var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

Gdzie się podziała truskawka i tort?

Autor: Janekx89
2018-04-26 17:35:00

W najnowszym #KryptoFutbol, który wyjątkowo publikujemy we czwartek, Janekx89 rozprawia się z Tomaszem Hajto i Romanem Kołtoniem. Nie brakuje również informacji transferowych, które będą stałym punktem felietonu. Zachęcamy do dyskusji z autorem na Facebooku pod artykułem lub linkiem do niego i na Twitterze pod hasztagiem #KryptoFutbol.

Dzisiaj krócej niż zwykle, ponieważ piszę w trochę dziwnych okolicznościach, dokładnie na niemieckiej ziemi, na której kopał kiedyś piłkę pewien ananas. Ale o rozgłos zadbał ostatnio u nas, dokładnie w studio polsatowskiego programu Cafe Futbol, które w pośpiechu opuszczał. Dlatego kilka słów ode mnie odnośnie do tej sprawy, posiłkując się też cytatami z „Super Expressu” o Tomaszu Haffto, przepraszam, Hajto! Były reprezentant dał show, lecz chyba nie takie, jakiego oczekiwali kibice.

Prowadzący program Bożydar Iwanow oraz jego goście – Roman Kołtoń oraz Sylwester Czereszewski ze zdumieniem, a może i przerażeniem w oczach patrzyli, gdy nagle, zapewne z niedyspozycji żołądka umęczonego sobotnią walką z płynami i zakąską, ekspert (ha, ha!) w pośpiechu, blady jak szkolna kreda, wybiega ze studia. Ci, którzy liczyli (prowadzący pewnie też), że nastąpi powrót pana Tomasza, hm, przeliczyli się. Nie było zatem jego podsumowującego komentarza, czyli słynnej truskawki na torcie. Zgaduję, że truskawka, jak i tort, znalazły się w... no, mniejsza o to.

Krzesło Hajty zostało wyniesione ze studia jeszcze w trakcie pierwszej części, gdy emitowany był jeden z materiałów. Dopiero po reklamowej przerwie prowadzący Bożydar Iwanow przekazał:  – Tomka wezwały obowiązki i sprawy rodzinne. Dziś już do nas nie wróci.

Dziwne tłumaczenie, które można o kant... kieliszka potłuc. Opuszczający studio ekspert nie wyciągał wcześniej telefonu, a w czasie wyjścia dłonie także miał puste. Nie mógł też otrzymać informacji od realizatora na tak zwaną „słuchawkę”, jak sugerowało kilka osób. Akurat wtedy przekaz szedł do prowadzącego Iwanowa, który przytaczał informację o liczbach Szwocha i innych, co zresztą słychać i widać na poniższym filmiku.

Jeden z widzów uważnie śledzący program zauważył, że ekspert Polsatu chwilę przed wyjściem wydawał dziwne odgłosy, prawdopodobnie tracąc kontrolę nad swoim buntującym się coraz mocniej układem pokarmowym. Rychło potwierdziła to także hajtowa „mowa ciała” i wygląd przy wyjściu ze studia.

 

 

 

Zaskoczony takim obrotem sprawy skomentowałem to wydarzenie na Twitterze i nigdy bym się nie spodziewał, że sprawa odbije się aż takim echem. Bagatela 3 tysiące osób polajkowało mój wpis.

Popełniłem pewien błąd, przypuszczając, że studyjny dezerter faktycznie był na gali boksu w Częstochowie. Informację o absencji na gali podał jej organizator – Mateusz Borek. Nie miałem jednak podstaw, by podejrzewać, że mogło być inaczej. W kulisach nagranych w przeddzień tego wydarzenia organizujący ją Borek układał koperty z biletami dla gości i była tam oczywiście koperta dla Hajty. Także dla innego reprezentanta – Piotra Świerczewskiego, który tego dnia był w Słupsku na meczu charytatywnym dla chorego Pawła Kryszałowicza. A Hajto jeszcze w piątek i sobotę wrzucał na swój instagram zdjęcia z gwiazdami organizowanej przez Borka gali. Okazało się, że wieczorem był faktycznie w innym miejscu. Bawił się bowiem... na chrzcinach, które najprawdopodobniej dały w kość ekspertowi...

„Super Express” pod obszernym tekstem o bokserskiej gali Polsatu umieścił artykuł o dramatycznym wręcz tytule: „Gianni, co się stało?!”. Ostatnie, dość dwuznaczne zdania brzmiały następująco: Jeszcze w trakcie programu "Cafe Futbol” jego gospodarz Bożydar Iwanow wyjaśnił, że powodem nagłego wyjścia Hajty były sprawy rodzinne. I chyba faktycznie tak było. W sobotę popularny "Gianni" chwalił się w internecie zdjęciami z zabawy podczas chrzcin...

W niedzielę po 15 przebywający z Hajtą drugi z ekspertów Roman Kołtoń wrzucił wpis próbujący załagodzić sytuację, tylko Panowie „eksperci” raczej nie pomyśleli. Mający niby wielkie i nagłe problemy rodzinne były reprezentant obserwuje na Twitterze ponad 600 osób. Traf chciał, że chwilę po wrzuceniu tego wpisu zdołał przypadkowo je polajkować? Gość mający wielkie problemy rodzinne, przesiaduje na Twitterze i odświeża sobie obserwowany timeline? Ejże! Takie bajki świadczą, że traktuje się kibiców/telewidzów jak naiwnych idiotów.

 

 

 

Kołtoń zapowiadał, że „bohater” być może coś wyjaśni. Do dziś nikt nic nie usłyszał. Zaś następnego dnia biesiadnik pojawił się na premierze napoju energetycznego TurboGrosik, którego główną twarzą jest reprezentant Kamil Grosicki. Po minach Hajty trudno było spostrzec, że trapią go jakiekolwiek problemy rodzinne. W prywatnych rozmowach podczas prezentacji energetyka zwyczajnie śmiał się z sytuacji w programie i obracał to w żart, jako chwilową niedyspozycję.

Swoją drogą napój, jaki pomagał promować, raczej nie pomógłby w szybszej regeneracji. Grosicki, pozostający dla wielu młodych adeptów futbolu idolem i inspiracją, zachęca do zakupu wyrobu wyprodukowanego przy pomocy następujących składników: woda, cukier 27g, kwas cytrynowy, sól 0,35g, dwutlenek węgla, tauryna (0,4%), regulator kwasowości: cytryniany sodu; kofeina 80 mg, barwniki: E150c, E101.

Grosicki wykorzystuje swoją popularność. Niby dobrze... bo będąc w kluczowym momencie kariery musi wykorzystywać swoje pięć minut i kasować reklamowe apanaże, ale czy musi to robić przy pomocy produktu, który raczej zdrowia nie doda, prędzej kłopoty gastryczne, takie jak u wiadomo kogo!

Badania naukowców i lekarzy dowodzą, że spożycie napojów energetycznych już godzinę po wypiciu wpływa na kurczliwość mięśnia sercowego, a to jest wybitnie szkodliwe szczególnie dla młodych, dorastających osób. Na premierze napoju ze składnikami niemal żywcem wyjętymi z tablicy Mendelejewa pojawił się oczywiście Kołtoń. Ostatnio promuje swój Youtube'owy kanał, na którym pojawił się także ekskluzywny wywiad z bohaterem premiery napitku. Zastanawiające, że wywiad ten ma zaledwie 8 tysięcy wyświetleń. Roman Kołtoń, zwany Romanem–Mitomanem, założył kanał, gdy zdał sobie sprawę, że nie dostanie autorskiego programu na antenach platformy Cyfrowego Polsatu. Usłyszałem, że entuzjastą pomysłu z programem z Romanem w roli głównej nie był szef sportu tej stacji – Marian Kmita. Sprawdziłem również i dzisiejszą, trwająca ponad 37 minut transmisję live, analizę po meczach Ligi Mistrzów. Miała nędzne 980 wyświetleń łącznych, co przy 324 tysiącach obserwujących Kołtonia na Twitterze daje mocno do myślenia i utwierdza w przekonaniu, że zarządzający sportem w telewizji z logiem słońca miał rację i wyczucie, nie wpuszczając przemądrzałego Kołtonia na wizję. Choć tego, że pozwolono wejść na tą wizję Hajcie też już pewnie żałują.

Na zdrowie! A raczej Gesundheit, skoro jestem u zachodnich sąsiadów!

***

Wspomniany wyżej Mateusz Borek występując w roli eksperta w poniedziałkowym programie „Misja Futbol” dość jednoznacznie zaironizował, sugerując wyście ze studia. Na koniec programu dodał: "Tomasza Hajty w Częstochowie ostatecznie nie było. Proszę nie myśleć, że PEWNE rzeczy, jakie się wydarzyły, były konsekwencją  party pod Jasną Górą."

 

 

 

W sobotę w Słupsku odbyła się wielka impreza charytatywna dla walczącego z nowotworem jelita byłego reprezentanta. Głównym jej punktem był mecz pod hasłem „Gramy dla Kryszała”. -Nie wierzyłem, że się to uda – mówił wzruszony Kryszałowicz, spoglądając na niemal 50 kolegów z reprezentacji Polski i klubów, którzy przyjechali mu pomóc. – Ta reprezentacja to był nie tylko zespół, który grał w piłkę. To wspólnota, rodzina, którą bardzo scementowały bolesne momenty. To przykre, że spotykamy się w takiej sytuacji, ale przyjazd 23 piłkarzy z mojej reprezentacji pokazuje, jak bardzo się szanują – mówi były selekcjoner Jerzy Engel.  Pojawili się byli zawodnicy, którzy nie mogli grać, ale chcieli uświetnić imprezę i okazać wsparcie dla kolegi swoją obecnością. Najbardziej znany z tych niemogących zagrać Jacek Bąk walczy z przewlekłym bólem pleców. Jak relacjonowała obecna na tym meczu Iza Koprowiak z „Przeglądu Sportowego”, pojawili się także emerytowani zawodnicy i przyjaciele Kryszałowicza z różnych stron Europy. Zabrakło tylko Hajty, co zostało odebrane przez większość uczestników tego meczu z dużym niesmakiem.

Jerzy Dudek zrezygnował z meczu charytatywno-reklamowego z sowitym bankietem u Luisa Figo w Genewie, gdzie wystąpił Ronaldinho i wiele znanych postaci światowego futbolu.

 

 

 

Frapuje mnie, czy szef polsatowego sportu Marian Kmita wie o działalności Hajty w innych profesjach, chociażby jako agent piłkarski. Ktoś może zapytać, w czym to przeszkadza, przecież jeszcze lepiej, jeśli ekspert telewizyjny ekspert jest kimś bezpośrednio ze środowiska, mającym informacje z pierwszej ręki. Owszem, ekspert zapraszany raz na jakiś czas nie przeszkadza, jeśli łączy role, ale co innego, gdy jest to stały ekspert, komentujący często mecze. Dodatkowo spotkania, gdzie dochodzi do konfliktu interesów.

Taki przykład mieliśmy ostatnio, gdy w czasie pierwszego meczu półfinału Pucharu Polski Górnika z Legią krytycznie oceniał Adriana Gryszkiewicza, który do Górnika trafił zimą z Gwarka Zabrze. Wcześniej, bo przed obecnym sezonem do Górnika trafił Wojciech Hajda, a transfer ten przeprowadzał właśnie Hajto. Próbował podpiąć się także do transferu lewego obrońcy, gdzie bardziej chodziło o lansowanie się na zdjęciu na tle historycznych trofeów Górnika aniżeli o jakąś pomoc zawodnikowi. Hajda w tym meczu wszedł z ławki, rewanżowy mecz rozpoczął w wyjściowym składzie. Trudno było doszukać się u Hajty obiektywizmu w czasie komentowania tego dwumeczu.

Pytany przez osoby ze środowiska o swoją działalność jako agenta piłkarskiego, Hajto często się tego wypierał. Tymczasem zawodnikom wręcza swe wizytówki, przedstawiające go jako Prezesa Zarządu Niemieckiej agencji TKM International Management. Wielu z tych zawodników posiadających umowy z innymi przedstawicielami mocno bajeruje, obiecując transfer do Bundesligi.

W jednym z programów „Cafe Futbol” przed Młodzieżowymi Mistrzostwami Europy w Polsce mieszał z błotem Bartosza Kapustkę, który kilka dni wcześniej odmówił Hajcie wystawienia autoryzacji na transfer/wypożyczenie do Bundesligi. W czasie tych MME  mocno hejtował Pawła Dawidowicza, który również olał nagabywanie eksperto-agenta. Jak czas pokazał, Kapustka trafił do Bundesligi i bez pomocy wiele obiecującego Hajty.

 

 

 

***

Do końca sezonu pozostało jeszcze pięć kolejek, prawie miesiąc kalendarzowego grania, a dochodzi już coraz więcej spekulacji odnośnie do letniego okienka transferowego, które zapowiada się niezwykle ciekawie.

Od wtorku w #KryptoFutbol będę dodawał akapit właśnie o transferach na szczeblu centralnym naszej piłki. Na luźno będę wymieniał swoje spostrzeżenia i dokonywał bieżącej analizy, na pewno znajdą się także jakieś zakulisowe informacje. Coś, co wiele osób interesuje i często byłem pytany, czy będę wreszcie pisał więcej poza suchymi „newsami” transferowymi, jakie wrzucam na swoją twitterową tablicę.

Zastanawiający jest fakt, że kluby Ekstraklasy zaczęły coraz mocniej penetrować pierwszą ligę. Czy to będzie stały trend? Być może do myślenia wielu trenerom i klubowym działaczom dały dobre wyniki, jakie w tym sezonie osiągnęła Wisła Płock, oparta na młodych graczach, i beniaminek z Zabrza? Zapowiada się na to, że przynajmniej kilkunastu piłkarzy z zaplecza trafi do krajowej elity. Pomijając oczywiście zawodników z tych drużyn Nice 1. Ligi, które awansują.

Łakomym kąskiem dla ekstraklasowych klubów stał się Damian Gąska z Wigier, ale jeśli ktoś porównuje tego 21-latka do jego imiennika Kądziora, to robi chłopakowi krzywdę. Obecny piłkarz Górnika był bowiem liderem drużyny przez duże „D-e” i czołowym, jeśli nie najlepszym, piłkarzem ligi. Natomiast Gąska jest co najwyżej dobrze rokującym i młodszym zawodnikiem. W ostatnich niespełna dwóch sezonach, gdy grał regularnie, zaliczył 3 bramki i 12 asyst, a dla porównania Kądzior w dwóch ostatnich pierwszoligowych sezonach - 23 gole i 20 asyst. Młodzieżowy reprezentant naszego kraju, jak ustaliłem, wbrew pojawiającym się informacjom nie zadeklarował nigdy, że przejdzie do Śląska Wrocław. Zwyczajnie czeka na rozwój sytuacji i końcowe rozstrzygnięcia w Ekstraklasie, tym bardziej, że zainteresowanie nim wykazuje aż pięć klubów z grupy spadkowej.

Gorącym tematem jest także środkowy obrońca 23-letni Mariusz Malec z Podbeskidzia, które wiosną straciło zaledwie jedną bramkę, a wychowanek Ruchu Chorzów pełni rolę lidera defensywy Górali. Najbardziej zdeterminowana w walce o tego zawodnika jest obecnie szczecińska Pogoń, z której latem do Kazachstanu lub Rosji może odejść Gruzin Lasza Dwali. Drugim klubem jest Śląsk Wrocław, którego dyrektor sportowy Dariusz Sztylka stale obserwuje pierwszoligowe spotkania i jednym z trzech transferowych celów z założenia „młody Polak” ma być właśnie Malec.

Drugim zawodnikiem, jakim interesują się te kluby, jest lider środka pola Wigier Suwałki, Mateusz Radecki. 25-latek latem będzie wolnym zawodnikiem.

W Wiśle Kraków zamierzają przynajmniej o kilkanaście procent zmniejszyć budżet na kontrakty zawodników. Jest to zastanawiający ruch, patrząc jak mocno przeciętną drużyną w ostatnich latach jest ekipa spod herbu Białej Gwiazdy. Zupełnie nie spełnia oczekiwań szerokiej rzeszy kibiców. Dodatkowo nie wierzę w wiedzę i transferowy nos dyrektora sportowego Manuela Junco, gdyż większość jego dotychczasowych pomysłów to były mocne niewypały. Jak daje się usłyszeć, sposób prowadzenia rozmów przez Hiszpana z polskimi zawodnikami pozostawia wiele do życzenia, a oferta (bez wcześniejszego zapytania), jaką zimą złożył za Szymona Żurkowskiego, odebrano w piłkarskim środowisku jako kompromitację i obnażenie nieznajomości specyfiki rynku. Pozytywne transfery Hiszpanów w większości wynikały z kontaktów i rozeznania na tamtejszym rynku byłego trenera Kiko Ramireza. Jako przykład można przytoczyć sytuację, że Junco i klubowy skaut Marcin Kuźba nie byli do końca przekonani do transferu „amatora Carlitosa” z rezerw Villarrealu.

Co ciekawe, Boguski, środkowy obrońca Gonzalez i bramkarz Cuesta mogą nie zrealizować limitów minut potrzebnych do przedłużenia kontraktu. Polak został zwyczajnie odstawiony i klub z premedytacją robi wszystko, żeby nie osiągnął wymaganego limitu, a Hiszpanie byli kontuzjowani. Decyzję w ich sprawie podejmą włodarze. W Wiśle zapowiada się na uszczuplenie kadry i małą rewolucję, szczególnie w środku pola, gdzie trzecią propozycję kontraktu odrzucić miał Pol Llonch. Hiszpan w przynajmniej trzech klubach z Ekstraklasy dostałby lepsze warunki niż te oferowane przez Wisłę. Zakusy na niego, z tego, co pisał Piotr Koźmiński z "Superaka", ma nawet walcząca o awans Miedź Legnica.

Po drugiej stronie Błoń także zapowiada się na małą rewolucję i dalszą przebudowę drużyny Pasów. Jak ustaliłem, jednym z Brazylijczyków, którego w przedsezonowych sparingach i na treningach oglądał trener Probierz, był ofensywny zawodnik urodzony w 1995 roku Sérgio Antônio Soler de Oliveira Junior „Serginho”, wychowanek i obecnie zawodnik Santosu FC. Aktualnie wypożyczony jest do innego klubu brazylijskiej elity - América Futebol Clube (MG), gdzie już w pierwszym meczu ustrzelił bramkę i dołożył dwie asysty. Latem Santos może skrócić wypożyczenie i definitywnie sprzedać zawodnika. Z tego, co ćwierkają krakowskie wróbelki, latające nad ośrodkiem treningowym przy Wielickiej, drużynę Cracovii latem opuści Szymon Drewniak, który nie jest zadowolony ze swojej sytuacji. Tym bardziej, że na jego pozycję szykowani są kolejni młodzi zawodnicy, obecnie dobrze spisujący się w drużynie juniorskiej. Ta notabene miała walczyć o utrzymanie w CLJ, a obecnie goli liderująca Legię Warszawa i po zwycięstwie we wczorajszym zaległym meczu z Koroną (3:0) praktycznie zapewniła sobie udział w fazie pucharowej o mistrzostwo kraju.

***

Cotygodniowy raporcik, czyli młodzi, wystąp!

Górnik Zabrze na spotkanie z Wisłą Płock posłał najmłodszą jedenastkę tego sezonu Ekstraklasy. W zespole najstarszy był Dani Suarez (28 lat), a od 25-letniego Rafała Kurzawy młodszych było aż… ośmiu (!) piłkarzy. Średnia zawodników Górnika, którzy kończyli mecz wynosiła dokładnie 22 lata (jak podaje oficjalna strona zabrzańskiego klubu)

Kolejny rok dochodzą głosy, że terminarz fazy finałowej Centralnej Ligi Juniorów został ułożony totalnie niezważając na przygotowania pierwszych drużyn. Zespoły seniorskie ewentualnych finalistów, czyli Cracovii czy Lecha, już dzień po finale zaczynają obozy przygotowawcze. Zawodnicy z drużyny juniorów będą musieli dostać przynajmniej tydzień wolnego, co w przypadku krakowian będzie dużym utrudnieniem, zważając na liczbę młodych piłkarzy, jakich na obóz planuje zabrać trener Probierz.

W tej kolejce zagrała dziesiątka młodzieżowców:

1. Slisz 1999 - Zagłębie
2. Jagiełło 1997 - Zagłębie
3. Gumny 1998 - Lech
4. Józwiak 1998 - Lech
5. Piotrowski 1997 – Pogoń
6. Dziczek 1998 - Piast
7. Gryszkiewicz 1999 - Górnik
8. Wieteska 1997 - Górnik
9. Hajda 2000 - Górnik
10. Pestka 1998 - Cracovia

***

Szybkie shoty, czyli no to po kolejce!

Zaskoczenie:

Postawa Wisły Płock, która po zwycięstwie w Zabrzu zmierza do zajęcia co najmniej czwartego miejsca. Wartym uwagi jest fakt, że budżet na kontrakty piłkarzy w klubie z Mazowsza jest dwukrotnie mniejszy niż walczących o utrzymanie Śląska i Termaliki.

Kuriozum:

Wypowiedź Pani Prezes Bruk-Bet Termaliki Nieciecza, opublikowana na oficjalnej stronie klubu w przerwie meczu.

"To co działo się w Niecieczy w pierwszej połowie to piłkarski poker" (pisownia oryginalna)

Sprawą już zajęła się Komisja Ligi, Witkowska ma złożyć wyjaśnienia i oby skończyło się na sowitej karze.

Na "wyróżnienie" zasługuje też zachowanie Arvydasa Novikovasa przy rzucie karnym w meczu przeciwko Koronie.

 

 

 

Wtopa:

Postawa sędziego Daniela Stefańskiego w ostatni weekend. W meczu z Lechem nie ukarał drugą żółtą kartką Roberta Gumnego, który faulował Adama Matuszczyka. Po meczu sam zawodnik przyznał, że był świadomy tego, co zrobił i oczekiwał drugiego kartonika. Następnego dnia Stefański, jako sędzia nadzorujący pracę systemu VAR podczas meczu Piast Gliwice - Pogoń Szczecin, zamieszał sędziemu Krzysztofowi Jakubikowi przy ewidentnym faulu na Konstantinie Vassiljevie.

 

 

 

 

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się