var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: własne

Załuska: Teraz jesteśmy w bagnie po klatkę piersiową. Kibice naprawią stadion GKS-u Tychy. Szpital w Górniku

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2018-04-05 09:56:43

W czwartkowej prasie tematem przewodnim z powrotem jest Ekstraklasa. Sporo miejsca poświęca się ostatniej kolejce fazy zasadniczej, ale nie brakuje też tematów z innych lig. Wybraliśmy 21 artykułów z pięciu źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Załuska: Byliśmy w bagnie po szyję, teraz jesteśmy po klatkę piersiową"

"MATEUSZ JANIAK: Ile pan planuje jeszcze sezonów w karierze? W tym roku skończy pan 36 lat.
ŁUKASZ ZAŁUSKA:
Widziałem ostatnio, że w 2017 roku tylko czterech piłkarzy w ekstraklasie rozegrało wszystkie mecze i byłem w tej czwórce. Kontuzje mnie omijają, ostatnią poważną miałem 11 lat temu w Dundee United, kiedy złamałem piątą kość śródstopia. Kilka miesięcy pauzowałem. Ale ktoś nade mną czuwał, uraz wyszedł mi na zdrowie. Następnego dnia przyjechał Grzesiek Szamotulski i miałem czas, żeby przyjrzeć się lidze szkockiej z boku. Zobaczyć, czego wymagają od bramkarzy. Jak to wygląda na meczach i treningach, dzięki temu, gdy wszedłem między słupki, byłem lepiej przygotowany. Nie wiem, czy gdybym zaczął od razu bronić, dałbym radę. Liga bardzo się różniła od polskiej, w ogóle nie znałem języka. Byłem jak niemowa. Przez pół roku siedziałem i uczyłem się angielskiego. Początkowo pojawiło się załamanie, ale koniec końców okazało się, że wyszło na dobre.

W obecnych rozgrywkach także mógł się pan załamać. Pogoń długo była najgorszym zespołem ekstraklasy.
Takiego sezonu nie miałem w całej karierze. Często siedzimy w szatni i rozmawiamy o tym, co się działo. Wydaje mi się, że początkowo, kiedy nam nie szło, nie wszyscy zdawali sobie sprawę, co się dzieje. „Zostało 25 meczów, nadrobimy”. Chyba niektórzy myśleli w taki sposób. A potem była kolejna porażka i kolejna. W pewnym momencie zobaczyłem w oczach niektórych delikatny strach, że jedną nogą jesteśmy w I lidze. Że trzy czwarte Polski nas skreśliło. Że każdy zespół, z którym graliśmy, dopisywał sobie przed meczem trzy punkty. To było chyba najgorsze. Rywale byli pewni, że z nami wygrają. W Płocku prowadziliśmy 1:0, a w przerwie jeden z przeciwników powiedział w wywiadzie, że i tak zwyciężą. Byliśmy w bagnie po szyję, teraz jesteśmy w nim do klatki piersiowej.

Dało się odczuć, że przeciwnicy zupełnie się Pogoni nie bali?
Nawet, kiedy prowadziliśmy do 82. minuty 2:1 z Bruk-Betem Termalicą, było widać, że rywale są pewni siebie i dla nich kwestią czasu jest, kiedy nas złapią. Na szczęście teraz to idzie w dobrym kierunku, myślę, że nikt nie chce grać z nami, bo każdego czeka trudne 90 minut.

Najgorszy moment to...
Gol Świerczoka w 92. minucie na 3:3 w meczu z Zagłębiem. Wolej z 11 metrów, 13. mecz bez wygranej. Graliśmy dobrze, prowadziliśmy 3:1. Wróciliśmy do szatni i… nikt nie wiedział, co powiedzieć. Każdy ledwo oddychał, a znowu nie wyszło. Ale porażka nakręca kolejną. Teraz widać to po Sandecji. Oglądaliśmy z chłopakami z drużyny jej spotkanie z Koroną i doskonale wiedzieliśmy, co czują zawodnicy. Nie zazdroszczę im."

Więcej TUTAJ

***

"Parfjanowicz: Japońska sielanka. Szkoda, że gramy z nimi dopiero na koniec"

"Zgrupowanie piłkarskiej reprezentacji Japonii w Liege. Dzień treningu na boiskach akademii Standardu. Stoimy z operatorem kamery (nigdy nie mówcie na nich „kamerzysta” – obrażą się śmiertelnie) w specjalnie wyznaczonej strefie, czekając na rozmowę z tym najbardziej polskim zawodnikiem w całej ich kadrze, znanym ze Śląska Wrocław, Ryotą Morioką. Podchodzi niepozorny mężczyzna w dresie Niebieskich Samurajów. Na oko, tuż po czterdziestce. I zagaduje, o dziwo, perfekcyjnym angielskim:

– Czekacie na Ryotę? 
– Tak.
– Zaraz przyjdzie. A jak wam się tu podoba?
– Tu w porządku, dla nas wszystko świetnie zorganizowane, ale… nerwowo jakoś.
– Nerwowo…
– Tak… Trener na każdej konferencji atakuje zawodników. A podczas treningów albo z nimi nie rozmawia, albo krzyczy. Dziwne to.
– Masz rację, dziwne. Nie rozumiemy, o co mu tak naprawdę chodzi. Przez ostatnie lata prowadził afrykańskie zespoły i z nas też taki chciałby zrobić. A my jesteśmy inni, nie wygrywamy siłą, tylko zgraniem i techniką. On nas nie rozumie i nie chce zrozumieć. Poza tym powołania. Widziałeś powołania? Mówi, że Shinji Okazaki (z Leicester – przyp. red.) nie pasuje do jego stylu gry. Okazaki! Grający na co dzień w najbardziej wymagającej lidze świata. To wszystko jest strasznie smutne."

Więcej TUTAJ

***

"Odmienieni, ale na jak długo? Legia zaczęła pracować na odbudowę zaufania"

"Jednak w porównaniu z występem w Gdyni legioniści pokazali w Zabrzu nowe, trochę już zapomniane oblicze: na faule odpowiadali agresywną grą, a takiego zachowania brakowało np. w spotkaniu z Arką. Kiedy dochodziło do spięć, w Zabrzu ze wsparciem dla kolegi ruszała cała drużyna. Nikt nie odstawiał nogi. Do cech wolicjonalnych zespół Jozaka dołożył umiejętności – tylu okazji, ile Legia miała w Zabrzu, nie stworzyła w spotkaniach z Jagiellonią, Wisłą oraz Arką razem wziętych. Brakowło tylko skuteczności i precyzji w wykończeniu sytuacji, ale te się wreszcie pojawiły.

Wyciąganie jakichkolwiek ostatecznych wniosków na podstawie jednego meczu nie ma sensu, bo największym tegorocznym problemem warszawskiej drużyny jest brak stabilizacji.

Dotyczy to każdego aspektu: ustawienia, personaliów, podziału zadań. W Zabrzu na boisku był zdecydowanie większy porządek niż w kilku ostatnich spotkaniach, gdzie jedenastu niezłych zawodników nie przypominało drużyny."

Więcej TUTAJ

***

"Trzeba przełamać kadrową klątwę. Jagiellonia liczy, że forma wróci na Puchar Maja"

"Kiedy w poprzednim sezonie białostoczanie jako pierwsi wpadli na metę rundy zasadniczej, ówczesny szkoleniowiec zespołu Michał Probierz, gorzko żartując gratulował swoim piłkarzom mistrzowskiego tytułu, dodając prześmiewczo, że dodatkowych siedem spotkań będzie rywalizacją o tak zwany Puchar Maja. Jeżeli w sobotę zawodnicy Jagiellonii uporają się z Wisłą Płock, zostaną uhonorowani probierzowym, wirtualnym mistrzostwem i z uprzywilejowanej pozycji rozpoczną walkę o Puchar Maja, czyli prawdziwe mistrzostwo Polski.

W sobotę emocje na stadionie przy ulicy Słonecznej będę więc umiarkowane, wszak na prawdziwy finisz ligi trzeba poczekać. Wygrana z płocczanami możejednak okazać się nie byle jakim bonusem, bo Lech będzie musiał pofatygować się do Białegostoku na jedną z bitew o tytuł. Remis też może to zapewnić, ale wtedy żółto–czerwoni muszą ściskać kciuki, by Kolejorz nie poradził sobie z Górnikiem. Natomiast Legia już nie uniknie majowej wizyty na Podlasiu.

W Białymstoku mają jedno marzenie.  Wreszcie chcą poczuć smak złota, bo srebra i trzeciego miejsca znają już dobrze. By spełnić ten warunek, ekipa Ireneusza Mamrota musi wystrzegać się tego, co pokazała w pierwszej części meczu w Lubinie. „Tego czegoś”, bo z grą w piłkę miało to tyle wspólnego, co niedawna pogoda z wiosną..."

Więcej TUTAJ

***

"Grają o półtora miliona. Górnik prowadzi w Pro Junior System"

"W PJS kluby otrzymują punkty za czas spędzony na boisku przez piłkarzy w wieku do 21 lat, przy czym bierze się pod uwagę występy w ekstraklasie i w reprezentacji narodowej. W ostatniej kolejce ligowej w spotkaniu z Sandecją Nowy Sącz (2:2) w meczowej osiemnastce zabrzan było aż ośmiu młodzieżowców (!), a ostatecznie zagrało pięciu z nich. – W sumie w tym sezonie wystąpiło u nas dziesięciu takich piłkarzy. Zaznaczaliśmy, że będziemy stawiać na młodzież i wcieliliśmy to w życie. Chłopcy rozwijają się, a ten kapitał, jaki zyskują dzięki grze w ekstraklasie, przyniesie nam korzyści w przyszłości – podkreśla trener Marcin Brosz.

Punkty do PJS zbierają w Zabrzu trzej gracze: Szymon Żurkowski, Maciej Ambrosiewicz i Mateusz Wieteska, bo aby zacząć punktować w tym systemie trzeba przekroczyć granicę 270 minut w co najmniej pięciu ligowych spotkaniach. Żurkowski i Wieteska to podstawowi gracze, którzy decydują o obliczu zespołu. Górnik zebrał już 7093 pkt – o 981 więcej niż drugi Lech i aż 2923 pkt więcej niż trzecia Cracovia. To bezpieczna przewaga, zwłaszcza że w drużynach z Poznania i Krakowa punktuje tylko po dwóch graczy, dlatego trudno im będzie zagrozić śląskiej ekipie."

Więcej TUTAJ

***

"W Płocku nastał czas weryfikacji"

"Aż dziewięciu piłkarzom z kadry pierwszego zespołu 30 czerwca wygasają kontrakty. W tej grupie są: Seweryn Kiełpin, Patryk Stępiński, Maksymilian Rogalski, Nico Varela, Semir Štilić, Kamil Biliński, Jose Kante oraz wypożyczeni Konrad Michalak (z Legii Warszawa) i Igor Łasicki (z włoskiego SSC Napoli).

– Kilku wymienionych zawodników to nasi kluczowi gracze. Z większością prowadzimy już rozmowy. Myślę, że w najbliższych dniach klub poda komunikat, z kim osiągnęliśmy porozumienie – mówi Łukasz Masłowski, dyrektor sportowy Wisły Płock.

Najważniejszymi piłkarzami z tej grupy są na pewno Varela (24 mecze i 6 goli), Štilić (18 występów, 3 bramki i 5 asyst), Kante (21 spotkań, 6 goli i asysta), Michalak (21 meczów, gol i 3 asysty) oraz Łasicki (20 występów i 2 trafienia)."

Więcej TUTAJ

***

"Palcić obwinia się za porażkę z Lechem"

"Dla Mateja Palčiča początek wiosny był obiecujący. Słoweniec, sprowadzony z NK Maribor, rozpoczął rundę jako zmiennik Jakuba Bartkowskiego, ale szybko wskoczył do podstawowego składu i zagrał w czterech pełnych meczach. Nie wyróżniał się wprawdzie w grze ofensywnej, ale przynajmniej nie popełniał większych błędów w obronie. Aż do poniedziałkowego spotkania z Lechem, którego był jednym z antybohaterów.

24-latek zdaje sobie z tego sprawę. – Popełniłem błąd, po którym rywale strzelili na 2:1 i wszystko się posypało. Nic więcej nie mogliśmy zrobić. To był kluczowy moment meczu, bo nie byliśmy gorsi od Lecha. W spotkaniach, które są wyrównane, pada niewiele goli, dlatego takie błędy znaczą bardzo dużo. Myślałem, że piłka wyjdzie na aut. Powinienem być przy niej pierwszy, a nie kalkulować. To dla mnie nauka na przyszłość – kajał się były mistrz Słowenii, którego trener Joan Carrillo zdjął z boiska na kwadrans przed końcem meczu. Palčič zdaje sobie sprawę, że pomyłka może dla niego mieć konsekwencje w postaci utraty miejsca w składzie. – Zrobię wszystko, by tak się nie stało. To nie zależy jednak ode mnie. Ja muszę się podnieść i skoncentrować na sobocie – mówi obrońca."

Więcej TUTAJ

***

"Piłkarze, którzy powinni ciągnąć Śląsk, wpadli w dołek"

"Zjazd formy niektórych zawodników jest aż zagadkowy. Słabo grają doświadczeni obrońcy, lecz jeszcze bardziej dziwi postawa bardziej kreatywnych zawodników. W Szczecinie cieniem samego siebie był Robert Pich, który wcześniej w kluczowych momentach umiał szarpnąć, strzelić ważnego gola. W oczach gaśnie Sito Riera, którego resztki formy ulotniły się wraz z odejściem Jana Urbana, niewypałem trzeba nazwać sprowadzenie Kamila Vacka, na którego wysupłano ostatnie pieniądze, bo założono, że z jego pomocą drużyna bez trudu zapewni sobie miejsce w górnej połówce. Więcej można było się też spodziewać po Jakubie Koseckim, któremu urazy nie pozwalają ustabilizować formy, oraz po Michale Chrapku.

– Właśnie w drugiej linii widać najwięcej ogniw do pilnej wymiany, a to oznacza, że tacy piłkarze jak 19-letni Adrian Łyszczarz czy o rok starszy Maciej Pałaszewski powinni grać zdecydowanie więcej, bo to na pewno nie zaszkodzi Śląskowi, a może pomóc – mówi Jezierski."

Więcej TUTAJ

***

"Hładun polubił zerówki. Imponujące wejście do bramki"

"Miedziowi zimą energicznie szukali na rynku solidnego bramkarza, dali wysoki kontrakt Piotrowi Leciejewskiemu, tymczasem okazało się, że właściwego człowieka mają swoim klubie. Sprowadzony z Norwegii Leciejewski zagrał jedynie w meczy z Legią (2:3), po czym trener Mariusz Lewandowski tylko utwierdził się w przekonaniu, że należy postawić na Dominika Hładuna. I to jest najlepsza z jego decyzji, bo debiutant broni bez kompleksów i jest imponująco skuteczny, co potwierdził w meczu z liderującą Jagiellonią (1:0).

– Zimą najpierw było trzech kandydatów do bramki, więc gdy przyszedł jeszcze Leciejewski, podcięło mi to trochę skrzydła. Trener zapowiedział jednak, że będzie bronił najlepszy. Taka deklaracja mi wystarczyła. To była twarda i uczciwa rywalizacja. Wskoczyłem między słupki i tak łatwo nie dam się stamtąd wypędzić – zapowiada Hładun, zaznaczając, że jest daleki od przypisywania sobie wyłącznych zasług za szczelną grę w defensywie. – Pomaga mi cała drużyna, koledzy dobrze wiedzą, że w ekstraklasie jestem nowy, więc tym bardziej wspierają mnie na boisku – dodaje 23-letni bramkarz."

Więcej TUTAJ

***

"Trela wykorzystał szansę. Jest nowym numerem jeden"

"Półtora roku temu, tuż po transferze z Korony do Bruk-Betu Termaliki Nieciecza, wywalczył miejsce w bramce i spisywał się bardzo pewnie. Z powodu problemów zdrowotnych został jednak rezerwowym, a jego zmiennik Krzysztof Pilarz grał na tyle dobrze, że to on bronił przez większość sezonu. Latem sprowadzono doświadczonego Jana Muchę, dla którego Trela był tylko zmiennikiem. W bieżących rozgrywkach dostał zaledwie jedną szansę – na początku wiosny, w meczu przeciwko Koronie Kielce (0:3). Popełnił jednak prosty błąd przy wyprowadzaniu piłki i już po jednym spotkaniu do bramki wrócił Mucha.

Słowak spisywał się jednak tak słabo, że trener Jacek Zieliński znów sięgnął po Trelę. Tym razem zmiennik nie zawiódł. Nie miał zbyt wiele do roboty, bo Cracovia nie oddała przez cały mecz celnego strzału, ale bramkarz sprawiał wrażenie pewnego. Dobrze wyłapywał dośrodkowania, wprowadzał piłkę do gry i dyrygował obroną. Najsłabsza defensywa ligi wreszcie zdołała przez całe spotkanie nie popełnić ani jednego błędu. To dlatego Trela może teraz liczyć na grę w kolejnych meczach."

Więcej TUTAJ

***

"Tomasik doczekał się szansy"

"W Krakowie Piotr Tomasik nie tylko był pewny w obronie, ale przede wszystkim nieustannie zagrażał bramce Wisły. To właśnie on wywalczył rzut karny, kiedy Wisła prowadziła 1:0, bo to po jego dośrodkowaniu piłka trafiła w rękę Frana Veleza. Liczne wrzutki Tomasika stwarzały sytuacje Christianowi Gytkjaerowi, który zakończył mecz z hat trickiem. Obrońca miał też najwięcej odbiorów, bo aż siedem razy zabrał piłkę wiślakom.

Występ 30-latka tym bardziej mógł się podobać, bo zagrał w nietypowej dla siebie roli. Trener Kolejorza Nenad Bjelica podjął decyzję o grze trzema środkowymi obrońcami, a na bokach ustawił Tomasika i Tymoteusza Klupsia."

Więcej TUTAJ

***

"Stokowiec kończy weryfikację. Postawi na tych, z którymi wiąże nadzieje"

"O tym, że końcówka rundy zasadniczej będzie etapem weryfikacji kadry, Stokowiec mówił zaraz po zatrudnieniu w Lechii.

– Pozostające spotkania mają mi dać odpowiedź na temat przydatności niektórych piłkarzy - mówił. W każdym z starć stawiał na inne rozwiązania, sprawdzał taktykę z trzema obrońcami oraz z czwórką z tyłu. Postawił też na zawodników, których jego poprzednik Adam Owen pomijał. Po wstępnym rozeznaniu uznał, że odstawi od składu Gersona, da szansę Grzegorzowi Kuświkowi, Michałowi Nalepie, Patrykowi Lipskiemu czy Stevenowi Vitorii."

Więcej TUTAJ

***

"Przychody z esportu przekroczą miliard dolarów"

"Dynamika wzrostu esportu w ostatnich latach jest imponująca. Jeszcze w 2015 roku przychody w skali globalnej z tego tytułu wynosiły 325 mln dolarów, w tym roku ma być już miliard dolarów. Tylko w Niemczech szacuje się, że przychody z esportu w 2018 roku wyniosą 90 mln euro, w 2019 roku będzie to 110 mln, a w kolejnym 130 mln euro. Struktura przychodów w esporcie jest bardzo podobna jak w sporcie tradycyjnym. Są to przede wszystkim najszybciej rozwijające się sponsoring i wpływy komercyjne, a także wpływy z biletów oraz zawartości premium. Zgodnie z badaniem Deloitte pt. „Continue to Play” w Niemczech 16 proc. kibiców w wieku od 25 do 34 lat jest w stanie zapłacić za dodatkowe treści wysokiej jakości.

W 2016 roku kibice komputerowych rozgrywek spędzili łącznie sześć miliardów godzin, śledząc wydarzenia z tym związane. Było to pięć razy więcej niż w 2010 roku. Połowę tego czasu przed komputerami spędzili widzowie z Chin. Jednocześnie należy pamiętać, że liczba sześciu mld godzin odpowiada jedynie 5,33 dniom transmisji na żywo w USA. W ESL (Electronic Sports League), czyli największej lidze esportowej na świecie, zrzeszonych jest ponad 6 mln zawodników, którzy tworzą ponad pół miliona drużyn. W 2015 roku liga ta została kupiona przez szwedzki koncern medialny Modern Times za 87 mln dolarów."

Więcej TUTAJ

 

"SPORT"

"Kibice naprawią stadion GKS-u Tychy"

"Podczas rozgrywanego w Wielką Sobotę meczu z „Niebieskimi” zniszczonych zostało na sektorach gospodarzy blisko 150 krzesełek. Klub krótko po końcowym gwizdku wystosował oświadczenie, potępiając dewastację własnego stadionu. Kibice nie schowali głowy w piasek. Członkowie stowarzyszenia „Tyski Fan” spotkali się z działaczami GKS-u i wypracowali wspólne stanowisko.

– Kibice zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji i szybko doszliśmy do konkretnych wniosków, zaplanowania konkretnych działań. Zaczynamy naprawę stadionu, do której zostanie oddelegowana grupa kibiców. Osobiście nam pomogą, będą montować krzesełka, przy pomocy pracowników klubu. Ze strony kibiców jest dobra wola i chęć, by stadion wyglądał jak najlepiej już na sobotni mecz z Chojniczanką. Kibice zachowali się bardzo fair – mówi Krzysztof Trzosek, rzecznik prasowy GKS-u.

W swoim oświadczeniu (całość obok) stowarzyszenie „Tyski Fan” podkreśliło, że weźmie na siebie część kosztów związanych z naprawą. Mówimy o znacznych kwotach, skoro zniszczono 149 siedzisk, a koszt jednego wraz z montażem wynosi około 350 złotych. – Koszty? Mogę tylko powtórzyć to, o czym napisali kibice w komunikacie. Zawarliśmy dżentelmeńską umowę i będziemy naprawiać stadion. Zarówno nam, jak i stowarzyszeniu, zależy na dobru klubu – dodaje Trzosek."

Więcej TUTAJ

***

"Pobojowisko, czyli pokazaliśmy walkę"

"Loska wynosił ze stadionu guza; Mateusz Wieteska – opuchnięte oko i pozszywany łuk brwiowy. Tyle było widać na twarzy, po zdjęciu plastra, z którym kończył spotkanie. To „pamiątka” po starciu z kolegą z reprezentacji młodzieżowej, Sebastianem Szymańskim. Ale… nie jedyna. Kilkunastocentymetrowa szrama na szyi, i druga – przez klatkę piersiową. – Pęknięty łuk to wynik zetknięcia z czubkiem buta Sebastiana. Pozostałe dwa urazy to z kolei „pamiątka” po wkrętach na podeszwie – wyjaśniał obrońca zabrzański. Nawet przez chwilę jednak nie zastanawiał się nad celowością ryzyka, jakie podjął przy próbie odbioru Szymańskiemu piłki przed własnym polem karnym. – Poszedłem agresywnie głową. Musiałem, żeby przerwać tę akcję. A on po prostu wysoko podniósł nogę… W sumie się opłacało: kilka szwów i zadrapań to drobiazg. Najważniejsze, że bramki z tego nie było – wyjaśniał 21-letni Wieteska.

Siniaki, stłuczenia i otarcia „przynieśli” do szatni również inni „górnicy” (zwłaszcza Damian Kądzior i Igor Angulo), a długa lista „kartkowiczów” w legijnej ekipie bynajmniej nie jest efektem szafowania upomnieniami przez Daniela Stefańskiego. Zwłaszcza początek spotkania stwarzał wrażenie, jakby legioniści grać zamierzali „na fizyczne wyniszczenie”. – Mimo wszystko mam nadzieję, że to była tylko twarda walka, a nie celowa taktyka. Mamy grać w piłkę twardo, ale fair. I zakładam, że tak właśnie było ze strony Legii – odpowiedział nam Marcin Brosz, pytany o wrażenia z pierwszego kwadransa spotkania. Delikatnie odpowiedział jak na fakt, że owe urazy jego podopiecznych to coś więcej niż tylko – cytując jego vis-a-vis – „zakrwawione kolana”…"

Więcej TUTAJ

***

"Piast w pogoni za komfortem"

"Zespół trenera Waldemara Fornalika tej wiosny jest częściej chwalony niż krytykowany, bo gra zespołu zdecydowanie się poprawiła w stosunku do tego, co wiedzieliśmy jesienią. Poprawa gry w obronie, zmniejszenie liczby porażek – to najbardziej oczywiste efekty tych zmian. Mimo tego sytuacja gliwiczan daleka jest od komfortowej.

– Faktycznie w tabeli wciąż nic nie jest jasne i oczywiste. Jeszcze trochę brakuje tych punktów do spokojnego utrzymania – mówi Józef Drabicki, były prezes Piasta. – Wciąż szwankuje ofensywa. Co prawda troszeczkę się w tej formacji poprawiło, ale za mało, żebyśmy mogli mówić o zdecydowanej poprawie ataku. Tyły są dobre zorganizowane, jest asekuracja, ale w ataku są jeszcze spore rezerwy i na tym musi się skupić sztab szkoleniowy – zauważa były szef klubu z Okrzei. – Do meczu z Wisłą przystępowaliśmy z optymizmem… Okazało się, że jednak nie jest tak dobrze jak myśleliśmy. Mamy nad czym pracować. Musimy wyeliminować błędy w swojej grze i skoncentrować się na kolejnym spotkaniu – przyznał samokrytycznie po porażce 0:1 w Płocku, obrońca Marcin Pietrowski."

Więcej TUTAJ

***

"Sebastian Nowak: Wrócę jeszcze na boisko!"

"Sytuacja wyglądała naprawdę kiepsko. Niby zwykły wyskok do piłki na treningu, ale już efekt lądowania na prawej nodze – fatalny. – Nigdy wcześniej nie miałem tego rodzaju urazu, ale od razu wiedziałem, że to coś poważnego. Nie potrafiłem w ogóle stanąć na tej nodze – opowiada nam Sebastian Nowak. „Coś” okazało się zerwaniem więzadeł – pierwszym w piłkarskiej karierze doświadczonego bramkarza. – Na rezonansie wyszło też pęknięcie łąkotki, więc „przy okazji” lekarze „naprawią” i ten feler – uśmiecha się nasz rozmówca.

I nie jest to wcale „uśmiech przez łzy”, choć przecież dla piłkarza w wieku 36 lat konieczność rekonstrukcji więzadeł (u profesora Krzysztofa Ficka, specjalizującego się w tego rodzaju sportowych kontuzjach) to poważne wyzwanie, stawiające przed dylematem: „co dalej?”. – Wiem, że po okresie rehabilitacji (trwa zazwyczaj pół roku – dop. red.) będę mieć prawie 37 lat. Jestem jednak nastawiony bardzo pozytywnie: chcę wrócić do gry. Mam zamiar jeszcze przez jakiś czas pokopać piłkę – deklaruje jednak Nowak. – Równam do Wojtka Kędziory, który jest przecież starszy ode mnie, a wciąż prezentuje się świetnie, również motorycznie."

Więcej TUTAJ

 

"GAZETA WYBORCZA"

"Prezesi Lechii i Arki zaczęli już Derby Trójmiasta"

"Mimo iż derby Trójmiasta odbędą się dopiero w sobotę, już teraz czuć, że nie będzie to zwykły mecz. Małą wojnę zaczęli włodarze obu klubów, choć jako pierwszy sygnał do ataku dał Adam Mandziara.

W niedzielę, przy okazji Świąt Wielkanocnych, prezes Lechii postanowił zmobilizować całą gdańską społeczność przed nieuchronnie zbliżającymi się derbami z Arką. Użył jednak przy tym słów, które nie powinny paść ze strony człowieka zajmującego tak poważną pozycję w klubie, nawet jeśli wyrażał się o najbardziej znienawidzonym przez kibiców zespole."

Więcej TUTAJ

***

"Okoński zachwycony Klupsiem"

"– Do tej pory stosował sporo zmian w składzie, chyba za dużo. Ten zespół nie miał szans na to, by się zgrać. Kiedy się przeanalizuje skład Lecha z ostatnich meczów, to co chwilę grał on w innym zestawieniu. Moim zdaniem, to się odbiło na wynikach. Wystarczyło pograć kilka razy z rzędu w jednym zestawieniu i pojawiło się zrozumienie, powtarzalność. Poza tym trener wpuścił młodych graczy dopiero wtedy, gdy nie miał wyjścia, bo kadra się posypała z powodu kontuzji i chorób – mówi Mirosław Okoński. – Tymczasem ten młody chłopak Tymoteusz Klupś okazał się świetnym graczem – dodaje.

Tymoteusz Klupś zagrał od pierwszej minuty meczu z Wisłą Kraków. Zebrał wiele pozytywnych recenzji, ale słowa uznania od takiej gwiazdy piłki jak Mirosław Okoński z pewnością będą dla niego cenne.

– Świetny chłopak! – uważa „Okoń”. – Bez kompleksów, odważnie, z dużą pewnością siebie, zagrał po prostu dobrze. Zrobił na mnie wrażenie. Widać było, że niczego się nie boi. I w kanalik próbował rywali zapuścić, a gdy miał dwóch na karku, to pobiegł z nimi do linii autowej i przytrzymał. To mi się bardzo podobało."

Więcej TUTAJ

 

"RZECZPOSPOLITA"

"Afera z bramkarzem, który rzekomo wrócił do Polski"

"- Nigdy nie byłem w Polsce - stwierdził Boris Dubicki, trzeci bramkarz amatorskiej drużyny Biggleswade Town z Southern League Premier Division, po tym jak jego sprawą zajęła się m.in. BBC.

Dubicki był trzecim bramkarzem drużyny z hrabstwa Bedfordshire. Po kontuzji dwóch pierwszych - Liama Goocha i Sama Donkina - był jedynym ratunkiem dla klubu, choć wcześniej nie rozegrał żadnego oficjalnego spotkania. Tyle tylko, że golkiper zniknął, a klub ogłosił, że zawodnik wrócił do rodzinnej Polski.

Zespół Biggleswade Town próbował w tej sytuacji pozyskać bramkarza poza okienkiem transferowym, na co pozwalają przepisy. Jednak liga orzekła, że do awaryjnego transferu dojść nie może, bo cały czas zgłoszony jest Dubicki i teoretycznie jest on zdolny do gry."

Więcej TUTAJ

 

"FAKT"

"Kuzyn Boruca trenuje z Torino"

"Maksymilian Boruc (16 l.) przebywa na testach w Torino. Utalentowany bramkarz może grać w przyszłości w reprezentacji Polski lub Szwecji.

Młody bramkarz aktualnie jest zawodnikiem klubu Husqvarna FF, grającego w III lidze. Boruc, który jest dalekim kuzynem Artura (38 l.), byłego reprezentanta Polski, czeka na oficjalny debiut w seniorskiej piłce. Na razie był w meczowej kadrze Husqvarny w sparingach."

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się