var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: zaglebie.com - oficjalna strona Zagłębia Lubin

Krzysztof Piątek dla 2x45: Legia? Lech? Lechia? Na razie jestem umówiony na rozmowy z Zagłębiem

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2016-05-23 16:39:09

Krzysztof Piątek w minionym sezonie Ekstraklasy był jednym z większych odkryć. Napastnikowi Zagłębia Lubin wystarczyło sześć goli, żeby być przymierzanym do największych polskich klubów. Na razie ma on jeszcze wahania formy. - Jesienią nie strzeliłem gola przez 13 meczów. Byłem wtedy już trochę zmęczony - i fizycznie, i psychicznie - przyznaje Piątek w rozmowie z 2x45.info.

Przemysław Michalak (2x45.info): - Jak tam świętowanie podium?
Krzysztof Piątek:
- Pobawiliśmy się trochę, ale już po wszystkim.

 - Rozmawiamy, gdy wracasz z Gali Ekstraklasy. Jak wrażenia?
 - Wyłącznie pozytywne.

- Byłeś nominowany do miana Odkrycia Sezonu...
- Sam fakt, że znalazłem się w ścisłej trójce jest dla mnie wielką sprawą. Nie miałem parcia na wygraną, dlatego nie przejąłem się tym, że pierwszy był ktoś inny.

 - Jako beniaminek zakończyliście sezon na podium. Kiedy uświadomiliście sobie, że naprawdę walczycie o puchary?
 - Szczerze mówiąc, bardzo długo o tym nie myśleliśmy. Staraliśmy się zbyt wnikliwie wszystkiego nie analizować, po prostu zawsze walczyliśmy o pełną pulę. Dopiero na 2-3 kolejki przed końcem sezonu dotarło do nas, że mamy realne szanse na Ligę Europy i stała się ona naszym celem.

 - To chyba był wasz atut. Z całej stawki rywalizującej o puchary na Zagłębiu ciążyła najmniejsza presja.
 - A ja uważam, że gdyby presja była większa, to moglibyśmy wykręcić jeszcze lepszy wynik.

 - Poważnie? Piłkarze przeważnie lubią mniejszą presję.
 - Jeżeli chcesz się liczyć w tym sporcie, musisz być oswojony z oczekiwaniami otoczenia. Mamy odpowiedniego trenera w osobie Piotra Stokowca i dobrego psychologa, z którym pracujemy. Razem stawiamy sobie kolejne cele. Skoro na finiszu rozgrywek udźwignęliśmy presję związaną z możliwością awansu do pucharów, to znaczy, że jest nieźle.

- Sesje z psychologiem macie grupowo czy indywidualnie?
- Zasadniczo grupowo, ale jeżeli ktoś potrzebuje rozmowy na osobności na jakiś temat, to też zawsze jest taka możliwość. Ja jak dotąd nie musiałem z tego korzystać. 

 - Trzeba wam gratulować świetnego wyniku, ale chyba zdajecie sobie sprawę, że dla większości polskich klubów awans do pucharów jest zapowiedzią przyszłych kłopotów?...
 - Można na to patrzeć w różny sposób. Sądzę, że nie będzie tak źle. Wiosną pokazaliśmy, że trenerzy potrafią nas świetnie przygotować i przez jakiś czas możemy grać na równym, wysokim poziomie co trzy dni. Jestem optymistą.

- Nie brakuje głosów, że wasza świetna postawa wiosną to głównie zasługa Filipa Starzyńskiego. Uproszczenie?
- Bez wątpienia Filip dużo nam dał i poprawił jakość ofensywną całego zespołu, czego wcześniej czasami nam brakowało. Był kluczowym zawodnikiem, trudno polemizować. 

- Jak mocno namawiacie go, żeby został?
- Jak najmocniej (śmiech). Zawsze odpowiada, że to nie od niego zależy, wszystko w rękach Lokeren.  

 - Indywidualnie jak ocenisz ten sezon? 
- Były wzloty, były też upadki. Liczbowo mogło być lepiej. W tym względzie oczekiwałem więcej i zawsze będę oczekiwał. Fajnie zacząłem, bo licząc Puchar Polski w krótkim odstępie trafiłem cztery razy. Miałem nadzieję, że pójdę za ciosem, ale potem nadszedł słabszy okres. Do końca roku nie zdobyłem już żadnej bramki, przez trzynaście kolejnych meczów.

- Dlaczego?
- W pewnym momencie dopadło mnie trochę zmęczenie - i fizyczne, i psychiczne. Pamiętajmy, że to tak naprawdę był początek mojego poważnego grania w Ekstraklasie. Przed spadkiem zdążyłem tylko zaliczyć cztery mecze. Na szczęście dobrze przepracowany zimowy okres przygotowawczy sprawił, że wiosną już nie miałem takich problemów. 

 - Regularnie grałeś już za to w I lidze. W czym Ekstraklasa najbardziej ją przebija?
 - Pomijając całą otoczkę i stadiony, to przede wszystkim w kulturze gry. W Ekstraklasie są po prostu lepsi zawodnicy, inteligentniejsi, bardziej zaawansowani technicznie i taktycznie. Różnica naprawdę jest odczuwalna. Po awansie mieliśmy w meczach więcej miejsca na boisku, ale rywale byli mądrzejsi taktycznie, więc trudniej było przedostawać się pod ich bramkę i często trzeba było się mocniej nabiegać, żeby odzyskać piłkę.  

- Do tego ostatniego chyba nie trzeba cię poganiać.
- Nie ukrywam, że mam predyspozycje, żeby dużo biegać. Wiem, że na tym poziomie napastnik nigdy nie jest zwolniony z działań defensywnych i nie mam z tym żadnego problemu.

 - Co dalej? Jesteś już łączony z Legią Warszawa, Lechem Poznań i Lechią Gdańsk.
 - Na razie się nad tym nie zastanawiam. Teraz mamy trzy tygodnie wolnego - dwa tak zupełnie, a przez ostatni tydzień już będziemy trenować indywidualnie. Chcę się trochę odciąć od piłki i wypocząć. 

- Bardziej nastawiasz się na pozostanie?
- Życie pisze różne scenariusze. Mam jeszcze roczny kontrakt. Po urlopie jestem umówiony z klubem na rozmowy odnośnie jego przedłużenia. Zagłębie na pewno ma u mnie pierwszeństwo. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

- Nie nachodzi cię refleksja, że to dzieje się za szybko? Strzeliłeś raptem sześć goli w Ekstraklasie, a już pisze się o tobie w kontekście największych polskich klubów...
 - Starałem się za dużo nie rozmyślać. Dopiero co zakończył się sezon, musiałem być skoncentrowany na każdym kolejnym meczu. Teraz, jak wspominałem, chcę się trochę odciąć. Nie mam parcia, nie podpalam się jednym czy drugim newsem, że ktoś tam się interesuje. A czy to dzieje się za szybko? Nie wiem, ale jeśli teraz nie potwierdzę klasy, na pewno szybko zapadnie cisza. 

 - Jak wyjaśnić twój patent na Legię? Połowa twojego ligowego dorobku to gole strzelone warszawskiej drużynie.
 - Nie wiem, jak to wyjaśnić. To chyba czysty przypadek, nie widzę jakiejś wyraźnej zależności. Po prostu idzie mi z Legią i oby to trwało jak najdłużej. Na pewno nie chodzi o to, że wyjątkowo się na nią motywowałem. 

- Trafiłeś do Zagłębia po zaledwie sześciu meczach w III lidze dla Lechii Dzierżoniów. Aż tak dobrze w nich wypadłeś?
- Byłem obserwowany jeszcze za czasów juniorskich, nieraz na tym poziomie graliśmy z Zagłębiem. W zasadzie do Lubina miałem zawitać już wcześniej, ale były jakieś problemy i ostatecznie stało się to dopiero zimą 2013 roku. 

- Jak często jesteś mylony z Łukaszem Piątkiem?
- Czasami się zdarza. Dwóch w Piątków w jednej drużynie wręcz wymusza takie pomyłki. W tamtym sezonie była taka sytuacja, że strzeliłem ładnego gola, wygraliśmy 2:0, a potem ktoś mówił, że Łukasz Piątek ładnie przymierzył...


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie