var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Marcin Kaczmarek: Jest trochę żalu do Kafarskiego

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2011-02-10 13:58:11

Kiedyś, w barwach Korony, Marcin Kaczmarek przebojem wdarł się do Ekstraklasy, szybko zadebiutował w kadrze. Dziś nie jest potrzebny w Lechii Gdańsk. W rozmowie z 2x45.com.pl nie załamuje jednak rąk i chętnie opowiada również o swojej rodzinie. 31-letni piłkarz ma aż dziesięcioro rodzeństwa!

2x45.com.pl: - Pogodził się już Pan z tym, że odejdzie z Lechii?
Marcin Kaczmarek:
- To znaczy... Kontrakt mam do czerwca, ale nie załapałem się na obóz do Turcji. Trenuję z rezerwami i zobaczymy, co z tego wyniknie.

 - Ale trener Tomasz Kafarski powiedział Panu wprost, że już nie chce Pana w zespole, zgadza się?
 - Było tak, jak pisały gazety. Szkoleniowiec ma swoją wizję i trzeba to uszanować. To wszystko.

 - Nie ma Pan trochę żalu, że nagle został postawiony w tego typu sytuacji? Mówił Pan, że wcześniej nic nie zapowiadało złego obrotu sprawy...
 - Na pewno liczyłem, że pojadę na tureckie zgrupowanie. W styczniu, na pierwszym treningu, trener szanował moją decyzję, że chcę zostać i walczyć o skład. Później jednak stwierdził, że ma już swoich ludzi i do Turcji mnie nie weźmie. Mówiąc szczerze, trochę żalu do Kafarskiego jest, ale tak jak mówię, to jego decyzja, respektuję ją. 

 - Trener uzasadnił to jakoś konkretnie? "Ormianin jest szybszy, lepiej dośrodkowuje" - coś w ten sposób?
 - Takich argumentów nie było. Umowa kończy mi się po sezonie i sądzę, że nie działało to na moją korzyść. Trener jest zadowolony ze stanu posiadania na lewej obronie, na której ostatnio grałem, ale ja nie jestem obrońcą, tylko pomocnikiem. A Kafarski powiedział, że na skrzydle lub w ataku tym bardziej nie miałbym szans powalczyć, bo tam rywalizacja jest jeszcze większa. Pogodziłem się z tym i czekam na dalszy rozwój wypadków. Kilka polskich klubów wyraża zainteresowanie moim transferem. Na sto procent nie zostanę wiosną w Lechii. Sądzę, że w ciągu kilku dni wszystko będzie jasne.

 - Otrzymał Pan konkretne, oficjalne oferty, czy to na razie są tylko sygnały, że może coś, kiedyś z tego będzie?
 - Bardziej to drugie. Mój agent wszystko dogrywa i sam jestem ciekaw, jak się to potoczy. Czekam na telefon od niego. 

 - Na ten moment należy spodziewać się, że zostanie Pan w Ektraklasie czy zawita do I ligi?
 - Nie jestem w stanie Panu powiedzieć, bo po prostu nie wiem. Zobaczymy. Wszystko w rękach agenta. Ewentualnej gry na zapleczu Ekstraklasy nie będę się wstydził. Mam już 31 lat i jeśli zajdzie taka konieczność, mogę występować nawet w II lidze. 

 - Lechia może utrudniać sprawę? Będzie chciała jakieś pieniądze za Pana?
 - Nie wiem... To też może być problem. Skoro jednak trener postawił sprawę jasno i powiedział, że nie jestem potrzebny drużynie, to wszystko powinno pójść gładko. A jeśli nie pójdzie, to mój agent będzie się martwił. Od tego go mam. Na pewno jakoś wyjaśni całą sytuację.

 - Trenuje Pan z rezerwami, ale nie biega po plaży jak Piotr Kasperkiewicz czy Jakub Zabłocki?
 - Nie, na szczęście nie. Normalnie pracuję z drugą drużyną. W środę graliśmy nawet sparing z Cartusią, w którym zaliczyłem 45 minut. Dzięki temu utrzymuję formę.



 - Wspominał Pan, że w ostatnich kilkunastu miesiącach występował jako obrońca, ale rozumiem, że wciąż czuje się pomocnikiem? Nie dał się Pan "przerobić" na gracza defensywnego?
 - Tak, w tym względzie nic się nie zmieniło. Wiadomo, jaka była sytuacja w Lechii. Kartki, kontuzje i trener w pewnym momencie zdecydował, że wypróbuje mnie na obronie. Sprawdziliśmy to na treningach, wyszło dobrze, więc grałem - nie tylko po lewej, ale też prawej stronie defensywy. Nominalnie jestem lewym skrzydłowym, ewentualnie prawym i chyba dzięki temu nie miałem większych trudności z przestawieniem się. Boczne sektory boiska to mój naturalny rewir. Nie zawiodłem Kafarskiego w nowej roli. 

 - Ma Pan najważniejsze przymioty dobrego skrzydłowego. Już po kilku meczach w Ekstraklasie zadebiutował w reprezentacji. Postępu jednak nie było. Czego zabrakło, żeby wykonać kolejny krok do przodu?
 - Hmmm.... Czego zabrakło? Piłkarz rzadko kiedy ma stabilną formę przez dłuższy okres czasu, trudno o to. Do tego dochodzą jakieś kontuzje i bywa różnie. W Koronie zaliczyłem naprawdę dobry sezon. Błysnąłem w lidze, pokazałem się w kadrze. I w sumie myślę, że później też nie było źle, bo grałem regularnie w Ekstraklasie. Może nie zawsze na swoim szczytowym poziomie, ale jednak.

 - W takich sytuacjach zawsze mamy splot różnych zdarzeń. Część od Pana zależy, część nie. W tym pierwszym przypadku jest coś, czego Pan żałuje, coś by Pan teraz zmienił?
 - W moim wieku już trochę inaczej postrzega się pewne sprawy, bardziej pod kątem rodziny, najbliższych. Nie patrzę zbyt mocno wstecz. Teraz chcę po prostu jeszcze trochę pograć w piłkę. Wcale nie myślę o zawieszeniu butów na kołku. Oby tylko zdrowie dopisywało. Nie zastanawiałem się jeszcze, co mógłbym potem robić. Chyba jednak tak łatwo z piłki nie zrezygnuję. Może jakaś szkółka, albo praca w roli trenera... Wyjdzie w praniu. Dziś martwię się, żeby podpisać kontrakt z nowym klubem.



 - A jak wygląda sytuacja u Pana braci? Gdy pisano o tym po raz ostatni, grało czterech z nich. Jak jest teraz?
 - Większość nadal występuje, ale ciągle tylko w niższych ligach. Pochodzimy z małej miejscowości i dużo trudniej się wybić niż z większego miasta. Trzeba mieć układy, znajomości, trochę szczęścia, musi cię zobaczyć jakiś agent. Naprawdę nie jest łatwo zaistnieć. Grają chłopaki w drugiej, trzeciej lidze, ale bez przychylności losu ciężko będzie o coś więcej. Z kolei jeden z braci, Arek, wyjechał pracować do Anglii i dziś już nie biega po boisku. Może jednak jeszcze kiedyś wróci do piłki, ma dopiero 22 lata. Kto wie...

 - Posiada Pan aż dziesięcioro rodzeństwa. Co Pan zyskał najbardziej dzięki wychowywaniu się w tak licznej rodzinie?
 - Niektórzy narzekają bardzo, że w ogóle nie mają rodzeństwa i jak przyjeżdżają do rodziny, to się nudzą. A gdy ja wracam do Błaszek - miejscowości, z której pochodzę - nigdy nie jest nudno, zawsze coś się dzieje. Ale i tak w domu jest teraz dużo spokojniej niż kiedyś. Część rodzeństwa pozakładało swoje rodziny, każdy ma swoje zajęcia, swoje sprawy i już prawie wszyscy się wyprowadzili. Zostali tylko najmłodsi, chodzą jeszcze do szkoły. 

 - Ale w święta uda się spotkać w komplecie?
 - No tak, święta to święta, wiadomo. Jest wtedy okazja zobaczyć się ze wszystkimi braćmi i siostrami, jest wesoło. Teraz mam też swoją rodzinę, której nie mogę opuścić i zaniedbywać. Muszę jakoś dzielić ten czas - trochę na Ostrowiec, trochę na Błaszki. A gdy jestem w Gdańsku, jeszcze trudniej dotrzeć do rodziców, bo to aż 600 kilometrów. Gdy dodamy do tego całe przygotowania, pakowanie i tym podobne, wychodzi naprawdę niezła wyprawa. 

 - Nadal musi Pan pomagać rodzinie finansowo?
 - Już w zdecydowanie mniejszym stopniu niż kiedyś. Jak mówiłem, większość rodzeństwa pozakładało swoje rodziny, pracuje i patrzy na siebie. Kiedyś pomagałem znacznie częściej, bo raz, że osób w domu było więcej, a dwa, że nie miałem żony, dziecka. Gdy już założy się własną rodzinę, to jej poświęca się najwięcej uwagi i próbuje zadbać o jak najlepszą przyszłość.

***

W piątek Marcin Kaczmarek został piłkarzem Łódzkiego Klubu Sportowego.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się