var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Pani prezes Warty: Piłka to biznes jak każdy inny

Autor: w Poznaniu rozmawiał Rafał Sahaj
2011-02-11 15:48:02

W biznesach rządzi twardą ręką, prywatnie wesoła i kochająca żona, matka trójki dzieci. Izabella Łukomska-Pyżalska, prezes Warty Poznań jest pytana przez 2x45.com.pl nie tylko o powody swojej decyzji i o to, czy nie boi się jako kobieta działać w piłce. Takie pytania zadawali już wszyscy, my traktujemy sprawę znacznie szerzej. Polecamy!

2x45.com.pl: - Co było przełomem w Pani życiu, że z modelki stała się pani właścicielką dużej firmy?
Izabella Łukomska-Pyżalska: -
Firmę otworzyłam od zera, więc to nie był przełom. Stwierdziliśmy, że będąc w posiadaniu gruntu, wybudujemy domy i tak to się zaczęło. Wszystko krok po kroku. Zajmowałam się wszystkim od strony marketingowej i dystrybucyjnej zupełnie sama. Powoli się rozwijaliśmy, przez pięć lat, aż do teraz.

 - Na co dzień jest Pani poważna. Pewne cechy, które musi posiadać szef, nie przechodzą na życie prywatne? Chociażby w stosunku do dzieci?
 - Staram się, chociaż ostatnio widzę, że to dzieci zaczynają rządzić, przynajmniej najstarsza córeczka. Przejmuje nasze cechy, rządzi wszystkimi dookoła (śmiech). Widocznie ma to w genach. Zawsze staram się dużo rozmawiać, dojść do kompromisu. Są jednak sytuacje, w których nie ma na to miejsca. Z dziećmi jest tak, że muszą słuchać mamy i taty, inaczej mogłaby im się stać krzywda. 

 - Już od dłuższego czasu interesowała się Pani Wartą Poznań. Na czym to dokładnie polegało?
 - W zeszłym roku docierały do mnie informacje od różnych źródeł, także od działaczy i piłkarzy, że źle się dzieje. Powoli zaczęłam coraz bardziej wnikać w tę sprawę. Ostatecznie było kilka powodów, aby zaangażować się w to wszystko. Myślę, że jednym z nich był fakt, że gdybym to nie była ja, Warta prawdopodobnie nie wystartowałaby w rundzie wiosennej, a jeśli nawet, to wystawiając juniorów, więc i pewnie tak by spadła. Piłkarze nie mieliby płaconych pensji, więc pewnie by w końcu odeszli. Po drugie Warta to nie byle jaki klub i dochodzi do tego lokalny patriotyzm. Jeśli jestem w stanie pomóc, to dlaczego tego nie zrobić? Nie chciałabym mieć później wyrzutów sumienia, że mogłam coś zrobić, a tego nie zrobiłam. Mam nadzieję, że to sprawi, że Warta podniesie się piłkarsko. O Warcie będzie znowu głośno. Przyjdą wyniki sportowe, będą kibice, a wszystko będzie wyglądało tak, jak powinno.

 - Wspomniała Pani, że o złej sytuacji w Warcie dowiedziała się pani z pewnych źródeł. Ktoś konkretny zjawił się u Pani i otwarcie prosił o pomoc?
 - Nie, tak nie było. Po prostu nie było tajemnicą, że źle się dzieje w Warcie, że klub szuka sponsorów, nowego właściciela, kogoś, kto zainwestuje w zespół. Wszyscy o tym wiedzieli i te informacje docierały ze wszystkich stron już od dawna. Myślę, że nie tylko do mnie. To nie wydarzyło się z dnia na dzień, to był długotrwały proces. 

 - Długo Pani zajęło chociażby poznawanie historii klubu, nazwisk piłkarzy?
 - Na to wszystko składa się mnóstwo rzeczy. Zaczęłam tym wszystkim się interesować już kilka miesięcy temu. Czy w Warcie, czy w każdej innej firmie wszystko wygląda tak samo. Trzeba wszystkiemu się przyjrzeć i zaplanować od strony finansowej, organizacyjnej i w tym przypadku także sportowej. Żaden z tych elementów nie wyglądał tak jak powinien. 

 - Ostatnio pojawiło się także wiele informacji na temat Pani męża. Chyba musiała się Pani z tym liczyć. Ludzie nie bardzo wierzą, że to rzeczywiście wyłącznie pani pomysł.
 - Decyzję podjęłam sama. Mąż mnie wspiera, ale to moje wyzwanie i mam nadzieję, że mu podołam. Wzajemnie zawsze się wspieramy i możemy na siebie liczyć. Mam nadzieję, że mój wysiłek i pieniądze przyniosą spodziewany efekt. 

 - Czy to jest tak, że w pewnym momencie, kiedy już ma się zabezpieczoną przyszłość, chce się zrobić coś dobrego dla świata. W Pani przypadku dla rodzinnego miasta?
 - Jako Family House angażowaliśmy się w wiele akcji, także charytatywnych. Dotyczyło to wszystkich grup wiekowych, od dzieci, skończywszy na emerytach. Pieniądze zawsze można stracić, nie są dla mnie zabezpieczeniem. Nigdy nie stracimy z kolei tego jacy jesteśmy, co zrobiliśmy i widzieliśmy. Nie można przywiązywać największej wagi do rzeczy materialnych, choć nie da się ukryć, że w obecnym świecie pieniądze mają bardzo duże znaczenie
 
 - Kobieta na stanowisku prezesa klubu to nic nowego w piłce nożnej, nawet na naszym podwórku. Czy zanim podjęła Pani to wyzwanie interesowała się Pani losem koleżanek po fachu?
 - Nie miałam za bardzo na to czasu. Oczywiście dowiedziałam się o pani prezes Ruchu Chorzów, pani prezes Niecieczy, także o tych za granicą. W tym momencie muszę poświęcać swój czas dla Warty, na sprawy dużo ważniejsze.

 - Żadna ze wspomnianych Pań nie wzbudziła takiego poruszenia. W Pani przypadku decydujące były chyba uroda i przeszłość modelki.
 - Myślę, że tak i jeśli dzięki pracy modelki i sesjach m.in. w "Playboyu" o Warcie znowu jest głośno i może to pomóc klubowi, to tylko mogę się cieszyć. Sukces medialny to jednak tylko część planu, mam nadzieję, że przyjdzie pora także na osiągnięcia sportowe.

 - Pani Danuta Witkowska z LKS Nieciecza jest jedyną kobietą, której udało się wprowadzić polski klub do pierwszej ligi. Nie myślała Pani, aby zostać pierwszą, której uda się awansować do Ekstraklasy?
(śmiech) - Nawet się nad tym nie zastanawiałam. Głównym celem jest utrzymanie się w pierwszej lidze i myślę, że przeprowadzone transfery, powrót trenera Baniaka może w tym pomóc. 

 - Kto w klubie ma decydujący głos w sprawie transferów? 
 - Dyrektor sportowy Tadeusz Fajfer, trener Bogusław Baniak, trener od przygotowania fizycznego, także doradcy w postaci menadżerów. Oni oceniają piłkarzy i słucham ich opinii. Decyzję, czy dany zawodnik będzie pasował do zespołu podejmujemy wspólnie.

 - Warta Poznań ma grać widowiskowo, efektownie, ale nie da się ukryć, i to nie jest wyłącznie moje zdanie, że piłkarze, którzy obecnie są w składzie tego zwyczajnie zapewnić nie mogą.
 - Każdy ma własne zdanie. Zrobiłam tyle w trakcie okienka transferowego, ile mogłam. Lepiej by tego nikt nie zrobił. Nie było na to więcej czasu. Wiadomo, w sporcie raz się wygrywa, raz się przegrywa, ale jednak mam nadzieję, że efektem finalnym będzie pozostanie w pierwszej lidze. 

 - Pozwolę sobie zapytać. Firma budowlana jest na tyle dochodowa, że pozwala na zainwestowanie tak dużych pieniędzy w klub piłkarski?
 - Myślę, że tak. Gdyby było inaczej, to bym się nie podjęła takiego przedsięwzięcia. Nie porywam się z motyką na słońce. Ważna jest organizacja tego wszystkiego. Nie sztuką jest wydawać pieniądze i tylko je tracić, ale tak je wydać, aby przyniosły spodziewany efekt.

 - Zdaje Pani sobie sprawę, że na inwestowaniu w piłkę nikt w Polsce jeszcze nie zarobił? Tu się tylko traci pieniądze.
 - Doszły mnie słuchy, że niektórzy zarabiają. Na razie jednak liczę się z tym, że nie będę zarabiać, a raczej wydawać. Wierzę, że jeśli Warta podniesie się sportowo, będzie więcej kibiców, to również pojawią się sponsorzy, a klub będzie mógł się dalej rozwijać.

 - Ci niektórzy to na przykład Józef Wojciechowski. Zarabia się również za granicą. Zamierza pani tam szukać wzorców do działania?
 - Na razie nie mam czasu przyglądać się sytuacjom klubów zagranicznych, skupiam się wyłącznie na sprawach, które należy jeszcze załatwić w Warcie, bo czasu coraz mniej. Trzeba załatać wiele dziur, aby wraz z pierwszym meczem rundy wiosennej to wszystko już sprawnie funkcjonowało. Chodzi o podstawowe rzeczy, takie jak chociażby remont szatni, bez czego żaden klub nie może działać. Później będę myśleć o innych sprawach.

 - Czemu akurat piłka nożna? Wiele się mówi na temat polskiej piłki. Nie ukrywajmy, że stoi na niskim poziomie. Czemu nie chociażby siatkówka, czyżby zbyt mało popularny sport?
 - Akurat los mnie zetknął z Wartą Poznań. Nie wiem czego tu się doszukiwać, może siły wyższej? (śmiech) Mam nadzieję, że wszystko wyjdzie z korzyścią obopólną. 

 - Nie zamierza Pani zupełnie mieszać się w sprawy sportowe? W jakikolwiek sposób nadzorować pracę dyrektorów, trenerów, piłkarzy? 
 - Będę nadzorować, tak jak do tej pory nadzorowałam chociażby pracę architektów, kierowników budowy. Każdy zna swoje miejsce, swoje zadania i od każdego oczekuje efektów, niezależnie od branży. 

 - Musi Pani naprawdę bardzo ufać swoim pracownikom. Nie boi się pani, że pojawi się samowola? To może niczemu dobremu nie służyć.
 - W każdej firmie może do tego dojść. Rolą szefa, właściciela, prezesa jest kontrolowanie pracy podwładnych, dlatego nie ma znaczenia, czy jest to klub piłkarski, czy firma deweloperska lub producent artykułów spożywczych. 

 - Kto pomagał Pani w wyborze chociażby dyrektora sportowego?
 - Szukałam dyrektora i tak jak w każdym tego rodzaju przypadku zasięgałam opinii na temat różnych osób. Mam też wyczucie do tego i od razu wiem, że z daną osobą będzie mi się dobrze współpracować. Wiadomo, że pozory mogą mylić i czasem popełnia się błędy, ale myślę, że pan Tadeusz Fajfer stanie na wysokości zadania. Jak na razie jestem zadowolona. 

 - Ale ogłoszenia w Internecie nie było?
 - Nie było na takie rzeczy czasu. Wszystko musiało się dziać bardzo szybko i tego czasu w dalszym ciągu nam brakuje.

 - Tadeusz Fajfer długo zastanawiał się nad ofertą, czy po spotkaniu z panią nie mógł odmówić?
 - Nie pamiętam... dwa, trzy tygodnie. Zajmuję się kilkunastoma sprawami na raz. To nie jest tak, że ktoś kogoś widzi i tylko ze względu na wygląd podejmie decyzję. To jest praca, biznes, w tym względzie decyduje wiele czynników. 

 - Ma Pani kontakt z poprzednim prezesem Warty? 
 - Tak.

 - Staje Pani przed bardzo trudnym zadaniem. Póki co wszystko wygląda pięknie, plany są cudowne. A jeśli wszystko okaże się klapą? Najważniejsi są kibice. Nie zawsze są przychylni władzom klubów, przykładów jest wiele. Jest Pani na to gotowa? Teraz pani powie, że o tym nie myśli, ale nie wierzę, że chociaż przez chwilę Pani się nad tym nie zastanawiała.
 - Jeśli spadniemy do drugiej ligi, to będzie najgorszy możliwy scenariusz, którego nawet do siebie nie dopuszczam. Jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, aczkolwiek trzeba zdawać sobie sprawę, że i tak może się stać. 

 - A gdyby klub jednak spadł z pierwszej ligi? Pozostanie Pani w Warcie? Zastanawiała się Pani nad takim scenariuszem? 
 - Wtedy będziemy walczyć, żeby z powrotem wrócić do pierwszej ligi. Nie ma innego wyjścia. 

 - Druga liga polska to już mało atrakcyjne pole do reklamy czy dobrego marketingu.
 - Po pierwsze nie zakładam takiego scenariusza, po drugie na pewno byśmy awansowali. Taki byłby cel.

 - A gdyby piłkarze, którzy teraz mają zapewnić utrzymanie, odeszli?
 - Wtedy bym pewnie poszukała nowych zawodników. Robiłabym wszystko, żeby byli jak najlepsi. Nie zamierzam się nad tym teraz zastanawiać, na razie się skupiamy nad tym, żeby wygrać i zostać w tej lidze, a co będzie później, to będziemy myśleć latem. Jak to mówią „myślał indyk o niedzieli, a w sobotę mu łeb ucięli”. Może być dobrze, może być źle. 

 - Darmowe bilety, szaliki, kiełbaski. To wszystko ładnie wygląda, ale sprawia wrażenie pikniku. Rozumie Pani, co mam na myśli? Danemu klubowi albo się kibicuje, albo nie. Za kiełbaski i szalik zbyt wielu prawdziwych fanów się nie pozyska.
 - Generalnie jeśli chodzi o ostatni okres, to tych fanów było bardzo mało. Musimy zatem ściągnąć nowych kibiców, położyć nacisk na rodziny, dzieci, uczniów szkół, również osoby starsze. Zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę dopingować Wartę. Myślę, że wszyscy, którzy lubią i sympatyzują z tym co poznańskie przyjdą kibicować Warcie, niezależnie od wieku i płci. Jedni przyjdą rzeczywiście dopingować, inni potraktują to jako piknik. Myślę, że każda forma będzie z korzyścią dla klubu.

 - W Poznaniu mamy także inny klub, Lech Poznań. Ciężko rywalizować z sukcesami „Kolejorza”. Mistrzostwo Polski, świetne występy w Europie, a na meczach ligowych stadion zapełnia się ledwie w połowie.
 - Trzeba to zmienić. Poznań stać na dwa kluby piłkarskie i nie widzę w tym problemu. Są osoby, które sympatyzują z obydwoma zespołami. Jestem dobrej myśli i uważam to wszystko za realne.

 - Miała Pani już okazję oglądać mecz Warty, czy to oznacza, że na meczu z GKS Katowice zasiądzie Pani w loży na stadionie przy Bułgarskiej 17?
 - Myślę, że jak najbardziej.

 - Pierwszy mecz to starcie z Niecieczą, gdzie prezesem jest Pani Witkowska. Czeka nas rywalizacja z małym podtekstem.
 - Ja bym tego tak nie traktowała. To jest sport i my, prezesi nie mamy wpływu na wyniki i nikt nie może tego zmienić. Nie uważam tego za rodzaj innej rywalizacji, niż gdyby prezesem był mężczyzna. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się