var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: zimbio.com

Kamil Glik: Krytyka naprawdę mnie nie rusza, dziennikarze rzadko kogoś chwalą

Autor: rozmawiał Bartłomiej Kowalski
2011-03-02 13:52:19

Kamil Glik jest obecnie jednym z trzech Polaków w Serie A i zbiera zdecydowanie najwięcej krytyki. Piłkarz w rozmowie z 2x45.com.pl zapewnia jednak, że nic sobie z tego nie robi i naprawdę wierzy jeszcze w utrzymanie Bari we włoskiej ekstraklasie. Glik zaprezentował nam też swoje nietypowe... ochraniacze.

2x45.com.pl: - Jak z perspektywy czasu wspomina Pan pobyt w Piaście Gliwice?
Kamil Glik:
- Niezwykle pozytywnie. Od samego początku czułem się w Gliwicach bardzo dobrze i na pewno do dziś wspominam z sentymentem czas spędzony w Piaście.

 - Wyjechał Pan do Włoch i pierwsze podejście do Palermo nie było zbyt udane. Dopiero po wypożyczeniu do Bari zdaje się Pan wracać na właściwe tory...
 - Tak. Chciałem wyjechać zagranicę i na pewno Włochy były dla mnie, obrońcy, najlepszym miejscem, do którego mogłem trafić. I wcale nie uważam tego czasu w Palermo za zupełnie stracony. Przez te pół roku zdążyłem się oswoić z Serie A, nauczyć języka. Sporo zyskałem, ale oczywiście ważne było dla mnie, żeby grać trochę więcej i dlatego zdecydowałem się na wypożyczenie do Bari.

 - Czyli język włoski nie sprawił większych trudności?
 - W miarę szybko się go nauczyłem. Z pewnością pomogła mi w tym też znajomość języka hiszpańskiego. Oba języki są do siebie dość podobne. W Palermo opanowałem włoski i dziś nie mam problemów z komunikacją - na boisku i poza nim.

 - Bari spisuje się jednak fatalnie. Już tylko cud może uratować ten zespół przed spadkiem.
 - Bez wątpienia nasze wyniki dalekie są od oczekiwań, bo tracimy aż 12 punktów do miejsca bezpiecznego, ale pozostało nam jeszcze 11 meczów. Wszyscy są zmotywowani do walki, która będzie trwała do samego końca. Nikt  w drużynie nie wyobraża sobie, żeby ktoś już teraz się poddał, tym bardziej że dopiero zagramy ze wszystkimi zespołami, które też bronią się przed degradacją. 

 - No właśnie. W wywiadach cały czas deklaruje Pan, że bardzo wierzy w utrzymanie, z czego niektórzy mocno kpią. Bari w tym sezonie wygrało dotychczas trzy mecze, a w ostatnich kolejkach potrzebuje co najmniej sześciu, siedmiu, żeby mieć jakieś szanse...
 - Jesteśmy profesjonalistami, nie możemy się poddać. Trenerzy, zawodnicy, a przede wszystkim zarząd wierzą w pozostanie w elicie. A że nasza gra nie wygląda tak tragicznie, pokazaliśmy w meczu z Fiorentiną. Mogliśmy go spokojnie wygrać, bo byliśmy lepszą drużyną, ale nie udało się. Walczymy dalej, a że ktoś z tego kpi... Ma takie prawo. Ja myślę tylko o tym, by jak najlepiej grać, takimi komentarzami zupełnie się nie przejmuję.

 - Naprawdę krytyka mediów nie robi na Panu żadnego wrażenia? W Polsce znacznie częściej się Pana gani niż chwali, uszczypliwości pod adresem Glika są powszechne.
 - Naprawdę nie przeżywam tego, jak piszą i mówią o mnie media, bo mało w Polsce jest pupili dziennikarzy.  Czytając coś, ciągle widzi się tylko narzekanie na zawodników. Bardzo rzadko się ich chwali.

 - Wróćmy do kwestii Pana przenosin do Italii. Ani trochę ich Pan nie żałuje?
 - Absolutnie nie żałuję. Od początku nastawiałem się na transfer zagraniczny. Oczywiście na początku gdzieś jakieś wątpliwości były, ale dokładnie przemyślałem tę decyzję i na dziś uznaję ją w stu procentach za słuszną.

 - Perspektywa meczów z takimi firmami jak Milan, Inter czy Juventus była chyba dodatkową zachętą?
 - Oj, zdecydowanie tak. Starcia z takimi klubami to naprawdę wielkie przeżycie. Dlatego nawet jeśli przegramy, cieszę się, że miałem okazję zagrać przeciwko najlepszym zawodnikom na świecie i skonfrontować z nimi swoje umiejętności. Z Juventusem byliśmy bardzo blisko korzystnego wyniku, a w meczu z Interem straciliśmy bramkę dopiero w 70. minucie. Do tego momentu walczyliśmy jak równy z równym. Tak naprawdę jednak każde rozegrane spotkanie w Serie A wiele mi daje.

 - W przeciwieństwie do mediów, cały czas wierzy w Pana Franciszek Smuda. Wydaje się, że jeśli tylko będzie Pan zdrowy, znajdzie się Pan w kadrze na Euro 2012.
 - Co mogę powiedzieć? Cieszę się, że trener mi ufa. Z każdym meczem we włoskiej ekstraklasie czuję się lepszym piłkarzem. Staram się selekcjonerowi pokazywać na zgrupowaniach i udowadniać, że zasługuję na miejsce w reprezentacji. Mam nadzieję, że zostanę w niej na długi czas.

 - System trenowania i nawyki piłkarzy zagranicą mocno różnią się od tego, co jest w Polsce? 
 - Trudno mi na ten temat coś więcej powiedzieć. W Polsce nie grałem w żadnych innym klubie poza Piastem, więc nie wiem, jak się trenuje w pozostałych klubach Ekstraklasy, jak wyglądają okresy przygotowawcze i tak dalej. Cieszy mnie natomiast, że we Włoszech jest tylko jeden, letni okres przygotowawczy i potem gra się na okrągło aż do maja następnego roku. To kolejny pozytyw związany z moim wyjazdem.

 - Mówił Pan, że największe wrażenie jak dotąd zrobił na Panu Zlatan Ibrahimović...
 - Zgadza się. Jak dotąd zdecydowanie Ibrahimović najmocniej mi zaimponował. Szwed jest w zasadzie piłkarzem kompletnym, ma wszystko. Niesamowicie ciężko go upilnować. Wtedy graliśmy z Milanem w Pucharze Włoch, ale mam nadzieję, że będzie okazja się zrewanżować. Już za dwa tygodnie dojdzie do ligowego starcia Bari z drużyną "Rossonerich".

 - A co Pan powie o Javierze Pastore? Przymierza się go cały czas do Realu i Barcelony, prezes Zamparini mówi, że sprzeda go, ale za 100 milionów euro. To naprawdę aż tak kapitalny piłkarz?
 - Naprawdę. Świetny zawodnik, ale również świetny człowiek. Wielkich piłkarzy cechuje również to, że są wielcy nie tylko na boisku. Z tego, co wiem, Javier na razie nie myśli o przeprowadzce i chce zostać na Sycylii. Ale kto wie... W czasie mojego pobytu w Palermo często wychodziliśmy razem na miasto i nadal mamy ze sobą kontakt.

 - We Włoszech żyje się zupełnie inaczej niż w Polsce. Podoba się to Panu?
 - Na pewno jest tutaj inaczej. Inna kultura, inni ludzie, mający trochę inną mentalność. Palermo czy Bari to świetne miejsca do życia i również do gry w piłkę. Oba miasta są położone nad morzem i teraz właśnie mieszkam bardzo blisko niego. Daje to szczególnie dużo korzyści w okresie wakacyjnym, który pod względem pogodowym trwa tutaj już od kwietnia. Kiedy jest ciepło, można po treningach iść na plażę i nieco się zrelaksować.

Foto: Bartłomiej Kowalski - Wracając jeszcze do wątku Piasta. Nadal żywo interesuje się Pan losami tego klubu? Śledzi Pan wyniki, wydarzenia w Gliwicach?
 - Tak i to mocno. Śledzę wszystkie wydarzenia, transfery i mniej więcej wiem, co się dzieje w klubie. Oczywiście to nie to samo jak bycie na miejscu. Oglądam nieraz jakieś materiały wideo z meczów czy treningów i ogólnie ogarniam wszystkie nowości. Mam nadzieję, że jak najwięcej meczów Piasta będzie pokazywanych w TVP Sport i będę mógł je obejrzeć.

 - Gra Pan w dość oryginalnych ochraniaczach...
 - Mam ochraniacze z herbem Piasta, flagą Polski oraz z imionami mojej dziewczyny, brata, mamy i nieżyjącego już taty. Pomysł na to był prosty. W przypadku Piasta chodziło o sentyment do tego klubu. Jak wspominałem, poznałem tam wielu świetnych ludzi - tych związanych z piłką i tych spoza tego środowiska. Z większością z nich nadal jestem w kontakcie. Bardzo dobrze wspominam też kibiców i mam nadzieję, że oni również mają o mnie pozytywne zdanie. W każdym meczu zawsze do końca nas wspierali, również wtedy, gdy wyniki były słabe.

 - Czyli nie można wykluczyć, że kiedyś wróci Pan do Piasta?
 - Zdecydowanie. Chciałbym bardzo w przyszłości ponownie zagrać dla Piasta. Stadion rośnie w oczach z dnia na dzień. Niestety, dziś mogę oglądać go tylko na zdjęciach, ale po sezonie, gdy będę w Polsce, wybiorę się zobaczyć ten obiekt na żywo. Gliwice pozostały mi w sercu i z chęcią wracam do nich wspomnieniami.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się