var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Maciej Gilewski/jagiellonia.pl

Tomasz Kupisz: Polscy piłkarze nie są mniej profesjonalni od angielskich

Autor: Tomasz Kupisz
2010-11-14 10:15:34

- Nigdy nie spotkałem się z tym, aby piłkarz balował dzień przed meczem i nigdy tego nie powiedziałem. Moje wypowiedzi zostały podkoloryzowane przez "Przegląd Sportowy" i "Super Express" - tłumaczy na naszych łamach pomocnik Jagiellonii, Tomasz Kupisz. 20-letni skrzydłowy, do niedawna występujący w Wigan Athletic, dzieli się swoimi wrażeniami na temat podejścia do swoich obowiązków graczy polskich i angielskich. Czy nasi zawodnicy naprawdę powszechnie lekceważą kwestie treningów i prowadzenia się, a na Wyspach takie przypadki należą do rzadkości? Przeczytajcie!

Witam czytelników 2x45.com.pl. Na początku chciałbym ostrzec, że to mój pierwszy artykuł także proszę o wyrozumiałość.

Swoją piłkarską przygodę, bo jak na razie trudno mówić o karierze,  zaczynałem w Juniorze Radom, a stamtąd przeniosłem się do KS Piaseczno, w którym grałem przez dwa i pół roku. Występy w reprezentacji juniorskiej i piaseczyńskim klubie pozwoliły mi rozwinąć się na tyle, że udało mi się wyjechać do klubu angielskiej Premier League, którym było Wigan Athletic. Spędziłem w nim trzy i pół roku.

Pobyt w Anglii wiele mnie nauczył. Miałem od kogo brać przykład. Mogłem trenować z takimi zawodnikami jak Emile Heskey , Mario Melchiot, Hugo Rodallega czy Charls N’Zogbia. Każdy z nich posiada niesamowity talent, ale nie tylko oni zachwycali mnie swoimi umiejętnościami. Większość z zawodników miało to „coś”, które pozwalało im na grę w moim zdaniem najlepszej lidze świata.

Większość piłkarzy Wigan bardzo profesjonalnie podchodziło do swojego zawodu, a chyba największe wrażenie zrobili na mnie tacy zawodnicy jak wspomniani Heskey i Melchiot, a także Erik Edman czy Chris Kirkland. Oczywiście zdarzali się też ci, którzy różnie podchodzili do swojego zawodu. Tych najbardziej profesjonalnych graczy charakteryzowało to, że przed każdym treningiem stawiali się w klubie godzinę przed wcześniej. Najpierw jedli śniadanie, a potem przechodzili do siłowni, by trenować te partie mięśni, które wymagały wzmocnienia. Do każdego ćwiczenia podchodzili bardzo sumiennie i uważali na szczegóły, często też podpowiadali młodszym zawodnikom jak odpowiednio wykonywać dane zadanie.
 
Po siłowni i rozgrzewce przechodzili do normalnego treningu, w którym zawsze pracowali na sto procent, nie skąpiąc przy tym rad mi i Tomkowi Cywce, który był w Wigan cztery lata. Zaraz po zakończeniu  treningu mieliśmy kilkanaście minut dla siebie i mało kto ten czas marnował. Niektórzy ćwiczyli stałe fragmenty gry, inni do znudzenia powtarzali krótkie lub długie podania oraz strzały na bramkę, kolejni wracali do siłowni i rozciągali się po sesji, a jeszcze inni szli na odnowę. Nie wszyscy byli tacy sumienni. Część z chłopaków po prostu brało prysznic i pakowało się, ale Melchiot, Edman czy Kirkland zawsze zostawali kilkanaście minut po treningu, choćby tylko po to, aby pograć ze mną i „Cywą” na dwa kontakty. Szczerze mówiąc to 3/4 zawodników zostawało w klubie po zajęciach na dodatkową godzinę, a zdarzało się, że i dłużej. Warty uwagi jest również fakt, że każdy z kontuzjowanych oprócz zabiegów przeprowadzanych przez masażystów, dostawał program indywidualny, do którego stosował się z dużą starannością. Dla własnego dobra.
 
Nigdy nie zaglądałem w talerz kolegom po fachu, ale kiedyś przed meczem z Newcastle bardzo rzuciło mi się w oczy, że niektórzy z nich jedli bardzo dużo i nie zwracali uwagi, co w ogóle przyjmują do ust. To był dla mnie lekki szok. Chciałbym się jednak odwołać tutaj do wywiadów z „Przeglądu Sportowego” i „Super Expressu”, gdzie moje słowa zostały podkoloryzowane i przekręcone. Nigdy nie spotkałem się z tym, aby piłkarz balował dzień przed meczem i nigdy tego nie powiedziałem. Uważam, że większość zawodników starannie dobierała sobie dietę, ale jak wszędzie zdarzały się również wyjątki, których trudno nie było zauważyć. Jak okazało się później podczas kolejnych wyjazdów, ci sami zawodnicy zachowywali się podobnie, a więc to nie jest tak, że na Zachodzie absolutnie wszyscy są godnymi przykładu zawodowcami i podchodzą do swoich obowiązków z należytą powagą. Tam również zdarzają się niechlubne przypadki.

W Anglii spotkałem wielu ludzi, od których mogłem nauczyć się profesjonalizmu i bardzo cenię sobie, że mogłem z niektórymi grać w Wigan i czerpać od nich wzorce. Po prawie czteroletnim pobycie na Wyspach podpisałem kontrakt z Jagiellonia Białystok. Wcześniej nie miałem styczności z polską piłką na seniorskim poziomie. Zaliczyłem ledwie kilka występów w drużynie z Piaseczna, ale tak naprawdę nigdy nie miałem możliwości trenowania z seniorami w naszym kraju.
 
Przed pierwszymi treningami w „Jadze” byłem bardzo ciekawy, jak prowadzą się ci najlepsi i dziś mogę już stwierdzić, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. W wielu gazetach ukazywały się artykuły, że polski piłkarz głównie pije, nie przykłada się do treningów i nie podchodzi do swojego zawodu profesjonalnie. To stereotyp.
 
Jeśli chodzi o mnie, na trening zawsze staram się przyjeżdżać kwadrans przed zbiórką, którą mamy zawsze pół godziny przed zasadniczym treningiem, by spokojnie przygotować się do zajęć. Niestety nie mamy do dyspozycji siłowni, ale i tak dla wielu zawodników, którzy stawiają się jeszcze wcześniej ode mnie, nie stanowi to przeszkody. Pracują już w szatni przed treningiem - jedni się rozciągają, inni ćwiczą na gumach czy piłce. Warunki nie są wymarzone, ale gdy nie boisz się pracy, po prostu robisz swoje.
 
Na treningach każdy pracuje sumiennie, a trener Michał Probierz zawsze mówi nam o różnych przydatnych szczegółach. Podczas gierek musisz angażować się jak podczas meczu, inaczej nie masz nawet co liczyć na podstawowy skład. W miarę możliwości większość drużyny zostaje po zajęciach i pracuje nad swoimi słabszymi stronami. I naprawdę nie jest tak, że ktoś nam każe. To czysta przyjemność.
 
Nigdy też nie spotkałem się, żeby ktoś w Polsce przyszedł na trening po alkoholu, albo było po nim widać, że mocno imprezował ostatniej nocy. Moim zdaniem nie jest wcale tak źle jak niektórzy uważają i większość po prostu znacznie wyolbrzymia sytuację. Wielokrotnie ludzie pytali mnie o Kamila Grosickiego: dlaczego nie zawsze  gra w podstawowym składzie, że podobno zabalował, podpadł trenerowi i tak dalej. A to zwykłe plotki, bo ja mam z nim styczność na co dzień i wiem, że pracuje równie intensywnie jak reszta. Jeśli Kamil miał kiedyś problemy z prowadzeniem się, na pewno należą już one do przeszłości.
 
Krótko mówiąc, do tej pory mogłem trenować zarówno w Anglii jak i w Polsce, dzięki czemu  wiem, że na pewno nie jest tak, że Anglicy to sami wielcy profesjonaliści, a Polacy to głównie lenie. Tak jak i w Wigan, także w „Jadze” są wyjątki, ale większość drużyny podchodzi do swojego zawodu z pełnym profesjonalizmem i przykłada się do pracy na treningu każdego dnia. Różnica jest taka, że w Polsce niestety nie ma takich możliwości jakie są na Wyspach, ale tak jak wcześniej wspomniałem: ci, którzy się pracy nie boją i chcą się rozwijać, zawsze znajdą na to sposób.

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Do następnego razu.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się