var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: facebook.com/milosz93

Miłosz "milosz93" Bogdanowski dla 2x45: Czuję się ważną postacią świata FIFY, ale Lewandowskim nie jestem

Autor: rozmawiał Krystian Juźwiak
2018-03-08 17:43:10

Red Bull określił go najlepszym transferem 2017 roku, ale jego przyjście nie odbiło się tak szerokim echem jak zakontraktowanie Armando Sadiku czy CristianaPasquato. Mimo że z piłką rozstał się dawno temu, to na koncie ma trzy tytułu mistrza Polski, udział w Mistrzostwach Świata, a nawet wicemistrzostwo globu. Milosz93 to dziś najgorętsze nazwisko polskiego esportu. Nam opowiedział m.in. o tym, jak gracze spędzają Sylwestra, ile padów już rozwalił i dlaczego Toni Kroos jest beznadziejny.

- Zacznijmy kontrowersyjnie: e-sport to sport?

- Według mnie to nie do końca to samo. Po to jest ta literka „e” na początku, żeby to rozróżniać. E-sport można rozumieć pod pojęciem „aktywna rozrywka”. Są tu duże pieniądze, jest rywalizacja, więc istnieją pewne znamiona normalnego sportu, ale na równi bym tego nie stawiał.

- Ty jesteś takim stereotypowym graczem, który w Sylwestra grał w grę?

- Nie jestem jakiś strasznie rozrywkowy, ale Sylwestra spędzałem ze znajomymi. Daleko mi do kogoś, kto siedzi całymi godzinami przed monitorem i tylko gra, i gra. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek przydarzyło mi się zostać na Sylwestra z komputerem. O wiele bardziej wolę spędzić ten czas z przyjaciółmi.

- Rozumiem, że piłka u ciebie to coś więcej niż pad i ekran.

- Tak, za młodych lat nawet próbowałem grać zawodowo. W Ostrołęce, gdzie mieszkam, jest tylko IV-ligowy klub, właściwie to nawet nie wiem, czy dalej funkcjonuje. W każdym razie próbowałem swoich sił w młodzieżówce Narwi Ostrołęka. Chyba z pół roku potrenowałem, ale zdrowie mi nie pozwalało.

- Kontuzja?

- Zapalenie płuc. Poważne urazy mnie omijały, choć często miałem poskręcane kostki. Pobawiłem się chwilę w piłkę nożną, ale czułem, że to nie to, co chcę robić w życiu. Nie ukrywam, że umiejętności też nie miałem powalających, więc odpuściłem sobie trenowanie.

- A jak wygląda trening e-sportowca?

- Sparuję z najlepszymi graczami w Polsce, rozgrywam turnieje mniejszej rangi i w taki sposób się rozwijam.

- Poważnie są gracze, którzy mają przygotowanych 328 sposobów wykonania rzutu rożnego?

- W Polsce raczej nie, ale jest Damian „Damie” Augustyniak. Byliśmy razem na FutChampionsCup w Barcelonie i między innymi tam mogłem zobaczyć, ile on czasu spędza na analizowaniu gry przeciwnika. U niego trening to przede wszystkim rozpracowywanie rywali, a ja ufam swoim umiejętnościom i skupiam się na tym, żeby grać swoje. Choć nie powiem, na początku też mi się zdarzało analizować grę rywali.

- Da się wyżyć z grania w FIFĘ?

- Obecnie nie mam prawa narzekać. Liczę, że scena polskiego e-sportu się rozwinie. A jak nie, to  mam alternatywę - studiowałem informatykę i myślę, że udałoby się znaleźć pracę w zawodzie. Na razie  skupiam się w 100% na graniu, to moja praca.

- Myślisz, że Legia poszłaby na taki układ, że z jednej strony jesteś profesjonalnym e-sportowcem, a z drugiej dorabiasz na pół etatu?

- Łukasz „Lukster” Kamiński, który też jest zawodnikiem Legii, normalnie pracuje. On jest co prawda na innych zasadach niż ja, ale myślę, że jeśli udałoby mi się pogodzić pracę z grą, to w klubie nikt by nie robił żadnych kłopotów.

- Wiem, że w grach takich jak League of Legends gracze mają drużyny i trenerów. Wyobrażasz sobie taką sytuację, że ktoś stoi za tobą i mówi ci, kiedy masz podać?

- Jak byłem na tym turnieju FutChampionsCup w Barcelonie, to podczas jednego meczu kolega podpowiedział mi jak zagrać i przyniosło to pozytywne skutki, dlatego uważam, że w przyszłości tacy trenerzy mogą się przydać. Ale na dziś polska scena FIFY jest zbyt uboga w doświadczonych graczy. Jakbym miał teraz powiedzieć, kto mógłby mnie trenować, to po prostu bym nie wiedział. Chyba że byłby to inny gracz Legii, a to działałoby na zasadzie kooperacji.

- Największa porażka w karierze?

- Porażka? Nie wiem. Nie będę odpowiadał, tak jak większość sportowców, że było ich wiele, po każdej wyciągałem wnioski i stałem się dzięki temu lepszy. Nie lubię takiego gadania. Jednej dużej porażki nie jestem w stanie podać, ale na pewno sukcesem nie można nazwać tego, że nie dostałem się do dalszej fazy Mistrzostw Świata.

- To inaczej: rozwaliłeś kiedyś pada po przegranym meczu?

- Nie, ja jestem raczej spokojnym graczem. Wiadomo, są emocje, ale mam szacunek do sprzętu, na którym gram, także nie uderzam padem po biurku. Jak już, to coś sobie powiem pod nosem.

- A wśród profesjonalnych e-sportowców obserwujesz takie zachowania?

- Na przykład w Brukseli zawodnik Olympique Lyon ciągle wrzeszczał i walił padem o biurko. Strasznie mnie to denerwowało. Uważam, że to przesada. Do tego to negatywnie wpływa na jego grę. Skoro tak się zachowuje, to nie potrafi kontrolować nerwów, a przez to będzie popełniał więcej błędów.

- W LoL-u gracze mogą korzystać z pomocy psychologa. Myślisz, że przy FIFIE też by się ktoś taki przydał?

- W Legii miałem takie spotkania z klubowym psychologiem. Jestem z nich zadowolony.

- Na takim spotkaniu musiałeś mówić, co widzisz zamiast czarnych kleksów na kartce?

- Nie wiem, jak to dokładnie opisać. To była rozmowa w stylu „typowy coaching” plus kilka relaksujących ćwiczeń.

- Czujesz się gwiazdą pokroju Lewandowskiego polskiej sceny FIFY?

- Za duże słowo. Na pewno czuje się ważną postacią, nawet kimś, kto przewodzi tą e-sportową częścią świata FIFY. Bo trzeba zauważyć, że scena dzieli się między innymi jeszcze na tych wszystkich vlogerów. Oni mają popularność dziesięć czy nawet dwadzieścia razy większą ode mnie, ale mimo to czuję się ważną postacią. Wiem, że jak ktoś wpisze w Google „FIFA” to gdzieś tam może pojawić się moje nazwisko i to już mnie cieszy, ale "Lewandowski FIFY" to za dużo powiedziane.

- Przychodziłeś do Legii w trudnym momencie, bo dwaj pozostali gracze - Michał „sroka” Srokosz i Lukster - zawodzili. Była presja?

- Nigdy nie odczuwałem presji ze strony Legii. Nigdy nie usłyszałem zdania typu: "No na tym turnieju to musisz wygrać, bo będzie słabo". Sam sobie nakładałem presję. Wiem, co znaczy Legia Warszawa i wiem, że muszę ten klub godnie reprezentować.

- Jest taki portugalski gracz Quinzas, fan FC Porto, a gra dla Sportingu Lizbona, czyli w największym rywalu „Smoków”. U ciebie chyba nie było takiego konfliktu?

- W Ostrołęce nie jest tak, że tu trzeba być za Legią, ale jakieś powiązanie terytorialne jest. Nigdy nie byłem wielkim kibicem polskiej ligi, ale jeśli miałby wymienić klub, z którym najsilniej sympatyzuje, to byłaby to właśnie Legia Warszawa.

- A jakby zgłosiła się e-sportowa sekcja Lecha Poznań, to poszedłbyś?

- Zmiany przynależności klubowej to normalna sprawa, tak jak w piłce nożnej, ale miałbym duże wątpliwości. Wydaje mi się, że można grać tak jak Quinzas. Jedno nie wyklucza drugiego, choć jest samo w sobie dziwne.

- Twoja przygoda z wirtualną piłką zaczęła się od FIFY czy wcześniej grałeś wcześniej chociażby w jakieś flashowe gierki na w przeglądarce?

- Od dzieciństwa był przy mnie Xbox albo PlayStation. Z reguły grałem właśnie w gry sportowe albo zręcznościowe. Przypadkiem tak wyszło, że zagrałem kilka turniejów w FIFĘ i okazało się, że jestem w tym dobry.

- Zgodzisz się z opinią, że FIFA jest dla dzieci, a PES dla graczy?

- Szczerze, pierwszy raz się spotykam z takim poglądem. Był taki okres, ze trzy lata grałem w Pro Evolution Soccer zamiast w FIFĘ i nie mogę się zgodzić z tym zdaniem. Gra od EA Sports ma dużo większy potencjał i to nie tylko e-sportowy. Jako forma rozrywki sama w sobie jest przyjemniejsza i bardziej dynamiczna.

- Ponoć w Pro Evolution trzeba się bardziej napracować, żeby strzelić bramkę.

- Dawno nie grałem w piłkę od Konami, ale wtedy jak jeszcze więcej czasu spędzałem przy PES-ie, to nie wydało mi się, żeby to było jakieś szalenie trudne. Teraz jak sobie oglądam jakieś filmiki z gry na Internecie, to też nie wygląda to na wielce skomplikowane. Momentami Pro Evolution wygląda nawet na łatwiejszy. Wystarczy tylko wrzucić piłkę albo zagrać prostopadłe podanie. Nie wiem jak to wygląda w praktyce. Musiałbym zagrać mecze w FIFIE i w PES-ie jeden po drugim, żeby dostrzec różnicę.

- W PES-a też szybciej odechciewa się grać, bo nie ma za wiele licencji.

- To jest duży problem w kontekście e-sportu. Wyobrażasz sobie, żeby Legia zatrudniła graczy w Pro Evolution, skoro Legii nawet nie ma w tej serii? To nie miałoby sensu. Do tego z powodów czysto estetycznych fajniej gra się Derby Manchester pomiędzy City a United niż Red vs Blue.

- Jesteś znany jako mistrz FIFA Ulitimate Team. Grałeś w jakieś inne tryby?

- Od samego początku, od FIFY 11 do 16, bardzo dużo czasu przeznaczałem na tryb wirtualnej gwiazdy. W tej formie rozgrywki skupiasz się na grze jednym zawodnikiem. Można być nawet bramkarzem. Właściwie więcej czasu poświęcałem temu trybowi niż jakiemukolwiek innemu. W FIFIE 14 i 15 reprezentowałem Polskę. W „piętnastce” doszliśmy do finału Mistrzostw Świata, gdzie niestety przegraliśmy z Anglią.

- Kto powołuje taką reprezentację?

- Każdy jest odpowiedzialny za jednego zawodnika. Generalnie to była duża społeczność zgromadzona wokół takiej strony EVP i po prostu inni gracze wybierali selekcjonera, a potem ten reprezentantów. Wszystko było bardzo samozwańcze, taka oddolna inicjatywa graczy, bez żadnych struktur, które by to wszystko nadzorowały. Teraz ten tryb się rozwija. W Hiszpanii np. Villareal i chyba jeszcze Betis mają po jedenastu e-sportowców. Myślę, że w niedługim czasie podobne zespoły będą i u nas.

- Alex Hunter cię nie zaintrygował?

- Nigdy nawet go nie uruchomiłem. Nawet sekundy na to nie poświęciłem. Może jakby taki tryb pojawił się w FIFIE 11, to bym w niego pograł. Dzisiaj mnie to po prostu nie interesuje. Właściwie jak gram, to tylko w trybie FUT. Z komputerem też nic nie gram.

- Czyli jesteś na takim poziomie, że na klasie światowej ładujesz komputerowi dwucyfrówkę?

- Absolutnie nie. Wątpię, że jakbym teraz odpalił mecz na wspomnianej klasie światowej czy poziomie legendarnym to bym łatwo wygrał. Gra z żywym człowiekiem, a gra z komputerem to dwa inne światy. Grając przeciwko wirtualnemu przeciwnikowi trudno wyćwiczyć pewne odruchy i schematy.

- Komputer nie popełnia błędów?

- Jakieś popełnia, ale nie są naturalne. Do tego przez większość FIFY styl gry komputera jest po prostu nudny. Mimo że jestem fanem Barcelony, to brzydzi mnie, to jak wirtualny przeciwnik klepie piłką. Latanie 70 minut, żeby strzelić jedną bramkę, to żadna frajda. To mnie trochę odciągnęło od takiej rywalizacji.

- Jak wygląda przestawienie się z FIFY 17 na 18?

- Zauważam różnice, ale nie sprawia mi to żadnego kłopotu. Wiem, że są gracze, którzy są dobrzy tylko w jedną wersję gry, ale ja do nich nie należę. Żadna odsłona od 2014 roku nie sprawiła, że czułem się gorszy. Uważam, że w każdej prezentowałem bardzo wysoki poziom. Z tych różnic to na pewno jest pogorszona gra bramkarzy. I to jest duży plus. W siedemnastce można było mieć olbrzymią przewagę i przegrać z powodu kilku fenomenalnych interwencji bramkarza, na które de facto nie do końca ma się wpływ. Jest też pogorszona gra w obronie. W momencie premiery FIFY 18 było naprawdę bardzo ciężko, teraz EA Sports poprawiło ten aspekt. Łatwiej się drybluje, łatwiej strzela, ale jakichś dużych zmian w mechanice nie widać

- W „osiemnastce” twoim ulubionym graczem jest nadal Mohammed Salah?

- Już nie do końca. Odnoszę wrażenie, że nowa odsłona jest bardziej realna. Większe umiejętności mają ci piłkarze z absolutnego topu. Z tych przystępnych dla przeciętnego gracza to najlepiej gra mi się Neymarem. A poza tym, takimi ikonami jak Messi i Ronaldo Luis Nazario de Lima.

- A kto w kontekście e-piłki jest beznadziejny?

- Jak to w każdej FIFIE, dużą rolę odgrywa szybkość graczy. Pierwszy, kto mi przyszedł do głowy, to Toni Kroos z Realu, który w „realu” jest bardzo dobrym piłkarzem. Bardzo go szanuję i podoba mi się jego styl gry, ale w FIFIE nie ma racji bytu. Tak samo Lewandowski. Świetny piłkarz w rzeczywistości, ale już w FIFIE nie bardzo podchodzi pod moje gusta, bo nie należy do tych najszybszych graczy. Był pomocnik i napastnik, to jeszcze obrońca -Gerard Pique. To samo co Kroos i Lewandowski, za wolny.

- Któryś z piłkarzy Legii ma potencjał na e-sportowca?

- Nie miałem okazji z nikim zagrać, więc nie bardzo mogę się wypowiedzieć. Na pewno Sroka, jak przychodził do Legii, to grał mecze i z Kucharczykiem, i z Bereszyńskim. Na pewno pod względem marketingowym takie spotkania promują e-sport.

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się