var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Apetyt rośnie w miarę jedzenia i nie został zaspokojony. Po pucharowej środzie i czwartku

Autor: Przemysław Michalak
2011-08-18 23:45:20

Wisła zwycięstwem nad APOEL-em sprawiła, że przed czwartkowymi meczami oczekiwania polskich kibiców wobec Legii i Śląska jeszcze wzrosły. "Trzy drużyny w pucharach do końca roku, to jest możliwe!" - tak wielu z nas myślało. Niestety, szybko okazało się, że były to zbyt śmiałe fantazje.

Już po wyeliminowaniu przez Wisłę Liteksu Łowecz byliśmy pewni, że przynajmniej mistrz Polski do grudnia zapewni nam pucharowe emocje, bo w najgorszym razie będzie grał fazie grupowej Ligi Europy. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia i nie został zaspokojony.

Gdzieś podświadomie człowiekowi zaczyna tlić się myśl, że jednak dojdzie do tego najczarniejszego scenariusza - odpadną Legia i Śląsk, a Wisła nie poradzi sobie na Cyprze, znów nie będzie Ligi Mistrzów, tylko na pocieszenie zostanie LE. Chciałoby się myśleć inaczej, jednak czasem o to trudno.

Czasem trudno zrozumieć Lenczyka


Zacznijmy od końca. Sposób, w jaki Śląsk poległ z Rapidem Bukareszt naprawdę mógł zasmucić. Nie chodzi już nawet o sam wynik 1:3, ale o styl. Wrocławianie tylko przez kwadrans mieli cokolwiek do powiedzenia. Później na boisku istniała już jedna drużyna, która momentami nawet nie próbowała ukrywać, że nie gra na sto procent, że chce wygrać bez wypruwania sobie żył. Oczywiście telewizyjni komentatorzy przedstawiali to inaczej, tylko czy ktoś traktuje ich jeszcze poważnie?

Podopieczni Oresta Lenczyka w poprzednich rundach mieli masę szczęścia, jednak tym razem karta się odwróciła. Cristian Omar Diaz na początku nie wykorzystał "setki", później rywalowi pomógł rykoszet od Sebastiana Mili i padło wyrównanie. Z drugiej strony, po zdobyciu trzeciej bramki goście z Rumunii spokojnie mogli zdobyć jeszcze dwie, co skończyłoby się zupełną kompromitacją. Nie ma się co łudzić, szanse wicemistrza Polski w rewanżu to 1 procent. We Wrocławiu Rapid okazał się co najmniej o klasę lepszy.

Trener Lenczyk zasługuje na olbrzymie uznanie i duży szacunek, jednak nie znaczy to, że jest świętą krową i nie wolno polemizować z jego decyzjami. Na przykład trudno zrozumieć, po co obok Mili gra Mateusz Cetnarski? To jest typowy rozgrywający, dla którego jednak w wyjściowym składzie brakuje miejsca na tej pozycji i w efekcie męczy się gdzieś na skrzydle albo głęboko cofnięty. Mecz z Rapidem udowodnił też, jaka jest piłkarska wartość Marka Wasiluka. Jest niewielka. Dużo niepewnych interwencji, mnóstwo niecelnych wyprowadzeń piłki, przegrane pojedynki główkowe z niższymi rywalami. Jeśli ktoś wcześniej wątpił, czy aby na pewno Wasiluk nie został przesunięty do rezerw Cracovii za "niewinność", teraz otrzymał ostateczną odpowiedź.

Diabeł aż za straszny

Do Legii w zasadzie nie można mieć pretensji. Dała z siebie tyle, ile mogła. Może poza Jakubem Wawrzyniakiem, który w drugiej połowie odstawał od kolegów i to przede wszystkim jego wina, że padł gol na 2:2. Z piłkarzy wykartkowanych mocniej szkoda jedynie Miroslava Radovicia. Absencje Marcina Komorowskiego i zwłaszcza Manu nie powinny szczególnie martwić. Jeśli zawodnicy Macieja Skorży nie przegrają w Moskwie, już będzie dobrze. Gdyby awansowali, byłoby cudownie. Nie ma się co oszukiwać, Spartak to zdecydowany faworyt przed rewanżem, ale najważniejsze, by Legia znów zagrała na sto procent. Wtedy nikt nie będzie miał większych pretensji.

Została nam Wisła. Gdy oglądało się pierwsze spotkanie z APOEL-em, odnosiło się wrażenie, że jeśli ktoś strzeli w końcu tego gola, to raczej przyjezdni z Cypru. A jednak strzeliła Wisła i narobiła nam wielkich nadziei. Niektórzy zdają się przesadzać ze straszeniem Wiślaków warunkami i otoczką meczu w Nikozji. Pozwolę sobie przypomnieć, że trzy tygodnie temu Rabotnicki Skopje z Macedonii wygrało 2:0 na stadionie Anorthosisu i mimo porażki u siebie awansowało. Tak jak na początku niektórzy lekceważyli APOEL, tak teraz inni malują tego diabła straszniej niż wygląda on w rzeczywistości.

Jeśli "Biała Gwiazda" ostatecznie przejdzie do fazy grupowej Ligi Mistrzów, rewanże Legii i Śląska będzie się oglądało na dużo większym luzie i raczej nie trudno przyjdzie wytłumaczyć samemu sobie, że logicznie rzecz biorąc to rywale mieli być faworytami. Jeśli nie, znów przyjdzie nam narzekać, że jak co roku we wrześniu poważne kluby dopiero zaczynają granie, a nas już (prawie) w tym gronie nie ma. Czego bardzo chcielibyśmy uniknąć, bo tak dobrze się zapowiadało...


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się