var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: lechia.pl - oficjalna strona Lechii Gdańsk

Michał Mak dla 2x45: Pępowina w rodzinie oficjalnie zostaje przecięta

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2015-07-04 03:36:05

- Jagiellonia była poważnie zainteresowana. Dzwonił do mnie trener Michał Probierz, rozmawialiśmy, namawiał do transferu. Lechia jednak przyspieszyła i w dwa dni wszystko sfinalizowaliśmy - mówi dla 2x45.info nowy skrzydłowy Lechii Gdańsk, Michał Mak.

Przemysław Michalak (2x45.info): - Wiadomo, że transfer do Lechii to dla ciebie awans sportowy i finansowy. Miałeś jednak iść do Jagiellonii Białystok...
Michał Mak:
- Nie ukrywam, że było duże zainteresowanie ze strony "Jagi", ale finalnie to Lechia okazała się najbardziej konkretna. Transfer sfinalizowaliśmy w dwa dni, szybko i konkretnie. Nie wahałem się, przeszedłem testy medyczne i podpisałem kontrakt.

 - Zdążyłeś się wcześniej nastawić, że odchodzisz do Jagiellonii?
 - Były takie myśli. Dzwonił do mnie trener Michał Probierz, rozmawialiśmy, namawiał do transferu. Lechia jednak też od dłuższego czasu mnie chciała i w ostatnim czasie temat znacznie przyspieszył. Co najważniejsze, porozumiały się kluby. Nie wiem, czy z Białegostoku nadeszła potem konkretna oferta.

 - Bałeś się, że zostaniesz na kolejny sezon w I lidze?
 - Trochę tak, przyznaję. Co pół roku były zawirowania związane z odejściem moim lub mojego brata i nic z tego nie wychodziło. Cieszę się, że teraz mój agent Daniel Weber wszystko dopiął i przechodzę do poważnego klubu, który ma zamiar walczyć w Polsce o najwyższe cele. Właśnie do zespołu z takimi aspiracjami chciałem trafić. 

 - Sentyment do Bełchatowa sentymentem, ale drugi sezon na zapleczu Ekstraklasy chyba by cię przyblokował.
 - Na pewno. Nie jestem już najmłodszym zawodnikiem, mam 24 lata i każda runda jest niezwykle istotna. To był optymalny moment na krok do przodu. W Lechii spotkam wielu świetnych piłkarzy, od których chciałbym się sporo nauczyć. Otwieram nowy rozdział.

 - Wreszcie pograsz przy większej ilości kibiców.
 - No nie ma co ukrywać, na Lechię chodzi znacznie więcej ludzi, a presja i zainteresowanie mediów są dużo większe. Będzie okazja, żeby bardziej się pokazać. W Bełchatowie piłka znajdowała się na drugim planie, zawsze rządziła tam siatkówka i odczuwaliśmy to na trybunach. Teraz wymagania się zwiększają i to mnie rajcuje. 

 - W GKS chyba nikt nie miał złudzeń co do twojej przyszłości. Już zimą mówiłeś nam wprost, że chcesz odejść.
 - Od dłuższego czasu przyznawałem, że myślę o zmianie otoczenia. W Bełchatowie przestałem robić postępy, a jak mówiłem, każde pół roku jest istotne. Zimą nie odszedłem, bo rozegrałem słabą rundę. Cieszę się jednak, że dziś Lechia mi zaufała.

 - W klubie nie mieli pretensji, że tak otwarcie mówiłeś o swoich planach?

 - Nie. Stawiałem sprawę jasno, ale skoro zostałem na wiosnę w Bełchatowie, nadal dawałem z siebie wszystko. Nie było wielkiej tragedii. 

 - Jak oceniasz swoją formę w ostatnim sezonie? Strzeliłeś tylko dwa gole, ale z dziesięcioma asystami byłeś na podium wśród najlepiej podających...
 - Martwi mnie brak goli. Dwie bramki to jak na piłkarza na mojej pozycji bardzo mało. Asysty cieszą, jednak solą futbolu są gole. Liczę, że w Lechii rozkręcę się ze strzelaniem i oczywiście nie przestanę asystować.

 - Czyli nie należysz do tych, którzy mówią, że asysta sprawia tyle samo radości co bramka?
 - Każdy gra po to, żeby trafiać do siatki, nawet obrońcy. Nic nie daje tyle radości co gol i twoje nazwisko przy nim, choć asysty też dają jakąś satysfakcję.

 - Dodawałeś sobie presji po kolejnych meczach bez bramki?
 - Starałem się od tego odcinać. Czasami brat i koledzy docinali mi, pytając, kiedy w końcu strzelę, ale nie przejmowałem się. Wyszło jak wyszło. Liczę, że w Lechii będę bardziej skuteczny.

 - Największą nowością będzie dla ciebie gra bez brata.
 - Pępowina w rodzinie oficjalnie zostaje przecięta. Teraz już nie będę oglądał twarzy brata zaraz po przebudzeniu. Kiedyś ten moment musiał nadejść. Bliźniacy też w końcu muszą pójść osobnymi ścieżkami, co pokazują losy braci Brożków czy Żewłakowów. Przygotowywaliśmy się do tego, każdy gra o swoje nazwisko. Trzymam kciuki za szybki powrót Mateusza do gry. Niech wróci do formy i w grudniu przejdzie do Ekstraklasy, bo tam jest jego miejsce.

 - Który spadek z Bełchatowem bolał bardziej?
 - Ten drugi, bo tu już dużo więcej zależało ode mnie, miałem znacznie większy udział. W pierwszym sezonie zacząłem grać dopiero w końcówce. Dziś czuję się odpowiedzialny. Niezrozumiałe, jak można zakończyć pierwszą rundę na czwartym miejscu i jednak się nie utrzymać... Mocno to boli, katastrofa, możemy się wstydzić. Piłka uczy, że jednym dobrym półroczem nic nie ugrasz, liczą się obie rundy. Jesienią wszyscy nas chwalili i być może to nas trochę uśpiło. 

 - Chyba nie wytłumaczysz wszystkiego odejściem Arkadiusza Malarza do  Legii?
 - Na pewno była to duża strata, ale nie możemy się tym usprawiedliwiać. W szatni Arek był jednym z liderów, a nie jak czytam gdzieniegdzie, jedynym liderem. Miał szacunek u wszystkich. Nie zastąpili go jednak ludzie przypadkowi. Emilijus Zubas i Dariusz Trela potrafią bronić, są bramkarzami na miarę Ekstraklasy.  

 - Ale najwyraźniej atmosfera się u was pogorszyła, zwłaszcza że podobno kilku zawodników wybrało zły moment na imprezy. Piję do odsunięcia czwórki weteranów po powrocie Kamila Kieresia.
 - Moim zdaniem atmosfera cały czas była dobra, do mediów wychodziły nieprawdziwe informacje. Nastroje w drużynie budują wyniki. Jak przegrywasz mecz za meczem, trudno chodzić wiecznie uśmiechniętym i udawać, że nic się nie dzieje. Ale paczka niezmiennie pozostawała zgrana. 


KONKURS 2x45.info i EXPEKT.COM - kliknij TUTAJ!

2x45 na
    2x45 na  

 

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się