var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

Na dwa uda - albo się uda, albo się nie uda

Autor: Janekx89
2018-03-20 18:15:00

W najnowszym felietonie pt. #KryptoFutbol Janekx89 przygotował m.in. spostrzeżenia dotyczące Legii Warszawa, anegdotę o Bogusławie "Bebeto" Baniaku oraz zdradził, jaki klub chce ściągnąć trenera Cracovii - Michała Probierza. Zachęcamy do dyskusji z autorem na Facebooku pod artykułem lub linkiem do niego i na Twitterze pod hasztagiem #KryptoFutbol.

Porażka z Wisłą Kraków walczącej o mistrzostwo Legii była już dziewiątą w tym sezonie, czyli prawie 1/3 ligowych spotkań Wojskowi przegrali. Wciąż tracą niewiele, bo zaledwie trzy punkty do Jagiellonii i pozostają w walce o tytuł, a właściwie w staraniach o jego obronę. Jest to dobitne potwierdzenie faktu, że poziom naszej ligi od lat się wyrównuje, niestety, w swej słabości i nijakości. Często chyba podświadomie przypominam sobie słowa, jakie prowadzący Jagiellonię trener Michał Probierz przed niespełna trzema laty rzucił w wywiadzie przed meczem ligowym, odbywającym się kilka dni po odpadnięciu Jagi z eliminacji Ligi Europy (dwumecz z cypryjską Omonią): – Nam się wydaje, że jesteśmy pępkiem świata, że możemy wszystkich zatrzymywać i jesteśmy jakimś potentatem finansowym. Polska liga jest śmieszna i trzeba to wprost mówić. Nie bójmy się tego powiedzieć, że nas nie stać na wiele rzeczy, jesteśmy dwudziestą ligą w europie, jeśli chodzi o płacenie (finanse) i tego nikt nie chce głośno powiedzieć. Nie mówi się u nas prawdy, zacznijmy ją mówić, piłkarze wyjeżdżają, będą wyjeżdżać i nie jesteśmy w stanie ich w żaden sposób zatrzymać. Ciągle opowiadamy historie, jacy to jesteśmy mocni, a jesteśmy słabi i trzeba to powiedzieć wprost. Druga sprawa, popatrzmy na bazy treningowe, jakie są w tych klubach, do których się wyjeżdża. Płakać się chce. Piłkarze między sobą przecież o tym rozmawiają. Od wielu lat mówiłem: postawmy na szkolenie, bazy i wtedy możemy dyskutować. Największymi frajerami na końcu zostają trenerzy, którzy awansują do pucharów.

***

Probierza wielu traktuje jak dziwaka, głównie za mocne tezy, jakie stawia i pewność siebie, jaka z niego bije. Sam podchodziłem sceptycznie do tego, co mówi, ale na spokojnie analizując, większość z jego wypowiedzi odnajduje odzwierciedlenie w naszych futbolowych realiach. W innym wywiadzie zapowiedział, że nasza liga będzie coraz słabsza, lecz bardziej wyrównana. Dziś prognoza, niestety, sprawdza się. Czołowych piłkarzy naszej ligi zabiera do siebie bułgarski Łudogorec, w którym reprezentant Polski i czołowy snajper ligi jesienią – Jakub Świerczok, po bezbarwnym występie w meczu Ligi Europejskiej z Milanem, stracił miejsce w składzie, a dopiero w ostatniej kolejce po wejściu z ławki zdobył pierwszą bramkę.

Dyskusje o bazach i szkoleniu mają sens i zawsze będą miały! Dopóki nie zauważymy radykalnych zmian, a tych od lat nie widać. Rozegrane zostało już siedem „wiosennych” kolejek. W tym czasie zaledwie trzy kluby miały komfort przeprowadzenia całego mikrocyklu tygodniowego na naturalnych boiskach. Trzy inne drużyny, w tym liderująca Jagiellonia nie odbyły nadal żadnego treningu na naturalnej nawierzchni swoich obiektów. Gdy Jagiellonia pojechała na trzydniowe przedmeczowe zgrupowanie do wielkopolskiej Opalenicy, trenerzy zwyczajnie chcieli jak najmocniej wykorzystać możliwość treningu w dogodnych warunkach. I choć murawa była grząska, zaordynowali swoim podopiecznym kilka przedłużonych jednostek treningowych. Trener Mamrot przyznał później w podcaście nagrywanym przez portal kibiców "Jagi", że miało to na pewno wpływ na motorykę i szybkość jego graczy w przegranym z kretesem meczu z Lechem. Taka ta liga niestety jest, nie zawsze o wszystkim decydują wyłącznie sportowe względy.

***

Zacząłem od rozczarowującej w tym sezonie Legii, następnie przytoczyłem wypowiedzi charyzmatycznego Probierza. Nieprzypadkowo. Obecny trener Cracovii, wedle komunikatu klubu z 3 marca przedłużył swoją umowę do 2020 roku i jak wiadomo to klub zainspirował ten ruch, który wtedy był dla mnie zaskoczeniem. Nie uwierzyłbym w sam fakt zadowolenia profesora Filipiaka z pracy, jaką wykonuje trener i nagłego przedłużenia umowy po kilku wiosennych kolejkach. Łącząc fakty i czerpiąc informacje z kilku źródeł, wyszło na to, że właściciel Cracovii chciał się zwyczajnie zabezpieczyć przed podebraniem najważniejszego w swym klubie – w momencie gruntownej przebudowy – pracownika przez ligowych rywali, w tym konkretnym przypadku Legię.

Obecny sztab szkoleniowy z trenerem(?) czy raczej menedżerem – Romeo Jozakiem na czele – ma umowę do końca sezonu z opcją przedłużenia (ale chęć oczywiście musi wyrazić właściciel Dariusz Mioduski). Wątpliwe, żeby w przypadku braku mistrzostwa dotychczasowy sztab i pion sportowy klubu w całości dalej pełnili swoje funkcje. Przedłużenie kontraktu z Probierzem miało miejsce akurat kilka dni po tym, gdy porażkę na swoim stadionie poniosła Legia, przegrywając ze zdecydowanie lepszą tamtego dnia Jagiellonią 0:2. Właściciel Legii ponoć ceni warsztat Probierza i jego ochotę do wprowadzania młodych zawodników, stąd przebiegła decyzja Filipiaka o podpisaniu nowej umowy z klauzulami zabezpieczającymi przed ewentualnym nagłym odejściem do ligowego rywala. Co ciekawe Probierz ma teraz przebywać w Ameryce Południowej, gdzie ogląda potencjalnych nowych zawodników "Pasów" w meczach ligowych i odbywa spotkania z dyrektorami klubów.

Wielu może to odebrać jako informację z pogranicza fantastyki, nadmienię jednak, że podobnie odbierana była informacja, którą przekazałem w tweecie, ponad rok temu, a dotyczyła ona odejścia po sezonie z Jagiellonii Probierza i sztabu. Jakież było wtedy zdziwienie wielu osób, na jakiej podstawie taką bzdurę wymyśliłem. Byłem (absurdalnie) posądzany o puszczenie tej informacji w celu spowodowania zamieszania w szatni białostoczan. Dziennikarze wierząc w wypowiedź prezesa Cezarego Kuleszy, że rozmowy o przedłużeniu kontraktu z trenerem trwają, wypuszczali teksty dementujące moje info.

***

Rozumiem, że Legia przeszła w ostatnim roku totalną rewolucję i trwa przebudowa drużyny, ale nic nie tłumaczy dystansu, jaki pokonali w niedzielę piłkarze z eLką na piersi. Przebiegli o ponad osiem kilometrów mniej od piłkarzy Białej Gwiazdy! O sile Legii powinni stanowić reprezentanci naszego kraju, niestety tak nie jest. Mączyński w meczu z Wisłą, której miał niby wiele do udowodnienia, zagrał zwykłego „stojanowa”. Liczba jego sprintów wyniosła okrągłe zero, a prędkość maksymalna, jaką osiągnął to 26 km/h. W drużynie rywala wolniejszy od niego w tym meczu był jedynie bramkarz Cuesta... Artur Jędrzejczyk, ostatni mecz rozpoczął na ławce rezerwowych i dochodzą głosy, że na dłużej ma tam pozostać. Ciekawa jest statystyka porównująca liczby Jędrzejczyka i wyszydzanego przez wielu kibiców Legii Brozia.

  • Artur Jędrzejczyk w tym sezonie: 24 mecze (1999 minut), 0 bramek, 1 asysta
  • Łukasz Broź: 22 mecze (1749 minut), 2 bramki, 5 asyst.

Poprzedni trener Legii, Jacek Magiera został zwolniony po przegranym meczu we Wrocławiu (1:2). Dziennikarze Sport.pl tak relacjonowali kulisy tego rozstania: „To właśnie wtedy, we Wrocławiu, prezes miał usłyszeć pod szatnią zastrzeżenia co do pracy trenera. Kolejne, bo skargi tak naprawdę płynęły do niego od kilku tygodni. I to od piłkarzy, którzy są kluczowi dla tej drużyny. Z naszych ustaleń wynika, że był to przede wszystkim Michał Pazdan, ale też Krzysztof Mączyński, Dominik Nagy i Artur Jędrzejczyk”.

Zawodnicy ci wygrażali później w mediach, że zostali pomówieni i oddadzą sprawę na drogę sądową. Cóż, typowe gadanie pod publikę, by zrzucić z siebie podejrzenia. Żadne zawiadomienia z sądu nie dotarło do dziennikarzy, może puszczone zostało gołębiem, który zatrzasnął się na terenie budowy jednej z inwestycji, której na Podkarpaciu dogląda ten ostatni, regularny reprezentant naszego kraju? Zawodnicy nie złożyli żadnych pozwów, jedynie klub oddał sprawę do sprawdzenia swoim prawnikom. Miały też miejsce jakieś rozmowy z działem prawnym Agory. Z zakulisowych informacji wynika, że tylko Pazdan miał odwagę spotkać się z byłym trenerem i wyjaśnić tę sytuację. Teraz także ta grupa reprezentantów, wyłączając rzecz jasna Węgra, ma podobno mało pozytywny wpływ na szatnię.

Cała trójka jest świadoma, że za chwilę może zostać zepchnięta na margines. Mączyńskiego zastąpić może wracający po kontuzji Philipps lub pauzujący za czerwoną kartkę w meczu z Jagiellonią Antolić. Pazdana z czasem zastąpi wypożyczony z Lazio Maurício, który obecnie nadrabia zaległości. Nie sądzę jednak, by już teraz został wystawiany do gry. Wypożyczenie z rzymskiego klubu nie zawiera opcji wykupu, a przy Łazienkowskiej mają zuchwały plan, aby latem na stałe pozyskać tego zawodnika. Regularna gra i zaprezentowanie stabilnej formy mogłoby być dla niego oknem wystawowym „pod” nowe kluby. Większości piłkarzy Legii przed ostatnim meczem z Wisłą w głowie nie była ligowa potyczka, traktowana przez wielu jako klasyk. Ich myśli były już przy imprezie, którą zaplanowali na niedzielną noc. Świętowano obyczajowe "wkupne" do drużyny nowych zawodników.

Osłodą dla zaniepokojonych grą swoich pupili kibiców Legii może być umowa sponsorska, którą w najbliższym czasie klub ma podpisać z jedną z linii lotniczych Dalekiego Wschodu. Ostatnio w sieci pojawiły się zdjęcia ze spotkania Dariusza Mioduskiego z ambasadorem Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Spostrzegawczy kibice dostrzegli, że na parapecie okna w gabinecie ambasadora stała figurka samolotu linii lotniczych Emirates i właśnie z nim powiązali rozmowy. Według mojej wiedzy nie będzie to jednak ten przewoźnik. Rozmowy dotyczyć mają również nazwy stadionu pozostającej od kilku lat bez zmian, gdy swoje logo eksponował koncern Pepsi. Następne rozmowy, przed stuleciem klubu, zostały wstrzymane, by zostawić naturalne nazewnictwo obiektu, bez marketingowych dodatków. A później nadeszło zamieszanie ze zmianami właścicielskimi, po nich pojawiły się wygórowane oczekiwania Dariusza Mioduskiego i wszyscy zainteresowani odprawiani byli z kwitkiem.

Ciekawą kwestią pozostaje sprawa dotychczasowego sponsora głównego klubu, czyli bukmachera – Fortuny. Obecna umowa trwa do 2020 roku i obejmuje czołową część koszulki, w jakich występują piłkarze Legii. Mioduski był bardzo niezadowolony z tego, jak Fortuna zrealizowała jedno ze swoich kontraktowych zobowiązań. Mianowicie jesienią każdego roku przyznawana jest dodatkowa premia uznaniowa... Ale jak wiemy, Legia odpadła z europejskich pucharów, więc nie mogła liczyć na premie również od sponsora z tytułu awansu do grupy Ligi Europejskiej. Fortuna, rozczarowana odpadnięciem z europejskich rozgrywek, uznała w ramach właśnie premii uznaniowej, że "godną nagrodą" będzie "jałmużna" w wysokości kilkunastu tysięcy złotych, a to miało mocno zdenerwować włodarzy przy Łazienkowskiej.

***

Wydawało się, że pierwszoligowe rozgrywki, do których mam duży sentyment, ruszą z kopyta, ale w trzech dotychczasowych kolejkach aż siedem spotkań zostało odwołanych z powodu złego stanu boiska, na co wpływ ma powracająca ciągle zima. Niestety, najbliższa kolejka zostanie prawie w całości odwołana, ze względu na powołania zawodników do młodzieżowych reprezentacji. Wyjątkiem jest mecz w Opolu, w którym Odra podejmie GieKSę. Dochodzi więc do absurdalnej sytuacji, gdy powołanie dla jednego z dziewięciu zgłoszonych w klubie młodzieżowców daje formalny powód do przełożenia spotkania.

Skorzystał z tego również Górnik Łęczna, w którym stery trenera objął Bogusław „Bebeto” Baniak. Ostatnim jego klubem na polskiej ziemi, cztery lata wstecz, była Flota Świnoujście, z której został zwolniony przez fatalne wyniki i widmo spadku. Drużynę wtedy przejął Tomasz Kafarski i bez problemów zapewnił ligowy byt na kolejny sezon. Ostatnio Baniak pracował jako dyrektor sportowy w federacji piłkarskiej afrykańskiego kraju Burkina Faso. Sprowadzenie Baniaka to bez wątpienia akt desperacji prezesa klubu i legendy Górnika Velijko Nikitovicia. Trener z niewątpliwym doświadczeniem i być może ze świeżym spojrzeniem, ale zupełnie oderwany od ligowej rzeczywistości. Nie znał większości swoich piłkarzy, a co mówić o zawodnikach rywali...

Wszedł do szatni nowego klubu zupełnie nieprzygotowany, czego dowodem może być sytuacja sprzed kilku dni, gdy do jednego z zawodników rzucił:

– Ciebie kojarzę. Minęliśmy się w poprzednich klubach, pamiętam jak grałeś, jesteś doświadczonym zawodnikiem. Miałeś bardzo zdolnego brata!

Zaskoczony, raczej zdezorientowany sytuacją zawodnik, nazwiskiem Kasperkiewicz, odparł:

– Trenerze, to ja jestem tym młodszym bratem, mam obecnie 24 lata...

Baniak działa totalnie po omacku, techniką „na nosa” i dwa uda – albo się uda, albo nie uda. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli Górnik się utrzyma, bo zwyczajnie ma zbyt dobry i doświadczony na wielu pozycjach zespół, żeby opuścić szeregi pierwszej ligi. Wspominałem w jednym z ostatnich felietonów, że kwoty przekazywane na wynagrodzenie w Górniku upoważniają do walki o czołowe lokaty. Nowy trener Górnika planuje chyba przeprowadzenie okresu przygotowawczego na swoich warunkach.

Spotkanie poprzedniej kolejki z Chrobrym Głogów został odwołane, a gospodarze nie podjęli zupełnie żadnych działań, by przygotować boisko. Nie rozumiem, dlaczego drużyna Chrobrego po próżnicy przyjechała do Łęcznej (ponad 600 kilometrów), a PZPN nie wyciąga konsekwencji. Prognozy zapowiadające intensywne opady śniegu na Lubelszczyźnie były dostępne od ponad tygodnia. Gospodarze od początku mieli plan, żeby z pomocą zimowej aury odwołać to spotkanie. Warunki w Niepołomicach były podobne, a mimo to mecz z Zagłębiem się odbył, bo gospodarze zwyczajnie zrobili wszystko, by usunąć śnieg z boiska. Tego dnia temperatury były minusowe, a odczuwalna osiągała nawet osiem kresek poniżej zera. Niespodziewanie na polach karnych śnieg był rozmyty i stały kałuże. Dziwne i mocno zastanawiające... Szczególnie pod bramką od strony hali, gdzie promienie słonecznie nie padały i śnieg nie miał prawa się rozpuścić.

Zwróćcie na to uwagę, na zamieszczonych poniżej ujęciach z magazynu Nice1Ligi telewizji Polsat.

Odwołane spotkania wprowadzą dużo zamieszania w terminarzu. W czasie sześciu tygodni niektóre drużyny mogą rozegrać nawet dziesięć spotkań! Na przykładzie prowadzącego w klasyfikacji strzelców Szymona Lewickiego można zauważyć, jak zakłócone zostały pierwszoligowe rozgrywki. 24 listopada zagrał z Górnikiem Łęczna, a po nim nadeszła zimowa przerwa. Wiosną zagrał w dwóch kolejkach i właśnie w drugim meczu z Miedzią Legnica (9 marca) zobaczył czwartą żółtą kartkę, więc w kolejnym spotkaniu musiał pauzować. Na szczęście dla niego, wyjazdowy mecz z Puszczą odbył się i karę odpokutował. W przypadku odwołania tego spotkania, przez prawie miesiąc nie wybiegłby na ligowe boiska. Najbliższe spotkanie sosnowiczan z Rakowem Częstochowa zostało odwołane ze względu na powołania młodzieżowców. Lewicki będzie mógł zagrać w spotkaniu z GieKSą Katowice w świąteczną sobotę, a wszystko dzięki sprawnemu przygotowaniu murawy na mecz w Niepołomicach.

***

Cotygodniowy raporcik, czyli młodzi, wystąp!

Ostatnie powołania selekcjonera Dariusza Gęsiora z kadry U-20/21, będącej zapleczem dla młodzieżowej kadry Czesława Michniewicza, wzbudziły w środowisku wiele kontrowersji. Zastanawiano się, według jakiego klucza nominacje otrzymują zawodnicy na mecze turnieju Elite League U-21 z Anglią i Niemcami. Powołania pierwotnie nie otrzymał wyróżniający się w Miedzi Legnica Adrian Purzycki, a został dowołany już w sobotę w miejsce kontuzjowanego Macieja Ambrosiewicza z Górnika Zabrze.

Regularnie grający w Wigrach Mateusz Żyro powołanie otrzymał dopiero we wtorek rano. Zastąpił kontuzjowanego Sebastiana Chruściela, który jesienią w barwach Olimpii Grudziądz zagrał w zaledwie jednym meczu i wrócił do Grecji, gdzie się wychował, żeby podpisać kontrakt z drugoligowym przeciętniakiem. Ze zdziwieniem odebrany został także fakt braku powołań dla bramkarza Marcina Staniszewskiego z Puszczy Niepołomice, Pawła Mandrysza z GieKSy Katowice, Mateusza Czyżyckiego z Odry Opole, Adriana Gryszkiewicza z Górnika Zabrze, Dawida Błanika z Pogoni Szczecin czy Kamila Wojtkowskiego z krakowskiej Wisły.

W niemieckiej Bundeslidze od pierwszej minuty zagrało 20 młodzieżowców. W holenderskiej Eredivisie aż 34(!), w tym urodzony w grudniu 2001 roku Sepp Van Den Berg, środkowy obrońca klubu PEC Zwolle. W samym Ajaxie w podstawowej jedenastce miejsce znalazło sześciu zawodników ze statusem młodzieżowca.

W naszej Ekstraklasie smutna liczba... zaledwie 5:

1. Piotrowski 1997 – Pogoń
2. Wieteska 1997 – Górnik
3. Gumny 1998 – Lech
4. Chrzanowski 1999 – Lechia
5. Szymański 1999 - Legia

 

 

***

Szybkie shoty, czyli no to po kolejce!

Na plus:

Postawa krakowskich klubów. Wisła po prestiżowym zwycięstwie w Warszawie na dwie kolejki przed końcem sezonu zasadniczego zapewniła sobie pierwszą ósemkę. Cracovia po kolejnym zwycięstwie również zbliża się do tego celu. W świątecznej kolejce swoje spotkanie rozegra w Niecieczy z Termaliką, a pozostające w walce o ósemkę Zagłębie podejmie u siebie Jagiellonię. W ostatniej kolejce mające taki sam cel drużyny spotkają się na stadionie "Pasów".

Babole:

Babole - dosłownie - wpuścił bramkarz Termaliki Jan Mucha, czym przyczynił się do porażki Słoni w meczu o sześć punktów z Pogonią Szczecin. Trener Jacek Zieliński ma ogromny problem - Mucha rozczarowywuje formą i nadal nie pozbył się zbędnego balastu. Rezerwowy bramkarz Dariusz Trela po pierwszym meczu z Koroną, gdzie popełnił poważny błąd, został zaszczuty również przez właścicieli klubu, którzy mieli ogromne pretensje do prowadzącego wtedy drużynę "Słoni" Macieja Bartoszka o niewystawienie Muchy. Natomiast trzeci bramkarz Krzysztof Baran nie jest zgłoszony do rozgrywek przez brak miejsca na liście zgłoszeń.

Kuriozum:

Reprezentant kraju Sławomir Peszko z Lechii kolejny raz dał się wyprowadzić z równowagi kibicowi. Rozumiem, żeby bronił się postawą na boisku, ale niestety - jego boiskowe poczynania, szczególnie zmarnowana sytuacja w polu bramkowym Lecha, były jeszcze bardziej kuriozalne.

Cytat kolejki:

Nasze głowy nie były dziś obecne na boisku, były zupełnie gdzieś indziej. Muszę dowiedzieć się, dlaczego tak się stało. Powiedziałem ostatnio, że Legia ma w swoim zespole kilku Carlitosów, ale dziś na boisku był tylko jeden. (Trener Legii Romeo Jozak na pomeczowej konferencji po porażce z Wisłą Kraków)

Zdjęcie kolejki:

Radość piłkarzy Jagiellonii po zwycięskiej bramce w meczu z Arką Gdynia. Dokonali niesamowitej rzeczy - przegrywając w 93. minucie 1:2 doprowadzili do zwycięstwa. Dokładnie 77 sekund zajęło dwukrotne pokonanie bramkarza Arki, a w tzw. "międzyczasie" była radość po bramce Burligi dającej remis.

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się