var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: lechia.pl - oficjalna strona Lechii Gdańsk

Maciej Makuszewski dla 2x45: Nie było chemii z Machado, ale konfliktu też nie

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2014-10-09 03:54:05

- Moim zdaniem decyzja o rozstaniu z Sadajewem była zbyt pochopna. Nadal uważam, że to jeden z najlepszych piłkarzy Ekstraklasy - mówi dla 2x45.info skrzydłowy Lechii Gdańsk, Maciej Makuszewski.

2x45.info: - Wygraliście z Cracovią, ale do gry nadal można mieć dużo zastrzeżeń. Broni was tylko wynik.
Maciej Makuszewski
: - Uważam, że pierwsza połowa była bardzo dobra i widowiskowa w naszym wykonaniu. Graliśmy wysokim pressingiem, stwarzaliśmy sytuacje. Może podeszliśmy do tego zbyt optymistycznie, ruszyliśmy na hurra i nie rozłożyliśmy sił na całe spotkanie. Przez to po przerwie było słabiej.

- Zdaje się, że wyrastasz na jednego z liderów zespołu. Mobilizujesz kolegów, przybijasz ze wszystkimi piątki. Duża różnica w porównaniu do czasów z Jagiellonii...
- Świetnie się czuję w Gdańsku, mam wsparcie partnerów z zespołu, kibiców, rodziny, narzeczonej. Zaaklimatyzowałem się na sto procent, bardzo podoba mi się miasto i cała otoczka. Lechia ma wszystko, żeby być jednym z największych klubów w Polsce. Chcę być częścią tego projektu.

- Poznałeś już wszystkich nowych kolegów? Latem do drużyny przyszło dwudziestu piłkarzy.
- (śmiech) Wiem, że dużo się pisze o liczbie transferów, ale trochę mnie to dziwi. Wiadomo było, że w klubie dojdzie do rewolucji. Przyszło wielu zawodników, ale to przeważnie nie są transfery definitywne i długoterminowe kontrakty, tylko wypożyczenia. Jeśli ktoś pokaże swoje możliwości, klub zapewne będzie mógł go wykupić. Ci piłkarze walczą o własną przyszłość, są zmobilizowani. Sądzę, że to całkiem niezłe rozwiązanie, zwłaszcza że mówimy raczej o zawodnikach sprowadzanych z czyjejś rekomendacji i polecenia, których sama Lechia zbyt wnikliwie wcześniej nie obserwowała. Jeśli takich graczy od razu by pozyskiwano na kilkuletnich umowach, później byłby problem, gdyby się nie sprawdzili. A tak ryzyko jest raczej niewielkie.

- Rośnie nerwowość w drużynie, że nadal nie wiecie, kto na dłużej będzie waszym trenerem?

- Nie, absolutnie nie. Na dziś pierwszym trenerem jest dla nas Tomek Unton, a jego asystentem Maciej Kalkowski. Dobrze się z nimi współpracuje, od pierwszego dnia znaleźliśmy wspólny język. Mieliśmy już z nimi styczność, bo wcześniej pomagali Michałowi Probierzowi i Ricardo Monizowi. Pod ich wodzą w dwóch meczach zdobyliśmy cztery punkty i moglibyśmy z nimi współpracować dłużej. Co wydarzy się na górze, w zarządzie, to już od nas nie zależy, więc nie zaprzątamy sobie niepotrzebnie głowy.

- Jak będziesz wspominał Quima Machado? Podobno między nim a zespołem nie układało się najlepiej?

- Nie ma co ukrywać: nie było dużej chemii z tym trenerem, ale też nie było konfliktu. Chcę to wyraźnie podkreślić. Ja i zapewne nikt z drużyny nie ma do niego żalu czy pretensji. Po prostu miał swój pomysł, do którego chciał przekonać drużynę. Nie podjął się łatwego zadania, bo dostał pod opiekę wielu piłkarzy, z których musiał wyselekcjonować skład. Może zabrakło trochę czasu, może nie. Trudno mi stwierdzić, nie jestem trenerem. Szanuję Quima Machado, rozstaliśmy się w zdrowej atmosferze. Szczerze mówiąc, byliśmy zaskoczeni, że został zwolniony. Po meczu z Ruchem Chorzów normalnie pojawił się na treningu i rozmawialiśmy o planach na następny tydzień. Dzień później zarząd mu podziękował. Bardziej dowiedzieliśmy się o tym z mediów, bo zwolniono go jeszcze przed naszym przyjściem na zajęcia, które poprowadził już trener Unton.

- Mówisz, że miał swoje pomysły, ale brzmi to tak, że wy ich nie "kupiliście". O co chodziło?
- Nie ma sensu tego rozdrapywać. Niech to zostanie w szatni.



- Twoja forma w Lechii eksplodowała niemal od razu przyjściu Ricardo Moniza. To chyba nie był przypadek.

- Nie był. Z jednym pracuje się lepiej, z innym gorzej. Monik okazał się pierwszym przypadkiem. Od początku stawiał na ofensywę, co mi bardzo odpowiadało. Ucieszyłem się, gdy przekazał nam, jaką taktyką będziemy grali. Potrafił też zaszczepić w nas dużą wiarę we własne umiejętności. Potrzebowaliśmy tego. Odpaliliśmy i szkoda, że ta współpraca dość szybko się zakończyła.

- Byłeś bardzo rozgoryczony, gdy odszedł.
- Nie ukrywam, że po udanej końcówce poprzedniego sezonu dostałem dużo ofert i miałem z czego wybierać. Podpisałem jednak dłuższy kontrakt z Lechią, a głównym powodem była właśnie perspektywa rozwoju, którą Moniz mi gwarantował. Miałem przekonanie, że z nim pójdziemy jeszcze mocniej do przodu. Zakończyliśmy rozgrywki na czwartym miejscu, to historyczne osiągnięcie Lechii. Wierzyłem, że po zapowiadanych wzmocnieniach, z tym trenerem będziemy w pierwszej trójce i na tym fajnym stadionie pokażemy się w europejskich pucharach.

- Jest temat powrotu Moniza do Lechii.
- Jakoś nie za bardzo wierzę, że to realny scenariusz. Chyba mowa o zwykłej plotce. Mam wątpliwości, czy sam Moniz chciałby wrócić. Jego odejście do dziś jest trochę zagadkowe. Jeszcze przed samym rozjechaniem się na urlopy rozmawialiśmy i wszystko wydawało się ok, wkrótce zaczynamy nowy sezon. Po kilku dniach gruchnęła wieść, że odchodzi bo ma problemy rodzinne. Zaraz potem jednak podpisał kontrakt w Monachium... Dziwna sytuacja. Nie wiem, jak naprawdę było, ale jeżeliby wrócił, na pewno bym się nie obraził. Na razie trenerem jest Tomasz Unton i każdy jest z tego faktu zadowolony.

- Mieliśmy rozmawiać po Pucharze Polski, ale skompromitowaliście się ze Stalą Stalowa Wola, mimo dość mocnego składu. Tłumaczy was tylko to, że zlekceważyliście rywala?
- Nie zlekceważyliśmy, naprawdę. Byliśmy w takim położeniu, że potrzebowaliśmy jakiegokolwiek zwycięstwa, nawet takiego. Doszło do kompromitacji, nie można tego nazwać inaczej, jeśli ekstraklasowiec przegrywa z drużyną grającą dwie klasy niżej. Uwierz mi jednak, że z takimi przeciwnikami często gra się najgorzej. Ruch Chorzów też odpadł i to z trzecioligowcem...

- I jego też może tłumaczyć wyłącznie zlekceważenie Ostrovii. Jeśli nie, to zostaje tylko teza, że w gruncie rzeczy nie ma większej różnicy w umiejętnościach, co jednak brzmi absurdalnie.

- Wiele zależy również od dyspozycji dnia, czasami masz dużego pecha. Rywal raz kopnie piłkę w pole karne i wpada mu do siatki, a my mieliśmy mnóstwo sytuacji, słupki, poprzeczki, parady bramkarza i nic. Potem Stal strzeliła drugiego gola, stanęła na linii pola karnego i po wszystkim. Nie ma dziś drużyn, które zupełnie nie potrafią grać. Mamy wyższe umiejętności, mieliśmy obowiązek wygrać, ale trudno. Stało się, czasu nie cofniemy. W Zabrzu dostaliśmy pozytywny impuls, to już była inna drużyna.

- Zaur Sadajew w niemiłej atmosferze odszedł do Lecha. Nie czujesz, że po części to też twoja porażka, bo Czeczen przyszedł do Lechii dzięki twojej rekomendacji?
- Nie czuję. Nadal uważam, że Zaur jest jednym z najlepszych piłkarzy Ekstraklasy. Chyba nikt nie będzie polemizował, bo już wiele razy udowodnił, że grać potrafi. W Lechu też sobie radzi. W debiucie wypadł słabo - jak cały zespół - ale z Zawiszą grał pierwsze skrzypce. Jestem przekonany, że sprawdzi się w Poznaniu i żałuję, że od nas odszedł. Wiem, że czasami ma problemy z emocjami, gromadzi w sobie za dużo agresji i przez to podejmuje głupie decyzje, ale jako piłkarz dawał dużo jakości. Nie wiem, czy odszedł z woli trenera czy władz klubu. Po tej czerwonej kartce wszyscy byliśmy na niego źli, jednak moim zdaniem decyzja o rozstaniu była zbyt pochopna.


 

PODYSKUTUJ NA FORUM 2x45 


2x45 na
    2x45 na  

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się