var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Cezary Wilk dla 2x45.com.pl: Takie gadanie dziennikarzy jest dla mnie niezrozumiałe

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2011-09-27 18:45:16

Cezary Wilk to jedyny piłkarz z pierwszego składu Wisły, z którym dziś dziennikarze mogą swobodnie porozmawiać po polsku. - Zawsze jestem do dyspozycji mediów, za wyjątkiem dnia poprzedzającego mecz. Wtedy trzeba się zrelaksować i cieszyć rodziną - mówi Wilk w wywiadzie dla 2x45.com.pl. Pomocnik przyznał, że Maor Melikson pytał go o naszą reprezentację.

2x45.com.pl: - Wisła wygrała mecz z Ruchem, ale tak jak w większości spotkań ligowych musiała punkty wyszaprać, wymęczyć. Styl pozostawiał wiele do życzenia.
Cezary Wilk:
- Zgadza się, ale w obecnej sytuacji, gdy gramy praktycznie co trzy dni, najważniejsze jest zwycięstwo i komplet punktów. Oczywiście sam styl dał nam sporo do myślenia. Jeszcze dużo pracy przed nami, by sposób, w jakim wiele meczów wygrywamy, był zadowalający dla kibiców.

 - Powszechna jest opinia, że "Biała Gwiazda" na boisku wciąż nie stanowi zespołu, że ciągle bazuje na indywidualnościach i ich przebłyskach.

 - Powiem tak. Wisła to jeden z czołowych polskich klubów, więc od niej zawsze będzie wymagało się pięknej gry, z polotem i fantazją oraz wysokich zwycięstw. Dlatego nawet gdy wygrywamy, często jest wiele głosów niezadowolenia. Trzeba jednak te wypowiedzi równoważyć. Zauważmy, że zaczęlismy regularnie zwyciężać i znów jesteśmy w czubie tabeli. Lepiej skupiać się na pozytywach. 

 - Cena za zwycięstwo nad Ruchem jest wysoka, bo poważnych kontuzji doznali Patryk Małecki i Maor Melikson. 

 - To filary naszej gry ofensywnej, nie ma co ukrywać. Z drugiej strony klubowa kadra jest szeroka, są zawodnicy, którzy z niecierpliwością czekają na swoją szansę i na pewno ją wykorzystają. Mamy 24 dobrych piłkarzy. Poradzimy sobie.
 
 - Chyba jeszcze większą stratą byłby dziś uraz Dudu Bitona. Co by ta Wisła bez niego zrobiła?

 - Takie dywagacje nie mają najmniejszego sensu. Dudu jest w formie i możemy się z tego cieszyć. A Patrykowi i Maorowi mogę tylko współczuć. Chyba każdy sportowiec wie, jak trudny jest okres leczenia kontuzji. Żal kolegów, ale nie będę się teraz martwił, że Dudu jest zdrowy... Nie zgadzam się jednak, że jego nieobecność byłaby jeszcze bardziej dotkliwa. Biton wiele goli strzelił właśnie dzięki akcjom Małeckiego i Meliksona. Każdy ma swoją robotę na boisku i jeśli dobrze ją wykonuje, poszczególni piłkarze mogą się bardziej wykazać.

 - W ostatnich dniach atmosfera wokół Wisły była napięta ze względu na wybór reprezentacji przez Meliksona. Łukasz Garguła zdradził, że z nim Izraelczyk w tej sprawie się nie konsultował. A z Panem?
 - Ze mną tak. Kilka razy rozmawialiśmy na ten temat. Pytał mnie o kadrę, chciał wiedzieć, jak ona wygląda od wewnątrz i ile byłem w stanie, tyle mu powiedziałem. Maor zastanawia się nad wieloma kwestiami. Jego decyzja jest dość kontrowersyjna, ale miejmy nadzieję, że wszystko sobie poukłada i załatwi jak należy.

 - A wierzy Pan, że mógł zadeklarować na łamach izraelskiech mediów chęć odejścia z Wisły?
 - Na tyle, na ile go znam, uważam, że to byłoby nie w jego stylu.

 - Teraz przed Wisłą mecz z Twente w Lidze Europy. Po wpadce z Odense twierdzono, że klub ma problem z oceną potencjału swoich rywali, ale w przypadku wicemistrza Holandii to chyba niemożliwe, prawda? Taki zespół trudno zlekceważyć...

 - Zacznijmy od tego, że Wisła nikogo nie zlekceważyła i nie ma zamiaru lekceważyć. Odense trafiło na słabszy dzień Wisły. Szczególnie mam na myśli pierwszą połowę. Rywale wykorzystali nasze indywidualne błędy. To jednak nie znaczyło, że zabrakło nam ambicji i kogoś zlekceważyliśmy. To nie wchodzi w grę! Co do Twente. Drużyna ta jest doskonale znana, trenerzy mają ją rozpracowaną. Taktycznie powinniśmy być odpowiednio przygotowani, ale wszystko w naszych nogach i głowach.

 - Spróbujmy tchnąć trochę optymizmu w serca kibiców. Co może przemawiać za powodzeniem Wisły w kolejnych meczach LE? Na zdrowy rozum po porażce z Odense szanse na wyjście z grupy są już bardzo małe.
 - Kibice na pewno nie oczekują pocieszenia w wywiadach. To chyba ostatnia rzecz, której chcą od piłkarzy. Odpowiedzieć możemy im tylko wynikami. Jeśli będziemy wygrywać w Lidze Europy, fani wyjdą ze stadionu z uśmiechem na twarzy i to jest najważniejsza sprawa.



 - Na dziś wychodzi, że jest Pan jedynym polskim piłkarzem Wisły w miarę regularnie występującym w pierwszym składzie, z którym dziennikarze mogą porozmawiać w naszym języku. Patryk Małecki ma zakaz udzielania wywiadów, a Radosław Sobolewski, wiadomo... Domyślam się, że telefon dzwoni bardzo często?
 - Jest to jakaś część mojej pracy. W kontrakcie mam zapisane, że muszę również w mediach reprezentować klub, więc to mój obowiązek. I nie robię z tego powodu problemów. Wyznaję tylko jedną zasadę, że na dzień przed meczem jestem dla dziennikarzy niedostępny. W każdy inny dzień pozostaję, w granicach rozsądku, do dyspozycji. To mój zawód, a kontakty z mediami są w nim normalne.

 - Jako syn dziennikarza sportowego ma Pan w tej kwestii większe zrozumienie niż przeciętny piłkarz?
 - Sądzę, że to akurat bez znaczenia. Po prostu szanuję pracę wszystkich, mediów również. Dziennikarze też często są pod presją, bo dostają polecenie od szefów, że muszą zrobić z kimś wywiad w danym terminie. Trzeba się dogadywać, trzeba sobie pomagać.

 - Wspomniał Pan, że dzień przed meczem już nie udziela wywiadów. Aż z takim wyprzedzeniem zaczyna się Pan koncentrować na danym spotkaniu?
 - Nie chodzi o odcinanie się od świata czy jakieś przesadne "spinanie" przed wyjściem na boisko. Jeśli jednak cały tydzień jest się dostępnym dla dziennikarzy, to ten jeden dzień można sobie odpuścić. Należy znać granicę. Media nie mogą być z zawodnikiem 24 godziny na dobę. Musi też być chwila przerwy, kiedy piłkarz może poświęcić się rodzinie, pomyśleć spokojnie o najbliższym meczu czy chociażby nacieszyć się ładną pogodą. 

 - Czyli już nawet mniej chodzi o samą koncentrację, a bardziej o relaks?

 - Tak. Dzień przed meczem to czas, gdy trzeba się wręcz rozluźnić, a nie dodatkowo zwiększać adrenalinę. To jednak sprawa indywidualna. Mi akurat pomaga takie podejście.

 - Na razie jednak rozczarowuje Pan w tym sezonie. W poprzednich rozgrywkach w wielu przypadkach spisywał się Pan nawet lepiej niż Sobolewski, a początek obecnych jest bardzo przeciętny.
 - Przeciętny, czy nieprzeciętny... Często nie ma mnie na boisku, to jest główny problem. Żałuję, że tak mało gram, ale najwyraźniej trener Robert Maaskant uważa, że na dziś prezentuję zbyt niski poziom. Sprawa jest prosta. Trzeba zrobić wszystko, by zmienił zdanie i ciężko pracować. Teraz grają Gervasio Nunez z Sobolewskim i muszę czekać na szansę.

 - Zatem nie zdziwił Pana brak powołania do reprezentacji na mecze z Koreą Południową i Białorusią?
 - Nie zdziwił. To naturalna konsekwencja tego, że jestem teraz rezerwowym w Wiśle. Jeśli nie grasz w klubie, nie możesz liczyć na grę w kadrze.

 - A po ostatnim zgrupowaniu nie byl Pan obolały od siedzena na ławce? Dowołano Pana za pięć dwunasta, ale nie wystąpił Pan nawet przez minutę.
 - Nic mnie nie bolało.

 - Jak Pan ocenia mecz z Niemcami? Utworzyły się dwa obozy. Jedni przekonują, że remis 2:2 świadczy o postępie, drudzy uważają, że to głównie efekt wakacyjnego podejścia do rywalizacji naszych przeciwników.
 - Wie pan, takie gadanie dziennikarzy jest dla mnie niezrozumiałe. W żadnym innym kraju nie podchodzi się do meczów reprezentacji w ten sposób. Z każdego zwycięstwa jest radość, z remisu z mocniejszymi rywalami również, a u nas zawsze szuka sie dziury w całym. Zremisowaliśmy z bardzo silnymi Niemcami i trzeba przyjąć do wiadomości, że to dobry rezultat. 

- Czyli jest postęp?
 - Moim zdaniem można go zauważyć. Przede wszystkim drużyna coraz więcej meczów gra w tym samym ustawieniu z tymi samymi piłkarzami. Zawodnicy coraz lepiej rozumieją się na boisku. To ma olbrzymie znaczenie i pomału przekłada się na wyniki. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się