var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

W poszukiwaniu króla dżungli

Autor: Janekx89
2018-02-20 18:15:00

W najnowszym felietonie pn.: "Krypto Futbol" Janekx89 zdradza Wam kulisy transferów i poszukiwań trenera przez Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, komentuje sprawę odejścia Jana Urbana ze Śląska Wrocław i przekazuje swoje spostrzeżenia na temat reformy ligi. Zachęcamy do dyskusji z autorem na Facebooku pod linkiem i na Twitterze pod hashtagiem #KryptoFutbol.

By znaleźć się w dżungli, niekoniecznie trzeba wybrać się na wyprawę do Puszczy Amazońskiej. Wystarczy pojechać do Małopolski, konkretnie do gminy Żabno. I człowiek już poczuje się jak w dżungli. Niestety, mam na myśli dżunglę piłkarską, zamieszkałą przez „Słoniki”, czyli futbolową społeczność klubu Bruk-Bet Termalica Nieciecza.

W ubiegłym tygodniu wziąłem pod lupę przedostatnią dziś drużynę w tabeli ekstraklasy. Dzisiaj sięgam po lornetkę, by dokładniej opisać dzikie (jak przystało na dżunglę) zwyczaje panujące w Niecieczy. Nie tylko mnie ten temat intryguje (a może bardziej przeraża?). O sytuacji w małopolskim klubie, ukrytym wśród pól kukurydzy, powstało sporo publikacji, między innymi rzetelna analiza Michała Treli, dziennikarza „Przeglądu Sportowego”. Opisał on absurdalne wręcz zwyczaje tam panujące, takie jak ingerencję w pracę trenera Bartoszka czy transfery dokonywane bez wiedzy trenerów. Odpowiedzią włodarzy było kuriozalne oświadczenie wypuszczone w świat przez klub, który wygląda, jakby za jego kierownicą zamiast - było nie było - prężnych biznesmenów–właścicieli, czyli państwa Witkowskich, prowadził szofer po kilku głębszych...

Inna, zdumiewająca rzecz, to coraz większa aktywność klubie Krzysztofa, syna właścicieli, który o piłce ma pojęcie jak ja o budowie promu kosmicznego. W ubiegłym roku do zespołu Niecieczy prowadzonego wówczas przez trenera Czesława Michniewicza przybył słowacki piłkarz Martin Miković. Niby wszystko ok, lecz popularny Czesiu, dziś selekcjoner kadru U-21 o tym, że ma nowego podopiecznego dowiedział się z Twittera! Wpisu dokonał pewien menedżer, wrzucając luźną, zupełnie niewinną informację, że następnego dnia Termalika dokona ciekawego transferu z gatunku last-minute (sytuacja miała miejsce 27 lutego, dzień przed zamknięciem okienka). Zdumiony Michniewicz odpisał, że o niczym nie wie i zapytał o nazwisko zawodnika. Wielu kibiców, użytkowników Twittera, również ja, uznało, że szkoleniowiec blefuje. Ale że Nieciecza to stan umysłu, ustaliłem wtedy, że trener naprawdę nie miał zielonego pojęcia o nowym graczu, dowiadując się o podpisaniu kontraktu z nim z serwisu 90minut.pl. Zawodnik w tym czasie zamiast pojawić się na treningu dopinał jeszcze sprawy organizacyjne związane z przeprowadzką. Michniewcz uznał jednak, że za transferem Słowaka musi stać dyrektor sportowy klubu – Marcin Baszczyński. Michniewiczowi nie po drodze było wtedy z Baszczyńskim, podobnie jak w przypadku poprzednika „Czesia” – Piotra Mandrysza. Ale „Baszczu” kategorycznie wyparł się tego dealu. W końcu pani prezes Witkowska przekazała informację, że kapitan Spartaka Trnava trafił do klubu z polecenia jej syna, a trener niech potraktuje to jako sympatyczny prezent na zakończenie okienka. Domorosły menedżer klubu – Krzysio Witkowski (zdrobnienie jest na miejscu, bo chłopak, jak doinformował mnie redaktor Trela, wiek nastolatka skończy dopiero w nadchodzącym maju!). Nawet od jedynego, młodego wychowanka Termaliki – Piotra Nowaka - jest młodszy o kilka miesięcy.

W Niecieczy uparcie utrzymywano, że Mikoviciowi od jakiegoś czasu pilnie się przyglądano. Mieli to czynić na Słowacji drugi trener Jan Pochroń (prywatnie brat pani prezes) i właśnie Krzysio Witkowski. Ponoć tym, co przykuło ich największą uwagę, nie były same umiejętności Słowaka, a jego kapitańska opaska i domniemane cechy przywódcze...

***

Po wczorajszej kolejnej sromotnej porażce „Słoników” nasuwa się pytanie, co z trenerem Bartoszkiem? Wedle mojej wiedzy, szkoleniowiec jeszcze wczorajszego późnego wieczora... nic nie wiedział. Nie otrzymał żadnej informacji, nie został też zaproszony na dywanik. Aktualizując tekst dodać muszę, że do spotkania jednak doszło dziś, we wtorek, i po 14 Bartoszek stracił posadę. Wraz z nim z klubu odchodzą asystenci Piotr Tworek i Kamil Kuzera.

Właściciel klubu – Krzysztof Witkowski senior - spotkał się ostatnio z Piotrem Stokowcem, lecz ten na dziś kategorycznie odmówił. Piszę „na dziś”, bo wiadomo, że pieniądz ma moc i niewykluczone, że trener z rudą grzywką jednak zostanie „królem dżungli”... 

Jeszcze w grudniu Stokowiec był na gorącej linii z doradcami właściciela Omonii Nikozja. Ostatecznie cypryjski klub – rezygnując na ostatniej prostej z Polaka – zatrudnił Bułgara Iwajło Petewa. Wśród kandydatów na trenera "Słoni" przewija się także Wojciech Stawowy, który niespodziewanie pojawił się w loży właścicieli na ostatnim meczu rundy jesiennej ze Śląskiem, a obecnie jest dyrektorem sportowym akademii piłkarskiej Escola Varsovia. Jak donoszą kibice Górnika Zabrze, także wczoraj na żywo obserwował mecz Niecieczan.

Inna informacja z kuluarów jest taka, że doradca zarządu Termaliki, ponad 64–letni Edward Lorens, orientował się w PZPN o możliwości wznowienia licencji UEFA Pro... Ostatni raz pan Edek zwany "Edkiem z fabryki kredek”, jak tu i ówdzie jest złośliwie przezywany, ligową drużynę (Ruch Chorzów) prowadził jesienią 2005 roku! Witkowscy mieli skontaktować się także z Pavlem Hapalem, którego forsuje ponoć „słowackie lobby”. W skład tego lobby wchodzi między innymi były trener Niecieczan Dušan Radolský. Tyle, że Hapal nadal jest selekcjonerem kadry młodzieżowej swojego kraju i nie bierze takiej możliwości pod uwagę. Żartowano, że poprowadzi niecieczan w kilku spotkaniach i zostanie zwolniony lub zawieszony, spokojnie wyrabiając się na kolejne międzynarodowy pojedynek słowackiej młodzieży (23 marca).

 

 

 

Cóż, pochwalę się, że przewidziałem ostatnio, że beztroski Rumun po chwilowym zrzuceniu wagi szybko zapracuje na efekt jo–jo (po rozegraniu całego meczu Koroną występ uczcił obżarstwem, publikując z tej uroczystości zdjęcia na Instagramie). Historia zatoczyła... oponkę i znowu wypadł z kadry „Słoni”.

***

Na pierwszy odlot z trenerskiej karuzeli nie musieliśmy długo czekać, zaledwie 10 dni po wznowieniu ligi. Szkoleniowiec numer 10, który stracił pracę, to trener Śląska – Jan Urban. Zastąpiła go legenda WKS, Tadeusz Pawłowski, który poprzednio stanowisko pierwszego trenera wrocławian piastował przez 646 dni.

Bartoszek z kolei stracił dziś posadę jako 11. trener. Jak przenalizowali fachowcy z portalu EkstraStats: Cracovia jest jedyną drużyną znajdującą się obecnie w "dolnej ósemce", która w trakcie sezonu nie zmieniła trenera.

Już przyszykowałem akapit o Janie Urbanie i o sytuacji Śląska, niestety po ogłoszeniu dymisji, w ruch poszedł przycisk delete. Dla mnie niestety, dla kibiców WKS stety, obserwując, z jakim entuzjazmem przyjęli decyzję miejskich władz. Chociaż jest grupa, która z niepokojem patrzy na poniedziałkowe decyzje, zastanawiając się co będzie z Akademią, jak zapewnił prezes - praca akademii nie zostanie zakłócona, zostaną zatrudnione nowe osoby, a współpraca z pierwszą drużyną ma ulec zdecydowanej poprawie. Zwolnienia wesołego Jasia „miastowi” dokonali rękoma prezesa Michała Przychodnego. Wraz z trenerem i jego całym sztabem, z posadą pożegnał się również dyrektor Adam Matysek, skłócony w klubie chyba ze... wszystkimi. A więc przyszła kryska (także) na Matyska.

Prezes Śląska, Przychodny, uzasadniając przyczynę zmiany na kluczowych posadach – trenera i dyrektora sportowego - podał chęć walki o ósemkę. Dlatego potrzeba zmian była nagła, bo Śląsk chcąc walczyć o pierwszą ósemkę, musi wygrać aż 5 z 7 spotkań pozostałych do końca sezonu zasadniczego. Zadanie, mając na uwadze stan drużyny WKS, raczej karkołomne.

Były prezes klubu Michał Bobowiec jeszcze 5 stycznia stanowczo głosił, że: "Jan Urban musi mieć czas na realizowanie filozofii klubu w dłuższej perspektywie czasu". Minęło ledwie kilka tygodni, a w klubie nie ma już właśnie prezesa Bobowca (stracił posadę 8 stycznia), trenera i oczywiście niby odpowiedzialnego za wizję sportową klubu dyrektora Adama Matyska.

Wypada jeszcze zdementować plotki, które pojawiały się minionej niedzieli, gdy typowano kandydatów na następcę Urbana. Według wiarygodnych informacji Śląsk nie kontaktował się z Jackiem Zielińskim, a z tego, co podał w poniedziałek na Twitterze pogodny redaktor „Przeglądu Sportowego” Piotr Wołosik, trener Ireneusz Mamrot również nie odebrał żadnego telefonu z Wrocławia. Uzupełniając sprawę Mamrota: Jagiellonia już zapewniła sobie czołową ósemkę, więc właściciele klubu z Podlasia mogą automatycznie przedłużyć kontrakt ze swoim trenerem i nawet gdyby otrzymał jakąś ofertę, nie może do końca maja podjąć wszelakich rozmów.

Drużyna Śląska nie dość, że przetrzebiona kontuzjami, zimą nie wzmocniła się. Wygląda także na fatalnie przygotowaną do rundy. W kolejnym meczu odstawała liczbą przebiegniętych kilometrów.

Jeden z kibiców WKS-u ostatnio napisał ciekawe spostrzeżenia: Fakty są takie – najpóźniej zaczęliśmy, później zaliczyliśmy najkrótszy, bo 5-dniowy obóz w Trzebnicy, następnie wycieczka na Cypr i... wyszło szydło z worka. A jeszcze pięć dni przed ligą Adam Matysek opowiadał, że na Wyspie Afrodyty mają dobre warunki... oprócz boisk, za to, jak zauważył, do morza było blisko!

Kończąc temat ostatnich okołoligowych wydarzeń w stolicy Dolnego Śląska: w jesiennych wyborach samorządowych nie wystartuje obecny prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, hojnie wspierający klub sowitymi sumkami z miejskiej kasy. Letni okres może być ostatnią szansą na korzystną dla klubu prywatyzację. Kandydatka PiS, Mirosława Stachowiak-Różecka, faworytka jesiennej batalii o fotel prezydenta, niezbyt przychylnie spogląda na klub i kurek z kasą podatników może mocno przykręcić.

***

Otrzymywałem ostatnio wiele pytań o reformę naszej ligi. Nie podejmuję się na razie oceny, bo póki co nic nie zostało ogłoszone na poważnie. Przewija się jedynie wstępny projekt opracowany przez zarząd Ekstraklasy, przesłany do PZPN, gdzie zostanie oceniony przez głównych decyzyjnych naszej piłki i wtedy zapadnie ostateczna decyzja. Zbyt wcześnie w mediach ogłoszono powiększenie ligi, pisano o planach nowej ligi jako pewniku. Obecny projekt zwiększa tylko liczbę spadkowiczów z piłkarskiej elity i wprowadza baraż dla miejsc 3.-6. pierwszej ligi na zasadzie play-offów, czyli podobnie jak w angielskiej Championship. Znając nasze realia, jeszcze coś istotnego w tej sugerowanej reformie może ulec zmianie, tym bardziej, że chodzą głosy, jakoby kluby 1.ligi (rozgrywki podlegające PZPN-owi) oburzyły się takim traktowaniem i zamykaniem piłkarskiej elity na powiększenie ligi. Zarzut, jakiego używają szefowie Ekstraklasy, to niedostateczny poziom infrastruktury klubów aspirujących do gry w najwyższej lidze. A przecież faktycznie ponad połowa klubów Nice 1.Ligi mogłaby rozgrywać spotkania na swoim stadionie, rzecz jasna w roli gospodarza (część z nich po pewnych poprawkach). Przykładowo Stal Mielec potrzebuje tylko położenia specjalnych węży do podgrzewania murawy, kanały w drenażu boiska są do tego przygotowane.

Jeśli nowy projekt przejdzie i faktycznie od 2020 roku wymogiem stanie się gra na swoim stadionie, mieszczącym minimum 4500 miejsc siedzących, to... ciekaw jestem losów Rakowa Częstochowa. Raków jako klub pozostaje w konflikcie z miejskimi władzami, lecz jest wielka nadzieja, iż ewentualny awans wywalczony w nadchodzącej rundzie, pomoże przekonać wyborców spod Jasnej Góry do zmiany władzy... Właściciel klubu ma wystawić swojego kandydata na prezydenta i grupę ludzi do ubiegania się o mandaty Rady Miejskiej. Po ewentualnym awansie, swoje ekstraklasowe mecze Raków miałby rozgrywać w Bełchatowie. Czyli w Częstochowie mieliby niecałe dwa sezony na wybudowanie stadionu i powrót na swój obiekt, a to jest tak możliwe, jak awans Ruchu Chorzów do ekstraklasy. Miejmy nadzieję, że reforma skasuje chociaż piątkowe i poniedziałkowe mecze ruszające o godzinie 18. Wzbudzają one małe zainteresowanie kibiców, a godzina wielu fanom uniemożliwia dotarcie z/po pracy na stadion. Oprawa tych spotkań w Eurosporcie także pozostawie wiele do życzenia. W Polsce poniedziałkowy termin jakoś tak dziwnie spokojnie został zaakceptowany, a za naszą zachodnią granicą w poniedziałek kibice klubu z Frankfurtu postanowili zaprotestować w czasie meczu Eintrachtu z RB Leipzig.

 

 

 

Spotkanie zostało przerwane na kilka minut po wrzuceniu przez kibiców na murawę kilkuset piłeczek tenisowych. Co ciekawe, kibice nie godzą się na jakiekolwiek spotkania w poniedziałki, choć cała Bundesliga ma zaplanowane jedynie 5–7 takich meczów w sezonie (szczególnie w związku z napiętym terminarzem w weekendzach po czwartkowych meczami Ligi Europejskiej).

***

Wciąż nie wygasa dysputa, rozpętana już po inauguracyjnej wiosennej kolejce, wokół błędów bramkarskich panów Dahne z Wisły Płock, Treli z Termaliki i Leciejewskiego z Zagłębia Lubin. A o wiele ciekawszy, moim skromnym zdaniem, jest (niestety) problem Macieja Gostomskiego z kieleckiej Korony. Zawodnik ten po powrocie ze zgrupowania w tureckim Side, został odsunięty od pierwszej drużyny i trenuje z juniorami (treningi odbywają się na szkolnym boisku, na które bramkarz musi przyjeżdżać przebrany prosto ze swojego mieszkania). Powód? Gostomski podpisał obowiązujący od lata kontrakt z Cracovią. Oby sprawą jak najszybciej zajęła się Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych. Być może podobnie, jak w przypadku Radosława Cierzniaka (podpisał kontrakt z Legią na pół roku przed końcem umowy w krakowskiej Wiśle) kontrakt zostanie rozwiązany z winy klubu. Już słyszę : „Gostomski sam sobie sprawił taki los”. Hola, hola! Przecież do końca grudnia 2017 prezes Zając mógł, a nawet powinien zgodnie z klauzulą zawartą w kontrakcie bramkarza, przedłużyć z nim umowę. Nie skorzystał z takiej możliwości, z tego co wiem nie podjął nawet żadnych rozmów, dlatego zawodnik, dbający o swoją przyszłość i mający na uwadze niepewną sytuację związaną z polityką transferową klubu, podpisał wstępny kontrakt z Cracovią. Umowa z „Pasami” wejdzie w życie po pozytywnym zaliczeniu testów medycznych, co wydaje się formalnością. Prezes Zając przez swój błąd i przeoczenie mści się teraz na zawodniku. Według mnie dobry dyrektor sportowy czy obeznany w środowisku prezes informację o porozumieniu Gostomskiego z Cracovią uzyskałby najpóźniej następnego dnia. Tak wyszło wielkie zdziwienie i zaskoczenie, bo jakiś "Janek z Twittera" - jak mnie określił Pan Zając - napisał o podpisanej umowie jego bramkarza z innym klubem. Napisałem o tym po kilku dniach od uzyskania takiej informacji, ponieważ widziałem, że czołowe postacie z agencji managerskiej golkipera przebywają w Turcji i jakoś naiwnie wierzyłem, że będą rozmawiać z prezesem czy właścicielem Korony o wcześniejszym odejściu Gostomskiego do Cracovii lub ustaleniu warunków pozostania. Przecież bramkarz nie miał obowiązku osobiście informować włodarzy Korony o nowej umowie, a tym bardziej, iż prezes w czasie wizyty podczas obozu w Turcji rzucił jedynie w obecności właściciela klubu, że najpierw chcą przedłużyć kontrakt z Jackiem Kiełbem, a dopiero później siądą do rozmów z pozostałymi zawodnikami. Do dziś umowa Kiełba nie została przedłużona (przynajmniej nie było w tej sprawie oficjalnego komunikatu). Do przedłużenia kontraktu namawiany dość intensywnie jest za to Mateusz Możdzeń, który miał zapisaną opcję przedłużenia ze strony klubu po rozegraniu ponad 50% spotkań w podstawowym składzie. Zrealizował wymagany próg, jednak klub zamierza podpisać nową umowę na swoich warunkach, tak żeby skasować z umowy niską klauzulę odstepnęgo, jaką ma obecnie uwzględnioną środkowy pomocnik.
Sytuację Gostomskiego skomentował znany ligowy bramkarz Radosław Janukiewicz (obecnie w liderze 1.ligi Chojniczance Chojnice wybrany na najlepszego bramkarza rundy jesiennej):

 

 

 

Cracovia mogłaby sięgnąć po Gostomskiego szybciej, gdyby listę jej płac opuścił Grzegorz Sandomierski. Niestety, wrócił z niczym ze stolicy Bułgarii – Sofii. Tam miał podpisać kontrakt z CSKA. Wyszło zamieszanie z osobami podpinającymi się pod ten transfer, czyli pośrednikami, i zdenerwowany takim obrotem spraw prezes klubu uciął temat. Sandomierski miał więcej szczęścia i pomimo odsunięcia od treningów z pierwszą drużyną "Pasów" trenuje z grupą juniorów wspomaganą często zawodnikami z pierwszej drużyny, którzy nadrabiają zaległości czy realizują indywidualne zalecenia sztabu. Cały czas ma też treningi bramkarskie pod okiem Marcina Cabaja, więc w jego przypadku nie ma mowy o rozwiązaniu kontraktu z winy klubu.

***

Cotygodniowy raporcik, czyli młodzi, wystąp!

Planowana reforma przez wiele osób z futbolowego światka określana pseudoreformą na pewno nie pomoże we wprowadzaniu i promowaniu ligowej młodzieży. Nadal toczyć się będzie walka o pierwszą ósemkę (dla wielu paniczna), by uniknąć zagrożenia katastrofą, czyli spadkiem.

W 23. kolejce Ekstraklasy w wyjściowych składach zobaczyliśmy zaledwie 7 (słownie: siedmiu) młodzieżowców! A posłanie do boju 18-letniego napastnika, Bergiera ze Śląska, było raczej aktem desperacji, niż wizjonerskiego pomysłu trenera Urbana (nieobecni byli kontuzjowany Robak i pauzujący za kartki Piech). Reszta młodzieżowców 23. kolejki to: Michalak w Wiśle Płock, Jagiełło z Zagłębia Lubin, Chrzanowski w Lechii, Piotrowski z Pogoni Szczecin, Gumny w Lechu i na zakończenie kolejki, jedyny młodzieżowiec w barwach Górnika Zabrze - Mateusz Wieteska.

My mieliśmy zaledwie 7 młodzieżowców w całej szesnastozespołowej lidze, a w wyjściowym składzie walczącego o mistrzostwo Holandii Ajaxu desygnowanych do gry było 5 takich zawodników! W tym dwóch (18–letni De Ligt i 20–letni de Jong) na newralgicznej pozycji środkowego obrońcy. Jednym z „ajaksowych” młodziaków był Brazylijczyk Neres. Cóż, w naszej lidze trudno nawet o utalentowanego młodzieżowca z zagranicy.

***

Szybkie shoty, czyli no to po kolejce!

Zaskoczenie:
Szybka rehabilitacja Piasta Gliwice. W poprzednim, wybitnie subiektywnym podsumowaniu kolejki, uznałem ich za kompletne rozczarowanie, nieco prześmiewczo sugerowałem nawet, iż muszą się zebrać do kupy, a nie ją grać. W przeciwnym razie powiększą grono śląskich pierwszoligowców. Po publikacji tekstu odezwał się jeden z piłkarzy „Piastunek”, wyjaśniając, że nogi mają ociężałe, lecz nie są zajechani, tak jak wielu śledzących ligowe poczynania uznało. Zwyczajnie brakowało im dynamiki, czyli „gazu”. W ostatnim tygodniu trener Fornalik zaordynował specjalne treningi, których efekty można było raz-dwa zauważyć. Nawet zwykle ociężale poruszający się Tomasz Jodłowiec kilkukrotnie szarpnął w środku pola i zaliczył efektowną asystę, zgrywając piłkę w polu karnym do Szczepaniaka.

 

Kuriozum:
Pomocnik Arki Siergiej Kriwiec w 84. minucie meczu z Wisłą wszedł na boisko. W sumie żadna sensacja, gdyby nie koszulka, którą miał na sobie. Otóż oznaczona została numerem 7, zaś nadruk z nazwiskiem został zapewne zdarty, bo 7 jest stałym numer Gruzina Luki Zarandiego. Ten z powodu kiepskiego stanu zdrowia (gorączka) pozostał w hotelu. Koszulka Białorusina z numerem 20 zawieruszyła się gdzieś lub zwyczajnie nie została zabrana z Gdyni. Jako uzupełnienie tej specyficznej sytuacji przypomnę, że Kriwiec nie załapał się do kadry na poprzedni mecz ligowy z Lechem – natomiast Zarandia zagrał wówczas w wyjściowym składzie (notabene, w Krakowie na ławce rezerwowych gości zasiadło zaledwie 6 zawodników).

 

Wtopa:
Postawa Cracovii. Powrotu Michała Probierza na Podlasie, gdzie jako trener Jagi spędził ponad sześć lat, nie uświetniła gra prowadzonej przez niego ekipy "Pasów". Żadnego celnego strzału, zaledwie 5 niemrawych prób ataków na bramkę gospodarzy, przy 18 strzałach Jagiellonii... Goście wyglądali w tym meczu, jakby jechali na ten mecz leżąc na węglu w towarowym wagonie, a nie w wynajętym specjalnie dla ich wygody wagonie pierwszej klasy z pojedynczymi fotelami - rozkładanymi wzdłuż i wszerz. Margines błędu dla Cracovii, nadal mającej cel–marzenie, o górną ósemkę stopniał jak niedawny śnieg. Potrzebują wyszarpać aż 16 z 21 oczek w siedmiu pozostałych kolejkach. Najbliższe spotkanie Krzysztof Piątek i spółka rozegrają na swoim stadionie z rozpędzonym liderem, "Wojskowymi" z Warszawy.

 

Cytaty kolejki:

 

 

 

Piotr Laboga (reporter NC+): Czy podpisze się Pan pod listą zawodników, jakich zimą ściągnął klub z Niecieczy?
Bartoszek: Ehh, ekhm... Porozmawiamy może o tym innym razem...

Kurtyna, wymownie, poszła w dół....

Zdjęcie kolejki:
Ján Mucha z ironicznym(?) uśmiechem po straceniu kolejnej bramki w poniedziałkowym meczu z Górnikiem w Zabrzu.


źródło: Facebook, Dawid Szczęch

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się