var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Własne

Ekstraklasa – panna może niezbyt urodziwa, ale nasza!

Autor: Janekx89
2018-02-13 14:50:09

Przed Wami kolejny tekst z wtorkowego cyklu felietonów Janekx89 pt. „Krypto Futbol”. Dziś pierwsze shoty po kolejce Ekstraklasy, dętej aferze wokół niewystawieniu Polaków przez Michała Probierza i limitach cudzoziemców spoza UE, trochę kuchni z Niecieczy - to na dziś przygotował dla Was Janek. Zapraszamy!

Luty nie dręczy nas srogim mrozem i... bardzo dobrze, bo przecież wróciła nasza Ekstraklasa, która jest jak panna może niezbyt urodziwa i niezbyt posażna, lecz i tak za nią tęsknimy. Pogoda dopisuje, więc kibic nie musi wyciągać z pawlacza kalesonów, by na stadionowym krzesełku chronić tyłek przed odmrożeniem. A fani sportu, którym tęskno za prawdziwą zimą mogą włączyć sobie relacje z PjongCzang, gdzie w śniegu, mrozie i przenikliwym wietrze trwa walka o medale Igrzysk. Na naszych boiskach takich pogodowych atrakcji nie ma – ba! – z miejsca, czyli w pierwszej kolejce zrobiło się gorąco i emocjonująco. Ciekawie było na boiskach, przy ławkach rezerwowych i w... social mediach (szczególnie polecam Twittera), w których dyskusje na kilka tematów tysiącom użytkowników z piłkarskiej braci podniosło ciśnienie. Lont zmierzający do beczki prochu zaczął się żarzyć w Gdyni. Tam w 79. minucie podwójną zmianę postanowił przeprowadzić trener Lecha – Nenad Bjelica. Niby banalna sprawa, ale jednak... nie! 

Przy linii bocznej, gotowi do wejścia, ramię w ramię z kierownikiem Lecha stanęli Piotr Tomasik i Bośniak Elvir Koljić. Gdy prowadzący to spotkanie Bartosz Frankowski wskazał na sędziego technicznego, dając sygnał do roszady, nagle do strefy technicznej wbiegł rozgorączkowany szkoleniowiec Lecha nakazując wstrzymanie zmiany bośniackiego napastnika. Nie, nie, Bjelica nie zwariował z nerwów (jego poznańska lokomotywa tego dnia przypomniała bardziej ociężały pociąg towarowy, niż Pendolino). Chorwat nakazał opuścić boisko lewemu obrońcy – Ukraińcowi Kostewyczowi, a  dopiero po wejściu na plac Tomasika zezwolił na wpuszczenie Koljicia (ten formalnie zajął miejsce Szweda Bärkrotha).

Niejeden kibic zapewne pomyślał: dlaczego, u diabła, kolejność wchodzących na boisko miała znaczenie? Odpowiedź: Nie miała! Dlaczego zatem doszło do wielce absurdalnej, wręcz kuriozalnej sytuacji? Ano z powodu obaw charyzmatycznego Chorwata przed ukaraniem jego klubu walkowerem za obecność na boisku nieuprawnionej liczby zawodników spoza Unii Europejskiej.

Strach Bjelicy był niepotrzebny, bo na boisku mogło biegać trzech zawodników bez paszportu UE. Przedstawiciele PZPN wyjaśnili wczoraj dziennikarzom, iż znaczenie dla wymaganego limitu ma WYŁĄCZNIE efektywny czas gry. Czyli do czasu wznowienia meczu przez sędziego kolejność zmian jest dowolna. Dlaczego doszło do komicznej akcji? Przez absurdalny przepis dotyczący Ekstraklasy. Przepis, który do niczego dobrego nie prowadził i nie ma prawa doprowadzić. Wedle autorów dziwacznej uchwały, wprowadzenie limitu dla obcokrajowców spoza Unii Europejskiej ma chronić, nazwijmy, miejsca pracy dla polskich zawodników. Wielkim zwolennikiem transferowego embarga jest prezes PZPN Zbigniew Boniek. Na Twitterze prowadzi medialne wojenki broniąc głupiego ograniczenia. Gdy jednak trzeba wyłożyć na stół merytoryczne argumenty, prezesowi nagle odcina internet...

Przykład z wczorajszego poranka:
Pytanie kibica:
Dlaczego dzielimy piłkarzy na tych z UE i spoza niej?

Błyskawiczna odpowiedź prezesa:
A dlaczego pan może jeździć po Europie, a Ukrainiec już nie? Ja tych przepisów nie wymyśliłem.

Niestety, prezes kolejny raz sam naiwnie wystawił się na cios, bo przywołani przez niego Ukraińcy od 17 czerwca ubiegłego roku mogą poruszać się po strefie Schengen bez wiz i ubiegania się o dodatkowe zezwolenia!

Ktoś może przytoczyć przykład graczy innych narodowości, okej. Więc stosując się do retoryki Prezesa: dlaczego dwóch Kolumbijczyków mogłoby przylecieć do Polski, a pobyt trzeciego zostałby zablokowany?! Historia uczy, że ograniczenia dały odwrotny skutek od zamierzonego, liczba obcokrajowców w naszej lidze non stop wzrasta. Utalentowany młody Polak po kilku dokładniejszych kopnięciach piłki i zademonstrowaniu jako takich umiejętności błyskawicznie dostaje ofertę wyjazdu. Olbrzymia część takich chłopaków natychmiast i bez żalu opuszcza Polskę. Nie dziwią już transfery reprezentantów do cienkiej jak barszcz ligi bułgarskiej, która dla wielu wciąż wydaje się ubogim krewnym naszej ekstraklasy.

Co jeszcze bardziej przygnębiające, najlepszy klub z tej słabej ligi regularnie gra w europejskich pucharach i już w czwartek reprezentanci naszego kraju - Jacek Góralski i Jakub Świerczok - będą mieli okazję zagrać z AC Milan. Najpierw u siebie, potem na słynnym San Siro.

Niestety, tych starć nie obejrzymy w rodzimej telewizji (prawa do transmisji LE posiada: NC+, TVP Sport i Eurosport), w „zamian” będziemy mogli emocjonować się (heh, co kto lubi..) spotkaniem Realu Sociedad z FC Salzburg, czy Spartaka Moskwa z Athletic Bilbao... Dla porządku dodam, że Polaka, a tym bardziej reprezentanta, tam niestety nie uświadczysz...

***

Przeglądając składy z ostatniej kolejki, zwróciłem uwagę na liczbę młodzieżowców (1997 rok i młodsi). Chyba niepotrzebnie, ponieważ biorąc pod uwagę 16 drużyn liczba ta prawie zwaliła mnie z nóg... DZIESIĘCIU zawodników wybiegło w wyjściowych składach. Przerażające. Dla porównania, w lidze chorwackiej, na którą chętnie wielu się u nas powołuje w kwestii stawiania na młodzież, w dziesięciu drużynach w miniony weekend trenerzy posłali do boju 22 młodzieżowców!

Wynik starcia Chorwacja Polska przeliczając na młodzieżowiec/drużyna: 2,2 do 0,63. Nokaut.

Idealnym przykładem wspomnianego przepisu z ograniczeniem liczby cudzoziemców i „promocji” Polaków jest Termalica. Zimą z klubu z Niecieczy dosłownie przepędzono piątkę młodych Polaków (Fryc, Kogut, Mrozik, Peda, Wróbel). Kadrę „Słoni” wyczyszczono niemal do spodu z naszych rodaków, by zrobić miejsce pod zaciąg obcokrajowców. Co ciekawe, Mrozik na początku bieżącego sezonu, jeszcze w barwach Korony Kielce rozegrał spotkanie Pucharu Polski z Zagłębiem Sosnowiec. Wspominam o tym niby nie istotnym szczególe, bo po nagłym rozwiązaniu kontraktu ze „Słoniami” chłopaczyna nie może w bieżącej rundzie zagrać w trzecim klubie. Jedyna szansa to podpisanie przez niego kontraktu w klubie ze Skandynawii lub Litwy. Tam rusza nowy sezon.

W miejsce pożegnanej piątki klub z Niecieczy pozyskał zaledwie jednego Polaka (wracającego po nieudanej przygodzie w szkockim Hearts - Rafała Grzelaka), dwóch Rumunów, Gruzina i Fina. Oczywiście, właściciele klubu z Niecieczy mają prawo zarządzać klubem jak chcą, bo to ich prywatny folwark. Wizji w tym jednak nie ma za grosz... W Niecieczy wybudowano wieżę Babel, w której zamieszkali zawodnicy aż dziewięciu nacji, przy zaledwie ośmiu Polakach. Po przegranym meczu z Koroną przedwcześnie ogłoszono, że posadę stracił trener Maciej Bartoszek, skonfliktowany z częścią drużyny, konkretnie z grupą Słowaków. Na czele buntowników stoi bramkarz – Jano Mucha. Golkiper znany z gry w warszawskiej Legii zimą niezbyt poważnie podchodził do swoich obowiązków, wmawiał sztabowi przewlekłe urazy, wymigiwał się od ciężkich treningów skrywając pod bramkarską bluzą nadmiar tłuszczyku. Delikatnie mówiąc, trudno uznać, by 36–latek stanowił wzór dla młodszych kolegów. No, chyba, że dla leniwych i młodych kombinatorów...

Konflikt na linii Mucha – Bartoszek był nieunikniony. Efekt? Najstarszy zawodnik w kadrze nagle opuścił zgrupowanie w cypryjskim Pafos.

Pytanie fanów piłki, kto stoi za transferami do drużyny rozgrywającej swoje mecze pośród pól kukurydzy jest całkiem zasadne. Niestety, trudno o jednoznaczną odpowiedź, podobnie jak na wiele innych pytań dotyczących tego zagadkowego klubu z Niecieczy. Zakusy do coraz większej władzy zgłasza dwudziestokilkuletni syn państwa Witkowskich. To on stał chociażby za transferem napastnika Stefana Nikolicia. Ponoć potomkowi bogaczy z Niecieczy bardzo zaimponowało... identyczne nazwisko, jakie nosi były król strzelców z warszawskiej Legii – Nemanja. Cóż, oryginalne to podejście do transferu piłkarza... Ale to jeszcze pół biedy, bo syn właścicieli, menedżerski gołowąs, postanowił przeprowadzić transfer jednego z zagranicznych zawodników, bo ten miał świetne statystyki w... popularnej komputerowej grze Football Manager. Na deser dodam - co usłyszałem na własne, wielkie uszy - że Rumun Florin Purece zwrócił uwagę Witkowskiego juniora wyceną na branżowym portalu Transfermarkt. Zawodnik, który ostatnio grał w Izraelu został wyceniony na milion euro!

•••

„Probierz oszukuje? Jego drużyna jest inna niż reszta” – brzmiał nagłówek artykułu we wczorajszym dzienniku „Fakt”. Tekst odnosił się do słów trenera Pasów z piątkowego wywiadu dla  „Przeglądu Sportowego”. Trener Probierz opowiadał w nim o stawianiu na młodych zawodników i wytyczał drogę, którą, jego zdaniem, powinna podążać polska piłka. Wywiad zbiegł się z niefortunnymi okolicznościami, jakie w trakcie przygotowań do rundy wiosennej dotknęły Cracovię.

Autor tekstu nie raczył wyjaśnić, dlaczego nie grali młodzi Polacy, na których Probierz chętnie stawiał jesienią – mowa o bramkarzu Wilku oraz obrońcach Heliku i Pestce. Trójka ta w trakcie zimowych przygotowań zmagała się z urazami. Helik miał pęknięte żebro po starciu z napastnikiem Zagłębie Sosnowiec (pierwszy sparing Cracovii). Wilk i Pestka w ostatnim tygodniu nie trenowali na pełnych obrotach. Z tych między innymi powodów, do wyjściowego składu na mecz ze Śląskiem trener Cracovii desygnował do gry zaledwie trzech Polaków. Cóż, tego autor tekstu nie dostrzegł, tak jak tego, że w zimowych sparingach szansę dostawało wielu młodych zawodników: Lusiusz, Rakoczy, Kanach, Kruppa czy Strózik. Na szczególną uwagę zasługuje 18–letni napastnik Sebastian Strózik. W zimowych grach kontrolnych ustrzelił trzy bramki. 15–letni pomocnik Michał Rakoczy zaliczał solidne minuty w sparingach z rywalami, jakimi nie było jeszcze dane mu się mierzyć. Śledziłem uważne przygotowania innych klubów i nie zauważyłem, żeby pozostali trenerzy dawali szansę aż tylu młodym zawodnikom, a jak wiemy to raczej inne kluby naszej ligi są znane z tego utartego "stawiania na młodzież". Staram się spojrzeć na to z boku i wychodzi, że Cracovia, marząca po cichutku o czołowej ósemce, musi twardo stąpać po ligowej ziemi i najpierw myśleć o utrzymaniu. Wstawianie w tym momencie młodzieży, pod publikę, to zabawa otwartym ogniem przy włączonym dystrybutorze paliw... Najpierw trzeba zabezpieczyć ligowy byt, a później promować młodych, co specyficzny, lecz dość cwany i inteligentny Probierz lubi robić i robił w poprzednich klubach, lecz w sensownych okolicznościach. Poza tym właściciel klubu, inwestujący prywatne pieniądze, żąda walki do końca o „górną” ósemką. Zimą przeznaczył na wzmocnienia dodatkową pulę, tym bardziej, że zrobiła się dziura po pożegnaniu z grupką piłkarzy, której cele odbiegały od tych stawianych przez sztab szkoleniowy. By ten cel zrealizować, "Pasy" potrzebują w pozostałych ośmiu kolejkach sezonu zasadniczego pięciu zwycięstw i remisu. Nie ma miejsca na pomyłki i ryzyko. Czy to się komuś podoba, czy nie, mamy taki etap sezonu, że liczy się tylko gra o i na wynik!

•••

Szybkie shoty, czyli no to po kolejce!

Zaskoczenie:
Kazimierz Moskal w swoim debiucie w roli szkoleniowca Sandecji nie ceregielił się i już w przerwie „podziękował” za grę Wojciechowi Trochimowi. Zaskakująca decyzja to jasny komunikat Moskala: „Ja tu rządzę!”, jak w starym powiedzonku: „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem!”. Z głosów docierających z Nowego Sącza, śmiało można wywnioskować, iż trenerowi pochodzącemu z Krakowa nie po drodze z „zięciami”, czyli właśnie Trochimem i Maciejem Korzymem (kontuzjowany opuścił zgrupowanie w Turcji, trener Moskal nie widzi dla niego miejsca w drużynie). Nazywani są tak przez kolegów z drużyny, ponieważ obaj wżenili się w rodzinę byłego prezesa klubu – Andrzeja Danka, biorąc za małżonki jego córki. Interesujące, że Trochima zmienił w Szczecinie Adrian Danek, nominalny skrzydłowy, a prywatnie.. syn byłego prezesa oraz szwagier jednego z liderów szatni „Sączersów”.

Kuriozum:
Postawa Gabriela Iancu. Po ostatnim sparingu z Wisłą Kraków pytany o nieobecność Rumuna trener Bartoszek rzucił, iż ofensywny zawodnik musi popracować nad „pewnymi rzeczami”. Jak się okazało, są to nie byle jakie „pewne rzeczy”, konkretnie, olewające podejście do treningu i  – tak zwana – ciąża spożywcza, czyli odstający brzuszek. Walkę z balastem (chwilowo) Rumun wygrał, a nagrodą była gra w wyjściowej jedenastce w meczu przeciwko Koronie. Napisałem chwilowo, bo już w poniedziałek, w wolnym dniu, Gabriel postanowił powetować poprzedni pracowity tydzień, zamieszczając na Instagramie relację z obżarstwa, na jakie udał się do Krakowa. W bogatym menu profesjonalnego (?) piłkarza znalazły się: tort bezowy z kremem i owocami i oblane tłuszczem steki. A to jedynie część rzeczy, które ucieszyły podniebienie Rumuna. Gdyby kręcili remake kultowego filmu „Wielkie żarcie”, Iancu śmiało mógłby zagrać pierwszoplanową rolę. Coś mi się jednak zdaje, że sympatycznemu grubaskowi grozi oryginalny efekt jojo – był na boisku, a za chwilę na nim nie będzie.

Wtopa:
Postawa Piasta Gliwice. Podopieczni Waldemara Fornalika nie wyglądali jak drużyna walcząca o życie. Na boisku poruszali się jakby chwilę wcześniej wycieńczeni wrócili z wyprawy na K2. Determinację i wolę zwycięstwa zostawili albo w domu, albo w szatni. Jeden strzał na bramkę, mniejsza liczba fauli i zaledwie jedna żółta kartka (dla ofensywnego Badii, niestety, nie za zbyt męskie wejście, a za uderzenie Guilherme w twarz). Jedyne wytłumaczenie marnej postawy to wycisk, który swoim drużynom serwuje w okresach przygotowawczych Fornalik. Kto wie, może po odzyskaniu mitycznej świeżości „Piastunki” zaczną grać na miarę swojego potencjału. W przeciwnym razie, grono pierwszoligowych drużyn z województwa śląskiego może się powiększyć.

Cytat kolejki:
Ekspert NC+ Żelek Żyżyński w programie #PoGodzinach: „Chory przepis, promuje przeciętnych piłkarzy z UE. W czym jest lepszy Słowak od młodego Ukraińca?”

Zdjęcie kolejki:
Szymon Marciniak obserwujący z podziwem zmierzającą do bramki futbolówkę po efektownym strzale Przemysława Frankowskiego:

(Źródło: Twitter, Kamil Świrydowicz)


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się