var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: rtbf.be

Ryota Morioka wciąga nosem ligę belgijską. Jeszcze w sierpniu Beveren mogło go sprzedać za 3 mln euro!

Autor: Przemysław Michalak
2017-09-20 19:13:47

Dość słabo to wyglądało, gdy mimo wszystko czołowy piłkarz polskiej ligi Ryota Morioka zamieniał Śląsk Wrocław na Waasland-Beveren, czyli klub, który prędzej spadnie z belgijskiej ekstraklasy niż wejdzie do pucharów. Wiele wskazuje jednak na to, że ten krok będzie dla Japończyka natychmiastową trampoliną do znacznie większego transferu.

Okazuje się bowiem, że 26-letni pomocnik jak na razie dosłownie bawi się w Jupiler Pro League i jest nie tylko najlepszym zawodnikiem swojego zespołu, ale też jedną z największych gwiazd całych rozgrywek. Liczby ma fenomenalne: w siedmiu meczach strzelił cztery gole i zaliczył pięć asyst, a one i tak nie do końca oddają to, ile Morioka wnosi do ofensywy Beveren.

Weźmy chociażby spotkanie z KV Mechelen. Japończyk zdobył w nim dwie bramki, a powinien mieć też dwie asysty, ale koledzy nie wykorzystywali jego świetnych podań.

Nawet w ostatniej kolejce, w starciu z Charleroi, nie brakowało mu okazji do powiększenia swojego dorobku. W doliczonym czasie pierwszej połowy odebrał piłkę obrońcy i wyszedł sam na sam, ale świetnie spisał się bramkarz.

Morioka przygodę na belgijskiej ziemi zaczął od pięknej asysty w meczu z Racingiem Genk (3:3). Później był wspomniany popis z Mechelen, następnie asysta z KV Oostende (3:0) i dwie asysty z Lokeren (2:3).

W 5. kolejce po raz pierwszy zdarzył się pusty przelot (0:1) z St. Truiden, ale 9 września były as WKS-u pokazał klasę ze zdwojoną siłą. Beveren rozgromiło Eupen 5:1, a on wypracował pierwszego gola i strzelił dwa kolejne.  



Miniony weekend to opisywane już spotkanie z Charleroi. Morioka konkretów w ofensywie nie dał, co nie zmienia faktu, że już jest w Belgii gwiazdą. Patrząc na jego poczynania, widać, że ma na boisku dużo więcej swobody niż za czasów wrocławskich. W zasadzie jest wolnym elektronem, który pojawia się gdzie chce i kiedy chce. Znakomicie się to sprawdza, bo Morioka strzelał gole w przeróżny sposób - nawet głową. W podobny sposób zresztą zdarzyło mu się asystować. W Śląsku raczej nie do pomyślenia. 

"To jedna z największych sensacji tego sezonu. Nikomu nieznany Morioka co tydzień robi show z małym zespołem z Beveren, który aktualnie jest w gronie ekip prezentujących najbardziej ofensywny futbol w Belgii. Japończyk jest dziś najefektywniejszym zawodnikiem ligi" - czytamy na portalu rtbf.be.

Występy swojego rodaka co tydzień z dużą uwagą śledzą japońscy dziennikarze i kibice. Miało to miejsce już w Polsce, a teraz jeszcze się nasiliło. Morioka zrobił tak dobre wrażenie, że jeszcze przed zamknięciem letniego okna transferowego Club Brugge oferowało za niego 3 mln euro (Beveren zapłaciło niecałe 300 tys. euro!), ale obeszło się smakiem.

Trener Beveren, Philippe Clement nie może się nachwalić swojego podopiecznego. - Dziennikarz poprosił mnie, abym porównał go z piłkarzami, z którymi pracowałem wcześniej. To połączenie Alina Stoicy i Victora Vazqueza, ale on ma swój własny styl. Styl Morioki - mówi były szkoleniowiec Club Brugge.

 - Jego język angielski jest dość ubogi, ale na rzeczy w piłce wystarczy. Do tego, jak na Japończyka, jest całkiem otwarty i bardzo towarzyski. Chce walczyć o zespół - dodaje.

Sam zainteresowany nie ukrywa, że w przyszłości chciałby grać w Hiszpanii. - Występy tam są moim marzeniem. La Liga to przede wszystkim Real Madryt i Barcelona, ale ja jestem za "Barcą" - zdradza Morioka.

W takim tempie japoński pomocnik zimą pewnie jeszcze na Camp Nou nie trafi, jednak może być pewny, że otrzyma bardzo ciekawe oferty, skoro po zaledwie kilku tygodniach w nowym klubie jego wartość wzrosła 10-krotnie. Pytanie tylko, jak długo uda się utrzymać taką formę. W Ekstraklasie Morioka również miewał fantastyczne okresy. Wiosną 2016 roku, gdy Mariusz Rumak zastąpił Romualda Szukiełowicza, w ostatnich dziewięciu meczach sezonu 2015/16 zdobył siedem bramek i zaliczył dwie asysty. Potem jednak mocno spuścił z tonu i dopiero rozmowa z Janem Urbanem, w której dostał obietnicę transferu w razie przyłożenia się na mecie rozgrywek, sprawiła, że wrócił do tamtych czasów. W efekcie na pożegnanie w pięciu meczach grupy spadkowej zdobył trzy bramki i cztery wypracował.

W Belgii na razie znają tylko jego lepsze oblicze, co nie zmienia faktu, że za dotychczasowe osiągnięcia należą mu się duże brawa. Został gwiazdą w lidze, w której nie zaistnieli Rafał Wolski, Filip Starzyński czy przychodzący jako król strzelców Ekstraklasy Robert Demjan - notabene, właśnie do Beveren. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się