var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: fcthun.ch

Wymyślony przez kibiców transfer do Legii cytowany niemal wszędzie. Twitter coraz częściej pułapką

Autor: Przemysław Michalak
2016-01-08 02:19:35

W ciągu ostatnich kilkunastu godzin polski internet obiegła informacja, że bliski przejścia do Legii Warszawa jest lewy obrońca FC Thun, Andreas Wittwer. Okazało się, że to bzdura wyssana z palca od A do Z, którą wymyślili dla zabawy kibice z LegiaSzyderców.

Schemat działania był prosty. Trzeba było przemycić info z wiarygodnie wyglądającym kandydatem. Wittwer pasował idealnie: grał na pozycji wymagającej wzmocnienia, jego kontrakt wygasał w czerwcu, nie był ani wielką gwiazdą, ani jakimś ewidentnym ogórkiem. Na dodatek razem z Aleksandarem Prijoviciem występował w reprezentacji Szwajcarii U-21, więc można było przekonywać, że poleca swojego kolegę przy Łazienkowskiej.

Potem wkręcono z ekskluzywnym info trzy osoby, które mogły przekazać wieść do szerszej publiczności, wypuszczono tajemniczy wpis "zorientowanego" na Wykopie, pojawiły się pierwsze wpisy na Twitterze. Karuzela ruszyła, nie dało się jej zatrzymać.  

Jako pierwszy plotkę usankcjonował igol.pl. - Rozmawiałem z osobą związaną z Legią i ona nam to potwierdziła - tłumaczy 2x45 dziennikarz, który napisał tekst na wspomnianym portalu. W podobny sposób newsa ze źródła "własnego" piórem Samuela Szczygielskiego stworzyła pilkanozna.pl. W oparciu o ten tekst plotkę cytowało już wiele najbardziej znanych portali, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Rewelacje te dotarły nawet do szwajcarskich mediów, a Legia.net zapytała o wszystko agenta Wittwera. Oczywiście zdecydowanie zaprzeczył.

Co do Szczygielskiego, pokazał klasę i absolutnie nie uciekał od odpowiedzialności.

Czego nas ta historia uczy? Po pierwsze, że z pogoni za wyróżnieniem się poprzez ekskluzywną informację transferową - a nie czarujmy się, wszystkim na niej zależy - można łatwo się zapomnieć. Całe zamieszanie wzięło się właśnie z tego, że dwa źródła z sieciowej plotki stworzyły informację własną. To był klucz. Inni już tylko się powoływali, więc są usprawiedliwieni. Odpowiedzialność zawsze ponosi redakcja wypuszczająca newsa. W środę o Wittwerze tylko huczał Twitter, dlatego pominęliśmy to w przeglądzie Ekstraklasy, ale gdy już ktoś wziął za to odpowiedzialność i nic by się nie wydało, na pewno wspomnielibyśmy o tym w czwartkowym przeglądzie. Przy plotkach transferowych interesuje nas tylko, czy jest ona ciekawa. Jej wiarygodność to sprawa drugorzędna. Warunek jest jeden - musi być konkretne źródło, bo w razie czego ono spija śmietankę lub zbiera baty. Oczywiście można w miarę możliwości próbować weryfikować, jednak dziś w zalewie informacji nie sposób tego robić w większości przypadków.   

Kiedyś sami daliśmy się nabrać na fejkowe konto rzekomego agenta na Twitterze i zacytowaliśmy informację (nie stworzyliśmy informacji własnej) o możliwym transferze jakiegoś Latynosa do Legii. Od tej pory mocniej pilnujemy się z ploteczkami, które krążą wyłącznie po sieci w drugim obiegu, a nikt renomowany się do nich nie przyznaje. Co innego, jeżeli tylko na TT napisze coś np. Mateusz Borek. Wtedy wiadomo, że raczej ma to ręce i nogi.

Kibice już nie raz i nie dwa próbowali zakpić sobie ze złaknionych sensacji dziennikarzy. Najlepszy przykład pochodzi z 2009 roku, gdy "Fakt" dał się nabrać na żart kolegi naszego kolegi, który wymyślił, że Stephen Appiah przejdzie do Wisły Kraków. Wtedy Twitter dopiero raczkował, zatem rolę przekaźnika pełniło oblegane forum "Białej Gwiazdy". Stworzono wyglądający na profesjonalny i merytoryczny news o słynnym Ghańczyku, rybka połknęła haczyk i zaczęło się. "Fakt" cytowało wiele portali, ale one już oczywiście nie były niczemu winne. Później trzeba było się rumienić ze wstydu.

Podobne próby mamy w każdym okienku i można zakładać, że co jakiś czas komuś uda się nabrać media na dużą skalę. Z jednej strony jest to pokazanie pewnego zapętlenia, do którego dotarliśmy w XXI wieku, ale z drugiej dochodzimy do wniosku, że niektórzy chyba naprawdę się nudzą.

Zaciekawiła nas jeszcze jednak rzecz. LegiaSzyderców pisze: "Chcieliśmy szerzej opisać całą naszą prowokację, ubrać ją w słowa. Opisać mechanizm, którym posługują się menedżerowie piłkarzy, walczący o nowe, wyższe kontrakty dla swoich zawodników. O roli podrzędnych dziennikarzy. Oraz o roli dziennikarzy z szanowanych tytułów prasowych, którzy nierzadko w porozumieniu z menedżerami a często wyłącznie dla wypracowania planu „klikania” i wierszówki rezygnują z rzetelnego informowania na rzecz publikowania plotek". Całość TUTAJ

Z ręku na sercu, a kogoś tam w środowisku znamy i co nieco wiemy - nigdy nie słyszeliśmy o takich historiach i naprawdę trudno nam sobie wyobrazić, żeby jakiś dziennikarz celowo pod nazwiskiem publikował z góry fałszywą informację, bo tak go poprosił jakiś agent. Jeżeli już w ogóle może do czegoś takiego dochodzić, to chyba tylko na rynku lokalnym, wśród mało znanych redaktorów, mało znanych piłkarzy i mało znanych agentów.  

Tak czy siak transfery to jeden z tych elementów piłki, który prawie wszystkich najbardziej ekscytuje. Widać to zawsze po statystykach odsłon. Czasami krótki news transferowy na trzy akapity ma znacznie lepszą oglądalność niż ambitny wywiad, nad którym pracowało się tydzień. Znak czasów, ale chyba pozostaje się z tym pogodzić, tworząc i jedno, i drugie...


2x45 na
    2x45 na  

 

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się