var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Cezary Wilk: Boukhari najweselszy z nowych

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2010-11-16 15:36:47

Cezary Wilk latem zamienił Koronę Kielce na Wisłę Kraków i nie żałuje. Gra regularnie, choć rzadko po 90 minut, strzelił już dwa gole i mimo słabego początku całej drużyny ma realne szanse na mistrzostwo kraju. W rozmowie z 2x45.com.pl 24-letni pomocnik opowiada o nowych piłkarzach Wisły z całego świata, niedawnym kryzysie i kilku innych rzeczach.

2x45.com.pl: - Na początek o pogromie Legii. "Biała Gwiazda" była taka mocna, czy rywale tacy słabi?
Cezary Wilk:
- Dość trudne pytanie. Podsumowując sam mecz trzeba stwierdzić, że kibice obejrzeli dobre widowisko dzięki obu stronom. Wynik na pierwszy rzut oka mówi co innego, jednak ten, kto oglądał spotkanie doskonale zdaje sobie sprawę, że mogło się ono potoczyć zupełnie inaczej. Skończyło się 4:0 dla Wisły, bo wykorzystaliśmy prawie wszystkie stworzone sytuacje. Legia tak skuteczna nie była, także myślę, że nie można mówić ani o fantastycznym występie Wisły, ani o fatalnym Legii. 

 - Możemy powiedzieć, że wracacie na właściwe tory? Punktów cały czas przybywało, ale dopiero teraz gra tez spełniała oczekiwania.
 - Przede wszystkim wynik był teraz taki, jak kibice pewnie sobie wyobrażali. Co do samej gry, trener Robert Maaskant ma jeszcze pewne zastrzeżenia i przez te trzy pozostałe jesienne mecze będziemy starali się o dalsze postępy. Później czekają nas przygotowania do wiosny. Będziemy chcieli wtedy wypaść jeszcze lepiej.

 - Co do tych zastrzeżeń, bardziej chyba chodzi o defensywę?
 - Są uwagi zarówno dotyczące prowadzenia gry jak i naszej postawy w obronie. Każda formacja ma jeszcze nad czym pracować. Trochę tego jest.

 - Trener zapewne był zły, że Legia stworzyła sobie sporo sytuacji w piątkowym meczu?
 - Tak, jeśli brać pod uwagę tylko to spotkanie, na pewno w tym względzie można się przyczepić. Legia kilka okazji wypracowała i mogła zdobyć więcej niż jedną bramkę. Musimy zwracać na to uwagę, bo nie zawsze szczęście będzie nam tak dopisywało we własnym polu karnym. 

 - Zaczął Pan mecz na ławce, niespodziewanie zagrał Tomas Jirsak, ale koniec końców mógł Pan być zadowolony. Mocne wejście, gol na 4:0, stanowiący zapewne miłą niespodziankę...
 - Czy ja wiem, czy z Jirsakiem było aż takie zaskoczenie? W Wiśle jest naprawdę dużo zawodników, każdy prezentuje wysoki poziom, więc trener ma z czego wybierać. Akurat postawił na Tomasa i ten wypadł świetnie, zaliczył piękną asystę.  Ktoś raz zagra słabiej i szansę otrzymuje inny piłkarz, tylko na to czekający. Normalna kolej rzeczy. A odnośnie mojego wejścia. Zawsze, gdy wchodzisz z ławki, zwłaszcza przy wyniku 3:0, chcesz na boisku zrobić coś fajnego, pożytecznego, co sprawi dużo radości i mi się udało. Bramka trochę przypadkowa, zdobyta po dobitce, jednak bardzo cieszy.

 - Nie jest Pan typem pomocnika, który zawsze oddaje po pięć strzałów w meczu, jak choćby Ariel Borysiuk, a tych goli ostatnio trochę zalicza. W poprzednim sezonie cztery dla Korony, dla Wisły już dwa.
 - Akurat uważam, że choćby w tej kwestii mogę jeszcze sporo zmienić na lepsze. Powinienem częściej próbować zaskakiwać bramkarzy przeciwników. Gole w Wiśle strzelałem dość szczęśliwe, po wcześniejszych uderzeniach kolegów, ale musiałem znaleźć się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. 

 - A co się działo z Wisłą wcześniej? Tylko mecz z Lechią oglądało się przyjemnie. Za dużo zmian naraz, zbyt wielu nowych piłkarzy z różnych stron świata? 
 - Oczywiście, że to miało znaczący wpływ. Znaczna część drużyny była nowa, do tego później doszedł nowy trener i nowe koncepcje. Trzeba było trochę czasu. W tydzień czy w miesiąc nie da się nad wszystkim zapanować. Stąd wyniki i gra na początku rundy rozczarowywały. Poczekajmy zresztą ze stwierdzeniem, że już na pewno jest tak jak ma być. Dopiero po trzech ostatnich meczach w tym roku będziemy mądrzejsi. 

 - I jak się Pan odnajduje w tym światowym towarzystwie? Stał się już Pan poliglotą?
 - Na razie opanowałem tylko angielski (śmiech). Nie odczuwam jakichś większych problemów  z porozumiewaniem, a przy okazji mamy dużo śmiechu i atmosfera jest coraz lepsza.

 - Z którymś z nowych piłkarzy szczególnie dobrze układają się Panu relacje?
 - Ze wszystkimi po trochu, ale prym wiedzie Nourdin Boukhari, który zawsze jest uśmiechnięty i radosny. Z każdym znajdzie wspólny język.

 - Paweł Brożek po Legii stwierdził, że wreszcie niektóry zawodnicy rozumieją jakim klubem jest Wisła i o co walczy. Nowi stranieri mieli z tym problem?
 - Paweł mógł mieć rację. Myślę, że każdy Polak bądź piłkarz z polskiej ligi wie, co to za klub i jakie stawia się tu wymagania, natomiast ktoś z zewnątrz może potrzebować trochę czasu na uświadomienie sobie pewnych rzeczy. Było dużo słuszności w wypowiedzi Brożka.

 - To właśnie Boukhari w ostatnich sekundach dał derbowe zwycięstwo nad Cracovią. I chyba zgodzi się Pan, że to był prawdziwy przełom dla Wisły? W przypadku remisu byłoby bardzo nerwowo. Mówiło się o specyficznej motywacji ze strony kibiców, sytuacja jeszcze by się pogorszyła bez tych trzech punktów.
 - Zgadza się. To była bardzo, bardzo ważna wygrana. Nie tylko zwyciężyliśmy, ale pokonaliśmy lokalnego rywala, co dla fanów jest bezcenne. Ogromnie się cieszyliśmy. Tamten wynik miał duży wpływ na psychikę wszystkich piłkarzy Wisły. Potem przyszedł wspaniały wynik z Legią. Teraz należy potwierdzić, że nieprzypadkowo.

 - W barwach "Białej Gwiazdy" gra Pan regularnie, ale tylko raz w lidze zaliczył 90 minut. Defensywny pomocnik raczej nie jest pierwszy do zmiany, więc zapewne otrzymuje Pan ciągle dużą motywację do pracy?
 - Oczywiście. Jak najbardziej mnie to motywuje. Każdy chce grać od początku do końca, a jeśli jest inaczej, znaczy to, że jednak popełnia za dużo błędów. Dzięki temu na pewno nie spocznę na laurach. Moją ambicją są pełne występy za każdym razem. Na dziś nie jestem na tyle dobry, by tak się działo.

 - Któryś z ligowych rywali szczególnie Panu imponuje w tym sezonie?
 - Obecnie nie ma takiego zespołu, który rzucałby na kolana. Ogólnie dobrze się stało, że do tytułu mistrzowskiego aspiruje tyle klubów. To znacznie uatrakcyjnia ligę. Kibice chyba powinni się cieszyć.

 - Najbliższe mecze to będzie jak "boxing day" w Anglii. Trzecia Wisła ma ledwie sześć punktów przewagi na przedostatnim miejscem. Kto teraz spuchnie, może odpaść z rywalizacji o laury!
 - Dokładnie. To spowoduje, że każde spotkanie będzie rozgrywane na ostrzu noża. Poza odstającą Cracovią wszyscy o coś walczą, a nawet "Pasy" mogą się jeszcze podźwignąć.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się