var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Marcin Machalski/wislalive.pl

"Pierwsza randka" z 2x45. Carlitos: Lubię corridę, to część mojej kultury. Jak ci się nie podoba, to nie przychodź

Autor: rozmawiała Joanna Polonius
2017-08-29 19:46:19

Rozpoczynamy nowy cykl wywiadów na 2x45.info „Pierwsza randka” z naszą uroczą redaktorką Joanną Polonius. Na pierwszy ogień poszedł nowy snajper Wisły Kraków, Carlitos. W klubie ma opinię wesołego koleżki i profesjonalisty nie sprawiającego najmniejszych problemów - na boisku i poza nim. O samotności często dopadającej w tej branży, o życiowym ryzyku i rytuałach które wykonuje z uporem maniaka opowiada w rozmowie z 2x45 żywiołowej jak kraj, z którego pochodzi - szczerej i pełnej dobrych emocji.

Joanna Polonius (2x45.info): - W Hiszpanii jest tak dużo dobrych piłkarzy, że wielu innych dobrych ginie w tym morzu jakości?
Carlitos:
- Tak, to prawda. Sam znam wielu zawodników, którzy dobrze się zapowiadali i wróżono im naprawdę wielką karierę. Czy to przez natłok talentów, czy inne nakładające się na siebie okoliczności, nie zdołali się przebić w futbolu profesjonalnym.

- Był moment, że zaczynałeś wątpić, że twoja kariera jeszcze wyjdzie na prostą?
- Nigdy, nigdy! W moim przypadku działa to zupełnie na odwrót. W ciężkich chwilach staram się dawać z siebie jeszcze więcej i osiągnąć to, co sobie założyłem. Nigdy nie pomyślałem o rzuceniu piłki i zaprzestaniu gry, mój charakter mi po prostu na to nie pozwala.

- Ruben Jurado tłumacząc transfer do Arki Gdynia powiedział, że w III lidze hiszpańskiej czuł się często, jakby grał tylko dla siebie, bo kibiców garstka. Też miałeś takie uczucie?
- W dużej mierze tak. Kiedy grasz w Ekstraklasie to masz za sobą cały klub, sztab trenerów, którzy z tobą pracują, ale także kibiców i czujesz ich wsparcie dużo bardziej, niż - porównując to wsparcie i emocje - z III ligą hiszpańską. Myślę że Ruben też to odczuł. Jeśli chodzi o mnie, to czuję się w pewnym sensie odpowiedzialny przed ludźmi, którzy tutaj przychodzą oglądać nasze mecze, to moja publiczność.

- Za młodu wyjechałeś do II ligi rosyjskiej. Mówiłeś w „Przeglądzie Sportowym”, że niczego nie rozumiałeś – również pod względem kulturowym... Opowiedz mi o swojej samotności.

- Czułem się tam bardzo samotny i przekładało się to na moją grę. W Hiszpanii ogromną wagę przywiązujemy do wspólnego jedzenia, celebrowania posiłków, rodzina jest wtedy razem. W Rosji natomiast byłem sam w pustym domu, przy pustym stole, w ciszy. Włączałem więc muzykę, by czuć się choć odrobinę lepiej, a i tak niewiele to pomagało. Ile tak można? To był ciężki czas.

- Liźnięcie języka rosyjskiego ułatwi ci naukę polskiego?

- Na początku pobytu w Rosji miałem tłumacza i kierowcę, więc nie musiałem się niczym przejmować. Po trzech miesiącach zdecydowałem się bardziej zagłębić w tę kulturę, zacząłem się trochę uczyć rosyjskiego i w jakimś stopniu pomogło mi to tutaj. Polskie słowa nie brzmią już tak obco, a niektóre wręcz są podobne, ale to i tak dwa różne języki.

- Co pomyślałeś w pierwszym momencie, gdy dostałeś ofertę z Polski?

- Na szybko? Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej, o samym klubie słyszałem już z mediów i był mi oczywiście znany. Chciałem się jednak dowiedzieć, jak to wygląda w rzeczywistości.

- Gdyby nie trener Kiko Ramirez, nie byłoby cię tutaj?

- Tak naprawdę Kiko przekonywał mnie, abym dał szansę tej ofercie, że pojawia się naprawdę dobra okazja, patrzyliśmy na perspektywy mojej kariery piłkarskiej. Zdecydowałem się zaryzykować. I oto jestem w Krakowie.

- A z kim konsultowałeś transfer do Wisły?

- Kiedy otrzymałem pierwszy telefon z Krakowa, trwała jeszcze końcówka sezonu w Hiszpanii i miałem już cztery inne oferty z ważniejszych klubów hiszpańskich. Szły za tym dobre opcje finansowe, dlatego porozumiewałem się w tym temacie z rodzicami i z bratem Rubenem, który też gra w piłkę. Ostatecznie jednak była to moja decyzja, musiałem ją podjąć i zdecydowałem się zaryzykować, dać sobie szansę w Krakowie. Myślę, że dobrze ją wykorzystuję.



- Ekstraklasa zaskoczyła cię ostrym i siłowym stylem gry, czy tego się spodziewałeś?

- Zawsze powtarzam, że piłka to piłka i w gruncie rzeczy wszędzie gra się w nią tak samo. W Chinach, Japonii czy w każdym innym kraju. Oczywiście są pewne różnice, także w Ekstraklasie, ale koniec końców wszystko sprowadza się do tego, że jedenastu zawodników gra przeciwko jedenastu i liczy się to, kto strzeli gola. Polska liga w żaden sposób nie zaskoczyła mnie swoją specyfiką.

- W Hiszpanii wzrosła twoja rozpoznawalność po golach dla Wisły? Po derbach odzywali się dziennikarze z twojego kraju?
- Tak, padają nazwiska moje i moich rodaków z drużyny, jest to komentowane, odbija się echem.

- W Ekstraklasie gra coraz więcej Hiszpanów. Znasz któregoś z rodaków z innych polskich klubów?
- Znam wspomnianego Rubena Jurado z Arki Gdynia i Nico Varelę z Wisły Płock, choć to akurat Urugwajczyk.

- A Igora Angulo? Prowadzicie w klasyfikacji strzelców Ekstraklasy.

- Oczywiście kojarzę, ale nie mieliśmy okazji się poznać...

- Ambicje Wisły w tym sezonie sięgają dalej niż tylko grupy mistrzowskiej?
- Myślę, że każdy w drużynie daje z siebie wszystko i konsekwentnie realizujemy kolejne cele. Tym są między innymi wyższe miejsca w lidze, więc musimy zacząć od pierwszej ósemki.

- To będą ostatnie dwa pytania...

- Już?! Jestem z tobą bardzo szczery, możesz mnie pytać o wiele rzeczy.

- Podobno lubisz corridę, a twój dziadek walczył z bykami. Rozumiem, że jest to część hiszpańskiej kultury, ale to dziś coraz bardziej krytykowany sport…

- Mi to się podoba, jeśli ktoś ma coś przeciwko, niech nie przychodzi na corridę. To część mojej kultury, ale szanuję zdanie ludzi, którym to nie odpowiada. Niech oni szanują moją osobę, a na corridę po prostu nie chodzą, nikt ich do tego nie zmusza. W ten – nazwijmy to – biznes są zaangażowane całe rodziny i one z tego żyją, z tego się utrzymują, to także wymaga szacunku. Nie podoba ci się to, to po prostu w tym nie uczestniczysz! To bardzo proste.

- Twoja największa wada i największa zaleta w życiu i na boisku? Zacznijmy od boiska.

- Kiedy wydaje się, że wszystko jest stracone, ludzie wokół upadają na duchu i myślą że z pewnych sytuacji nic nie będzie, jest we mnie jakiś wewnętrzny głos, który każe mi nie przestawać – walczymy dalej! - i uważam, że to jest moja największa zaleta.

Nad czym muszę popracować? Jeśli spotykam się z jakimś niesportowym zachowanie ze strony rywala, od razu reaguję impulsywnie i zaczynam z nim dyskutować. Powinienem być bardziej despacito, chyba nie muszę ci tłumaczyć? (śmiech)

- Nie musisz (Despacito – L.Fonsi, hit lata) tłum. powolutku, spokojnie

- Zatem największa wada i zaleta w życiu...
- Jeśli chodzi o zaletę, myślę, że jestem dobrą osobą, o dobrym sercu. Z drugiej strony, mimo że staram się być dobrym przyjacielem, są sytuacje, że się złoszczę i wychodzi gorsza strona mojego charakteru...

- Hiszpańska kuchnia słynie ze swojej aromatyczności i smakowitości. Próbowałeś polskiej?

- Uwielbiam polską kuchnię i dość często jej próbuję w restauracjach. Oczywiście wiadomo, że nie za często – ze względu na dietę. Lubię biesiadować tutaj obok stadionu, w restauracji Gospoda na Woli.

- Czy jest jakaś tajemnica, z którą chciałbyś podzielić się z czytelnikami naszego portalu, o której nikt nie wie? Twój słodki sekret?
- Opowiem ci, bo zdobyłaś moje zaufanie. Mam swoje stałe rytuały. Każdy poranek musi wyglądać tak samo: żona przygotowuje mi śniadanie, włączam tę samą muzykę, zapalam świece w całym domu. Mam wiele tatuaży na całym ciele... Ciężko to wytłumaczyć, ale dzięki temu nie czuję się sam. I na boisku i w życiu, bardzo mi wewnętrznie pomagają. Oprócz tego mam getry, które obcinam i używam ich jako skarpetek do gry – to także przynosi mi szczęście.

Kiedy wychodzę na boisko, nie czuję się samotny, czuję że mam dla kogo grać. Gram dla rodziny, dla kibiców, mam ich wszystkich w pamięci i mój występ nie jest tylko dla mnie. To mnie uskrzydla.

- Czego słucha Carlitos?
- Moim ulubieni wykonawcy to Maluma, Marc Anthony, Daddy Yankee, Chino y Nacho. Posłuchajcie tego:



- Dokończ zdanie: piłka nożna to dla mnie...
- Mi vida! (moje życie)

                                                                                     rozmawiała Joanna Polonius


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się