var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Vuk Sotirović: To nie ja mam bać się obrońców, a oni mnie!

Autor: rozmawiał Mateusz Karoń
2010-11-17 01:58:11

Po przyjściu trenera Oresta Lenczyka Śląsk gra zupełnie inny futbol. Napastnik wrocławskiego klubu nie wie jednak, czy to tylko zasługa szkoleniowca. Piłkarz w rozmowie z nami postanowił również sprostować sprawę bójki z Piotrem Ćwielongiem.

2x45.com.pl: - Zacznę od przytoczenia wywiadu z Tobą, który ukazał się na łamach "Magazynu Futbol". Powiedziałeś, że nie wiesz dokąd zmierza Śląsk Wrocław...
Vuk Sotirović: - Po tych sześciu meczach, których nie przegraliśmy, piąte miejsce wydaje się w zasięgu ręki. Do tego w sumie daleka droga. Mamy trzy mecze w tym roku i myślę, że jeśli zdobędziemy w nich siedem punktów, ten cel wciąż będzie realny.

- A Orest Lenczyk zapowiedział wam, które miejsce w tabeli macie zająć?
- Nie. Trener przychodził do nas, gdy byliśmy na przedostatnim miejscu i nikt wtedy nie myślał o wysokiej pozycji w tabeli. Teraz idzie nam lepiej, ale podchodzimy do tego bardzo spokojnie. Czasami nasza gra wygląda bardzo dobrze, a czasami bardzo źle. Tak jak z GKS Bełchatów - nie pokazaliśmy czegoś szczególnego, a wygraliśmy. Chociaż ważniejsze, żeby wygrywać niż ładnie grać.

- Idzie wam coraz lepiej. Drużyna odpaliła dzięki szkoleniowcowi? Jak myślisz?
- Na pewno jest w tym jakaś jego zasługa. Nie wiem, kto dołożył się do sukcesów najbardziej. Co by nie mówić, przyszedł trener i zdobyliśmy 12 punktów w sześciu meczach. To pozwoliło nam wskoczyć na bezpieczną lokatę.

- Orest Lenczyk słynie z karkołomnych treningów. Mówi się na niego "pan od WF-u". Doświadczyłeś tego?
- To nie są trudne zajęcia. Każdy szkoleniowiec ma swój warsztat. Jeden bazuje na szybkości, drugi na wytrzymałości, a trzeci na czymś innym. Trener Lenczyk po prostu aplikuje nam więcej ćwiczeń koordynacyjnych. Tak jak mówisz - WF. Dużo mamy też taktyki.

- Spędzacie więcej czasu w klubie?
- Czy więcej? Nie wiem. Zdarza się, że mamy jakieś tam odprawy kilka razy w tygodniu, ale nie sądzę, żebyśmy więcej czasu spędzali w pracy. Uważam, że w klubie nie trzeba siedzieć cały dzień.

- Chyba obawiałeś się przyjścia Oresta Lenczyka. W "Magazynie Futbol" na pytanie o pierwsze wrażenia odpowiadasz: "następne pytanie".
- Tak, bo wtedy było jak było. Nie chcę w ogóle do tego wracać. Nie ma co szukać w tym jakiejś sensacji. Wiele rzeczy, które pisano o mojej osobie były najzwyczajniej nieprawdziwe i o tym, że z kimś się tam pobiłem, to tak nie było.

- Z Piotrem Ćwielongiem dokładniej.
- Nie będę komentował tego, bo mnie to śmieszy. Ten, który to napisał jest idiotą. Nie wiem, kto to i nie interesuje mnie ten człowiek. Nie wiedziałem o tym. Ktoś mi powiedział, że rozmowa była z Cristianem Diazem i ktoś go zapytał, czy to on się ze mną nie pobił. I niby odpowiedział, że to nie on, tylko ja z Ćwielongiem się biliśmy. Spytałem go specjalnie, czy coś takiego mówił i stwierdził, że nie. Ktoś kręci. W ogóle tytuł był taki, że to nie Diaz miał ze mną konflikt. Jakby nie ważne było to, o czym gadali, a to, że się ze mną niby starł. A nie było takiej sytuacji! Nie mam z czego się tłumaczyć.  Piszą jak piszą, swoboda w tym zawodzie jest duża. Mnie to nie rusza.

- Masz coś do przekazania temu autorowi?
- Nie, nie. Powiedziałem już, że jest skończonym idiotą. I stoję za swoimi słowami. Nie wiem, skąd miał takie informacje. Może zmieńmy temat, bo uważam, że to nie jest warte gadania o tym. Z Piotrkiem mam super kontakt i na tym poprzestańmy.

- Trzy ostatnie mecze to trzy gole w twoim wydaniu. Myślisz po cichu o tytule króla strzelców?
- Nie, nawet nie zacząłem. Wiedziałem, że kiedyś muszę zacząć strzelać. Zawsze miałem sytuacje, ale brakowało szczęścia albo nerwowo reagowałem. Jestem z siebie zadowolony i tyle.

- Żałujesz, że Ryszard Tarasiewicz został zwolniony?
- Pozostawię to dla siebie. Bardzo dobrze mi się z nim współpracowało i jakbym myślał o nim coś złego, to nie przyszedłbym za nim do Śląska. Będę zawsze miło wspominał czas spędzony z nim. Może jeszcze dane będzie nam razem pracować?

- A utrzymujesz z nim jeszcze jakiś kontakt?
- To nieistotne. Trener był fantastycznym człowiekiem i wielką osobowością. Rozstania są smutne, ale takie jest życie.

- Z nożem na gardle nie grało wam się chyba najłatwiej. To mogło paraliżować.
- Nie wiem, jak to działało na kolegów z zespołu. Sam byłem zawsze optymistą i wierzyłem, że w końcu się przełamiemy. Nie było wyników, ale graliśmy nieźle. Liczyłem, że moment połączenia ładnej gry i dobrych wyników w końcu nastąpi. Odpaliliśmy i jest dużo lepiej niż miesiąc temu.

- Rzeczywiście, jest lepiej.
- W każdym spotkaniu walczymy o zwycięstwo. Tak samo będzie teraz. Tylko, że z głową. Nie ciągle atakować i atakować, czołgi do boju wystawiać.

- Następny mecz gracie z Ruchem Chorzów. Przygotowujesz się mentalnie do tego spotkania?
- Tak, myślę o tym spotkaniu. Przed rozegraniem meczu zawsze o nim myślę. Po zejściu z boiska odcinam się od tematu i zawsze od poniedziałku koncentruję się na kolejnym przeciwniku.

- To obawiasz się kogoś z Ruchu?
- Nikogo. To nie ja mam się ich bać, a oni mnie. Trzeba jednak mieć do "Niebieskich" szacunek, bo nie stanowią jakiejś tam przypadkowej drużyny. Powalczymy!


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się