var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

Gdy Wielkanoc myli się z Bożym Narodzeniem

Autor: Janekx89
2018-04-17 17:41:29

Kiedy powietrze w legijnej szatni zrobiło się zbyt gęste? Jakie wydarzenie skłoniło Dariusza Mioduskiego do decyzji o zmianie trenera? Co robi w wolnej chwili Hildeberto? No i najważniejsze - kto może zostać nowym trenerem Legii Warszawa? O tym w najnowszym #KryptoFutbol! Zachęcamy do dyskusji z autorem na Facebooku pod artykułem lub linkiem do niego i na Twitterze pod hasztagiem #KryptoFutbol.

Zwolnienie Romeo Jozaka na wszelkie sposoby zostało medialnie skonsumowane, więc do tematu - choć jest on przeżuty, przemielony i wypluty - dołożę kilka własnych spostrzeżeń. Jak to zwykle bywa, wyskoczyli dwaj „mądrzy” dziennikarze, którzy wypisują teraz, że projekt „Legia pod batutą Jozaka” nie miał prawa się powieść... Tyle, że ci dwaj mądrale po niedawnym pewnym zwycięstwie Wojskowych nad cieniutkim w tej rundzie, jak tyłek węża Śląskiem, piali z zachwytu nad tym, jaki Legia ma styl, jak dominuje i widać wypracowane podczas zimowych obozów schematy wdrożone przez trenera. Stylu wystarczyło do kolejnego meczu z Cracovią, która pokazała, że ambitną postawą i mądrym przesuwaniem zawodników na pozycjach, można się Legii przeciwstawić, zaś przy cierpliwym rozgrywaniu zagrozić jej bramce.

Kolejny był mecz z Jagiellonią, w mroźny lutowy wtorek, gdy po zupełnej dominacji gości bezradna Legia przegrała 0:2. To właśnie wtedy, według mojej wiedzy prezesowi Dariuszowi Mioduskiemu miała zapalić się czerwona lampka, że jednak coś z tym wizjonerem Jozakiem jest nie tak. Po tamtym spotkaniu doszły dodatkowo (także do prezesa) głosy, że główną odprawę prowadziła pani psycholog, a taktyki i analizy gry rywala było tyle, co kot napłakał. Ale być może Mioduskiemu obraz zaciemniły dwa kolejne triumfy: zwycięstwo nad Lechem po przypadkowym rzucie karnym i wyjazdowa wiktoria nad będącą w totalnym kryzysie Lechią. Wydawać się mogło, że przy szczęśliwych okolicznościach Jozakowi uda się jednak wepchnąć drużynę na właściwy tor i pokierować ku skutecznej walce o dublet. Kolejne mecze brutalnie sprowadziły jozakową Legią na glebę. Wisła Kraków przyjechała na Łazienkowską jak po swoje. Znany z zamiłowania do taktycznych analiz trener Białej Gwiazdy – Joan Carrillo, przygotował odpowiedni plan dla swoich piłkarzy, którzy odnieśli pewne zwycięstwo. W prywatnych rozmowach piłkarze i osoby ze sztabu krakowian twierdziły, że po tym, co przygotował szkoleniowiec Legii, żaden element nie mógł ich zaskoczyć. Aktualni mistrzowie kraju grali schematycznie, wciąż powielając te same rozwiązania, nie mając w zanadrzu nic zaskakującego i efektownego.

Później Jozakowi Wielkanoc pomyliła się z Bożym Narodzeniem, bo odstawił szopkę z przesunięciem do rezerw Michała Kucharczyka. Zamieszanie to źle, wręcz beznadziejnie, wpłynęło na drużynę i jeszcze bardziej nawarstwiło niesnaski w szatni, szczególnie po powrocie kadrowiczów ze zgrupowań reprezentacji. Kolejna porażka, tym razem w Gdyni podkreśliła: król (czyli jeszcze panujący mistrz) jest nagi! Jozak po blamażu w Gdyni zostałby zwolniony, ale w perspektywie czekał ważny pucharowy mecz w Zabrzu, więc właściciel Legii dał sobie na wstrzymanie z jakimś kategorycznym posunięciem...

Postawa drużyny w Zabrzu (1:1) i zwycięstwo z Pogonią (3:0), przekonywujące jedynie wynikiem, a dobra postawa bardzo przyzwoicie dysponowanego Arkadiusza Malarza, pozwoliła na taki przebieg spotkania, oddalając tym samym pożegnanie Chorwata.

Pierwszy mecz w fazie finałowej miał dać kluczową odpowiedź: czy Jozak jest w stanie poprowadzić drużynę ku sukcesom? Znając wyniki wtop Lecha i Jagiellonii, oczekiwano gładkiego zwycięstwa z osłabionym, szczególnie w defensywie, Zagłębiem Lubin (w nim za kartki pauzowali Kopacz i Balić). Jozak, a raczej drużyna, za którą odpowiadał – egzamin totalnie oblała. Z siedemnastu stworzonych sytuacji, tylko cztery zakończyły się strzałami skierowanymi na bramkę rozgrywającego świetną rundę Doninika Hładuna.

Powietrze w legijnej szatni zrobiło się tak gęste, jak w tropiku. Prezes Mioduski w końcu postanowił uchylić okno, przez które jeszcze w sobotnią noc wyleciał Jozak.

Przed pucharowym meczem z Górnikiem trener posłuchał, co mają do powiedzenia piłkarze. A ci zamiast gadek motywacyjnych i wydziwiana, proponowali powrót do wcześniejszej taktyki i schematów. Jozak na to przystał, czym udowodnił, że słowa po objęciu Legii, iż „chce się sprawdzić” nie były rzucane na wiatr. Patrząc po czasie, można w głos się zaśmiać – ze strony Chorwata to była jawna groźba! Decyzja szefów Legii o przekazaniu sterów asystentowi była raczej jedyną z możliwych. Na Ł3 nie mieli opcji rezerwowych i zbyt mało czasu (nie będzie już przerwy na reprezentację) dla nowego trenera na zapoznanie z drużyną (szczególnie w przypadku zagranicznego trenera na zaznajomienie się z realiami naszej specyficznej ligi). Dlaczego zagranicznego? Nie widzę innego, a z tego, co wiem, przy Łazienkowskiej również nie widzą dostępnego kandydata z opcji trener „na lata” z orzełkiem na okładce paszportu.

Dokładnie cztery tygodnie temu, po porażce z Wisłą, zasugerowałem, że Dariusz Mioduski przychylnym okiem spoglądał w stronę Michała Probierza, o czym dowiedzieć się miał profesor Filipiak. No i właściciel Cracovii zabezpieczył się przed taką ewentualnością, przedłużając nagle umowę ze swoim trenerem. Wielu oceniło wtedy to jako bzdurę i mój wymysł... Zrobiło się niepotrzebne zamieszanie, choć wyraźnie zaznaczałem, że już wtedy właściciel Legii widział niedostatki w warsztacie Jozaka i myślał o alternatywie, lecz nowego coacha chciał zatrudnić od nowego sezonu. Radziłbym spojrzeć na tamtą informację z dzisiejszej perspektywy. To Legia bardziej chciałaby obecnie Probierza, niż trener Cracovii pracować w klubie z pogłębiającym się na wielu frontach kryzysem, szczególnie finansowym. Przy braku awansu co najmniej do grupy Ligi Europy, stabilność Legii zostanie mocno zachwiana, a tylko przy zewnętrznym dofinansowaniu (inwestor/współudziałowiec) możliwa będzie działalność na dotychczasowym poziomie.

Drugim Polakiem, jakiego widziałby w Legii właściciel, byłby bez wątpienia Adam Nawałka, o którym w kontekście pracy przy Łazienkowskiej zakulisowo mówi się od dawna. Wolałem nie dolewać już oliwy do i tak mocno rozognionej dyskusji po wspomnieniu o Probierzu, wstrzymałem się więc z pisaniem czegokolwiek o Nawałce. Dobrze dla ogółu, że ta informacja pojawiła się w studiu przed pucharowym meczem w Zabrzu i przekazał ją Marcin Feddek, którego z selekcjonerem kadry łączą także prywatne relacje. Jest również autorem książki „Dekalog Nawałki”, wydanej przed mistrzostwami Europy, spinającej klamrą etapy pracy selekcjonera plus niuanse z tzw. prywatnego życia trenera. Realizacja tematu z Nawałką jednak mało realna. Obecny selekcjoner naszej reprezentacji po cichu marzy o pracy w zachodniej lidze, ewentualnie możliwy jest skok na kasę i emerytura w Chinach, gdzie w przeszłości jako zawodnik występował jego asystent Bogdan Zając. Ostatni mecz grupowy Polacy zagrają 28 czerwca z Japonią we Wołgogradzie. Ekstraklasa rusza już po trzech tygodniach 20 lipca, natomiast II runda eliminacji europejskich pucharów 24-26 lipca. W przypadku przejścia Nawałki do Legii musiałoby się zatem zgrać wiele czynników.

Można się także spodziewać, że Dr Bernhard Heusler, wieloletni prezes i twórca największych sukcesów FC Basel, który współpracuje obecnie z klubem jako doradca, będzie optował - jeśli już tego nie robi - za kandydaturą 52-letniego Szwajcara Ursa Fischera. Trener ten od lipca 2015 do końca poprzedniego sezonu był szkoleniowcem właśnie w FC Basel. Dwukrotnie zdobył mistrzostwo Szwajcarii, Superpuchar kraju, a także prowadził drużynę w Lidze Mistrzów i Europy. Wcześniej, jako trener ligowych średniaków FC Thun i Zurich, także odnosił sukcesy, jakim bez wątpienia była m.in. gra w grupowej fazie europejskich pucharów.

Dariusz Szpakowski w programie „Misja Futbol”, luźno rzucił opcję z Andrzejem Strejlauem jako tymczasowym trenerem, by następnie, już całkiem poważnie sugerować Jacka Gmocha. Ten miałby okazać się w naszych realiach niczym Jupp Heynckes w Bayernie. Szpakowski bredził: „Mamy też Jacka Gmocha i może on mógłby przejąć stery tak awaryjnie na kilka meczów? Myślę, że na takie tymczasowe rozwiązanie, to mogłoby być. Jacek swoje lata już ma, ale widać ile w nim jest jeszcze zaangażowania i pasji”.

Równie dobrze można sugerować kandydaturę klubowej maskotki, czyli Misia Kazka.

***

Prezes Mioduski podczas niedzielnej konferencji podkreślił, że doświadczenie nowego szkoleniowca będzie kwestią, której poświęcą dużą uwagę. Według moich informacji, mocno rozważaną opcją do zatrudnienia jest właśnie doświadczony ukraiński szkoleniowiec Myron Markewicz. Z Dnipro Dniepropetrowsk doszedł do finału Ligi Europy. Sukces tym bardziej godny podziwu, że żadnego ze spotkań Dnipro nie grało na swoim stadionie. Finał ten w maju 2015 r. odbył się na Stadionie Narodowym w Warszawie, gdzie po wyrównanym meczu triumfowała Sevilla (3:2) z Grzegorzem Krychowiakiem w składzie. Markiewicz był przymierzany do objęcia Legii w połowie 2016 roku, po odejściu Stanisława Czerczesowa. Opuścił będące w kryzysie finansowym Dnipro po sezonie 2015/16. W ojczyźnie cieszy się opinią poligloty (zna cztery języki, w tym polski i angielski), wytrawnego stratega, maniaka taktycznych niuansów, godzinami ślęczącego nad analizą gry swojego zespołu lub rywala. Wychował się w Winnikach w obwodzie lwowskim, gdzie od dziecka miał styczność z językiem polskim. Obecnie pracuje dla ukraińskiej federacji FFU, w której pełni rolę koordynatora reprezentacji – od pierwszej do najniższej wiekiem. W wywiadach deklaruje chęć powrotu na ławkę trenerską, a jako nestor umówiony jest, że może odejść w każdej chwili, w momencie otrzymania satysfakcjonującej go oferty.

Legia ma problemy na wielu płaszczyznach i trudno dostrzec próby ugaszenia tego kryzysu. Coraz aktywniejszy w social mediach staje się Berto. „Grubasek” po skróceniu wypożyczenia przez Northampton Town nie wrócił do Warszawy, natomiast zaczął odważnie transmitować upojne chwile przy butelce. Wczoraj podzielił się ujęciami tortu z urodzin kolegi. Nie byłoby w tym nic sensacyjnego, gdyby nie zestaw trunków okalający ciasto, okraszone herbem Barcelony. Kilka tygodni temu partnerka Portugalczyka wrzucała na swoje instastory filmiki z „Grubaskiem”, biegającym nago po mieszkaniu, wymachując przyrodzeniem.

 

 

 

Po porażce z Zagłębiem i frekwencyjnej klęsce (13 tysięcy osób) obniżono ceny biletów na pozostałe spotkania fazy finałowej, niestety wiele osób skarży się, że zapłacili przykładowo za karnet 190 zł, a obecnie bilety mają kosztować po obniżce na Koronę 40 zł, Wisłę Płock 40 zł, a Górnik 40 zł lub 55 zł (?). Nawet w przypadku maksymalnej ceny za ostatni mecz domowy z Górnikiem, kupujący pakiety będą stratni kilkanaście/kilkadziesiąt złotych. Liczy się jednak fakt. Wiele osób w kolejnych latach może się zwyczajnie zniechęcić i mocno zastanowić przed kolejnym zakupem pakietów.

***

Cotygodniowy raporcik, czyli młodzi, wystąp!

Fragment, ale jakże wymowny i dający do myślenia z tekstu Łukasz Olkowicza "Prześwietlenie – Żywot młodzieńca ligowego (cz. II)":

„Latem ubiegłego roku władze Ekstraklasy SA na prośbę PZPN zbierały opinie na temat Pro Junior System oraz koncepcje na poprawę szkolenia w Polsce. Kluby zaproponowałyby zastanowić się nad rozwiązaniem wprowadzonym w Holandii i Portugalii. Do dziś nikt z Ekstraklasy, ani PZPN nie odniósł się do tego pomysłu.”

W tej kolejce zagrała jedenastka młodzieżowców:
1. Gumny 1998 – Lech
2. Jóźwiak 1998 – Lech
3. Wieteska 1997 – Górnik
4. Gryszkiewicz 1999 – Górnik
5. Żurkowski 1997 – Górnik
6. Liszka 2000 – Górnik
7. Szymański 1999 - Legia
8. Slisz 1999 – Zagłębie
9. Jagiełło 1997 - Zagłębie
10. Gojko 1998 – Piast
11. Piotrowski 1997 – Pogoń
12. Michalak 1997 – Wisła Płock

***

Szybkie shoty, czyli no to po kolejce!

Zaskoczenie:
Negatywne rzecz jasna. Bardzo niska frekwencja na stadionach w Białymstoku i Warszawie - dokładnie niespełna 11 i 13 tysięcy osób. Jakby nie patrzeć, termin dogodny – sobotnie popołudnie i wieczór, a drużyny pomimo trwania w sportowym kryzysie mogły wskoczyć na fotel lidera.

Kuriozum:
Zachowanie Sito Rieiry ze Śląska Wrocław, który po otrzymaniu czerwonej kartki (za drugą żółtą) podszedł do sędziego Piotra Lasyka i niespodziewanie uderzył go głową. Sprawą zajmie się Komisja Dyscyplinarna Ligi. To nie pierwsze tego typu zachowanie Hiszpana w przygodzie z piłką, gdy nie potrafił utrzymać emocji na wodzy. Nie powinien już zagrać w tym sezonie, a może lepiej byłoby jak sugeruje wielu fanów Śląska żeby odszedł z klubu i nie wystąpił w lidze w ogóle.

 

 

 

 

 

 

Wtopa:
Postawa drużyn z aktualnego podium ligowej stawki, które zgodnie przegrały swoje spotkania. Łączny kurs po przemnożeniu współczynników z postawionych trzech „dwójek” na Koronę, Górnik Zabrze i Zagłębie u jednego z krajowych bukmacherów wyniósł ponad 350!

Cytat kolejki:
Trzeba przeprosić naszych kibiców, bo wierzyli w to, że ten mecz w końcu dla nas będzie zwycięski, a tu zawiedliśmy. Tak to widzę. Zawsze odpowiedzialny jest trener. Biorę to na siebie, kibice niech we mnie walą. Trener odpowiada za to. Może być dyskusja. Tak to wygląda nie tylko w Gdyni, ale i na całym świecie. I ja jestem odpowiedzialny za to. Szkoda bardzo, ale takie jest życie. Na pewno wieszać się nie będę, ale miło mi nie jest. Kibice są rozżaleni, mają prawo – trener Arki L.Ojrzyński po kolejnych przegranych derbach (cytat za sport.trojmiasto.pl).

Jednak niezadowolenie publiczności nie ograniczyło się do niecenzuralnych okrzyków wznoszonych w trakcie gry i transparentu pod adresem prezesa klubu, Wojciecha Pertkiewicza, czy skandowania pod adresem piłkarzy, że "hańbią Arkę". Około tysiącosobowa grupa próbowała wtargnąć do pomieszczeń stadionu, w których mieszczą się m.in. szatnie piłkarzy, a także loże VIP. Rozbito jedne z drzwi obiektu. Interweniowała policja i ochrona.

Zdjęcia kolejki:
Szymon Żurkowski z Górnika Zabrze w objęciach trenera Marcina Brosza tuż po zwycięstwie nad Jagiellonią. Bardzo ważne, bo pierwsze od 8 kolejek (nie licząc walkowera z Piastem) zwycięstwo zabrzan w lidze. Było to bardzo istotne spotkanie także dla Damiana Kądziora z Górnika, który wrócił do rodzinnego miasta a rywalem był klub, w którym się wychował i w zasadzie nie dostał szansy. Dodatkowo później doszły niesnaski związane z jego kontraktem w czasie wypożyczeń. Niezależny od Jagiellonii stał się dopiero po wykupieniu przez pierwszoligowe Wigry Suwałki.

Załamani piłkarze Termaliki w samej końcówce meczu z Pogonią, w tym jeden z liderów drużyny Łukasz Piątek. Wymowne ujęcie z telewizyjnej kamery, widmo spadku coraz bardziej zagląda w oczy piłkarzy klubu z Niecieczy. Już w piątek o 18 zagrają „mecz za sześć punktów, o życie” ze Śląskiem Wrocław.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się