var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: lechita.net

Marcin Kikut: Piłka jest na pierwszym miejscu. Dziewczyna o tym wie

Autor: w Poznaniu rozmawiał Rafał Sahaj
2011-03-04 00:40:35

"Jeśli chce się być dobrym piłkarzem, trzeba poświęcić wszystko dla piłki. Czasami nawet związek". Marcin Kikut, obrońca Lecha Poznań, w rozmowie z 2x45.com.pl opowiada nie tylko o piłce, ale również o... dziewczynach.

2x45.com.pl: Duża ulga. Chyba właśnie na to czekaliście po słabym meczu w Bradze? Jest wygrana z Polonią i awans do półfinału Pucharu Polski.
Marcin Kikut: Chcieliśmy się odbić i podnieść po porażce z Bragą. Udało się w lidze, udało się w pucharze. Można powiedzieć, że znajdujemy się na fali wznoszącej. Chcemy teraz kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa.

- Zdawaliście sobie sprawę, że w przypadku porażki z Polonią sezon byłby dla Was skończony?
- Na pewno sytuacja znacznie by się skomplikowała. Pozostałaby nam liga i walka o miejsce premiowane grą w europejskich pucharach. O mistrzostwo byłoby bardzo ciężko. Jesteśmy w grze. Wciąż walczymy o puchar. W lidze też powalczymy, bo czołówka gubi punkty. Na pewno nie wszystko jest jeszcze stracone.

- Jest awans do półfinału, ale to jeszcze nic Wam nie daje.
- Gramy o najwyższy cel. Awans do półfinału Pucharu Polski nie jest sukcesem. Jest tylko kolejnym krokiem do celu.

- Dużo kontrowersji odnośnie gola strzelonego przez Adama Kokoszkę. Był faul, czy jednak nie?
- Wydaje mi się, że był faul. Powtórki także to potwierdzają. „Kotor” był faulowany. Na szczęście ta bramka nie miała wpływu na awans.

- Ma Pan chyba pecha. Dwa lata temu w meczu z Udinese zaprzepaścił Pan szansę drużyny na awans, tracąc piłkę w fatalny sposób. Teraz bezmyślna czerwona kartka...
- Nie zgodzę się z panem. Nie zaprzepaściłem szansy na awans, tylko zawaliłem bramkę, która nie miała większego znaczenia. Remis również nie dawał nam wtedy awansu. Z Bragą czerwona kartka mi się nie należała. Ona też nie zaważyła na losach meczu. To było ostatnie pięć minut. W obu przypadku nie mogę brać ciężaru porażki na siebie.

- Na powtórkach widać, że w Pana zachowaniu była celowość.
- Zgoda, faul i atak był. Był spóźniony wślizg. Według wszystkich fachowców i mnie faulu na czerwoną kartkę jednak nie było.

- Chyba brakuje Panu szczęścia do zimowych meczów w europejskich pucharach. Nie ma Pan czasem pretensji do mediów, które w Pana osobie szukają winnego?
- Przede wszystkim nie czytam gazet i nie interesują mnie opinie mediów. Każdy tworzy takie artykuły, wyraża takie opinie, na jakie ma ochotę. Takie jest prawo dziennikarzy. Poznałem już życie piłkarza z dwóch stron. Z tej pozytywnej i z tej negatywnej. Wiem, że wiele jest w tym wszystkim złośliwości. Mam do tego dystans i nie interesują mnie takie opinie.

- O czym myślał Pan, wchodząc na boisko w Bradze?
- Myślałem o tym, żeby zagrać jak najlepiej i awansować. Niestety, nie udało się. Zagraliśmy mecz, który nie do końca nam wyszedł. Mimo wszystko uważam, że należy nam się szacunek za to wszystko, co osiągnęliśmy wcześniej. Ile radości przysporzyliśmy kibicom i przecież mediom również - pisały nie tylko o lidze polskiej, ale także mogły się szczycić dobrymi wynikami Lecha na europejskich stadionach. Dlatego należy nam się szacunek, a nie tylko olbrzymia fala słów krytyki po meczu z Bragą. Nie udało się, ale to nie jest żaden wstyd.

- A kiedy Pan schodził i później już w szatni?
- Żałowałem bardzo zmarnowanej szansy. Przed nami był dwumecz z Liverpoolem, ale się nie udało. To bolało najbardziej. Takie jest życie piłkarza, sportowca. Nie zawsze wszystko wychodzi nam tak, jak to sobie zakładamy.

- W Waszej grze nie było widać przekonania. Co było kluczowe, że zagraliście tak, a nie inaczej?
- Mieliśmy pewne założenia. Była określona taktyka. Przez wielu może to być odbierane, że zabrakło nam wielu elementów, w tym chęci. Tak jednak nie było. Chcieliśmy zagrać spokojnie. Sytuacja skomplikowała się, ponieważ straciliśmy szybko dwie bramki. Dlatego w drugiej połowie rzuciliśmy się do ataku.

- Taktyka trenera Bakero zaskoczyła wielu kibiców, dziennikarzy, jak i chyba Was, piłkarzy, również.
- W jakimś stopniu byliśmy na to przygotowani. Trener już wcześniej sygnalizował, że mogą być roszady, że zawodnicy mogą grać na różnych pozycjach. Nie do końca więc było to dla nas zaskoczeniem. Staraliśmy się po prostu wykonać to, czego trener od nas wymagał.

- Gdyby miał Pan się chwilę zastanowić. Marcin Kikut sprzed dwóch, trzech lat, a obecnie. Był Pan jedynie uzupełnieniem składu Lecha Poznań. Co miało wpływ na zmianę takiego stanu rzeczy?
- Przede wszystkim ciężka praca i stabilizacja zdrowotna. Były momenty, że byłem w formie i w kluczowym momencie przytrafiała się kontuzja. Musiałem budować wszystko od podstaw. Ustabilizowałem formę piłkarską. Cały czas jednak coś psuje mi zdrowie. Ciężko pracuję i myślę, że to jest jedyna recepta.

- Jest Pan niezwykle ambitny, a jednak zawsze czegoś brakuje. Pana zdaniem czego?
- Myślę, że w tym sezonie brakuje mi bramki. Są asysty, dobre występy, forma. Wciąż brakuje tej wisienki na torcie. Przed nami jednak cała runda w lidze, Puchar Polski. Myślę, że bramka w końcu się pojawi. Jednocześnie na siłę jej nie szukam. Mam określone zadania jako obrońca. Cieszę się, że gram na miarę oczekiwań trenera, co jest dla mnie najważniejsze. Również bardzo istotne, jeśli drużyna wygrywa. Jeśli tak się dzieje, to jestem bardzo usatysfakcjonowany.

- Niby piłkarz z linii defensywy, a mówi o zdobywaniu bramek. Chyba wciąż są przyzwyczajenia z czasów, kiedy był Pan napastnikiem?

- Zdecydowanie. Lubię grać do przodu, ofensywnie. Jestem jednak obrońcą, dlatego nie mogę wymagać od siebie strzelania wielu goli. Na pewno nie robię dużego ciśnienia w tym aspekcie. Oczywiście obrońcom zdarza się trafiać do siatki. W tym sezonie miałem okazję grać również jako pomocnik. Zobaczymy. Najważniejsze jest, aby wypełniać założenia taktyczne. Grać tak, jak oczekuje tego trener.

- Lech zdobywający mistrzostwo Polski i sprawiający niespodzianki w europejskich pucharach to szczyt Pana możliwości?
- Nie wiem. To się okaże, kiedy zakończę przygodę z piłką. Mam nadzieję, że nie. Przede mną lata gry. Chciałbym jeszcze więcej. Z tym jednak bywa różnie. Życie pisze różne scenariusze. Póki co za nami fajny rok 2010 i wciąż wiele wyzwań. Mam nadzieję, że to przyniesie również sukcesy.

- Ma Pan w tym względzie plany, marzenia, ambicje? Całą karierę spędził Pan w Wielkopolsce. Chyba nie należy Pan do ludzi lubiących zmiany?
- Nie, nie zmieniam nic, jeśli jest mi dobrze. Tak było we Wronkach, tak jest w Poznaniu. Chcę wypełnić kontrakt. Okaże się, co będzie dalej. Będę walczył dla Lecha o najwyższe cele.

- Jeszcze jako piłkarz Amiki powiedział Pan kiedyś w wywiadzie, że nie szuka związku, ponieważ chce Pan koncentrować się wyłącznie na piłce. A związek mógłby to nieco skomplikować. Coś się zmieniło w tym względzie?
- Wtedy byłem młody i rzeczywiście koncentrowałem się wyłącznie na piłce. Jak się okazało, to nie było błędem. Jestem starszy piłkarsko, ale wciąż młodym mężczyzną. Mam dziewczynę od trzech lat i jestem bardzo szczęśliwy.

- Ktoś kiedyś powiedział: jeśli chcesz być dobrym piłkarzem, zapomnij o dziewczynach.

- Myślę, że to nie jest do końca trafne. Przede wszystkim jeśli chce się być dobrym piłkarzem, trzeba poświęcić wszystko dla piłki. Czasami nawet związek. Jeśli dziewczyna potrafi to zrozumieć, to znaczy, że jest tą odpowiednią dla piłkarza. Ze swojej strony też daje jej wiele ciepła, którego potrzebuje. Piłka to całe moje życie. Od dzieciństwa. I druga połówka musi to uszanować.

- Poświęciłby Pan piłkę dla dziewczyny?
- Nie, nie. (śmiech) Piłka to największa moja miłość. I ona o tym wie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się