var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Marek Jóźwiak: Ktoś z trójki Solari, Boakye, Ogbuke może trafić do Legii

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2011-02-21 16:05:10

W ostatnim czasie zebrał sporo słów krytyki, również od naszego portalu. Odpowiedzią na nią był transfer Michala Hubnika. Dyrektor sportowy Legii, Marek Jóźwiak, bo o nim mowa, w rozmowie z 2x45.com.pl zdradza kilka spraw odnośnie tej transakcji, przyszłych wzmocnień i swojej pracy.

2x45.com.pl: - Niesamowicie trudno ukryć dziś przed mediami szykowanie jakiegoś transferu. Z Michalem Hubnikiem się udało. Jakim cudem?
Marek Jóźwiak:
- Po prostu nie informowałem tych ludzi, których zazwyczaj informuję. Niewiele osób wiedziało, że ten transfer się szykuje. To było załatwiane przez menadżerów Hubnika, dotrzymujących słowa w kwestii zachowania tajemnicy. Rozumieją, co się do nich mówi. Niektórzy agenci robią nieraz za dużo szumu wokół swoich zawodników i później transfery upadają. Nie ukrywam, że tej zimy kilka informacji prasowych mocno skomplikowało nam sprawę.

 - Odnośnie tych informacji prasowych. Ostatnio wymienia się takie nazwiska jak Santiago Solari, Isaac Boakye czy Felix Ogbuke...
 - To są właśnie ci agenci, o których mówiłem. Mają "gorące" języki. Sądzą, że jak piłkarz znajdzie się w prasie na liście transferowej Legii, to od razu stanie się bardziej chodliwym towarem. A czasami dzieje się wręcz na odwrót.

 - Ale z grona tych piłkarzy któryś może zawitać na Łazienkowską?
 - Tak. Z tych trzech zawodników, których pan wymienił, jeden na pewno jest brany pod uwagę w kwestii dalszych wzmocnień.

 - Co do Hubnika. Czy po tym transferze spadł Panu kamień z serca? Presja na nowego napastnika była olbrzymia, krytyka narastała. Po pozyskaniu Czecha atmosfera się uspokoiła.
 - Być może uspokoiła, natomiast jestem już przyzwyczajony, że zawsze wylewa się wiadro pomyj i żółci nienawiści na głowę moją i Legii. Pod takim ciśnieniem muszę pracować. Miałem dwóch, trzech napastników gotowych do transferu, ale trzeba było na nich przeznaczyć określone środki. Tych środków za wiele nie było, dlatego musieliśmy szukać innych rozwiązań. Hubnika było nam ciężko kupić, ale jestem zadowolony. Doszliśmy do porozumienia dzięki samemu piłkarzowi oraz dobrej komunikacji z prezesami Sigmy Ołomuniec. 

 - Hubnik miał świetną rundę jesienną, jednak wcześniej zbyt wielu goli nie strzelał. To może być jednorazowy wyskok...
 - Oby ten jednorazowy wyskok dobrze posłużył Legii, żeby zdobył dla nas 12 bramek podobnie jak jesienią dla Sigmy. Piłkarz ten dostał się ostatnio do reprezentacji Czech, a tam przypadkowych nazwisk nie ma. Niekiedy gracze odpalają dopiero w wieku 24, 25 lat. Didiera Drogby też nikt nie chciał w Le Mans, a później jego talent eksplodował w Guingamp. Zrobił niesamowity postęp, szybko poszedł do Marsylii, a potem do Chelsea, gdzie do dziś jest gwiazdą.

 - Dużo kosztował Hubnik jak na polskie warunki?
 - To jest owiane tajemnicą. Są zapisy w umowach, strony zażyczyły sobie, żeby nie ujawniać szczegółów. Niewykluczone, że w czerwcu będziemy mogli więcej powiedzieć.

 - Jak Pan wyobrażał sobie pracę dyrektora sportowego na początku? To rola trudniejsza, czy łatwiejsza od Pana początkowych oczekiwań?
 - Zawsze lubię podejmować wyzwania, które nakręcają mnie do pracy. Bycie dyrektorem sportowym Legii nie należy do najprzyjemniejszych, aczkolwiek stawiam sobie cały czas duże wyzwania i ta praca jest takim właśnie wyzwaniem. A że raz jest lepiej, raz gorzej, nie rusza mnie to. Gorzej, że ta nienawiść, ciągła krytyka uderza w moich najbliższych. Przyzwyczaiłem się przez 20 lat występów na boisku, że różni ludzie na mnie krzyczeli, wytykali palcami, truli i gryźli. Wtedy byłem piłkarzem, dziś gram inną rolę. Przeżyjemy to. Taka jest specyfika pracy w Legii, tutaj nikt nikogo nie oszczędza, trzeba się do tego przyzwyczaić. 

 - Rozumiem, że ta praca absorbuje Pana uwagę dzień po dniu? Nie da się przyjść o 8 rano, zrobić swoje i o 16 udać się do domu, prawda?
 - Nigdy nie mam wolnego. Mój telefon jest włączony 24 godziny na dobę i nie zdarza się, żebym go nie odebrał, chyba że ktoś jest naprawdę natrętnym gościem. Żona ma dużo cierpliwości i wyrozumiałości do tego, że w czasie posiłków w sobotę lub niedzielę, czy to w restauracji, czy ze znajomymi, komórka często dzwoni i jestem cały czas dostępny.

 - Czyli krótko mówiąc: żyje Pan pracą.
 - Życie jest jakie jest. Człowiek coś wybrał i musi się temu poświęcić. Inaczej nie miałoby to sensu. Jeśli biorę za coś pieniądze, chcę wykonywać swoją robotę dobrze.

***

W trakcie przeprowadzania tego wywiadu Legia ogłosiła, że przebywający od dłuższego czasu z drużyną słoweński obrońca Dejan Kelhar podpisał kontrakt do czerwca 2013 roku.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się