, on grał w drużynie U-18. Wybił się, dostał szansę i źle nie gra jak na swój wiek.

 - Coraz więcej zawodników przenosi się z Holandii do Polski. Nasiliło się to latem ubiegłego roku. Zaskoczyły Pana transfery takich piłkarzy jak Saidi Ntibazonika, który z Nijmegen poszedł do Cracovii, albo Marciano Brumy, który zamienił Willem II na Arkę Gdynia?
 - Akurat w przypadku tych zawodników zaskoczony nie jestem. Willem II czy Nijmegen to nie są topowe kluby w Holandii. Takie Willem II to jest ten sam poziom co Go Ahead. Ale zgadzam się z opinią, że piłkarze z drużyn spoza czołowej szóstki Eredivisie są teraz w zasięgu polskich klubów. Liga przeżywa kryzys finansowy, odchodzi wielu sponsorów, pensje coraz mniejsze. Nie wiem, jak płacą w Polsce, ale skoro ci gracze przyszli do nas, to zapewne dostali więcej jak w Holandii. A poza tym zbliża się Euro 2012, powstają kolejne stadiony i myślę, że również z tego powodu wielu decyduje się na polską ligę. 

 - A jak jest z pieniędzmi w Go Ahead?
 - Ostatnio sporządzono zestawienie, które kluby holenderskie są zagrożone finansowo, ile mają długów i tak dalej. Wyszło, że w Holandii są trzy drużyny, których nie dotyczą żadne problemy tego typu i to właśnie Go Ahead jest najzdrowszym finansowo klubem z całej grupy. Wszystko jest porządnie prowadzone, choć rzecz jasna nikt nie płaci tutaj takich sum jak w Ajaxie czy PSV. Narzekać jednak nie możemy.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się