var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Tomasz Folta/zaglebie-lubin.pl

Szymon Pawłowski: Miałem chwile załamania

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2010-11-13 09:30:13

Szymon Pawłowski jeszcze dwa lata temu całkowicie słusznie uchodził za jednego z najbardziej obiecujących polskich piłkarzy. Zdążył zagrać cztery mecze w mistrzowskim sezonie Zagłębia Lubin, później wywalczył miejsce w składzie, zadebiutował w reprezentacji Polski i wydawało się, że czeka go wielka kariera. Nie puszczono go jednak do innego klubu po karnej degradacji "Miedziowych", a od ponad roku 24-letniego skrzydłowego prześladują kontuzje i karta się odwróciła na gorszą stronę. Od kilku tygodni Pawłowski znów jest zdrowy i szybko udowodnił, że nie zatracił swoich walorów. Przyszłość wciąż przed nim, choć jak przyznaje w rozmowie z naszym portalem, przeżywał kryzysowe momenty.

2x45.com.pl: - W końcu wrócił Pan do gry i wygląda, że najgorsze minęło, prawda?
Szymon Pawłowski:
- Miejmy taką nadzieję. Powoli wracam do formy, wszystkie problemy są za mną i oby tak już zostało. Podchodzę do tego jednak spokojnie, bo już kilka razy na to liczyłem i się rozczarowywałem.

 - Ostatni rok może Pan w zasadzie spisać na straty. Jak przez ten czas radził Pan sobie z ciągłym leczeniem, rehabilitacjami, codziennością bez boiskowych występów? To musiało być strasznie dołujące.
 - No nie było łatwo, nie ma co ukrywać. Na szczęście moi bliscy byli przy mnie i cały czas czułem ich wsparcie. Żona, przyjaciele w trudnych momentach załamania pomagali mi, podtrzymywali na duchu i przekonywali, że wszystko będzie dobrze. Kazali patrzeć do przodu i dzięki temu udało się wrócić na boisko. Oby dane było mi zagrać jeszcze w czterech ostatnich meczach rundy jesiennej bez żadnych kłopotów zdrowotnych.

 - Czyli miał Pan momenty słabości, w których chciał już odpuścić, dać sobie spokój?
 - Może nie aż tak, ale chwile zwątpienia były. Jeśli operacja nie przynosi efektów i ciągle nie wiadomo, co mi dolega, dlaczego boli, to można się załamać. Najgorsze było, że nikt do końca nie wiedział, w czym tkwi problem. W końcu jednak udało się stanąć na nogi.

 - Trener Marek Bajor chyba też zawsze w Pana wierzył? Często powtarzał, że czeka na Pana powrót i dlatego nie uważał wzmocnień w ofensywie za priorytet. Wyzdrowiał Pan i od razu gra.
 - Nie tak znowu od razu. Najpierw przez miesiąc tylko trenowałem z zespołem, a później wystąpiłem w Młodej Ekstraklasie. Cóż, pewnego dnia trener stwierdził, że mogę pomóc drużynie i wstawił mnie do składu. W trakcie leczenia ciągle pytał o zdrowie, kiedy wrócę i to było bardzo budujące. Wiadomo, że moja forma jest jeszcze nierówna, zdarzają się słabsze spotkania i nie ma w tym nic dziwnego. Po tak długiej przerwie nie da się od razu ustabilizować swojej dyspozycji. Raz wypadnę lepiej, raz gorzej, ale cały czas dostaję szansę. To cieszy, bo żeby wrócić do tego, co prezentowałem przed kontuzją muszę grać jak najwięcej. 

 - Gorsze mecze, czyli które? Chyba nie na stadionie w Poznaniu, gdy zaliczał Pan pierwszy występ w bieżącym sezonie?
 - Na Lechu czułem się dobrze, chodziło mi głównie o starcie ze Śląskiem Wrocław, przegrane 1:3. To było słabsze spotkanie w moim wykonaniu, ale chyba również całego zespołu. W pozostałych trzech meczach tego sezonu plamy nie dałem. Tak sądzę. 

 - Zagłębie ogólnie nie zachwyca w rundzie jesiennej. Działacze zdecydowali się zamrozić premie zawodnikom. Pana i kolegów to motywuje, czy deprymuje? 
 - Jak wychodzimy na boisko, nie myślimy o takich sprawach. Interesuje nas tylko zbieranie punktów. Każdy wie, jaka jest nasza sytuacja. Dorobek Zagłębia nie rzuca na kolana, a ta liga jest teraz taka, że wygrasz jedno spotkanie i wskakujesz do czołówki, a jedno przegrasz i jesteś na dole tabeli. Koncentrujemy się więc wyłącznie na wygrywaniu. Każdy z nas chce mieć spokojną zimę i nie stresować się na wiosnę, że czeka nas rozpaczliwa walka o utrzymanie. 

 - A nie wydaje się Panu, że działacze za dużo oczekują? Zagłębie chyba nie posiada aż tak dobrego składu, żeby miejsce w pierwszej szóstce było obowiązkiem? 
 - Bez wątpienia stać nas na spokojne zapewnienie sobie ligowego bytu, natomiast ciągle nie mamy odpowiednio silnej ławki rezerwowych. Kilku zawodników na pewno jeszcze by się przydało... 

 - Najbardziej brakuje środkowego napastnika, prawda? Zagłębie jak dotąd strzeliło ledwie 9 goli. Tylko Arka Gdynia jest gorsza. Są dobre skrzydła z Panem i Dawidem Plizga, ale nie ma komu podawać!
 - No tak, a Dawida też nękały kontuzje i zaczął grać bodajże dopiero od piątej kolejki, ja od dziewiątej. Szczęście nam tutaj nie sprzyja. Przed sezonem z urazem walczył Mouhamadou Traore, później leczył się także Wojciech Kędziora. Kontuzje okazały się zmorą i w zasadzie nikt z ataku nie przystąpił do rozgrywek optymalnie przygotowany. To nie mogło pozostać bez śladu.

 - W niedzielę mecz z GKS Bełchatów. Traktujecie to starcie jako jedną z ostatnich szans, by powalczyć o coś więcej niż uniknięcie degradacji?
 - Gramy u siebie, a gdzie jak nie przed własnymi kibicami zdobywać komplet punktów? Podchodzimy do tego spotkania podobnie jak wcześniej do konfrontacji z Widzewem. Wtedy musieliśmy wygrać i teraz jest tak samo. Staramy się nie wybiegać za bardzo w przyszłość i nie określać jakichś konkretnych celów, które potem musielibyśmy weryfikować. 

 - Ale wiele zespołów na swoim stadionie punktuje podobnie jak na wyjazdach, więc chyba nie ma co przesadzać z podkreślaniem, że trzeba zwyciężyć, bo jesteśmy gospodarzami?
 - Oczywiście za każdym razem wszystko może się zdarzyć, szczególnie w tym sezonie, ale własne boisko zawsze będzie dodatkowym atutem, który należy wykorzystać. 

 - Odnośnie trwającego sezonu. Już nikt nie boi się Wisły, Legii czy Lecha za samą nazwę. Widzi Pan po sobie zmianę myślenia w tym względzie? Kiedyś strach był większy?
 - Nie, nie zaobserwowałem żadnej zmiany. Legia i Wisła słabo wystartowały, ale w ostatnim czasie już regularnie wygrywają. Powoli dobijają do czołówki. Przed Lechem jeszcze wiele kolejek i sądzę, że nie ma siły, aby z czasem się nie podźwignął. Nigdy jednak nie baliśmy się tych zespołów, dlatego nic nie musieliśmy zmieniać w ich postrzeganiu.

Poniżej bramki i akcje Pawłowskiego z jego najlepszego sezonu 2007-08:


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się